Przedświątecznie

W pracy prawdziwa harówka. Wróciłam przed 6pm. Byłam wymięta, wyrzęta (nie wiem dokładnie co to oznacza ale tak kiedyś starsze panie mówiły), przeciśnięta przez dziurkę w igle. Dowlekłam się do lodówki, pistawiłam rosół do podgrzania. MM proponował indyka, kiełbaskę, nie miałam siły ruszać szczęką. Wszystko tylko nie to. Rosołek wlałam w siebie. Po prysznicu, zrobieniu paznokci, wróciły siły lecz nie zdecydowałam się na żadne prace ozdobnicze. Ległam na kanapie. Pies obok, MM przykrył kocykiem. Life is good. Ozdoby walają się po całym domu a mnie to nie rusza. Kopnęłam to i owo, bo plącze mi się po nogami, pieski bawią się ozdobami a ja, dosłownie nic. Co się ze mną stało, zastanawiam się. Czy to ze zmęczenia brak reakcji. Nie ważne, mam czas. Choinkę kupimy jutro, to też mnie nie przeraża. Toż w ubiegłym roku choineczka stała już o tej porze. To był tamten rok, należy do historii. W tym roku będzie inaczej. Jak na razie walam się na kanapie.

Synuś nie ma zapalenia płuc, dobrze. Czuje się wciąż źle.

Mój katar i kaszel minął.

Dałam córci pieniążki na choineczkę i ozdoby. Niech ma, pieniżki mają to do siebie, że przychodzą i odchodzą.

Jaki jutro będzie dzień?

Ciężki.

Piątek wolny!!!!!!!!!!😁😁😁😁

Zmiany

Zimne poty obudziły mnie po 2am. Cała twarz zlana zimnym potem. Moje ciało rozpalone jak ogień, chociaż gorąca nie czuję. Nos zapchany i mam katar wewnętrzny, zbiera mi się na kichanie co chwilę. Zbiera się, ale nie kicham. Co dalej. Trudno powiedzieć. Muszę wstać i jakieś medykamenty przyjąć. Inaczej będzie źle bo nieciekawie to widzę. Ten tydzień mam pracujący. Aby mnie nie położyło do lóżka na dobre. Gorączki nie mierzyłam ale i nie czuję abym miała. Wygląda to na wstępne przeziębienie. Jeszcze półtorej godziny i trzeba będzie wstawać.

Ciekawa jestem i zjadę samochodem na dół do ulicy. Mam zapas piasku. Może mi się uda. Temperatura -3C, znów zapewne zamarzło to co wczorajsze słońce roztopiło. Planuję wyjazd z dzielnicy inną trasą, mniej pagórków i mniej oblodzonej jezdni. Tylko ulice osiedliwe są jeszcze w złym stanie, autostrady używane przez 24/h są przejezdne. Wczoraj były.

Do pracy dojechałam cała i niezdrowa. Katar, kaszel ale nie mam bólu głowy, gorączki, osłabienia, zawrotów głowy, nudności. Więc, z kaszlem i katarem dam sobie radę. 🤧😷🤫

Drogi główne przejezdne, szkoły od dzisiaj czynne to i ruch większy.

Dzień przeżyłam. Z nosa lało się jak z kranu, teraz kran jedynie przecieka.

Mój syn chory, jeszcze nigdy nie widziałam go tak zbiedzonego. Umówiłam wizytę i kazałam jechać do lekarza. Trochę marudził, w ostatniej chwili wyskoczył z łóżka i pojechał. Gorączka, wysokie ciśnienie, poty, dreszcze, osłabienie, ból żołądka. Dziś było za późno na zrobienie RTG, jutro musi pojechać. Dostał trochę leków w tym antybiotyk. Mam nadzieję, że jutro będzie lepiej. Dostał zwolnienie. Źle czuje się od tygodnia, wczoraj było lepiej i zdecydował się pójść do pracy. Dziś bardzo źle. Nastrój też ma przygnębiający.

