ogryzekzycia

Nauczyć się być radosnym, kiedy serce płacze… Nauczyć się płakać, kiedy serce się cieszy… Nauczyć się dawać, nie dając… Nauczyć się brać, nie biorąc… Nauczyć się żyć, nie czując życia.. Nauczyć się ….miłości nie kochając… Nauka jest sztuką!!!!

  • Aby mieć poranek na dłuższe lenistwo jeszcze w nocy o 11pm ostatnie dane przesyłałam. Około 10am wiadomość ….otrzymałem dziękuję…..

    Będę mogła „bawić się” z silikonem.

    No …. czasami zerknąc w laptopa.


    Przebrałam się w robocze ubranko. Czyste, ale poplamione. Oj jak ja nie lubię takiego „mundurka”. Drażni moje oczy. Trudno będę patrzeć przed siebie, a nie na siebie. Lubię być otoczona ładnymi rzeczami, spokojnymi kolorami i ogólnie wszystkim miłym i ładnym. Gdy patrzę przez szybę w jadalni, to mnie wciąż skręca w środku. Ogród …. zaniedbany. Potrzebna mi jest dodatkowa para rąk do pracy, może i więcej.

    Chyba nie powinnam podciągać żaluzji do góry, raczej opuszczaś do dołu aby zakryć pół okna. To dobry pomysł. 😂

    Ale jeśli tak zrobię nie będę widziała ptaszków przylatujących do karmników. Mam 3 karmiki i jedno poidełko z nektarem dla koliberków. Jest bardzo dużo różnych ptaszków, gołębie też przylatują. Dzięcioł jak zje śniadanko z karmika to od razu żwawiej pracuje na drzewie.

    Czekam na kolorowego kolibra, są szare i zielone, możliwe że kolorowe w moich regionach nie zamieszkują.

    Ale czekać mi nikt nie zabrania.


    Dziś silikonuję. Pracuję tak na pół gwizdka. Brak motywacji. Żeby spężarka stała na piętrze z przygotowanym pistoletem do wbijania gwoździ w listwy kryjące, praca by się w rękach paliła. MM nie przyniósł sprężarki i pistoletu nie przyszykował.

    Wiem, że sama to mogę zrobić. Zaoferował się przygotować maszynę to roboty za niego wykonywać nie będę. A to też i dla mnie dobra wymówka przed samą sobą.


    Ślimaczyła mi się praca, do laptopa trzeba było też przysiąść.

    Musiałam też pouzupełniać listwy przy ścianach bo listwy kryjące są węższe od szczelin. Uzupełnianie to bardzo mozolna praca. Niestety ale planu na dziś nie wykonałam.

    Jutro będzie lepiej.

  • Poranek ze ścieżką w tle

    Troszkę chłodniej o poranku 23C, po południu 35C. Nie za bardzo mnie przerażają upały. Kiedy kilka lat temu robiłam ścieżkę z płyt kamiennych temp. przekraczała 40C, uzbrojona byłam w dwa wiatraki oraz duży parasol. Pamiętam, że każdego poranka miałam opory z wyjściem na ogród. Kiedy ciało, organizm przyzwyczaił się do wysokich temperatur, wychodziłam ze śpiewem na ustach.

    „Jak dobrze wstać skoro świt, jutrzenki blask duszkiem pić….”

    Pierwszy rok robiłam bez cementu, MM „znawca” od siedmiu boleści, nie pozwolił używać zaprawy cementowej. Nie chciał, bo rzekomo mi będzie za ciężko a tak to kamyczki powciskam między płyty i będzie zrobione. U kolegi tak jest i jest zadowolony. Ok. powiedziałam. MM nie wziął pod uwagę, że kolega nie ma drzew liściastych, a w zasadzie żadnych nie ma blisko domu, gdzieś w kącie ogrodu rośnie sosna. My mieliśmy i mamy las liściasty. Co roku ponad 200 dużych czarnych budowlanych worków zapełniamy liśćmi. Nie sprzątając jednej strony całkowicie zalesionej.

    Zrobiłam zgodnie z jego zaleceniami. Pomiędzy płyty wysypywałam, układałam maciutkie kamyczki. Jesienią poprosiłam aby podmuchał liście ze ścieżki, dokonał odkrycia mój znawca, kamyczki fruwały. Przyszło następne lato. Ścieżkę musiałam zdemontować i rozpocząć prace od nowa. Chociaż MM proponował tak zostawić bo niby będziemy tylko uzupełniać kamyczki na wiosnę, ale to syzyfowa praca. Nawet podmuchać normalnie się nie udawało. Znów napracowałam się, ale efekt natychmiastowy. Nic pod bosą stopę nie właziło i nie włazi, dmuchać można do woli, ciśnieniowe mycie ścieżki również nie sprawia kłopotu.

    Właśnie gdy dziś wróciłam po pracy do domu, zastałam MM myjącego ciśnieniowo moją ścieżkę.

    MM bardzo cieszył się, że udało mi się coś tak skomplikowanego zrobić, zbudować, że zapraszał kolegów z Dallas, Denver i naszego miasta.

    A ja? Również byłam zadowolona, że ukończyłam bardzo duży i rozległy w czasie projekt.

    Obecnie krzewy są wysokie , inne kwiaty rosną a w tym roku, będąc zajęta układaniem podłogi to wszystko rośnie wysoko, a najbardziej chwasty. Na jesień wszystko skoszę aż do ziemi, oczywiście oprócz krzewów i drzew. Pogoda też jest bardzo sprzyjająca bo deszcze padają omalże każdego dnia.

    Niestety wszystkiego nie zrobię sama, mam tylko dwie ręce.

    Dziś dokończyłam układanie podłogi w bieliźniarce.

    Jutro mam w planach uszczelnienie podłogi od ścian i futryn drzwiowych silikonem, a w środę przybicie listew kryjących.

    Planuję przenieść rzeczy MMa w tym tygodniu, a najpóźniej w sobotę.

    Kilka dni odpoczynku i rozpocznę sypialnię MMa. To będzie jedynie przygotowanie podłogi do układania listew i układanie ich. Nie będzie malowania drzwi, ścian i sufitu. Zrobiłam to w ubiegłym roku.

    Najgorsza będzie moja sypialnia jest nie typowych rozmiarów to pierwsze i drugie duża. Pomalowanie drzwi zajmie mi sporo czasu bo mam ich w ilości pięć licząc łazienkę.{poprawiając błędy i literówki …. moja sypialnia wraz z łazienką ma sześć drzwi) 🙃

    Zastanawiałam się nad kolorem. Brałam pod uwagę ciemne kolory zgniłej zieleni, szarość. Wczoraj zmieniłam zdanie i chyba pomaluję ją na biało lub jakiś odcień bieli ale aby nie wpadał w żółć, raczej szary lub niebieski.

    Zgniły zielony miałam połączyć z dodatkami koloru miedzianego. Kupiłam nawet farbę, a teraz nie wiem czy to będzie pasować i czy to ma sens.

    Zanim dojdę z remontem do mojej sypialni to zmienię zdanie nie jeden raz.

    Bo nie wiem co mam zrobić ze schodami. Schody mamy główne i boczne. Na pewno wykładzina bo na stare lata nie chcę się ślizgać na drewnianych schodach lub co najgorsze nogi połamać. Po to robić drewniane aby układać na stopniach podkładki które będą się zsuwać, to jest dla mnie pozbawione sensu. Układanie chodnika lub wykładziny na schodach to ja na pewno nie biorę na swoje barki. Nie umiem, nie wiem jak do tego się zabrać, no ok wiem ale to nie moja bajka. Coś źle mi pójdzie i któregoś razu, któreś z nas osunie się na sam dół razem z chodnikiem lub wykładziną. Ta praca jest dla fachowców.

    I tak zastanawiając się padam ze zmęczenia, dziś w pracy miałam masę zadań do wykonani.

    Mogłam zostawić tę bieliźniarkę ale… jest już skończona.

    Pozdrawiam.

  • MM pojechał do starszej.

    Szybciutko przebrałam się w robocze ubranko i jeszcze szybciej pobiegłam do roboty.

    Pamiętałam przecież, że obiecywałam zakończenie jego biura na jego urodziny.

    Rozpoczynając pracę nie byłam już tak bardzo optymistycznie nastawiona na zakończenie. Niepokoił mnie lekki spadek na progu.

    Gdy MM wchodził do domu, wkładałam ostatnią listwę podłogową.

    A oto ja szczęśliwa! Jakże by nie być?

    Niedzielnie wszystkich pozdrawiam. 😃

    Teraz czas na pizze, tort i lampkę (a może i dwie) Martini Rossi. 🍷🍷🍷

  • Urodzinowy tydzień

    Moje urodzinki były w piątek . W sobotę, a więc wczoraj byłam z synem na kolacji. Dziś są MMa urodziny. Trzy dni pod rząd, słodkości to już na prawdę za wiele. Trzy dni nic nie robienia, to też rozpusta.

