Przyłapana, na kolanach.

Drugi wolny dzień od pracy i drugi dzień sprzątania choinek i ozdób w domu. Na zewnątrz planuję zbierać ozdoby świąteczne w następnym tygodniu, zapowiadają już całkowite ocieplenie do 18C.

Dziś mieliśmy od -10C do -4C. Szkoły, poczty, panowie od śmieci, inne urzędy, nie pracują. Lód został przkryty śniegiem. Czekamy na ocieplenie.

Ozdabianie domu było długie, bo gdzie i co powiewiesić lub postawić, potrzebowało czasu. Zdejmowanie szło mi szybciej, układanie, a więc ogranizacja w pudłach szła i idzie mi trochę dłużej. Zresztą jak zawsze, przy tym zajęciu. Biegałam z piwnicy na piętro, z piętra do piwnicy, może do setki dociągnęłam. Fitbita mam ale … chyba wywaliłam do śmieci ładowarkę, drugi stareńki też nie ma ładowarki. Zegarek app, przy włączonej aplikacji aktywności fizycznej pożera baterię bardzo szybko, więc trudno powiedzieć ile pięter pokonałam. Wystarczająco dużo jeśli kolana zaczęły boleć. Schowałam się w łazience aby MM nie zauważył, bo to zaraz zacznie się martwić, kombinować co by tu zrobić, jak mi pomóc, proponować odpoczynek. Nie byłam zmęczona, jedynie kolana odmawiały posłuszeństwa, nawet przy szerokim rozstawianiu nóg wchodząc po schodach bolały, przy uciskaniu ich i schyleniu się prawie do ziemi też bolały, wchodzenie bokiem nie pomogło, na czworaka tylko nie próbowałam. 🙈Po cichutku zaczęłam nacierać kolana maścią. Nie zdążyłam schować maści i naciągnąć dresów, kiedy MM stanął w drzwiach łazienki. Ujrzałam strapioną minę. Na pytania, dlaczego nie mówię, odpowiedź była krótka, nikt mi nie pomoże, boli to boli, przestanie. Faktycznie, nawet jak coś mnie bardzo boli, odpowiadam, OK, good. Jak już ból jest nie do wytrzymania i żadne proszki przeciwbólowe nie pomagają, stwierdzam, że potrzebuję lekarza. MM podał mi swoją maść, nie skorzystałam, zanim moja maść pomaga na takie dolegliwości będę jej używać. Nigdy nie miałam problemu z kolanami ale po bieganiu po schodach i dźwiganiu pudeł, miały prawo się zbuntować. MM proponował pomoc niejednokrotnit, z tym że to jest uciążliwe. Pudło nie jest do końca załadowane lub przenoszę ozdoby z pudła do pudła. Wieczorem zaprzestałam, zbierania ozdób, chwyciłam sekator i cięłam choinkę. Córcia przez telefon, stwierdziła. ‘ Robiłaś w domu to, co zwykle robisz na zewnątrz. A że na podwórzu zimno, urządziłaś prace ogrodowe w domu. I dobrze mamuś’. Dobrze, czy źle, nabałaganiłam okrutnie. Igiełki strzelały i sypały się po pokoju. Po to mam odkurzacz aby jutro posprzątać.

Ważne chęci, lecz czyny ważniejsze

Jacy są znajomi z pracy, każdy dokładnie wie. Jednych lubimy innych unikamy. Bywa i tak, że przy okazji imien lub innych uroczystości, zostajemy w oddali, nie mamy ochoty składać życzeń. Nie zależy nam na ich zdrowiu lub chorobie, szczęściu lub nieszczęściu. Pozostajemy obojętni. Nie mamy ochoty na serwowane ciasta, kawy, herbaty. Nieszczere życzenia, udawane uśmiechy, uściski, osobiście mnie drażnią. Nie chcę sztuczności i tym samym, nie chcę tą sztucznością nikogo obdarowywać. To jest bardzo proste: lubię lub nie lubię, toleruję lub nie toleruję, kocham lub nie kocham, chcę kogoś odwiedzić lub nie chcę. W zakładach pracy jest jeszcze coś pomiędzy: wypada, muszę. Nawet jak nie mamy ochoty to musimy. Inaczej odbije się to na premii, nagrodzie.