Długo z nim rozmawiałam lecz do niczego nie doszliśmy. Ma trochę problemów z dziewczyną, wygląda na to, że się rozstaną. Jak każda kochająca mama, chciałabym jak najlepiej lecz….to dziewcze nie jest dla niego. Pozbawiona uczuć, zimna ryba nastawiona na branie. Zobaczymy co będzie, zebym chciała o tym napisać, powstałaby powieść.

Nie jestem chętna do prac ozdobniczych w moim domu. Jutro mam krótszy dzień w pracy, więc może po pracy zabiorę się do pracy😱.

Nie mam też ochoty ślęczenia w internecie i wyszukiwania prezentów, może też jutro.

Brak chęci nie kręci.

Alergia, prezenty

Co dziś mam w planie? Leżąc w łóżku właśnie, zastanawiam się, co dziś robić, przestawić …. chyba podmucham trochę liście i zajmę się ozdabianiem yardu. Trzeba wynieść resztę ozdób i lampek. Podłączyć to elektryki i sprawdzić ….  robi wrażenie czy nie?

A wczorajszego wieczoru zarzekałam się, że przeleżę i przewalam się cały dzień w łóżku. Tak, tak, będę leżeć jak będę chora, niezdolna do działania, stara, niedołężna.  Teraz trzeba wykorzystać każdy, każdziusi dzień.

Wstaję, kawa i do roboty. Dla bezpieczeństwa piję kawę Inkę. Po co kusić diabła. Ciśnienie na razie jest nie najgorsze, a przy nawale pracy, wciąż zapominam o terapii. Może dziś?

Liści nie dmuchałam, hałasu nie robiłam, nie dekorowałam, nie biegałam to w jedną to drugą stronę. Na dzielnicy cicho, sąsiedzi wyjechali, mam na myśli wszystkich z czterech stron mego domu. W oddali słychać leniwie przejeżdżające samochody. Świergot ptaków przypominał radosną ciepłą wiosnę a nie koniec listopada. Aby nie zakłócać spokoju Podjęłam decyzję posprzątania garażu. Zrobił się bałagan, panabie budowlancy do mojego bałaganu dołozyli swój, puszki i wiadra z farbą, pudełko otwarte z glazurą i cementem, listwy i listeweczki. W czasie kiedy sprzątałam garaż, MM układał plastik zabezpieczajacy w szufladach i półkach kuchennych. Jak powiedział, dawno stał na nogach tak długo. Szkoda jedynie, że jedna rolka plastiku wystarczała mu na jedną szufladę. Według mego systemu, wystarczał na jedną ]ogromna szufladę i jedną małą. Nie chciałam pouczać, być mądrzejszą lub się wymądrzać. Zrobił i to się liczy. Trzeba dokupić plastiku😩.

Układając narzędzi, nacgylając się, udrzyłam się w tójzębne grabie. Jednen ząb wbił mi się w czoło w obrębie brwi. Krew zatamowałam, zabezpieczyłam, na noc spuchło. Dobrze, że nie w oko się uderzyłam, wprawdzie można zyć z jednym okiem, ale dobrze mieć oba.

Black Friday mnie nie dotyczył bezpośrednio. Ciasto dyniowe nie ruszone mieliśmy oddać do sklepu, zrobimy to jutro. Córcia dzwoniła kilka razy. Namawiała na kupienie nowej lodówki, torebki i wielu innych rzeczy, wszystko pokazując na Face time. Przekonywałam, że lodówka bardzo dobrze się reprezentuje, torebki mam a taka jak chcę to sama muszę wybrać i obniżka nawet 50$ mnie w tej chwili nie interesuje. Podobno kupiła płaszczyk a Ivan kurtkę. Nie wiem co u syna, nie dzwonił, na pewno miał urwanie głowy w swoim sklepie.