    Faktycznie, wczorajszy dzień był dniem odpoczynku i spania. Dopiero koło 4pm wyszłam z łóżka. Moje ciało też potrzebuje odpoczynku, nie jestem z żelaza, ale …czasami tak je traktuję. Żelazo rdzewieje -moje kosteczki potrzebują oliwienia również i jakieś extra gimnastyki. Masaże nie wchodzą w grę, bo obce dotykanie sprawia mi ból umysłowy, więc muszę się zmobilizować do rozciągania. Tylko jest pytanie, gdzie znajdę kawałek wolnej przestrzeni od rzeczy i kurzu. Położę się na podłodze to zaglądam pod każdą szafkę i wtedy zamiast rozciągania ciała rozciągam przewód elektryczny od odkurzacza no i z nim latam, zapominając o gimnastyce ciała. Jak jeden pokój zaczynam to już przelecę cały dom, nie tylko odkurzając ale i mapując, ścierając kurze, podlewając kwiatki, kuchnia ma być na błysk i jeszcze okna… no bez przesady tylko te kuchenne i w jadalni. Resztę okien myję raz na 2 -3 lata zależy, przez które w tym czasie świat oglądam. Kurzu mam bardzo dużo w moim domu, zamykanie i uszczelnianie drzwi nic nie pomaga. Szyby w oknach też zakurzone, najbardziej widać jak słoneczko świeci. Mogę na szybach pisać. No cóż remont trwa w najlepsze, a okien nie otwieram bo za duszno, gorąco i bardzo wilgotno na zewnątrz.

    Ale to nie jest zajęcie na dzisiaj.

    MM jedzie do starszej córki. Nareszcie zdecydowała się MMa zaprosić na lunch, może nawet nie zaprosić ale coś wyprosić/ wyciągnąć. Niech i tak będzie. Nie zawracam takimi sprawami głowy, ma to da, nie ma to nie da, ale cieszę się, że w ogóle MM jedzie do niej, miało być, że miała inne plany. Podobnie jak na Dzień Ojca. Widzę jego cichą radość, serce moje, aż bolało patrząc na niego gdy dostał wczoraj wieczorkiem wiadomość, że nie ma czasu na spotkanie z ojcem w jego dzień urodzin.

    Taka ich rodzinna “kultura”. Minęło prawie 21 lat od kiedy poznaliśmy się więc nic mnie nie dziwi, a zdziwień było bardzo dużo.

    Kupiłam torcik czekoladowy, taki jaki On lubi i wieczorkiem zapalę świeczki i odśpiewam Happy Birthday, a muszę się pochwalić, wychodzi mi prawie perfekcyjnie. A głos mam jak dzwon tylko i wyłącznie w tej piosence.

    Co na dziś zaplanowałam. Wprawdzie niedziela, ale już mnie nosi i wiem, nie usiedzę na jednym miejscu. Skończę układanie podłogi w biurowej szafie. Jeszcze pozostała mi podłoga w bieliźniarce na holu. Listwy kryjące będę przybijać jutro po pracy, względzie w środę.

    Znów mam ręce pełne roboty.

    Jak mi pójdzie zobaczymy.

  • Nie udało mi się tak całkowicie zakończyć układanie podłogi w MMa office.

    Nie udało się też przenieść/wynieśćjego rzeczy z mojej sypialni. Udało się je organizacyjnie ustawić, ułożyć aby mieć dostęp do sofy i nie były za bardzo widoczne.

    Zrobiłam bardzo dużo i z tej racji, że dziś sobota, w dalszym ciągu będę pracować nad podłogą.

    Hol potrzebuje listew kryjących i można powiedzieć byłby zakończony.

    Nie było łatwo ponieważ podłogę na holu 3 razy musiałam przekładać. Z prawie 3 cm różnicy w poziomie przy progu z moją sypialnią zrobiło się 4cm. To bardzo dużo. Za każdym razem chciałam sama siebie przekonać, że jest już dobrze, może być. Udawałam przed sobą, że nie czuję nierówności. Ostatecznie pokłóciłam się sama z sobą, tak na głos, że chcę robotę spartaczyć. Jeśli nie umiem tej roboty poprawnie zakończyć to po co zaczynałam. Po co udaję, że się znam jeśli nie wychodzi …to się nie znam.

    Zostawiłam podłogę na cały długi dzień. Chodziłam po zdemolowanej podłodze i myślałam. Intensywnie myślałam. Postanowiłam kupić pilśnię taką polską, ale amerykańską pilśnię. Jeszcze w sklepie pocieli mi ją na listwy, szerokości jakiej mi były potrzebne no i żeby zmieściłyby się do samochodu.

    I wio! do domu!!!

    Nareszcie! Ocierając pot z czoła zakończyłam i weszłam z podłogą do MMa office.

    Do środka pokoju układanie było przyjemnościa i aby podłoga byłaby tak równa w każdym jej punkcie w kilka godzin praca byłaby zakończona. UprzedzałamMMa, na środku jest dół oraz po prawej stronie bliżej okna. Po lewej stronie okna jest góra. Te oba punkty należy tak połączyć aby poziom z progiem i holem był zerowy.

    Wysłuchał ale …rozwiązania nie znaleźliśmy.

    – powiedz co ci będzie potrzebne, to pojadę do sklepu i kupię …powiedział

    Znów zrobiłam wolny dzień na przemyślenia.

    Potrzebna mi była taka sama pilśnia jak na hol. Przez pomyłkę kupił grubszą i od razu w sklepie pokroił. Trochę pomarudziłam ale okazało się, że pomyłka była z korzyścią dla mnie.

    Sprawdzam poziom

    Kicham, w końcu jak w stolarni

    Skończona, potrzebne listwy kryjące.
    Została jeszcze po prawej stronie tzw. szafa

    Tak, napracowałam się ale warto było.

    Dziś, względny odpoczynek.

    Jutro urodziny MMa.😃

  • Urodzinowy Dzień

    Obudziłam się po 10am.

    Urodzinowy dzień, nareszcie pełnoletnia. Pokażę światu SIEBIE. Zrobiłam coś dla siebie, w moje osiemnaste urodziny, coś co zapamiętam na całe życie.

    To był czas kiedy z jednego wyjazdu auto-stop, wpadałam do domu na przepierkę i porządne się wyspanie, na drugi wyjazd. Nie pamiętam dokładnie gdzie znów podążałam. Mógłby to być Szczecin, Jelenia Góra, Suwałki lub Kudowa.

    Na swoje auto-stopy zarabiałam na budowach lub na handlu „międzynarodowym”. Tatuś prowadził nadzory budowlane, to w czasie szkoly jeździłam w sobotę lub niedzielę podlewac stropy. W wakacje poświęcałam jeden miesiąc na zarabianie pieniędzy związując zbrojenia na stropach, mieszając zaprawy i wciągając je w wiadrze na wysoki parter lub piętro lub inne prace budowlane. To był czas, mimo że pracowity ale i wesoły i beztroski. Pracowali na budowach moi rówieśnicy, żartów i śmiechu było dużo. Ferie miałam handlowe, do Czechosłowacji i Rosji. Nie pamiętam w jakich latach przeniosłam się z mamusią na handel na Węgrzech.

    Na auto-stopach poznałam bardzo ciekawych ludzi a jeździłam od 16 roku życia. Spotkałam hippisów z Bydgoszczy, poznałam prawdziwych narkomanów z Warszawy, spędziłam w ich towarzystwie dwa dni i dwie noce. Ich zachowania po wciągnięciu działki lub szprycowaniu wywarły na mnie ogromne wrażenie. Byłam częstowana lecz nie przyjęłam „poczęstunku”. Byłam adorowana przez żołnierzy w wojskowym samochodzie z budą. Włosi w sportowym samochodzie z Krakowa do Gdańska i ja, znająca j. rosyjski i francuski. Dżentelmeni zatrzymali się na leśnej polanie, zjedliśmy lunch, na migi porozmawialiśmy i dalej w drogę. Niestety ale jaśnie panowie rozmawiali jedynie po włosku,

    2 sierpnia w moje 18 urodziny wstałam wcześnie. Ubrałam się odświętnie i wyszłam z domu nikomu nic nie mówiąc.

    Poszłam pieszo do parku. Nawet w tamtych latach, park był piękny a Zieleń Miejska dbała o niego z całym szacunkiem, bo to był i jest park przynależny do pałacu. Fontanna może nie była tych rozmiarów co obecnie ale….dawała ochłodzenie w tamte upalne dni.

