Poranek przewitał wspaniałą słoneczną pogodą. MM wczoraj wydmuchał taras z opadających już liści. Można posiedzieć pod parasolem i chłonąć przyjemne powietrze. Na razie gorąc ustąpiła ale to nie znaczy, że nie wraca. Oj wraca, wraca, pod koniec następnego tygodnia znów zapowiadają upały i ulewy. Zanim to nastąpi będę częściej przebywać na tarasie, oczywiście tyle na ile mi czas pozwoli.
Jestem zajęta remontem oraz pracą zawodową. Mało czasu mam na releks, taki prawdziwy relax. Z planowanego wyjazdu do Polski, który to miał nastąpić wczesną wiosną, zostały tylko wspomnienia. Za kilka tygodni to i wspomnień nie będzie. Córcia ma wesele w maju, poprosiła abym nie leciała jak na razie, bo to może się wszystko wydarzyć. Popieram tę myśl, bo faktycznie może się wszystko wydarzyć. Z planami wyjazdu do Polski się wstrzymam. Przecież nie muszę jak szalona pracować przy tym remoncie.
Chociaż nie mogę się powstrzymać, jeśli idzie praca dobrze, to ciężko jest się powstrzymać.
Dziś będę kłaść izolację na ścianie w „schowku”. Jest to pomieszczenie pod spadem dachu. Jest wprawdzie wata lecz nie jest położona jak powinno być. Nie dziwię się, że ktoś potraktował to po macoszemu. Schowek, składzik gdzie w zasadzie można położyć, składować odzież zimową, pościel, walizki i torby. Rzeczy które używane są raz lub dwa razy do roku. Nie jest wielkim pomieszczeniem i MM już się nie zmieści.
Dziś też przejrzę te rzeczy, przechowuję w specjalnych przezroczystych workach. Już zauważyłam że wiele z nich jest do oddania. Nie nosiłam i nie używałam kilka lat to i teraz tego robić nie będę.
Trzymać, bo mam miejsce do składowania, też jest głupim pomysłem.
Przejrzałam worki plastikowe. W niektórych workach było powierze. Trzeba było sprawdzić czy faktycznie jest jakaś dziura, szczelina, że worek nabrzmiał powietrzem.
Pozmieniałam nieszczelne worki na nowe. Wygodniej było nosić na poddasze mniejsze worki.
MM pojechał do starszej córcki, więc nie miałam „pomocnika” mentalnego, bo o fizycznym w obecnej sytuacji mogę zapomnieć. Ma kolanowe problemy, z biegiem czasu coraz większe. Powinien wykonywać zalecone prze lekarza ćwiczenia, ale jak każdy z nas to robi. 2 dni poćwiczył i….no właśnie po 2 dniach nie przestało.
Nie jestem jakimś idelanym wyjątkiem. Jak rozpocznę ćwiczenia to ćwiczę każdego dnia. Jeśli odpuszczę jeden dzień to odpuszczam już na miesiące. Na siłownie od covida nie chodzę i całkowicie zrezygnowałam. Może się wydawać, że moje remonty zastępują siłownie i domowe ćwiczenia, niestety ale nie. Do pracy używam innych mięśni i ścięgnien, a siłownia… no właśnie, moja osobista siłownia w podpiwniczeniu niedługo zerdzewieje. Mam dwa rowerki, jeden z nich jest typowo terapeutyczny. Bieżnia, ławeczka z ciężarkami, „Bieżnia” do biegania z przypiętymi nartami. Urządzenie rozciągające na brzuch i biodra. Gumy i sznury różnego rodzaju zawieszane. Do utrzymania balansu kółka drewniane, cegiełki, piłki duże i małe, na razie tyle. Jedno urządzenie by wystarczyło aby tylko było używane.
Może jak skończę remonty, wezmę się za siebie. Może, nie znaczy, że się wezmę.
Po uporządkowaniu składziku/ schowka, ciutkę odpoczęłam i wyszłam na zewnątrz. Mój ogródek potrzebował mojej ręki. MM włączał nawadnianie, trochę mył chodniki pod ciśnieniem ale zielska nie wyrywał. Szczerze mówiąc, mnie też to zielsko rosnące wysoko nie przeszkadzało, nie było kiedy patrzeć przez okno. Jakoś tak wzrok zatrzymywał się tam gdzie jeszcze różyczki kwitną i nie są przykryte, zasłonięte zielskiem. Z pracy do roboty a jeśli nie do roboty to do komutera i tak dni leciały.
Zakasałam rękawy i zaczęłam wyrywać zielsko. Nawet nie spodziewałam się, że będę miała tak ogromną przyjemność z wykonywanej czynności jaką było pielenie ogródka.
Zielony kolor roślinek i kwiatów, wolniutko zmienia kolory na żółte i brązowe.
Idzie jesień. 🍁🍁🍁🍁🍁
Niedzielny poranek spędzony na tarasie zaliczam do bardzo udanych. Najważniejsze….nie ma komarów. Zawsze, bez znaczenia na porę dnia krążyły wokół mnie, gryzły i nie brzęczały. Od kilku dni nie zauważam ich obecności. W garażu, a pracuję przy otwartych drzwiach, również komarów nie ma. Ale pojawiły się duże leśne mrówki w ilościach większych niż zazwyczaj.
Niedzielka, więc będzie więcej wypoczynku niż pracy.
Dziś robimy grilla.
Z grilla jadam jedynie kiełbaski i nic po za tym. No i oczywiście podpieczony chlebek, mniam, mniam.

Leave a comment