Zakupiłam na Amazonie prezent dla córci, Braun food processor, z tarczą do tarkowania ziemniaków na placki😀. Nowszy model od mojego. W planie prezenty dla MM i Ivana – hartowane noże. Valeria dostanie miseczkę firmy Tassen, zastanawiam się która twarzyczkę wybrać. Synowi jeszcze nic nie wymyśliłam, może Fitbit, ostatnio zepsuł mu się, zastanawim się. Córki MM? To należy do MM, nie trafię w ich gusta. Może w bezguścia. Oj jestem uszypliwa, ale tak jest, to nie tylko moje zdanie.

Kilka dni temu odkurzałam liście, wiedząc że jestem uczulona na kurz z suchych liści i zapach z mokrych, nie przyjełam tabletki antyalergicznej. Nie wiem i trudno mi powiedzieć dlaczego nie przyjęłam. Od ciągłego wycierania i ocierania nosa, zrobił mi się strup, bolący strup. Mało że z guzem, rozciętym czołem to jeszcze ze strupem pod nosem.

Wyglądam ponętnie 😪

Relax

Planowany dzień wolny od opieki nad mamusią prysnął, jak bańka mydlana. Mamusia wymyśliła sobie, że pójdzie do sklepu, argumenty jak najbardziej rozsądne. Jeśli po kuchni kręci się godzinami to i do dzielnicowego sklepu może dojść i wrócić. Wszystko to prawda, lecz jednostajny krok to jest co innego niż dwa kroki i zatrzymanie się w bezruchu. Kazałam czekać na mój przyjazd. Słoneczny lecz wcale nie ciepły dzień, wiał lekki wiaterek nawet sprzyjał spacerowi. Wolniutko bez pośpiechu, mamusia podpierała się nową laską, doszłyśmy do sklepu. Powrót również był wolniutki. Swoje zakupy  w ilości dwóch rzeczy sama niosła. Nie zrobiła zakupów wielkich, jedynie takie jakie mogłaby sama udźwignąć. Była bardzo zadowolona że może dojść do sklepu i wrócić. Każdy człowiek ciszy się z samodzielności, nie jest od nikogo zależny, nie musi czekać na dostarczenie produktów żywnościowych niezbędnych w danej chwili.

Samodzielność daje zadowolenie a zarazem uczucie wolności.

Łzy z nadmiaru….

Do pracy dziś nie pojechałam, poczułam się bardzo zmęczona.

Do południa chodziłam w pidżamie. Ogarnęłam trochę kuchnię, wszelkie napoje jeszcze stały na blacie od party, pochowałam sztućce, kilka talerzyków. 

Przeprowadziłam dwie rozmowy na skype, znów uczucie zmęczenia mnie ogarnęło. Przeforsowałam się back yardem, wiem, teraz muszę dojść jakoś do siebie. Tylko jak to zrobić w szybkim tempie bez wspomagaczy? 

Leżę, śpię, włuczę się po domu i tak w kółeczko. Mam nadzieję na jutrzejszy pełen energii dzień. Jak będzie, zobaczymy. 

Córci tel wyrwał mnie ze snu i przerwał mary senne.

Wracała ze szkoły.

Później jakoś się rozkręciłam i podlałam: krzaczki, trawkę, kwiatki. Przy okazji zmyłam kurz z chodników i patio. Nie, nie robionych przezemnie, robione chyba ze 3 lata temu. Moje trzymają i mają się dobrze. Słońce już zachodzi, temperatura się lekko obniżyła, wyszłam na deck posiedzieć przy wiaterku z wiatraka. 