    Spacerując zastanawiałam się nad swoim życiem. Chciałam wstąpić do zakonu. Miałam stawić się na rozmowę po ukończenie 18-go roku życia. Zastanawiałam się więc, czego chcę, pragnę i co mi da moja wolność, co da mi zakon. Kochałam swoje życie lecz nigdy nie czułam, że powinnam się urodzić. Czułam samotność otoczona rodziną i koleżankami. Czułam samotność zawsze i wszędzie. Rozumiałam innych wokół, ale nie potrafiłam zrozumieć siebie. Poszukiwania siebie, zamęczyły mnie i byłam w tym parku po to aby się odnależć.

    Spacerowałam, obserwowałam ludzi, uśmiechałam się do nich, na ławce w gąszczu krzewów i zarośli płakałam, że nie wiem co ze mną będzie, bo mimo ciekawego szalonego życia ja żyć nie chcę.

    Ponownie wychodziłam z ukrycia i spacerowałam patrząc na czubki swoich pantofelek.

    Raz cieszyły mnie pokrzykiwania, kwilenia dzieci w wózkach, innym drażniły.

    Wiele koleżanek marzyło wyjść szybko za mąż i mieć gromadkę dzieci. Nie marzyłam i nie chciałam zostać czyjąś żoną, podobnie z dziećmi. To nie moja bajka.

    Płaczące i wesoło krzyczące dzieci przy fontannie „obudziły” mnie.

    Zakonu nie będzie, dzieci i męża też nie, będę kokietować i flirtować, aż mi to zbrzydnie.

    Uśmiechnięta od ucha do ucha późnym po południem otworzyłam drzwi mego rodzinnego domu.

    – a gdzie ty byłaś? My na ciebie czekamy – powiedziała mamusia mnie witając

    Dalszej części dnia niestety nie pamiętam. Tyle to już lat……


    cdn…..

    Dużo uridzin obchodziłam, niestety nie pamietam, mimo że zawsze mówiłam …muszę to zapamiętać….

    Widocznie nie były tak ważne jak ta osiemnastka.

    Dziś obchodziłam następne i wierzę, że jeszcze i dużo przedemną.

    To był wyjątkowy dzień.

    MM od momentu mojego pojawienia się w kuchni był bardzo ożywiony.

    Otrzymałam od MMa trzy różyczki o cudnych kolorach.

    Dostarczono mi bukiet kwiatów id mojej córci.

    Wyjechaliśmy z MM po zamówiony cappuciono tort a przy okazji w kawiarni zjedliśmy tortowe ciastka popijając cappucino. 😃

    Po dotarciu do domu, chwila odpoczynku i wyjazd z córcią na lunch/dinner.

    Synuś zawitał późnym wieczorem z bukietem kwiatów.

    Nie był to dzień spędzony przy stole lecz taki bardziej wyjazdowy.

  • Tak szybko to ja wczorajszej nocy spać nie poszłam. Długo myślałam,

    jaki sposób wymyśleć aby układanie podłogi poszło szybciej. Wiedziałam, że coś wymyślę. Chciałam, czy nie chciałam, przyszedl czas na spanie, 1am to dobry czas na chrapanko.

    Weszłam do sypialni, usiadłam na brzegu łóżka a wzrok zatrzymał się na listwach podłogowych. Patrzę na nie i patrzę, tak bezmyślnie ale…jeśli bezmyślnie to i tak wymyśliłami ….miałam pomysł!!!!

    Wymyśliłam!!!!

    W sypialni ułożę panele na wykładzinie, położę tylko specjalną folię. Zamist szykować się do spania, otworzyłam duże opakowanie z listwami i zaczęłam je układać, tak … na próbę. No pomysł się spodobał. Próg z sypialni na hol będzie trochę się wyrówna. .

    Tylko.

    Co z holem a właściwie z jego niewielką częścią.


    Dziś bolą mnie mięśnie i kolana po tej 8-mio godzinnej wczorajszej walce z podłogą. No cóż dziś rozrobię cement i zaleję to co powinnam zrobić wcześniej. Chcialam przyspieszyć pracę, a opóźniłam.


    Z łóżka wygrzebałam się po 9am.

    Po przespaniu się z problemem, stwierdziłam, że położenie paneli na wykładzinę, to durny pomysł.

    Tonący brzytwy się chwyta.


    Zdemontowałam ułożoną podłogę, jedynie problematyczną część.

    Nie za bardzo chciałam dzielić się podłogowym problemem z MM. Nic nowego nie wymyśli, a tylko może mnie wkurzyć.

    Podzieliłam się, bo co robić jak tylko jego mam. Wziął metrówkę i mierzy.

    …oj wysoko, wysoko, ale … w sypialni położymy na całej powierzni płytę i nie będzie wysoko…powiedział

    Dodał mi skrzydeł.

    O cemencie nie mówiłam, sama zrezygnowałam z tego pomysłu.

    Pojechaliśmy do sklepu po pilśnię bo to co ja mam do poziomowania to deseczki i aby utrzymać poziom takich deseczek potrzebuję chyba więcej niż kilka.

    Wróciliśmy do domu rozpoczęłam trochę robić ale….

    Wiem, że 2 sierpnia obudzę się w graciarni, rupieciarni, zrobiłam sobie niedzielkę. Nawet gdybym pracowała całymi dniami to i tak się nie uda bo do pracy muszę chodzić. Gdybym pracowała całymi dniami nad podłogą, to na 4 dzień padłabym ze zmęczenia i następne 4 dni bym odpoczywała.

    No trudno się mówi. Nie zawsze mamy to co chcemy.

    A to jest przykład tego.

    Chciałam dobrze a wyszło tak jak wyszło. Bo nawet jeśli wejdę z listwami do MMa office to i tak nie ukończę.

    Szkoda, bo miałam nadzieję na piękny poranek w dniu moich urodzin.

    Ale, ale….urodziłam się po godzinie 17, to poranek nie jest taki ważny. 🤣

    Nadzieja bierze mnie w ramiona i trzyma w swoich objęciach, ociera mi łzy i mówi, że dziś, jutro, za dwa dni wszystko będzie dobrze, a ja jestem na tyle szalona, że ośmielam się w to wierzyć. Tahereh Mafi

  • Właściwie to nie chcę być odnaleziona.

    Jestem z tych HSP i nie tylko.

    Chcę sie zgubić i niech nikt mnie nie szuka.

    Wczoraj po pracy wyszłam frontowymi drzwiami i …. poszłam przed siebie. 3km to nie daleko, powrotna droga również 3. Zatrzymałam się w sklepie, żeby kupić coś na głowę. Nie było kapeluszy ani czapek, kupiłam chusteczki na głowę.

    Słońce bardzo grzało.

    Udaru nie potrzebowałam.

    W innym sklepie kupiłam picie.

    Byłam bardzo nieszczęśliwa. Proszę nie pytać o powód. Powodów to ja mam, miliony a jak ich nie mam to mogę je stworzyć. Podobnie ze szczęśliwością.

    Oczywiście, że był powód a „POWÓD” nawet nie wiedział, że jest powodem mego nieszczęścia. Opuściłam dom nic POWODOWI nie mówiąc.

    Dzwoni ten „POWÓD” na komórkę, a ja analizuję… odebrać czy nie, przecież przez niego jestem tak bardzo nieszczęśliwa…nie odbiorę POWÓD będzie nieszczęśliwy, jeśli chcę żeby był nieszczęśliwy to połączenie odrzucam albo odbieram.

    No, nie chcę żeby POWÓD był nieszczęśliwy.

    Zasypuje mnie POWÓD pytaniami.

    Co znowu źle zrobiłem… no wiecie? Co za durne pytanie! To przcież przez niego upuściłam talerz z zupą pomidorową na dywan w jadalni kuchennej.

    Zupę i rozbity talerz zebrałam, dywan wyczyściłam i poszłam przed siebie. Kłucić się? Ale ja nie potrafię!!!Monolog to mogłabym zaserwować, czemu nie.

    Texty wysyła POWÓD …. przyjedzie, zabierze, pomoże…

    Moje stanowisko jest na duże NIE.

    Wracając chmury czarne i czekałam, że deszcz spadnie.

    Aha

    Nawet i deszcz zawiódł!!!!

    A chciałam potańczyć w deszczu. To nie był dobry dzień, wszystko zawiodło. Nawet pogoda.

    Dziś sobota.

    Świat się zawalił. Syn dołożył mi swoich problemów to tylko uciekać gdzie pieprz rośnie. Ale…młody nigdy nie miał solidnych fundamentów.

    Uroniłam 2 słownie dwie, łzy.

    Piję wino, słucham przebojów lat 70-tych i czekam na MMa/POWODA, który stanie w progu jak…superman z pizzą w dłoniach.

    No dobra, może nie jak superman, a dostawca pizzy. Chętnie bym nie dała tipa ale … nie wypada, tak nie można, serce podpowiada, że jemu się należy.

    Pizza nie tak jak zawsze. Bardziej sucha i przypieczona. Mimo to prawie zjedzona.

    Nie pytajcie co z moją podłogą bo się upiję.

    Połowa korytarza trzyma poziom. Druga połowa?

