Syrop pomógł, aspiryna również. Po 4pm zdjęłam pidżamę i nałożyłam coś wygodniejszego. Przeleżałam cały dzień w łóżku. Plan był taki: żeby nie robić sobie planów ani problemów, leżeć w łóżeczku i rozczochraną być. Nie udało się, córcia zadzwoniła, że z zaproszenia na cappuccino skorzystają dzisiaj.
Nos czerwony ale to jeszcze nic. Wypryszczyło mnie. Po przebraniu się i ułożeniu włosów, wyglądałam jak uczesane czupiradło. Nic już mi nie pomogło, było jak było.
W domu panuje świąteczny nastrój w lodówce i baryku również. Nie mam się czego wstydzić. Chyba tylko swego wymęczonego wyglądu. Gorączka chodzi po mnie i mnie dobija. Jestem na jutro zaproszona na pracowe party 🎉, nie wiem czy się zdecyduję. Ale to jeszcze kilka godzin. Nie ma co się stresować.
Córcia z Iv odwiedzili, przyjemnie było posiedzieć przy choince 🌲.

Takie świąteczno-poświąteczne leniwe spotkanie.


Leave a comment