Popłakałam się patrząc na back yard. Ile pracy ja włożyłam, tylko ja wiem. Cieszy mnie widok, ładny widok a łzy spływają po policzkach. Trawa, krzewy i obecnie przekwitłe kwiaty, kambule nie kamienie, płyty kamienne, kamienie wokół płotu i kora, schodki, to moja ciężka praca, czasami ponad moje siły. Dlaczego to robiłam? Chciałam aby można było powiedzieć, że tutaj mieszkają ludzie. Lubię ład, porządek i ładne widoki. Wiem, że omal przypłaciłam to zdrowiem. Patrząc dziś na mnie,można powiedzieć, zmęczona to mało, wycieńczona. Już nie mam takich karkołomnych planów. To był pierwszy i ostatni raz takich prac. Teraz będą krótkookresowe. Zanim podejmę się jakiegoś projektu, pojadę do domu i odpocznę. Chociaż moja mama zaczęła wyobrażać, że będę jej gotować zupki każdego dnia. Sprowadziłam mamusię na ziemię. Na trzy dni mamusia, na trzy dni. Sama jem jedno danie przez kilka dni, masz lodówkę więc tam będziemy przechowywać. Nie spodobało się mojej mamusi. Nie ważne, czas się dostosować do rzeczywistości. Niech mi nikt nie mówi, że stara, jak stara to może wybrzydzać? O nie, nie tędy droga, moja mamusia może jeszcze swoje córki przeżyć.  Chcę w Polsce spokoju, odpoczynku bez plotek i obgadywania, będę się mamusią opiekować lecz na moich zasadach inaczej ja padnę a ona będzie miała się wciąż dobrze. Szczerze mówiąc mam wyrzuty sumienia, traktując mamusię nawet w rozmowie przez skypa, w ten sposób ale inaczej nie wolno z nią postępować. Dam radę, muszę dać radę. Nie mogę się poddać. 

Ptaszki jeszcze śpiewają, cykady zaczęły skrzeczeć swoje melodie, komary po sprejowaniu przez firmę czasami przelatują jak nieprzytomne a ich ukłucia swędzą króciutko, robi się przyjemny wieczorek, szkoda że w samotności. 

Wszystko w nadmiarze, jest szkodliwe.

Sobotnie popłudnie

Zakupy materiałów ogrodowych pożarły większość dnia. Pickupem zrobiliśmy trzy rundy do sklepu i z powrotem. 

Od wczoraj boli głowa z lewej strony, dziś z większym nasileniem. Ciśnienie krwi opadło, czuję się zmęczona, chora, smutna, nie mam chęci na prace na zewnątrz. Właściwie to łóżko ma na mnie ogromne właściwości przyciągające. 

Jeśli nie zapomnę to spojrzę wieczorem  w niebo, może ujrzę deszcz meteorytów,  a może z mojego miejsca na świecie nie będzie to wydażenie widoczne. 

Po przjęciu tabletek od bólu głowy, troszkę było lepiej. 

Odwiedziła nas Stefania (starsza córka MM)  było bardzo miło spędzić czas w jej towarzystwie. Nie miałam ochoty rozstawać się, ale co miłe i przyjemne, szybko się kończy, czas w mgnieniu oka umyka. Podarowałam jej wisiorek z zegarkiem w kształciem sowy. Nigdy tego zegareczka nie zawiesiłam na szyji, jej się spodobał, nie widziałam przeszkód do obdarowania i zrobienia jej przyjemności, bo dlaczego nie? 

Jak wspominałam, czas urlopowy, wyjeżdża na FL.

Zadzwoniłam do Roze, zaprosiłam na mini party. Na każde Bożenarodzenie jest u nas, niech będzie i teraz. Niech nie siedzi sama w domu. Miło ją będzie zobaczyć. 

Jestem już zmęczona, czas na sen. 