    Do sypiani chyba będę wskakiwać jak wskakuje się do basenu, dno daleko. Próg zainstaluję? Ciekawe jak wysoki. Przecież mogę do sypialni schodzić po schodach albo drabinie. Hahahaha

    Śmieję się, lepiej żeby dzisiejszego dnia nie było.

  • zapowiedziałam MMowi, że dziś mam przerwę od remontu. Ma dziś wolne to mi przyklasnął, MM bardzo lubi jak odpoczywam bo nie często to robię.

    Wyjazd na wczasy to przymusowy odpoczynek. Ten rok nie zapowiada się wypoczynkowo, więc MM co raz częściej prosi o powstrzymanie się od robót fizycznych.

    Na następny rok planujemy wyjazd na Arubę ale tym razem bez żadnych wycieczek krajoznawczych. Nie ma co oglądać lepiej pomoczyć nogi w wodzie. Zbliża się 20 rocznica ślubu to trzeba to jakoś mądrze zorganizować. Ale to jeszcze kilka miesięcy.

    Trudno powiedzieć, że miałam przerwę od remontu ale … ugotowałam zupę pomidorową i o dziwo nie wsypałam całego opakowania makaronów. A potrafię to zrobić i wtedy mam makaron w zupie lub ryż w zupie. Czasami wylewam zawartość garnka na druszlak/sitko i przecedzam. Nadmiar makaranu lub ryżu trafia do kosza ewentualnie trzymam zwierzaczkowi.

    Nie mam wyczucia w sypaniu makaronu i ryżu do wszelkich zup jakie gotuję. Z ziemniakami prosta sprawa one nie pęcznieją, ale dodaję do zupy ogórkowej jedynie (chyba).

    Zupa pyszności.

    Moje menu na kolację było:

    Lampka wina czerwonego

    Ciasteczka

    Lody pistacjowe

    Druga lampka wina

    Miseczka zupy pomidorowej

    Trzecia lampka wina czerwonego.

    Mam się dobrze.

    Gdy zupka się gotowała ułożyłam następny rząd listew. Tak jakoś wyszło.😃

    Toż nie wypadało stać nad garnkiem z zupą i patrzeć jak się bąbluje.

    W tym roku słucham Umar Keyn

  • Dziś trochę się wymordowałam. Nie lubię małych powierzchni. Nie ma możliwości się obrócić, przełożyć panelę. Wszędzie narzędzia, listewki i inne potrzebne rzeczy i ja w tym wszystkim.

    Układałam podłogę w łazience części umywalkowej, wcześniej była wykładzina.

    To co wczoraj ułożyłam musiałam, rozłożyć na czynniki pierwsze.

    Robiły się szparki, odstępy na złączeniach płyt. Po ułożeniu łazienki (mimo że jeszcze nie dokończyłam) wszystko wróciło na swoje miejsca.

    Prawdę mówiąc potrzebuję odsapnięcia od remontu.

    Jutro idę do pracy i „odpocznę” od roboty. 🤣

  • Po przebudzeniu sprawdzam na kamerkach czy MM powrócił ze sklepu budowlanego.

    Miał zadanie: kupić silikon i długaśne listewki pod panel, w progu mego office, potrzebuję jednej lub dwie.

    Już wrócił, więc czas na opuszczenie mięciutkiego i cieplutkiego łóżka. Na podwórzu musi być dość ciepło jeśli w domu klimatyzacja chodzi.


    Nie zdecydowałam się na silikon na wypełnienie poziomu. Wyskrobałam to co wczoraj zrobiłam, a dziś miałam dopełnić. Mogłabym ale to byłoby, poniżej chałtury, beztalencia, fuchy. Chciałam zrobić jak robią meksykanie z obiema lewymi rękoma. Rozrobiłam cenent i zalałam wgłębienie. Zanim wyschnie przygotuję listwy podłogowe do łazienki i closet/szafa.

    Wyschnie w przeciągu 2-3h ponieważ jest to cienka warstwa. Wiatrak mi pomoże. 😃

    Faktycznie, wiatrak i pomógł i wyschło znacznie szybciej niż się spodziewałam.

    Nie wiem kto podjął by się tej roboty. Pomiędzy najwyżym wzniesieniem na podłodze w hollu a najniższym było ponad 2,8cm. Podłoga w moim office miała poziom najwyższego punktu. 2,8cm to jest bardzo duży spadek. Spadek nie był regularny, to jest w jednym kierunku. No nic, to mam za sobą, ale i przed sobą.

    Bardzo namęczyłam się przy listwie w progu mego office. Długo dopasowywałam. Już nawet myślałam, żeby zdemontować tę listwę. Łatwo powiedzieć, gorzej z wykonaniem. Po obejrzeniu, jak demontaż by wyglądał, zrezygnowałam z tego pomysłu. Za dużo pracy i za dużo brudu, kurzu.

    Kombinowałam, aż wykombinowałam.

    Podobna sytuacja mogłaby być z każdą listwą montowaną w progu pomiędzy drzwiową futryną. Z office korzystałam, nie zawsze wychodziłam zwracając uwagę na ostatnią listwę uwagę. Zabezpieczona była jakiś czas, później z tym było różnie.

    Ostatecznie udało się.

    To był ciężki dzień. Jutro powinnam skończyć holl, bez instalacji listew kryjących.

    Pozdrawiam.

  • Wiem, dokładnie wiem, że dziś niedziela.

    Wiem też, że do moich urodzin zostało tylko 18 dni. To nie jest dużo. Gdyby to były dni wolne od pracy zawodowej to bym nie miała problemu ale…. po godzinach pracy zawodowej, mogę na podłogę przeznaczyć tylko 3 godziny albo żadnej, w zależnośni o której wrócę do domu. To jest bardzo mało albo nic.

    Czas mi się kurczy. Wspominałam już, moja sypialnia to w tej chwili magazyn. Z office MM meble, domumenty, miliony innych bezużytecznych rzeczy. A kiedyś mówił, że to ja „kolekconuje”. Tylko ja nie mam milionów długopisów. Prawie modły odprawiał, wyrzucając niektóre. Ale jak potrzebowałam, to większość długopisów niepiszących, tusz wyschł. Po co trzymać długopis który możesz otrzymać w banku, taki za centa. Ehhh

    Więc muszę się spieszyć bo czasu mało, a chciałabym się przebudzić w swój dzień urodzin, w wysprzątanej sypialni. Muszę z 5 dni wcześniej skończyć podłogę bo MM potrzebuje czasu na układanie tych rzeczy w office.

    Znów będzie układać i godzinę zastanawiać się czy w odpowiednim miejscu położył.

    Leżę w łóżku i zastanawiam się, jak ulepszyć, uefektywnić, usprawnić układanie podłogi, aby praca była mniej czasochłonna. Najwięcej czasu pochłania mi przycinanie listew. Chodzenie a raczej bieganie do garażu i z powrotem na piętro.

    Jeśli nie chcę trocin w łóżku to musi zostać tak jak jest. No i już udoskonaliłam pracę. Ponownie akceptując te warunki pracy jakie są. Będę biegać z piętra do garażu i z powrotem. Czym więcej biegam tym bardziej widzę zmianę w mojej sylwetce. Nie trzeba siłowni.

    Tak, tak, dziś niedziela. Będę pracować nad podłogą, postanowione.

    Pamiętam co Tatuś mówił i jak uczył.

    Niedziela jest dniem odpoczynku.

    To jest również dzień który poświęcamy rodzinie.

    Do 2 sierpnia w każdą niedzielę muszę pracować. POSTANOWIONE.

    Odpocznę 2 sierpnia.

    Nie, nic nie planuję na swoje urodziny. Jeszcze za wcześnie na plany.


    MM pojechał po świeże bagels, zamówiłam też świeżą sałatę.

    Tak, tak, MM dba o mnie na ile potrafi i na ile ja jemu pozwalam.

    Jeśli mam dziś pracować, to muszę zjeść pożądne śniadanie, bo w zasadzie moje posiłki to jak porcja dla kurczaka.


    Pogoda dopisała 26C to nie 36C, chociaż 36 będzie po południu. Śniadanko zjedliśmy na decku/tarasie.

    Zrobiłam kanapki z bagels, przecinając na 3 części, jak zawsze. Jak dla mnie za grubaśne. Jedną kanapkę oddałam MMowi i również jak zawsze.

    Wokół jeszcze zielono ale na tarasie co raz więcej żółtych liści. W nocy już chłodniej 24-26C jeszcze okna na noc nie można otworzyć ale za 3 tyg myślę, że będzie można zostawić otwarte.


    Mój czas nadchodzi. Czas przebierać się w robocze wdzianko.

    Do około 2pm wycinałam w panelach miejsca/wejścia na drzwiowe futryny. Bardzo misterna praca.

    Wycięłam/wyrzeźbiłam tylko 2szt.

