ogryzekzycia

Nauczyć się być radosnym, kiedy serce płacze… Nauczyć się płakać, kiedy serce się cieszy… Nauczyć się dawać, nie dając… Nauczyć się brać, nie biorąc… Nauczyć się żyć, nie czując życia.. Nauczyć się ….miłości nie kochając… Nauka jest sztuką!!!!

Poniedziałek, miałam dzień wolny. Zauważyłam, że moja praca jest powolniejsza, częściej odpoczywam. Opóźnienia w reagowaniu uznałam za zmęczenie. Pracowałam przy podłodze w łazience. Duszenie nad mostkiem zaczęłam odczuwać, po południu. Nigdy nie należy lekceważyć takich dziwnych sygnałów jakie wysyła nasz organizm, ta myśl skierowała moje dwa palce w kierunku szyi. Odszukałam tętnicę, nie miałam problemu z odszukaniem, tętnica dość mocno stukała……moje serce robiło przerwy. Wiedziałam, że w tym wypadku nie potrafię pomóc sobie. Przyjęłam Baby Aspirynę, to był koniec moich pomysłów.

Wykonałam telefon do mojej rodzinnej, niestety nie odważyła się mnie przyjąć. Zaproponowała wizytę w ER. Po powrocie MMa z pracy, zaczęliśmy się zastanawiać co robić. Biorąc za i przeciw, zostałam w domu.

Wtorek – pojechałam do pracy. Czasami na 5 bum bum serca, przerwa. Ale trafiało się że na 100 bum bum, była jedna dłuższa przerwa. Podczas przerw w biciu serca, duszenie mniejsze lub większe, dłuższe lub krótsze. Ryzykowałam? Tak, ale musiałam być w pracy. Też wiem, że nie ma ludzi niezastąpionych, wiem też, że na moje miejsce czeka długa kolejka osób do zatrudnienia.

Wracając do domu, zadzwoniłam do córci. Od razu wyczuła, że jest ze mną nie najlepiej. Zadzwoniłam, bo wiedziałam, że potrzebuję asekuracji. Dojechałam szczęśliwie. Jeśli tutaj jestem to oznacza, że szczęśliwie dotarłam do domu.

Nie odważyłam się jechać do ER sama. Poczekałam na powrót Ma z pracy. Gdy powiedziałam, że trzeba zawieźć mnie na pogotowie to był w przeciągu 10 minut. Pracuje 2 zjazdy dalej autostradą na północ.

Ponownie, ważenie, mierzenie, wiadro krwi pobranej, EKG, ciśnieniomierz, temperatura, osłuchanie, prześwietlenie płuc ze wszystkich stron. Czekanie, długie czekanie na zwolnienie się pokoju wizyt. Poruszanie się było ograniczone, na jednej ręce rękaw do EKG, na drugiej weflon.

Wynalezienie welonu, uważam za ogromną rewolucję w medycynie. Wiem coś o tym.

Po jakimś czasie przezwieźli mnie do pokoju wizyt. Zostałam podłączona na stałe do monitorów. Przykryta ciepłymi “kocami/prześcieradłami” , nareszcie mogłam się ogrzać. Na poczekalni panował chłód. Oczekujący ludzie okrywali się i kulili się z zimna. Miałam kurtkę i flanelową koszulę w samochodzie, zawsze mam ze sobą + ciepłe obuwie. MM przyniósł, więc nie miałam tak żle.

Ciśnienie krwi było w normie. Nareszcie, od dłuższego czasu systematycznie przyjmuję tabletki na ciśnienie. Najdłużej czekaliśmy na wyniki z badania krwi.

Doktor pojawiał się i nie znikał, był ze mną i był nie tylko pomocny ale i uprzejmy, podobnie jak cały zespól medyczny w ER. Przeprowadził ze mną wywiad, zlecił jeszcze dodatkowe badanie.

Zawieziono mnie do innego gabinetu gdzie stała taka oto maszyna, która miała za zadanie prześwietlić mi płuca i wykryć ewentualne zatory. Udzielono mi wskazówek, jaka może zaistnieć reakcja mego organizmu na dożylne podanie kontrastu.

Po powrocie do pokoju wizyt, ciśnienie mi skoczyło do 199/91. Dziwiłam się bardzo, że głowa mi nie bolała i nie miałam mdłości. Lekarz bardzo szybciutka się pojawił z informacją, że to jest ujemna reakcja organizmu, nie będą mi podawać żadnych leków a jedynie kontrolować. Spadek ciśnienia może przebiegać do godziny lub dłużej. W międzyczasie podano mi inhalator. Pomógł nieznacznie ale to nieznacznie mnie ucieszyło.

Byłam już zmęczona procedurami. Personel medyczny był uprzejmy, delikatny i nic nie mam im do zarzucenia.

Ostatecznie przyszedł wynik z ostatniego badania. Wszystko dobrze, złych rzeczy nie znalezione a pacjent zszedł.

Faktycznie, otrzymałam długi wypis. W domu byliśmy po północy.

Wszystko powinno dobrze działać, ale nie jest tak jak powinno.

Mam udać do kardiologa, co zrobię w najbliższym czasie. Mój kardiolog – gabinet godzina jazdy – za daleko.

Poprosiłam lekarza z pogotowia o polecanego kardiologa. Mam namiary.


Nadeszła środa, jeśli tutaj jestem to znaczy, żyję.

Po 1 pm, ja w pidżamie. Wiem, że dziś przechodzę cały dzień w podomce. To niedobry znak. Tak być nie powinno. Planowałam robić coś przy podłodze ale…nie mam zdrowia na 100%.

Całą rodzinę postawiłam na nogi. MMa zmartwiony. Córcia czekała pod telefonem i sprawdzała gdzie jestem. Położyła się spać gdy napisałam “dobranoc”, syn podobnie. Nie lubię martwić mojej małej rodzinki, niestety zdaża się.

Córcia przeanalizowała moje wyniki ze wszystkich badań.

  • mamusia jest dobrze, ale pij więcej wody
  • jedz więcej ale nie słodkości, jesteś na granicy anemii
  • potrzebujesz zbalansowanej diety, bez niej ani rusz, spytaj kardiologa o dietę
  • ruszać się nie musisz, przy remoncie nagimnastykujesz się, ale więcej świeżego powietrza

Dostałam od córci wskazówki, od syna przytulasa, od MMa wzrok pełen troski oraz dużo słów miłości.


Wracam do łóżka.

Posted in

Leave a comment