Pracowe znajomości nie żyją po za pracą. Jeśli nawet, to z biegiem czasu nabierają innych znaczeń, umierają śmiercią naturalną. W Polsce nie miałam koleżanek z pracy, na gruncie prywatnym. To były znajomości w biurach. Z biegiem lat w wyniku zajmowanych stanowisk, nie wypadało “zaprzyjaźniać się” z innymi pracownikami. Szfostwo żyło swoim życiem, z tego “życia” również nikt nie pozostał wśród mego grona znajomych, a na pewno nie przyjaciół. Edukacyjni koledzy, przyjaciele, znajomi z biegiem czasu, też się wykruszyli, jak kruszy się suchy chleb. Ktoś został, tylko kilomerty dzielące nas nie ułatwiają utrzymanie kontaktów, mimo że działają komnikatory i społeczności internetowe. Zamieszkiwanie na innych kontynentach spowodowało zmianę poglądów i nie mówię tutaj o politycznych.

Pracuję obecnie wśród społeczności amerykańskiej, jedni przyjazdni, innym wszystko obojętne. Zrobione, odfajkowane, dziękuję, do widdzenia albo i nie do widzenia. Nigdy mi nie zależało na koleżeństwie i przyjaźniach. Jestem jaka jestem, a najlepiej czuję się w swojej rodzinie i ze sobą. Nie nudzę się we własnym towarzystwie, jest mi bardzo wygodnie i to towarzystwo sobie bardzo cenię. Jestem osobą otwartą na poznawanie wszystkiego nowego. Takim to sposobem zaprosiłam koleżankę z pracy wraz z mężem w odwiedziny do mojego domu. Kupiła dom nad oceanem i wyprowadza się wraz z całym dobytkiem, a jest to mąż i pies, do innego stanu i już nowego domu. Stwierdziłyśmy, że chcemy kontynuować naszą znajomość nawet na odległość. Początkowo nasze spotkanie ustaliłyśmy na czartek. Hrnold a mąż Ellen, nie był chętny na towarzyszenie w spotkaniu. Po wymianie smsów, okazało się, że czwartek nie bardzo jej pasuje. Zaczęłam podejrzewać, że po prostu rezygnuje, a nie chcąc mnie urazić, kombinuje. Nie zrażona, zaproponowałam piątek. Byłam w błędzie z tym kominowaniem. Termin jak najbardziej jej pasował i …Haroldowi też.

Przyjechali!!!!!! Ellen była ciekawa mojego domu i rozpoczęliśmy “wycieczkę” po “salonach”. Harold szybko nawiązał rozmowę z MM. Upiekłam chlebek turecki, który przypadł moim gościom do gustu a kawa, jak kawa. Spędziliśmy w swoim towarzystwie ponad 2 godziny, i powiem, nie nudziliśmy się. Zaklepaliśmy następny termin naszego spotkania, jeszcze przed ich całkowitym wyjazdem z miasta.

Lubiłam i lubię swoich nowych znajomych. Po ich wyjeździe zastanawiałam się….że też im się chciało do mnie przyjechać….

Musi w tym coś być, może nie w tym, tylko we mnie.

Zadowolona jestem bardzo ze spotkania, MM również.

Mam nadzieję, że ta znajomość utrzyma się na dłużej.

Prezent jaki otrzymałam od nowych znajomych. Może to nic, a dał mi wiele radości.

Trzeba umieć cieszyć się z niczego, tak niewiele osób opanowało tą sztukę.

Drugi dzień 2018

Przegląd wiadomości: ” Stockinger się zakochał”

Bardzo dobrze, lepsza miłość od nienawiści. Nawet jeśli kocha 20-latkę. Co komu do tego. Miłość, mówią, nie zna granic i nie liczy wieku. Nie każdemu jest dane przeżycie prawdziwej miłości, różowych okulach, skrzydeł zamiast ramion, łez z uniesienia i braku możliwości Jego widzenia, seca drżenia. Kochać kogoś, daje nam wiarę na lepszą przyszłość. Kochajmy i róbmy wszystko aby nas kochana. Pozwolić komuś aby nas kochał, nie jest proste. Przecież jesteśmy otwarci, wspaniali, piękni, mądrzy, tylko …. kocha się za SERCE a nie za piękno czy mądrość. Dodatki w postaci piękna i mądrości są jak najbardziej mile widziane na początku naszej miłosnej drogi😁.

Czasami mamy wrażenie, że kochamy a przy mniejszej porażce jego/jej wylewamy kubeł zimnej wody, nie ma prób zrozumienia, pomocy, kompromisu. Ale i taka namiastka miłości jest światu potrzebna, bo każde uczucie prowadzi do miłości, mimo że jest to kręta droga. Każda miłość przemienia się w inną dojrzalszą miłość, zroumienie, uczy nad ciepliwości i dbałości o jego/ją.