    Później MM zaproponował wyjazd do kawiarenki na cappuccino i coś słodkiego.

    No nie pojechałam w roboczym ubranku. Szybki prysznic, fryz i inne, byłam gotowa.

    Po powrocie, powrót do szat roboczych i układanie drugiego rzędu.

    No i wyczułam nierówności w posadzce. Pewnie że można zniwelować specjalnymi drewnianymi listewkami. Znam ten ból, jak zacznę z jednej strony podnosić listewkami to już będzie tak prawie do końca. Dwa ułożone rzędy paneli zdjęłam. Zdjęłam też folię oraz folię z korkiem. Zaczęlam szukać powodu huśtawki paneli. Centymetr po centymetrze. Każdą nierówność musiałam po prostu wybić młotkiem. Ten cement wiąże na zawsze. Dom się zawali a moje panele będą nienaruszone. 🤣

    Okazało się, że w tym miejscu z którym miałam już wcześniej problem, mam problem i teraz. Cementem wprawdzie zalałam ale było ciągle za mało, bo to miejsce jest na wprost schodów i powstał dołek. Kiedy była wykładzina nie odczuwało się, że jest dołek.

    Teraz nierówność zaszpachlowałam silikonem. Cementu nie chciałam rozrabiać. Niestety, ale silikonu było za mało, wykorzystałam co miałam a jutro dokupię i spróbuję to wszystko ponownie wyrównać.

    Ze starego nikt nie zrobił jeszcze nowego i ja nie próbuję. Staram się również ukryć to co nie powinno być widoczne.

    Nie jest to łatwe zadanie, ale próbuję.

    Jutro sillikon potraktuję jako klej i od razu położę folie.

    Niedziela dobiega końca.

    Miłego spanka.

  • Sobotni poranek

    zaczął się u mnie o 10am. Bez pośpiechu zeszłam na parter do jadalni kuchennej, gdzie przewitał mnie MM i czworonożny.

    Kawa, kromeczka bagietki z serkiem i przyszedł czas na wyruszenie po klej i najcieńszą piłkę do cięcia drewna jaką wyprodukowano.

    Nie mam urządzeń ani warsztatu jaki bym chciała, więc i piłki często mi się wyginają lub łamią.

    Nie wszystko przepiłuję ogromniastą piłą. Długich listew wzdłuż, również nie, nie posiada długiego wysięgnika. Do takich cięć potrzebna byłaby piła tartaczna. Tylko… nie potrzebuję takiej. Mamy wprawdzie taką ale trzeba by było zakupić oprawę stołową i stalową. Po zakończeniu układania podłogi, narzędzia które mam, zapewne nie będą mi potrzebne. Chyba, że coś wymyślę.


    MM podniósł mi ciśnienie. Chciał mi coś wytłumaczyć na co nie mam wpływu przy układaniu podłogi. Muszę, bo muszę układanie listw dopasować do listwy wychodzącej z mego office. Nie chciałam zakładać progów, miało być płynne przeście z office do hollu itd. Gdybym chciała zakładać progi to nie mordowałabym się z poziomowaniem.

    MM zaczął marudzić o jakiś 25% listwy i tak dalej. Mogłam mu przypomnieć ustalenia, ale po co, zapomniał. Uparł się, że ….

    Coś mierzył, coś chciał udowodnić, poukładał listwy i poszedł zostawiając je w nieładzie. To mi podniosło ciśnienie. Podłoga jeszcze nie jest gotowa na układanie listew. To nie jest takie proste jak się z boku patrzy. To praca na podłodze i przy podłodze, to ciągłe kucanie lub raczkowanie, oraz tysiące razy podnoszenie się do pionu. Fajnie popatrzeć jak już jest coś zrobione, z tym, że nad wykonaniem pewnej czynności nawet przycinania foli, potrzebne są mniejsze nożyce a nie te duże które leżą obok, nożyk ten też jest niepotrzebny bo ma za krótkie ostrze. Podnoszenie się, zginanie, kucanie i znów pozycja raczkującego dziecka. Przydałby się pomocnik, ale ja go nie mam. MM chce być menagerem, jeśli chce być, to powinien mieć nie tylko (przynajmiej) umiejętności takie jak ja i sprawność fizyczną. Umiejętności nabyte z youtube, to tylko podrażniają komórki mózgowe. Nie uczą manualnego wykonania danej rzecz. Ze sprawnością fizyczną u MM też jest gorzej, kolana nie pozwalają na ich zgięcie. Z pozycji stojącej jest niemożliwym ułożenie podłogi. Rzucanie listew na podłogę to nie jest równoznaczne z ich połączeniem.

    W zasadzie nie wiem o czym mówił i co chciał mi udowodnić. Wiem dokładnie, że oglądał filmik w interecie, wyszło jak wyszło. Dzwon dzwonił ale nie wiadomo gdzie.

    Więc byłam trochę wkurzona. A może i więcej niż trochę. Menagera ja nie potrzebuję.

    Zeszłam na parter do MM, żeby na spokojnie wytłumaczył. Bo może i to co widział na tym filmiku jest ważne.

    Nic ważnego i do swojej podłogi którą układam nie mogę zastosować.

    Można zastosować do podłogi którą zaczyna sie od okien, nie od drzwi. U mnie prace zakończyłam w drzwiach i będę zaczynać od drzwi przez drzwi MMa office, do okien.

    Sypialnie po przeciwległych stronach hollu, z uwagi na większy spadek poziomu, będą miały progi.

    Ten spadek był pomiędzy moim office a closet/szafa.

    Niestety nie zabrał poukładanych listew do prezentacji czegoś tam, zabrałam sama i przystąpiłam do pracy.

    Nie miałam serca do pracy. Po pierwsze – za późno ją rozpoczęłam. Po drugie w zdenerwowaniu nie potrafię pracować.

    Przycięłam listwę do ułożenia w drzwiach mego office. A to już medal mi za to. Bo w złości to jedną listwę zepsułam.

    Na zakończenie dnia lampka czerwonego wina, dobrze mi zrobiła.

  • Z czystym sumieniem, mogę powiedzieć, że planowana wizyta u córci, została wykonana. Kotki zadbane, kwiatuszki i trawnik podlany. Krówki zjedzone.

    A w domku, zaskoczyłam MM, kazałam pokazać kogo chowa w szafie.

    Bo…. chata wolna, oj będzie bal….

    MM nie wykorzystał momentu, siedział przed komp i pracował. Taki miał bal. Eeee

    Ale u mnie będzie bal z panelami. Do pracy idę dopiero w środę. Jeszcze nie zatwierdzone do 5pm muszę poczekać.


    Mam wolne!!!

    Do 8pm układałam wyciszające folie i korek na folii. Nie szło mi tak jak myślałam ale ok.

    Połączenie mego office z hollem miało nie sprawiać kłopotu. No to się pomyliłam. Mój office używany a więc chodziliśmy i to sporo. Teraz panel przedłużająca na holl nie pasuje

    … nie chce docisnąć się do posadzki. Nie chcę, no nie chcę żadnego progu. Nie po to poziomowałam, mordowałam się, żeby jakiś próg wsadzać. Jak w tym miejscu, to wszędzie. Zdecydowałam podkleić jeden panel. To nic złego lecz nie wiem jak to zadziała.

    Zobaczymy jutro, kleju jeszcze nie mam, nie mam pojęcia jaki kupić

    Układałam te folie, kiedy to MM zadzwonił …przebieraj się jedziemy na kolację i piwko….prace skończył wcześniej, a że piątek to czas na relax.

    No, jak? Nie skończyłam pracy, a tu …przebieraj się jedziemy na piwko…

    Chciałam czy nie, prac zaplanowanych nie dokończyłam ale spędziliśmy bardzo milusi wieczorek w restauracji ale przy stoliku na zewątrz.

    Cudowny wieczór.


    Wyskoczyłam na zewnątrz miedzy jedną rolką a drugą, chyba po to żeby komary mnie pogryzły.

    Mam już pierwsze zwiastuny jesieni

    Miałam cudne zakończenie dnia.

  • Po wczorajszym relaxie u córci, w domu jeszcze chwilę odpoczęłam i …. rozrobiłam zaprawę. Nie planowałam ale jeśli jest plan na sobotnie układanie paneli podłogowych, to trzeba było wziąć się do roboty.

    Posadzka ma być suchiutka, w przeciwnym razie będzie pleśnieć a takiego zjawiska u siebie nie potrzebuję.

    Dzisiaj jestem już po pracy w domku i wyjątkowo pracować przy remoncie nie będę.

    Może coś upiekę, usmażę, ugotuję.

    Nie jestem zdecydowana ale, na pewno butelkę czerwonego wina otworzę i zastanowie się …. co będę robić z nadchodzącym wieczorkiem.


    Nic nie było nawet wina.

    Odpoczywałam.

    Jutro po pracy pojadę do córci podlać kwiatuszki. U niej deszcz nie padał już około 3 tygodni.