Paluszek, opuszek

Nie samą pracą człowiek żyje przecież, tym bardziej, że zmiażdżyłam sobie małego palca u prawej ręki. No stało się, dobrze, że nie stopy lub nogi. Płyty kamienne są bardzo ciężkie, a musiałam je podnosić, przkręcać czy przesuwać. Nie płakałam z bólu, bo co to by dało. Wsadziłam palca do ust i trochę ulżyło. Wciąż spuchnięty i czerwony. Staram się przy innych wykonywanych czynnościach odchylać go, boli. Z miesiąc i przestanie. Czasami jak opuszkiem palca w coś dotknę to z bólu aż pisnę. Dobrze, że już jestem na ukończeniu mojej dróżki.
Jeszcze kilka dni i będzie ukończone. To tyle o moich pracach “polowych”.
W tą sobotkę MM wrócił z Meksyku. Zawsze przesiadał się w Cancun, z uwagi na niebezpieczne porachunki mafijne w tym mieście, tym razem przesiadkę miał w Mexico City. Oczywiście, że się martwiłam. Meksyk nie jest krajem bezpiecznym. Ludzie wciąż wybierają ten kraj na wakacyjny odpoczynek, uroczystości weselne itp.. Osobiście wolę inne regiony. Już właśnie wykupiliśmy 7 dniowy pobyt na Arubie, wprawdzie na wiosnę, ale już żyję wyjazdem. Nie długo, bo za miesiąc, czeka mnie wyjazd do Polski, myślę, że odpocznę. Nie planuję, żadnych remontów i porządków w ogrodzie. Jeśli coś, to poproszę brata stryjecznego. On dogląda ogrodu pod moją nieobecność,więc i w razie potrzeby, pomoże kiedy będę na miejscu.
Przez weekend odpoczywałam, jeśli odpoczywam cała rodzina wie, że muszę być baaaardzo zmęczona lub chora, innej możliwości nie ma. Tak, nie ukrywam byłam bardzo zmęczona. Tydzień miałam pracowity, a jeszcze w piątek wysprzątałam cały dom. A jest co robić. To nie tak, że jest bałagan lub brud. Mając dwa pieski, zawsze jest odkurzanie, pranie poduch, zbieranie zabawek i ewentualnie jakiś gałązek, szyszek, kamyczków. Paprochy przyczepjają się do sierści nóg piesków i mam ich czasami wiele.

Takie to są uroki posiadania piesków.

Ten tydzień będzie spokojniejszy. 2 sierpnia mam wolne – moje urodziny. Wybieram się z moimi dziećmi na wystawną kolację. Party robię 19 sierpnia. Do tego dnia moj back yard ma być gotowy i zapięty na ostatni guzik. Jeszcze menu nie zostało opracowane, ale to najmniejszy kłopot. Zamówione zostały gołąbki, chlebek. Tort upiecze żona przyjaciela MM. Nie lubię jej wypieków, mimo że jej torty są przepięknie udekorowane (prowadzi firmę) lecz nie zjadliwe, za dużo cukru.
Wiem, że upiekę swój tort owocowy. Dawno dawno temu, zamieszczałam przepis wraz ze zdjęciami na starym blogu. Palce lizać.
MM dziś znów wyjeżdza, do czwartkowego wieczora będę sama.

Buraczki

Wczoraj miałam w pracy lekki dzień, zajechałam po spożywcze zakupy i do domku. Z uwagi na dziwne odczucia w nodze (od kilku dni) nie pracowałam na yardzie. Odpoczywałam. Można sobie zaszkodzić i rekowalenscencja może być dlugga. Zajęłam się umawianiem do lekarzy. Zadzwoniłam do swojej doktorki,  asystentka poinformowała, że choresterol trochę podwyższony i tabletki czekają na mnie w aptece. Reszta wyników jest bardzo dobra. Jestem zdrowa. Następny, był lekarz specjalista od kręgosłupa, zdecydowałam się na wizytę, prawa stopa od jakiegoś czasu mi drętwieje. Zaczęłam ponownie przyjmować tabletki. Nie chcę takiego bólu jaki miałam rok temu. Nieba można było liznąć. Rehabilitację jak najbardziej robię, możliwe nawet wiem, że na pewno, praca przy ścieżce mi szkodzi. Czasami dźwigam kamienne płyty, no trzeba przekręcić, podsunąć, odsunąć, innym bokiem ułożyć itd. Lekarz okulista, zapisana jestem na piątek, wiem że zrobię dwie pary okular a trzecie będą lecznicze słoneczne. U okulisty byłam 3 lata temu, możliwe że teraz mają większy wybór oprawek. Ostatnia lekarka to ginekolog, potrzebuję tabletek zapobiegających ostoporozie i skierowanie na prześwietlenie. Rok temu wszystko było dobrze z tym, że tabletki się skończyły i wizytę u ginekolog, jak 90% kobiet odciągałam. Najdłużej rozmawiałam z asystentką specjalisty od kregosłupa, szukałyśmy okienka na przyjęcie mnie jeszcze w tym tygodniu, żebym nie pracowała to znalazłoby się i w tym tygodniu. Wizytę mam w następny piątek. Nie jest źle, tabletki mam, ćwiczę, nic strasznego nie jest jeszcze odczuwalne, mogę poczekać. Nie potrafię siedzieć i się nudzić, aparat do ręki, statyw i pstrykałam. Mówiąc prawdę to były moje pierwsze zdjęcia robione ptakom. MM przyjedzie, sprawdzi czy ma telekonwenter, taki jaki ja potrzebuję, nie chcę robić jemu bałaganu w sprzęcie fotograficznym. Zdjęcia wrzuciłam do PC Adobe, troszkę rozświetliłam, ciutkę szumów zabrałam. ISO automatycznie leciało mi do 1600, więc i szumów więcej. Pierwsze zdjęcia ptaszków, które są w ciągłym ruchu, może być. Następnym razem zdam się na ręczne ustawienia. 