Więc nie należy krytykować kogoś za jego uczucia miłości. ( nie poruszam spraw religijnych) Niech kocha i niech będzie kochany, nawet za to że ma kasę lub jej nie ma, za zmarszczki, za to że nas kocha, za młodość i starość wreszcie za serce, którego coraz mniej na tym świecie.

Pozwólmy ludziom dokonywać wybory, robić pomyłki i płacz po utracie. Nie decydujmy za innych, każdy ma swoje życie do przeżycia i nie starajmy się żyć za kogoś, to jest niemożliwe.

“Chiny potęgą gospodarczą”. Kraj bogaci się na wykorzystywaniu dzieci do prac za miseczkę ryżu. Kraj gdzie jest najwyższy wskaźnik samobójstw. Kraj w którym ludzie sciśnięci są jak sardynki w konserwie, gdzie jeszcze do nie dawna pozwalano na zabicie drugiegi dziecka tym samym posiadanie JEDNEGO. Kraj gdzie je się dosłownie wszystko, łącznie z karaluchami. MM pracował w Chinach przez 6 miesięcy. Widział – ruszające się na takerzach ruszające się robaki, karaluchy, smażone psie mięso itd. Kraj który nie daje rady z wyżywieniem swoich obywateli, emisją gazów (wszędobylski smog), wykorzystywaniem ludzi do orac w nieludzkich warunkach, jest na łamach wszystkich gazet i wigóke nie dlatego że jego praktyki są karygodne ale, że w związku z prowadzeniem karygodnej polityki staje się potęgą gospodarczą. Każdy czytał o listach wszywanych lub wkładanych w wyroby z Chin, w których pracownicy proszą o pomoc. Świat nic z tym nie robi, zachłystnął się “potęgą” i spowadza za grosze produkty z Chin.

Nie popieram polityki Chin, również kupuję chińszczyznę i wcale nie dlatego że jest tania, nie ma czasami wyboru, bo w moim kraju taki produkt nie jest produkowany. (Światowa polityka?) MM kupił, a właściwie zamówił na amazonie, coś co pomoże i ułatwi śpiące życie. Przed snem nie będę musiał trzymać w ręku iphona lub ipada. Pudełko jak pudełko lecz zastawiające, nie ma żadnej wzmianki o producencie, obracając we wszystkie strony, szukałam i szukałam na pudle i pudło. Nie znalazłam. MM zamontował, próbowałam jeszcze przed świętami, jeden raz. Trochę nie wygodne jak się nie ruszam, w bezruchu jest ok. Ręce wolne, ale co z nimi możba robić w łóżku? Postawiłam to coś ponownie. Poruszyłam się, to coś zwaliło się na podłogę, na dywan, dywan pluszowy, gruby. Dlaczego to takie ważne, jaki dywan? Pod dywanem jest wykładzina! To coś się połamało!!!!! MM powiedział – czego oczekiwać po chińczykach. Zamówił dwa egzemplarze, postawił mi na łóżeczku drugi.

“Playback Fonsiego” – zrobiony problem z niczego. Zapłacili pół miliona, nie mogłam doczytać się w jakiej walucie. Zagrał jak zagrał, kase zwinął i się bez winy zwinął. Na przyszłość należy warunki umowy jasno i przejrzyście ustalić, bo następnym razem zapłaci się za coś czego nie będzie lub nigdy nie istniało, jeszcze się nie narodziło lub już bawi się z aniołkami. Możliwym jest, że w umowie był dopuszczony playback, więc nie ma po co bić piany. Media podsycają, nie wyjaśniają.

Jeszcze wiele artykułów, szkoda mojego czasu. Zeszłam do piwnicy, uporządkować choinkowy bałagan. Późnym wieczorkiem skończyłam porządki.

Tylko tydzień

Och wiem, że są ludzie nielubiący świąt i ich nieobchodzący. Wiem też, że są samotni, którzy stawiają choinkę i robiący sobie prezenty. Bez względu na różne poglądy i powody, mam święta i choinkę każdego roku. Yard z MM wydmuchałam z (chyba) ostatnich liści. Od paru tygodni yard jest ozdobiony. Domek wewnątrz również, czas na choineczkę, czeka nagusieńka na przybranie🌲.

Caluśki dzień przyozdabiałam choineczkę, rozmawiając na skype z mamą a później z młodszą siostrą. Miło się gawędziło.