    Napracowała się przy robieniu rabatki, szkoda aby to wszystko teraz wyschlo. Przy okazji zajrzę do kotków. Wymienię wodę, dosypie jedzonka, wyczyszczę kuwetę.

    Po powrocie do domu mam w planie układać podkłady pod panele.

    Od tego momentu, będzie to już czysta praca. Bez cementów i wielkiego piłowania.

    Jestem podekscytowana.

    Wzięłam wolny na poniedziałek. Jeśli żadne trudności się nie pojawią to pod koniec nastepnego tygodnia powinnam montować listwy kryjące.

    I oby tak było.

    Do urodzin tuż, tuż…. wybrałam kolor włosów.

    Taki kolorek chcę.

  • Dwugodzinne wakacje🤣

    Miałam w planerze odwiedzenie domu mojej córci, tak też się stało.

    Wjeżdzając w dzielnicę widzi się ogólne zadbanie i organizację.

    Otworzyłam drzwi wejciowe i od progu zaczęłam nawoływać kotki. Locki i Pablo, nie przyszły, usiadłam wygodnie na ogromniastej kanapie i rozpoczęłam „wakacje”. Nikt nie pyta co jadłam i co będę jeść. Gdy o tym pomyślałam, spojrzałam na stolik a tam….. krówki. Krówki na wyciągnięcie ręki. Wafelki na wyciągnięcie drugiej ręki. W pozycji pół leżącej delektowałam się słodyczami i podwyższałam sobie poziom cukru.

    Moje wyniki są w normie więc nie muszę się wystrzegać.

    Żaden kotek nie zszedł na parter.

    Poszłam na piętro, znalazłam kotki pod łóżkiem.

    Nie przyjęły zaproszenia do zabawy.

    Nie przyszły gdy wymieniałam wodę i dosypywałam jedzonko.

    Zniechęcona wyszłam na zewnątrz, sprawdzić stan rabatek.

    U mnie deszczyk padał każdego dnia u córci nawet kropla nie spadła.

    Podlałam rabatki, i o dziwo żadneo komara nie widziałam.

    Wróciłam do mieszkania na pinowny relax. Nic nie goni, nic nie pędzi, milusio spędzić nawet godzinkę w takim błogim stanie.

    Miałam krótki ale wspaniały odpoczynek.

    Powinnam jechać do domu.

    Mam trochę jeszcze uropu, do końca roku muszę wykorzystać.

    Kto wie……

  • Nie spodziewałam się, że po pracy jeszcze coś będę robić przy podłodze. Nie planowałam prac remontowych na dzisiaj. Raczej wieczorek z kieliszkiem likieru. Kieliszek likieru postawiłam przy kompie i zaczęłam zastanawiać się co tu, przy tej podłodze można dziś zrobić. Coś nie skomplikowanego. Przebrałam się w robocze ubranie i już już byłam gotowa do rozrobienia cementu. Aż tu… zakupiony cement nie taki jak potrzebuję. Cement który już prawie wykorzystałam był samopoziomujący, zakupiony do rozprowadzania szpachlem albo kielnią albo czymkolwiek bo sam nie popłynie. Ten który mi został rozrobiłam z woda i wylałam w łazience na pół podłogi tam gdzie brakowało mi do poziomu. Pozostały cement wyskrobałam, można powiedzieć, do szafy. Zabrakło mi trochę ale jutro uzupełnię.

    Natomiast czasu mi jeszcze zostało do wieczorka, więc rozłożyłam podkłady wygłuszające pod podłogę którą będę układać. W zasadzie mogłabym ten niebieski tylko ułożyć ale, że to jest office MM, pozwolę ułożyć dodatkowo korkowy podkład.

    Po ułożeniu zdjęłam kapcie i się przeszłam, szczęście dla stóp. Podkłady pozostanie tylko poprzyklejać i… będzie czas na układanie paneli podłogowych.

    Jutro mam przerwę. Po pracy jadę do kotków córci. Zajmie to mi troszkę czasu bo to całkiem przeciwne kierunki.

  • Bardzo łatwo przychodzi nam ocenianie innych na podstawie kilku lub kilkunastu zdań napisanych w internecie. Psycholog nie podjąłby się wydania opinii na podstawie napisanych kilku zdań, ale internetowe panie/panowie są na tyle mocni w ocenie, że potrafią ocenić osobę po drugiej stronie kabla internetowego.

    Nie przeczę, są osoby nad wyraz uzdolnione w dziedzinie psychologii, że na podstawie napisanych odręcznie wyrazów mogą określić osobowość człowieka. Pozwolę myśleć, że takie uzdolnione osoby nie czytają naszych blogów. Jeśli już to, miałyby problemy z wydaniem jakiejkolwiek opinii na podstawie czcionki jakiej używamy.

    Zostałam oceniona na podstawie zamieszczonego komentarza dotyczącego emigrantów. Każdy ma prawo do własnych poglądów i uważałam, że mogę się wypowiedzieć, bo dlaczego nie? Blog jest otwarty dla wszystkich. Nikogo nie obrażając zamieściłam komentarz ze swego doświadczenia życiowego.

    Przykre, że pani nie znając mnie, porównała mnie do osób mi całkiem nieznanychy, nie mogłam odpowiedzieć na jej zarzuty. Pani ta nie przedstawiła swojego punktu widzenia na spawę emigrantów, zaatakowała.

    Przemilczę nieuzasadnioną agresję.

  • Wczoraj planowałam, że pójdę z MM na spacerek, taki wyjazdowy nad rzekę. Od mego domu 6-7km w zależności z której strony parkingów. Z jednej strony rzeki są chodniki i dróżki rowerowe, wzdłuż brzegu pobudowane szerokie kładki, mosty, pomosty i miejsca widokowe. Jest też plac kulturalno-rozrywkowy gdzie bardzo często odbywają się koncerty muzyczne. Wypożyczalnia kajaków w sezonie jest oblężona. Jednym słowem pełna rekreacja.

    Dziś pogodę mam w kratkę. Wilgotność sięgająca 90% i przy tym parująca ziemia nie zmobilizowała mnie do realizacji planów.

    Do tego (zmiany planów)muszę dodać pojawienie się dziwnego gatunku owadu który nie jest podobny do komara ale bardzo mocno żądli. Pojawia ję bąbel a za chwilę czerwona o promieniu 1,5-2cm otoczka. Nie dotykany przestaje swędzieć i piec do około 1h, i czerwona otoczka znika. Bąbel rownież znika za jakiś czas. Owad jest czarny, płaski i nie widać skrzydeł. Kojarzy mi się z malucieńkimi kawałkami spalonego papieru który wiatr porwał.

    To były moje wczorajsze plany, których MMowi nie wyjawiłamm i po śniadanku, wróciłam do łóżeczka. Gdybym zdradziła swoje plany miałabym marudzące male-stare dziecko.

    Czasami dobrze jest nie dzielić się z innymi swoimi planami.

    Godzina jeszcze wczesna bo 10am.

    Ciekawa jestem co się dziś wydaży.

    cdn….


    Czasami

    odpoczywam, co bardzo cieszy moich bliskich. Wyszłam z łóżka po 2pm. A że już się na prawdę wyleniuchowałam, postanowiłam upiec schab z papryką i ziemniakami w piekarniku. Takie danie jednogarnkowe. Bez przymusowego stania przy płytce gazowej.

    Moja córcia już leci do Seattle, młodzi wybrali się na tygodniowy urlop. Kotki ich zostały same w domu, mam je odwiedzić w środę po pracy.

    Dość często lubię oglądać filmiki z psotami domowych zwierzaczków. Miałam w Polsce kota i nie jednego psa, nigdy nie miałam nic pogryzionego przez psy a podrapanego przez koty. To jest niezrozumiałe dla mnie, co ci ludzie robią swoim zwierzakom, że one demolują mieszkania i są agresywne do rzeczy ich otaczających.

    Kiedy córcia mieszkała sama w Polsce, przgarnęła kotka Puśka. Jedyna szkoda jaką wyrządził w domu to zniszczenie żaluzji na oknie na klatce schodowej. Zrobił to z tęsknoty, czekał samotnie i wypatrywał przez okno swojej pani dwa tygodnie. Miał karmę, picie i piaseczek porozstawiane po całym domu od piwnicy po poddasze. Ale nie miał osoby za którą tęsknił.

    Najbardziej lubił spać na poddaszu w starych walizkach. Po jakimś czasie córcia przyleciała do mnie. Niestety Pusiek został w Polsce, oddała go w dobre ręce osobie również z dobrm sercem. Będąc w Polsce miała pragnienie odwiedzić Puśka lecz zaniechała, nie chciała mieszać kotkowi w głowie.

