ogryzekzycia

Nauczyć się być radosnym, kiedy serce płacze… Nauczyć się płakać, kiedy serce się cieszy… Nauczyć się dawać, nie dając… Nauczyć się brać, nie biorąc… Nauczyć się żyć, nie czując życia.. Nauczyć się ….miłości nie kochając… Nauka jest sztuką!!!!

Już w poniedziałek 6.02 czułam się nie najlepiej. Coś zapowiadało, że nie będzie dobrze. Jednak do pracy poszłam, bo nie byłam jeszcze na tyle chora aby leżeć w łóżku. W zasadzie i nic nie ciągnęło do tego łóżka. Ale po powrocie z pracy, położyłam się do łóżka, już nie wstałam. Wykonałam telefon, że mnie jutro nie będzie i nie wiem kiedy się pojawię. Ciśnienie skakało w górę i w dół. Powinnam wezwać pogotowie (z zalecenia lekarza) ale jeszcze ratowałam się słodyczami i kawą. Po dosłownie 2 minutach ciśnienie dolne i górne leciało niebezpiecznie w górę. Całe ciało bolało już nie mówię o bólu głowy, szyi, brzucha, kręgosłupa, nóg ….. Ciśnienie sobie, a bóle sobie, jakby były dwa osobne ciała. Piłam wodę. Usnęłam po silnej dawce przeciwbólowych. O godzinie 3 rano zerwałam się i biegiem do łazienki. Wymioty nie pozwoliły mi usnąć do godziny 6 rano.

7.02

Ciśnienie w dalszym ciągu nienormalne. Z łózka już nie wychodziłam. MM zadzwonił do lekarki rodzinnej, która kazała wzywać pogotowie albo wieźć mnie na pogotowie. Ale wiadomo MM przestraszony, więc chyba trochę więcej powiedział niż było faktycznie. Przespałam do południa. Zdecydowałam na wyjazd do lecznicy. Tylko już nie mogłam chodzić. Przestraszyłam się, zawroty głowy, a nogi nie chciały mnie utrzymać więc upadłam na kolana, a z kolan położyłam się na podłogę. Chyba nie było takiej części ciała aby mnie nie bolała. MM nie potrafił mi pomóc, po pierwsze był w panice, drugie nie pozwalałam się dotknąć bo wszystko bolało.

Jakoś zmobilizowałam się i chwiejnym krokiem przy pomocy MMa zeszliśmy do garażu. Jazda samochodem doprowadziła mnie do takich wymiotów, że nawet chyba z każdego zakamarka żołądka i jelita wszystko wydaliłam. Najgorsze było to, że organizm chciał wydalić i moje jelita. Brak jakiejkolwiek kontroli i świadomość, że dzieje się coś niedobrego, płakałam z bólu i bezradności. Obrzygana i mokra nie tylko z wymiotów, ale się zsikałam, dojechaliśmy do lekarza. No co pobadali, posłuchali. Jechać na pogotowie. Zanim na pogotowie poprosiłam MMa …do domu, do domu bo jestem cała mokra, zziębnięta…i…śmierdząca.

Gdy wróciliśmy do domu poczułam się na tyle dobrze, że mogłam wziąć prysznic. Po prysznicu wsunęłam się do łózka i tak usnęłam.

8.02

Samopoczucie było dobre ale do pracy nie pojechałam. Ciśnienie skakało, ale niebezpieczeństwa nie było, wszelkie bóle ustały. Ale w zasadzie to w nocy nie spałam, kontrolowałam ciśnienie bo zaczęło ponownie skakać no i ból z tyłu głowy się nasilił. W sumie przespałam 3 godzinki a z rana postanowiłam, że pojadę do pracy.

9.02

W pracy kilka razy mierzyłam ciśnienie i nie było tak źle. Zajęta sprawami nie miałam czasu myśleć o samopoczuciu. Po powrocie do domu, poczułam dziwny ucisk w klatce piersiowej. Jeden czy dwa razy to i za chwilę zapomniałam. Momentami był zawrót głowy. Bagatelizowałam, bo przecież mógł to być nerwoból, tylko wciąż mnie coś niepokoiło. Ciśnienie skoczyło już do sufitu, zawroty głowy i ogólnie samopoczucie tragiczne, no i osłabienie. Klatkę piersiową uciskał wielki kamień.