Choineczka ubrana🎄🎄🎄🎄🎄

Przedświątecznie

W pracy prawdziwa harówka. Wróciłam przed 6pm. Byłam wymięta, wyrzęta (nie wiem dokładnie co to oznacza ale tak kiedyś starsze panie mówiły), przeciśnięta przez dziurkę w igle. Dowlekłam się do lodówki, pistawiłam rosół do podgrzania. MM proponował indyka, kiełbaskę, nie miałam siły ruszać szczęką. Wszystko tylko nie to. Rosołek wlałam w siebie. Po prysznicu, zrobieniu paznokci, wróciły siły lecz nie zdecydowałam się na żadne prace ozdobnicze. Ległam na kanapie. Pies obok, MM przykrył kocykiem. Life is good. Ozdoby walają się po całym domu a mnie to nie rusza. Kopnęłam to i owo, bo plącze mi się po nogami, pieski bawią się ozdobami a ja, dosłownie nic. Co się ze mną stało, zastanawiam się. Czy to ze zmęczenia brak reakcji. Nie ważne, mam czas. Choinkę kupimy jutro, to też mnie nie przeraża. Toż w ubiegłym roku choineczka stała już o tej porze. To był tamten rok, należy do historii. W tym roku będzie inaczej. Jak na razie walam się na kanapie.

Synuś nie ma zapalenia płuc, dobrze. Czuje się wciąż źle.

Mój katar i kaszel minął.

Dałam córci pieniążki na choineczkę i ozdoby. Niech ma, pieniżki mają to do siebie, że przychodzą i odchodzą.

Jaki jutro będzie dzień?

Ciężki.

Piątek wolny!!!!!!!!!!😁😁😁😁

Nie po mojej myśli

Poranek leniwy na tyle, że po śniadaniu wróciłam do łóżka. Później telefon do mamusi ale siostra młodsza odebrałam. Porozmawiałyśmy od serca. Później porozmawiałam z mamusią na skype. Wysłałam paczkę świąteczną do Polski. Oddaliśmy ciasto dyniowe do sklepu i chipsy cebulowe, żarówkę zepsutą. Wróciliśmy do domku z ciastem tortowym. Po zjedzeniu ciasta nabrałam energii i wyszłam podmuchać liście na podjeździe, parkingu i chodniku. Już zmrok zapadł a ja latałam jeszcze z dmuchawą. MM posprzątał troszkę kuchnię. Ciężko nam idzie organizacjia kuchni. Nie wiemy gdzie i co ustawić. Niby kuchnia taka sama a jednak większa. W starej kuchni dolne szafki prawie nie były używane. Półka była do połowy szafki a do tego wykręcona. Upychałam więc wszystko gdzie było można, jednym słowem nie mieściło mi się wszystko. Teraz mam wszędzie szyflady, szafki górne mają dwie półki. Dwie dolne wrożne szafki mają obrotowe szafki i jedna górna. Nie powinnam mieć problemu z zagospodarowaniem szafek, jednak mam. Wciąż większość rzeczy kuchennych jest w piwnicy.

Brygada budowlana jeszcze wróci, więc i to mnie powstrzymuje przed organizacją szafek. Przecież do pionowania drzwiczek szafek, będą je otwierać. Nie chcę, żeby ktoś dmuchał, chuchał i jeszcze coś gorszego, na moje talerze. Zmęczona jestem takim stanem rzeczy, zawieszona, niby można z kuchni korzystać a jednak nie. Mogę używać zlewu a jednak nie, przecieka. Mogę układać łyżki, widelce, łyżeczki itd a jednak nie, bo będą zamalowywać dziurki po gwoździkach bez łebków. Wygląda jakby korniki zadomowiły się w mojej kuchni.

Planowałam pomalować włosy już czas, najwyższy czas. Nie mogę, czoło boli. Farba przy zmywaniu może podrażnić ranę. Pod nosem strup, również nie lubi wody.

Może jutro?

Szuflada

Zmęczona jestem. Weekend wolny, tylko poniedziałek do pracy i reszta tygodnia również wolnego.

9:22pm robotnicy jeszcze stukają, kończą poziomowanie drzwiczek od kuchennych szafek. Nie miałam siły czekać na sprawdzenie. Zlew, zmywarka i piecyk gazowy podłączony i to najważniejsze. Indyka będziemy mogli piec, zmywać gary też. Nareszcie!!!!