    Córcia miała szczura Filipa. Miałam przyjemność i jego poznać. Gryzł tylko i wyłącznie kable. Lubił szczurek chować się, lubił też jak go szukano i wołano …Filipek, Filipek. Flipek lubił leżeć na kolanach i popiskując wdrapywać się aż na czubek głowy. Filipek zmarł śmiercią naturalną.

    Kotki które moi młodzi mają są dobrymi kociaczkami. Gdy u mnie mieszkali, nic nie zostało zniszczone, a również wyjeżdżali na dłużej, nie biegałam do nich każdego dnia.

    Szukałam zdjęcie Puśka ale chyba wykasowałam.


    Na kolację mam mnóstwo słodkości.

    Mam to co uwielbiam Goldbears tzw misiaczki a w nich chemia.

    Tak, tak, jestem świadoma co jem.

  • Po przebudzeniu poczułam naprężenie w łydkach i udach. Leciutko poruszałam stopami, czułam jak ścięgna poddają się rozciąganiu. Nie było bólu ale naprężenie było ogromne. Zanim postawiłam nogi na podłodze, rozpoczęłam gimnastykę rozciągającą. Bez pośpiechu powolutku, zaczęłam kręcić stopami w lewo w prawo, rowerek itd. Pomogło.

    Wczoraj pracowałam, jeśli to co wykonywałam można nazwać pracą, w pozycji kucającej, a więc pracowały ścięgna nóg, mięśnie łydek i ud.

    Po śniadanku, uzgodniłam z MM, że zacznę sama i jeśli będzie potrzebny do pomocy, zawołam. Ma być w pogotowiu.

    Potrzebne mi było bardziej wsparcie duchowe, niż fizyczne – przynajmniej tak czułam.


    Rozpoczęłam robienie zaprawy w małym wiaderku. Jeśli nie wyjdzie to i marnotrawstwa nie będzie jak wczoraj.

    Pierwsze wiaderko i następne wylewałam na podłodze. Spieszyłam się trochę aby pierwsza wylewka mogła połączyć się z drugą i następne.

    Pomocy MM nie potrzebowałam , właściwie nie było do czego, sama też woreczek cementu przyniosłam z garażu na piętro. MM był bez humoru, starałam się nie wchodzić mu w drogę. Powodem jest ponowne zalanie apartamentu jego starszej. Córka jego wydzwania od rana narzekając, mogę to zrozumieć, bo zaraz rok jak remontują jej apartament, po pierwszym zalaniu. Pierwsze zalanie było bardzo poważne i ma generalny remont. Z płytkami w łazienkach i wymianą całej kuchni wraz z meblami. W czwartek w nocy zalali jej salon. Woda ciutkiem lała się na nowo ułożoną podłogę. Rozciąga się u niej ten remont w czasie bo wszystko finansuje ubezpieczenie.

    Przykra sytuacja.

    Skończyłam posadzkę.

    Już można po niej chodzić.

    Jutro niedziela. 7 dzień tygodnia, dzień odpoczynku.

    Wszystkim życzę spokojnej niedzieli.

  • U nas długi weekend. U mnie dzisiejszy dzień również wolny.

    Zaplanowałam na dziś cementowanie hollu na piętrze. W zasadzie tylko połowę, bo na połowie przybiłam płyty. Z jednej strony długiego hollu spadek na prawie a momentami więcej niż 2cm. Nie mogłam dać tak grubej warstwy zaprawy cementowej, ponieważ nie wiem jak wytrzymałe są bele pod podłogą. Patrząc na ułożone sztukowane listwy i płyty, które całkowicie zgubiły poziom, to śmiem sądzić, że i bele mogą być sztukowane z różnych kawałków.

    MM przyniósł mi 3 worki cementu na piętro i pojechał do ze swoją córką na zakupy, a ja zabrałam się za mieszanie zaprawy cementowej. W sklepie są gotowe suche mieszanki cementowe w zależności do czego będziemy używać.

    Jakieś tam doświadczenie mam jeszcze z Polski i tutaj przecież już robiłam w piwnicy, swój office i closet MM, więc odwagi to ja miałam. Nalałam wodę do wiadra, póżniej pół worka cementu i zaczęłam mieszać. Otwierając worek z cementem , przyszło mi na myśl aby przeczytać zalecenia i ostrzeżenia. Ale Krysia mądrzejsza od producenta. Tym bardziej, że napisali na worku maczkiem to zrezygnowałam z brania okular i szkła powiększającego. Zlekceważyłam.

    Bo i po co czytać, worek podobny do poprzedniego worka z cementam jaki używałam i co niby się zmieniło. Zaczęłam mieszać wiertarką z końcówką do mieszania farb. Na początku dobrze mi się mieszało ale z czasem co raz trudniej i moja wiertarka na baterie nie dawała rady.

    Postanowiłam wziąć inną wiertarkę o większej mocy i na kabel elektryczny oraz inne większe metalowe mieszadło.

    Tylko jak to przy remontach i zakupie materiałów na przyda się za chwilę. W garażu niby wszystko na miejscu, bo co raz organizzuję aby nic nie szukać, ale bałagan jak po huraganie, trąbie powietrznej lub trzęsieniu ziemi. Zawsze wszystko czego nie potrzebujesz widzisz i jest na wyciagnięcie ręki, ale tego czego szukasz nie ma, normalnie nie widzisz. Szukając wiertarki upadło mi plastikowe pudło ze śrubkami i podkładkami, a nie dawno go szukałam. Patrzę, a dalej leży szlifierka na papier taśmowy, która była mi tak bardzo potrzebna. Tylko tego co szukam to chyba diabeł ogonem przykrył.

    Poszłam nieposcieszona na piętro aby zobaczyć czy cement w wiadrze jest ok. Nie, nie był ok, zmienił konsystencję. Nastąpiło już wiązanie, ścinanie, tężenie jak zwał to zwał, doprowadziło mnie do szaleństwa. Wróciłam do garażu, znalazłam. Wróciłam na piętro do cementu dolałam wody i ….. uruchomiłam wiertarkę i końcówką metalowego mieszadła. Niestety ale zapomniałam, że to diabeł szybki i elektryczny, nie ma zmiany szybkości obrotów. Jak mechnęło to machnęło, myślałam, że ręce pourywa. Nie urwało, chwyt mam mocny ale bryzg cementem po ścianach był mocny. Wziął mnie taki nerw, że nie wiedziałam co mam ratować ściany czy zprawę cementową. Głowa szybko pracowała, pobiegłam do łazienki chwyciłam ręczniki, namoczyłam i ratowałam ściany myjąc je mokrym ręcznikiem.

    Wróciłam do zaprawy cementowej tym razem naciskałam troszeczkę i myślałam, że zaprawa jest ok ale ona nie była nawet ok to była tragedia i tę tragedię wylałam pól wiadnra na podłogę. Wylałam coś co było już nie do użycia. Pełno wielkich i małych klusek które nie współpracowały ze mną. To co było rzadkie rozpłynęlo sie po podłodze, ale to mi wogóle nie pomogło. Zastygało w kosmicznym tempie. A ja biegałam po następne ręczniki aby to ściągnąć z podłogi bo jeśli bym zostawiła musiałabym chyba młotem pneumatycznym zrywać. Rękawice miałam brudne i ociekające cementem który zastygał. To była walka z czasem, już bez rękawic gołymi rękoma ściągałam cement najwięcej ile mogłam.

    Wiadro pełne zaprawy cementowej i ręcznki. W sumie zużyłam 5 kąpielowych ręczników i 2 o rozmarze M .

    Przyjechał MM z zakupami opowiedziałam co się stało, powiedział, że przecież nic się nie stało. Żebym to zostawiła a on pojedzie po cement do sklepu. Nie trzeba było jechać bo mam jeszcze dwa i pół worka.

    Uratowałam podłogę. Zachowałam poziom i to jest najważniejsze. Ściany i listwy przypodłogowe wymyte i nie widać mojego bryzgania. A było tragicznie.

    Po wszystkim wzięłam 2 tabletki valerianki bo byłam bardzo zła na siebie.

    Nie przeczytałam zaleceń, a powinnam. Poprzedni cement wiązał dopiero po godzinie i nie wolno było chodzić, ten bez czytania instrukcji już przetestowałam. Rozrabiać z wodą ale w małym wiadrze bo nie ma możliwości całego wiadra zaprawy rozprowadzić na podłożu przed jej zaschnięciem. Jutro powracam na zaprawy cementowej ponownie.

    Polak mądry po szkodzie, tak przysłowie mówi. Powtarzam, ale nie wiem dokładnie czego to dotyczy bo powinna być jakaś historia powstania tego prszysłowia.