Wczoraj było spryskiwanie front i back yardu od komarów i muszek. Zrobilam też dobry uczynek, 10$ napiwku, sprawiło zaskoczenie i zadowolenia u młodego mężczyzny. Dzięki niemu jestem wolna od nieprzyjemnych owadów jakimi są komary, które mnie kochają, mogę cieszyć się śniadankiem i kolacją na decku. 
Śniadanko na decku, w oddali burczenie kosiarki i gaworzenie dzieciaczka, świergot ptaków, pochrapywanie Amber. 

Co w planach? Dalszy ciąg prac przy ścieżce. Pogoda wspaniała, nie wolno zmarnować. Tak, tak, pamiętać o kręgosłupie. Żadne pasy mi nie pomogą, to jest opinia specjalisty. Nad dróżką pracuję powoli z wieloma przerwami na wodę, piwko i coś do przegryzienia. Układanie dróżki dochodzi do końca ułożonych metalowych krawężnków. Co dalej? Muszę kupić krawężniki bo brakuje, piasek do poziomowania płyt, malutkie kamyczki, kamyki większe i cement. No z tym cemnetem to nie jestem do końca pewna. Pod płyty ułożyłam ogrodniczy materiał, przepuszczający wodę a nie przepuszczający chwasty. Jeśli kamyczki zacementuję, woda deszczowa zamiast wsiąkać w ziemię, będzie mi spływać jak szalona, a tego nie chcę. Muszę się na poważne zastanowić. Jestem już bardzo bliziutko miejsca na patio. Przedłużę moją dróżkę do wyjścia na back yard z lewej strony. Mam tam duży spadek. Zrobię kilka stopni z wielgachnych kamieni. Do tej pory nie miałam pomysłu, teraz moja dróżka zakończy się półkolem i połączy się z wejściem i wyjściem na back yard z drugiej strony. Będzie ładnie.

Teraz za dużo słońca, więc schowałam się w domku.

Budowanie patia zostanie wstrzymane, muszę dokończyć ścieżki i jeśli zostanie kamiennych płyt, patio będzie, jeśli nie, to posadzę tuję. Czy się przyjmie? Myślę, że tak, słońce jest o zachodzie i jest zasypany niewykorzystany dołek. Pracowałam z rozumem jak to się mówi, odpoczywałam często, piłam bardzo dużo wody. 

Ubrałam się bardzo ładnie, chociaż mogłam jechać, jak robol do apteki nikt i tak by nie zwrócił uwagi. Odebrałam tabletki. Obeszłam swoje “pole’ jeszcze raz. Pocieszyłam oczy.

