Na pierwszy ogień poszło pranie. Nie dlatego, że nazbierały się góry prania bo do tego nigdy nie dopuszczam. Pranie tylko „roboczych/biurowych garniturków, oraz te z prac remontowych oraz domowych. Piorę swoje i nigdy nie mieszam z praniem MMa. On swoje sam pierze i po wysuszeniu w suszarce, składa. Prasowanie jest ale tylko sporadyczne, koszul męskich, jeśli niezbędny jest w biurze. Druga moja czynność na dzień dzisiejszy, to rozpoczęcie gotowania rosołu z kurczaka, bez dodatków innych, mięs. Nie jestm przyzwyczajona do gotowania rosołu z mięs mieszanych. Moja Mamusia gotowała rosoły, ale jeśli miął być z kury to był z kury, jeśli wołowy to był wołowy. Ja mam tak samo ale gotuję jedynie rosół z kurczaka inne mi nie smakują. Rosołek wyszedł bardzo dobry.
Zanim rozpoczęłam gotować to potarkowałam marchewkę i pietruszkę, zaplanowałam potarkować wszystką zakupioną pietruszkę i marchewkę to obieranie mi troszkę zajęło. Miałam ponad 5 kg marchewki, i kilka dużych pietruszek. Tarkowanie zajęło mi 4 minuty z zegarkiem na ręku. Robot zawsze usprawnia pracę i ułatwia życie.
Wszystko popakowałam do woreczków strunowych i włożyłam do zamrażarki.
Mam jeszcze buraki czerwone do tarkowania, ale to nie dziś. Możliwe, że jutro.
Muszę parę buraków ugotować, córcia podesłała mi przepis na sałatkę. Wygląda smacznie i mam zamiar wypróbować.
Rosołek prawie zjedzony. Zawsze tak jest i nie ważne jaką zupę gotuje. Jeśli gotuję w małym garnku zawsze jej brakuje. Jeśli w dużym garnku zawsze zostaje nie zjedzona. Nie wiem na czym polega ta tajemnica.
Większość czasu poświęciłam na odpoczynek.
Samopoczucie dobre i życzę tak samo a nawet lepiej na jutro.
Leave a comment