Zmywanie w łazience, która nie jest wcale daleko bo przy kuchni nie jest wygodne. Umywalka łazienkowa nie jest zlewem kuchennym. Jakoś dawaliśmy radę i gdyby trzeba by było, dawalibyśmy radę dlużej. Cieszę się, podłczone urządzenia kuchenne hurra‼️‼️. Dalsza część remontowa będzie za dwa tygodnie, nikt się nie pojawi w następnym tygodniu. Chociaż i dziś nie spodziewaliśmy się, MM wysyłal emaile, dzwonił, kontakt był utrudniony. Główny kontraktor nigdy u nas nie był a stwierdził że wszystko przygotowane jest do malowania ścian. Och MM się wkurzył.

Robotnicy przyjechali dosłownie przed 4pm. Po pracy miałam zajechać do sklepu i dokupić jakieś ozdoby choinkowe, zrezygnowałam.

Ostatnia brygada remontowa – mimo że była planowana szuflada, zakleiła front szuflady a resztę wraz z szynami wywaliła do garażu. Dobrze, że nie do śmieci. Patrzyłam na szufladę w garażu i widziałam oczami wyobraźni moje $$$, szyny do szuflad około lub ponad 200$ a reszta to też nie złotówka. Byłam zła, że nie skonsultowali się ze mną, tak po prostu sami zadycydowali. Okazało się, że im szuflada nie pasowała po piecykiem gazowym. A wcześniej przecież rozmawiałam, żeby w razie trudności z głębokością szafki lub długością, przyciąć. Zakleżało mi i to bardzo na tej szufladzie. W każdej kuchni jest taka szuflada, gdzie zbiera się “coś”, “skarby”, wrzucane na szybkiego, a nie padujące do innych szuflad. Znam się na wielu a może więcej niż wielu rzeczach. Nie podobało mi się takie załawienie sprawy. Po rozmowie, wytłumaczeniu, ostatecznie zrobili tak jak ja to chciałam. Przycięli, odkleili, przykleili, przykręcili, mam szufladę na śmieciuszki. Chodzę po kuchni i prawdzam, gdzie obite, niedopasowane, odstające i przeciekające. W zlewie mają wymienić sitka za mały rozmiar do mojego zlewu. Mają zamówić odpowiedni rozmiar, a tym czasem podstawiłam garnuszek i miseczkę. Pod pochłaniacz potrzebuję listewkę ceramiczną, zakończającą glazurę.

Jestem bardzo, ale to bardzo zadowolona z mojej kuchni. Nie mogę jeszcze, ustawiać i układać ale …. ugotować i zmywać jak najbardziej. Jak jestem przy zmywaniu. Zmywarka ustawiona ukosem. 😪

Bałwanki

Wciąż przesypiam 10-11 godzin. Żeby nie telefon od mamusi spałabym zapewne jeszcze dłużej. Mamusia była wczoraj u lekarza. Ma przypisane lekarstwa od seca, szumów w głowie, kręgosłupa, ostoporozy, dodatkowo witaminki. Musi brać każdego dnia. Nic się nie zmieniło, skupiona tylko i wyłącznie na sobie, opowiada z detalami jak się czuje, kiedy serce kołacze, która kość boli, która strona głowy boli, w którym uchu szumi, która ręka czy noga drętwieje. Wiem, że nigdy taka nie będę,  bo wiele z zachowań swojej mamusi już w czasach młodości wykasowałam ze swojej głowy i myśli. Można się zmienić jeśli człowiek tylko tego chce, mojej mamusi jest tak wygodnie. Szkoda mi młodszej siostry, mamusia ją zamęczy. Ale…to co ja w relacji mamusia i reszta rodziny, naprawiłam, jest w stanie naprawionym. Nie ma nerwówki i plotkowania. Cieszy mnie to bardzo.

Dziś mam dzień wolny, będę ozdabiać yard.

Ozdabiałam do późnego popołudnia. Nie które lampki sprawdzam, naprawiam, wyjmuję i zakładam żaróweczki, sprawdzając która jest przepalona lub wąsy drucików ułamane. Muszę jeszcze zrobić 2 gwiazdy ze steropianu, który pokryję czerwonym materiałem. Wszyskie czynności są czasochłonne, dobrze, że zaczęłam dziś bo już wiem co mam dokupić. Wogóle nie znaczy, że to będzie jednorazowy wypad do sklepu.  Brakuje mi kleju w patyczkach na gorąco bo dużo używam. Zrobiłam bałwany lecz jak pokazałam na skype siostrze z Polski. Zdziwiła się, że bałwanki nie mają rączek albo jakąś miotłę im dokleić.bałwanki4Doklejaniem łapek lub mioteł zajmę się już w sobotę, jutro będę po pracy chyba za bardzo zmęczona i nie planuje niczego.