Zabrałam się za gotowanie barszczu czerwonego. Buraczki córcia kupiła w ubiegłym tygodniu. Najpierw wywar z mięska, zapach …. ludzie chyba takiego zapachu nigdy nie czułam, a może….jestem po prostu głodna. Zdaje mi się, że to drugie. Buraczki potarkowałam w maszynie, szybciej, no że później trochę więcej zmywania, ale jednak łatwiej. Wstawiłam też ciasto na kajzerki do maszyny.

Jednym słowem praca pali się w rękach. 

Ciasto podchodzi w maszynie, buraczki się w garze gotują, siedzę przed tv, delektując się Martini Bianco. Nie mogę się doczytać, coś z firmą Martini się zmieniło, na etykiecie jest oprócz Martini ….Rossi. Bianco smakuje tak samo, nie wiem jak Rosso, nie mam odwagi próbować, po pierwsze butla litrowa, jak nie będzie to co piję od 18 roku mojego życia, to chyba się rozpłaczę. Więc, delektuję się Bianko, delikatnniejsze niż Rosso. Rosso jest bardziej ziołowe, ale takie lubię. Córcia kupiła w swoim sklepie Martini&Rossi Rosso. Inna butelka inny smak. Ja kupiłam Martini Rosso, na dole etykiety jest Martini& Rossi. Właśnie tej butelki nie otwieram. Ktoś powie, jaka jest różnica, a jest. Wypij piwo Żuber i jakieś karmelowe. Piwo jak piwo, % niby te same lecz smak, smak jest inny. Osobiście uwielbiam Żubra. 

Jutro mam bardzo trudny dzień w pracy, a ja muszę jeszcze czekac 40 minut, kajzerki rosną.

Znów ktoś strzela 10:12pm. Nie dobrze. Zresztą, czego się można spodziewać, każdy w domu ma broń. 



Buraczkowy zapach…. co za zapach….mięsko wyjęłam przed wrzuceniem potarkowanych buraczków, smak? Mało powiedzieć smaczne, chociaż prawie nigdy nie póbuję potraw podczas gotowania, dziś uczyniłam. Dosoliłam i dodałam ciutkę pieprzu oraz soli cebulowej. Nie muszę próbować po raz drugi. 

Musi, no musi być bardzo smaczne. 

Kajzerki? Jak zawsze polskie w smaku.

Odżywki

Przebudziłam się dziś o 4am. Za wcześnie. Usmażyłam naleśniki synkowi.

4:12pm

Jestem zmęczona i senna. Siedzę na szerokiej kanapie w oczekiwaniu na zabiegi piękności. Nie tylko pracą człowiek żyje. Paznokcie też potrzebują specjalnej pielęgnacij. Od ciągłego malowania, płytki paznokci rozdwajają się i pożółkły. Nie pierwszy i nie ostatni raz. Mimo że paznokcie potrzebują powietrza, nie można pokazać światu ich w takim stanie. Muszę kupić olejek rycynowy, może po jednym smarowaniu na noc, coś pomoże.

Dziś robię brwi, rzęsy i odżywienie cery twarzyczki. Przydałby się jakiś zabieg naświetlający. Zobaczymy co mi zaoferują oprócz tego co zamówiłam na dzisiaj.


 

Ożywiona i dożywiona moja skóra.

Profilaktyka

Dzisiaj jestem na badaniach kontrolnych. Nie lubię czekać. Pobrali krew,  pobadali i kazali czekać na pozostałe badania, a w pokoju zimno jak diabli. Zrobili Ekg, zajrzeli w gardło, uszy, nos i oczy. Pouciskali tarczyce. Teraz czekać na wyniki, będą dzwonić. Teraz jeszcze mam sie umowić z ginekolog, badanie ostoporozy i momogram. Wizyta u specjalisty od kręgosłupa również w planach, przed wyjazdem do Polski. Po tym wszystkim będę zdrowa i silna jak koń pociągowy bez podbitych kopyt.

Choroby nie szukam, profilaktycznie to wszystko, profilaktycznie.