Wiem przecież jak wzywać pomocy. Wystukujesz numer i czekasz, aż ktoś po drugiej stronie się odezwie. Syn już był przy mnie, kontrolował co robię i co mówię. Powolutku mówiłam bo jakoś tak nie udawało mi się szybko mówić, jakoś język spowolniał. Zanim skończyłam udzielanie informacji i przyjęciu 4 Aspiryn, które przed połknięciem musiałam pogryźć, już na podjeździe było pogotowie. Na ulicy straż pożarna. Kto był bliżej ten jechał. Przyjechali omalże jednocześnie.

Anioły w kitlach medycznych

Obsługa medyczna w ilości 3 przystojniaków z karetki pogotowia i 2 strażaków w mundurach strażacki i hełmach na głowie. Panowie delikatni w rozmowie i przy badaniu, nikt nie popędzał nikt nie zmuszał do niczego. Zostałam podpięta do masy kabli. 4 aspiryny zaczęły bardzo szybko działać i poczułam się na tyle dobrze, że zaczęłam zastanawiać się czy w ogóle warto mnie gdziekolwiek zabierać. Ciśnienie było jeszcze bardzo wysokie i nie opadło jeszcze na bezpieczny poziom. Spytałam najwyższego wzrostem ratownika, przystojnego jak diabli co mi radzi. Radziłbym jechać.. powiedział…..na pogotowiu zrobią wszelkie prześwietlenia i badania…wykluczą lub coś znajdą ale to będzie zrobione w jednym miejscu, bezpiecznym miejscu gdyby coś ponownie się zaczęło dziać. Bo przecież ta sytuacja jest od kilku dni i to nie znaczy, że nie będzie nawrotu.

Powiem Ci…lubię Ciebie i pojadę z Tobą ..odpowiedziałam a On pokazał rząd pięknych zębów w uśmiechu od ucha do ucha.

Chcieli mnie najpierw położyć na nosze, później na specjalne krzesło ale zdecydowałam, że z ich pomocą zejdę o własnych siłach po schodach do karetki. W asyście pięciu przystojniaków ożywiłam się. Tacy przystojni, że zakołysałam się na swoich nogach, musieli mnie mocniej podtrzymać. W karetce pożartowałam jeszcze z najprzystojniejszym z zespołu. Mało, że przystojny to głos niebiańsko delikatny i usposobienie delikatne. Pozostali również byli cudowni.

Podczas jazdy, miałam uzgodniony pokój do którego mają mnie dostarczyć.

W pokoju 26 czekały na mnie 3 pielęgniarki. Zostałam przeniesiona z jednego łózka na drugie i przypięta zostałam do innych szpitalnych kabli.

Pielęgniarki sympatyczne, każda miała swoje zadanie do wykonania. Wszelkie prześwietlenia i USG zostały zrobione bez przetransportowywania mnie. Maszyny do mnie przyjeżdżały. A pielęgniarki je obsługujące to prawdziwe anioły w kitlach. Pani doktor również sympatyczna. Wyjaśniła mój stan zdrowia. Czekając na badania usnęłam, a nade mną czuwała moja córcia, która przyjechała, porzucając spotkanie w restauracji. Synek został w domu, MM został poinformowany ale nie mógł porzucić stanowiska pracy.

Sobota, niedziela i poniedziałek 10,11,12 luty odpoczywałam i leczyłam się przepisanymi lekarstwami.

Mam na siebie uważać, zero stresu, tabletki na ciśnienie przyjmować każdego dnia rano i wieczorem, dieta bez cukrowa, bez tłuszczowa. Kardiolog ponownie się kłania.

Z dietą się zgadam ale .. ta bez cukrowa mnie bardzo niepokoi.

Do domu wróciłam 10.02 w sobotę po 1 w nocy. MM czekał zmartwiony przepraszając, że nie mógł być przy mnie. Syn też jeszcze był.

Żyć jeszcze będę

Posted in

Leave a comment