Teraz kąpiel i relax.

Zegarek

Wczorajszej nocki, po całodziennym dmuchaniu liści z przewą na szybki wyjazd do sklepu w roboczym ubraniu, także szybkim prysznicu i lampce wina do malutkiej kolacji, którą przyszykował MM, wsoczyłam do łóżka. Jak dla mnie była wczesna jeszcze godzina, bo przed 9pm, usnęłam nie czując, że odleciałam. Ostatnio przesypiam 10-11 godzin. Czyżbym wracała do czasów niemowlęcych? A mówią i piszą, stary człowiek przesypia 5-6 godzin. Tylko się cieszyć, moje spanie nie wskazuje na starzenie się mego orgazizmu. Martwi mnie, czyżbym w krótkim czasie potrzebowała piaskownicy😀😀😀.

Śniadanko mieliśmy w Einsteinie, jak zawsze kanapki z łososiem i kawka. Przejrzałam nowości i ….wpadłam na pomysł. Zastanawiałam się jakiś czas nad moim pomysłem w ciszy. MM ciekaw był mego pomysłu, a właściwie pomysłu na prezenty konkretnie dla nas. Zdradziłam. MM zachwycony.

– ale do świąt daleko

– a dlaczego mamy czekać do świąt, każdy dzień jest świętem / odpowiedziałam

MM podchwycił. Sklep apple odwiedziliśmy po południu sprawiając sobie po zegarku. MM kupił większy bo i ręka większa, mój jest damski i mniejszy. Teraz będę dostępna 24/7. Nie będę musiała pilnować iphona, ipada. Mam nowy gadżet. Do świąt, prawdę mówiąc trzeba dożyć, chcę już cieszyć się i korzystać dziś a nie za kilka tygodni.

Mieliśmy frajdę uruchamiając no i poznając zegarek app. Jak kiedyś pisałam jestem fanką apple. Dziwię się, że dopiero w tym roku zdecydowałam się na zegarek. MM dawno proponował.

Do wszystkiego trzeba dojrzeć, dorosnąć.

 

Kuchnia

Zdecydowanie za dużo liści i żołędzi. Nawet połowy liści z drzew nie pospadało a ja urobiona po pachy. Dmucham i dmucham a one wciąż lecą. Musiałam prace na yardzie przerwać bo dziś mam kontrolną wizytę u specjalisty. Kręgosłup nie dolega, pracuję w specjalnym pasie. Tylko ciśnienie mi skacze. Głowa boli i w tej chwili wiem że mam wysokie ciśnienie krwi. Tabletki dodatkowe zawsze mam ze sobą, w razie komplikacji jestem zabezpieczona. Pielęgniarka zmierzyła ciśnienie, za wysokie, przyjęłam połówkę tabletki. 

Po wizycie u lekarza, z kręgosłupem jest wszystko dobrze. Nie pracuję na yardzie tzn. nie noszę płyt kamiennych, nie dźwigam ciężkich rzeczy ani zakupów,  w pracy mam lżej bo teraz pracuję co drugi tydzień, dużo nie chodzę, wszystko będzie dobrze. Rehabilitację zaniedbałam. Każdego dnia obiecuję sobie, że to dziś zaczynam, nic mi nie wychodzi. Na wizytę mam udać się w razie jakiś komplikacji ostatecznie za 6 miesięcy. Tabletki przyjmować w razie konieczności. Przeciwbólowych prawdę mówiąc wogóle nie przyjmowałam będąc w Polsce. Miałam tych prochów ze sobą całą torbę. Nie wiele skorzystałam. 

Grupa budowlano – temontowa przyjechała dziś bez zapowiedzi. Układali glazurę w kuchni, instalowali piekarniki, pochłaniacz, mikrofalę i lodówkę – gotowe do użytku. Wstawili zmywarkę i płytkę gazową – w tygodniu podłączą. Zainstalowany wczoraj zlew czeka również na na podłączenie. Podoba mi się nowa kuchnia. Jeszcze nie mogę z niej korzystać ale……będzie mało że ładna ale i nareszcie funkcjonalna.  

Odkryłam, że lodówka jest cicha nie wydaje żadnych dźwięków. Zobaczymy jutro co z tego będzie. 

Jestem zmęczona dniem dzisiejszym.