    ,, – Ostatnio przypomniano mi, że nie trzeba być idealnym, zwłaszcza jeśli uczymy się na błędach” ~Zoey, str. 232“

    Jako, że jestem kobieta, to najbardziej mi jest szkoda paznokci, a miałam takie ładne. 🤣

  • Jak to w USA, każdy dom (nie mówię o apartamentach) ma dwie lodówki. Jedna w kuchni, druga w piwnicy, ale przeważnie w garażu. Przez garaż się wchodzi do domu, bo wjeżdżamy do niego samochodem. Większość zakupów spożywczych bezpośrednio trafia do lodówki znajdującej się w garażu

    Nasza garażowa lodówka jakiś czas temu sie zepsuła i nie opłacało się jej reperować. Pan sprawdzający ją, zabrał ze sobą. Jakie plany miał wobec tej lodówki, nie pytaliśmy, Zabrał i mieliśmy problem z głowy. Zakup lodówki do garażu odkładaliśmy. W zasadzie to ja nie miałam czasu,

    Od jakiegoś czasu kuchenna lodówka zaczęła przeciekać i bardzo głośno pracować. Wodę pod lodówką traktowałam, że MM napełniając szklankę lodem, upuścił kilka kostek lodu które się roztopiły, względnie brał wodę i po szklance mu woda pociekła. Wycierałam podłogę i po kłopocie. Powstawały też zacieki na dolnych drzwiach lodówki, też wycierałam.

    Głośną pracę lodówki niwelowałam poprzez otwarcie drzwi i ich domknięcie. Działało przez kilka godzin. Zapominaliśmy o wodzie i burczeniu lodówki. Nie było to aż takie uciążliwe, żeby szukać fachowca.

    W piatek o poranku lodówka jakby usnęła. Wody do lodu produkcji kostek lodu nie pobierała, nie brzęczała … w domu zrobiło się cicho. Dziwnie cicho.

    Siedząc przy kuchennym stole, wstrzymaliśmy oddech aby usłyszeć szum, burczenie chrapanie lodówki. Spojrzeliśmy na siebie i…. podeszliśmy do niej, światło jest ale… nie pracuje.

    Mięsko w zamrażalniku zamarznięte na kość, ale jak długo będzie w takim stanie – myśleliśmy. Nie przewidzieliśmy, że z lodóweczką może być aż tak źle.

    Po internetowych poszukiwaniach, kiedy już nasz fachowiec powiedział, że tego typu lodówek nie obsługuje, MM znalazł LG biuro, ale teraz to człowiek telefonów nie obsługuje, to już sztuczna inteligencja chyba, odpowiadał na wszystkie pytania które były dwukrotnie zadawane. Po pół godzinie MM się wściekł i zrezygnował. Mniejsze firmy już zamknięte, bo przecież długi weekend i długi wolny tydzień.

    My zostajemy z odmrażającym się mięsem i całą zawartością lodówki, która nie będzie możliwa do komsumpcji.

    Ostatecznie znalazł firmę która miała przyjechać w sobotę pomiędzy 2 -4pm.

    Byliśmy z MM dobrej myśli, że po pstryknięciu palcami wszystko się naprawi.

    Ale panowie europejczycy z pochodzenia, stwierdzili że to jest serce lodówki które wysiadło i trzeba to zamówić. Dostarczone będzie najwcześniej w poniedziałek w godzinach popołudniowych. Sprawnie to poszło. Panowie odjechali a my pojechaliśmy po lodówkę do garażu, która to powinna być kupiona kilka miesięcy temu.

    No cóż, po zakupie lodówki i jej uruchomieniu nastał czas na przenoszenie mięska i innych rzeczy z lodówki niepracującej, do nowej garażowej.

    Byłam zdania, że trzeba wszystko wywalić do kosza ponieważ, mięsko z zamrażarki jest w 98% rozmrożone. Mało tego krew powyciekała do worków foliowych. Mięso wyglądało OK, ale ja wiedziałam, że go nie tknę, nawet zupy nie ugotuję. Po osuszeniu i przepakowaniu, mięso trafiło do nowej lodówki. Zamrażalnik jakby większy i lodówka sprawiała wrażenie większej.

    Jajka trafiły do kosza na śmieci i wiele innych rzeczy,

    Panowie europejczycy z dawnego ZSRR, przyjechali w poniedziałek. lodóweczkę naprawili to jest wstawili nowe serce lodówce. MM nie potrafi załatwiać żadnych ale to żadnych spraw. Zanim ma wykonać jakiś telefon to szybciej by do tego biura doszedł pieszo. Wiedziałam, że coś i tak pójdzie nie po mojej myśli. Oczywiście i poszło. Panowie z dawnego ZSRR wystawili rachuneczek na 745$ za robociznę. Nowa lodówka do garażu kosztowała 520z podatkiem a oni….kasują 745$. Zastanawiam się dlaczego na to pozwoliłam, ale nie mogłam inaczej, targować się, ale MM wyraził zgodę. Więc przemilczałam ale nie przetrawiłam jeszcze tego. Nie rozmawiam na ten temat z MM, on też tego tematu nie porusza. Wiem, że nigdy nikogo więcej z Europy.

    O pochodzeniu tych panów dowiedziałam się gdy przekroczyli próg mojego domu. Powinnam zamknąć szybko drzwi, a ich pozostawić na zewnątrz.

    Lodóweczka stała przez 24 godziny. We wtorek pojechaliśmy po mięsko tylko dla mnie.

    Pracuje jak na razie dobrze, mam kostki lodu, wodę z filtra i moje mięsko w zamrażalniku.

    Pomyśleć, że kiedyś wlewało się wodę w plastikowe pojemniczki i wstawiało do zamrażalnika.

    Garażowa lodówka nie ma podłączenia do wodociągu, więc i brak produkcji kostek lodu.

    Co wygoda to wygoda.

    Większość amerykanów jest naiwna, może łatwowierna, mają zaufanie do ludzi, dlatego jest ich bardzo łatwo oszukać. Od dziś nie pozwolę MMowi decydować o sprawach finansowania napraw lub remontów.

  • Upały nie sprzyjają roślinności. Woda z wodociągu nie zapewni tego co daje deszczówka. Można powiedzieć lepsza z węża ogrodowego niż nic. Z tym się zgodze. Ale wciąż tej kranówki za mało a deszczówka nie nadchodzi.

    Kwiaty wolniutko szykują się do jesieni. Wczesnej wymuszonej jesieni. Brak prawidłowego nawodnienia i ogrom dni słonecznych powoduje, że kwiaty w szybkim tempie przekwitają i następuje okres ich szybkiego przejścia w nasionka.

    Ptaki oczywiście się cieszą i oznajmiają to swoim świegotem.

    Różowe cudnie pachnące lilie przekwitły jako pierwsze, białe gubią płatki, Kalia, którą mam w różnych kolorach, również męczona jest wysokimi temperaturami i zmienia kolor liści z zielonych na żółte.

    Wyjątkowo w tym roku wszystko w moim ogródku szybciej niknie.

    Oczywiście, można 24/7 ogródek podlewać, ale szkoda wody, kiedy niektóre regiony kuli ziemskiej borykają się z jej brakiem. California kazdego roku ma ograniczenia podlewania ogródków, więc i ja ograniczam.

    Pozdrawiam serdecznie🌺

  • Pracuję każdego dnia po pracy, biorę wolne dni (oczywiście kiedy mogę je wziąć), pracuję też w niedziele. Staram się nie pracować w niedziele intensywnie. Coś tam zmierzę, przeniosę, przykleję, przybiję, posmaruję.

    Muszę zdążyć do 2 sierpnia z MMa office, … chciałabym też aby zabrał z sypialni swoje rozkręcone biurko, szafki i pudła z biurowymi rzeczami.

    2 sierpnia są moje urodziny i chciałabym przebudzić się w czystej nie zagraconej sypialni. Przez jego szafki to nawet nie widzę swojej sofy i lampy. Dojść do sofy dojdę i usiądę ale.. co to za odoczynek kiedy ma się wrażenie, że przebywasz w magazynie pełnym gratów.

    4 sierpnia MM skończy 75 lat. Jak na takie lata czuje się dobrze, sprawny fizycznie i psychicznie. Czasami pobolewają mu kolana i chyba to wszystko.

    Moje kolana mają się dobrze jeśli przy układaniu podłogi muszę pokonać schody na górę 70 razy i zejść po schodach również 70 razy. Któregoś dnia pokusiłam się na zaznaczanie kreseczkami każde moje zejście z piętra na parter. Ogólnie zależy od prac jakie wykonuje. Przez kilka dni piłowałam listwy pod panele, a że piła stoi w garażu i mój cały warsztat również, to muszę sobie „spacerować” po schodach tam i z powrotem. MM proponował zaniesienie piły i wszystkich narzędzi na piętro, ale kto później będzie ten kurz i maciutkie trocinki które się rozlecą po całym domu sprzątać.

    Jednego wieczorka byłam tak zmęczona, że zrezygnowałam z prysznica i położyłam się do łóżka. Dobrze, że nałożyłam pidżamę, Ale jak w środku nocy dżazga wlazła mi w „cztery litery” to było oj i aj. Teraz wcześniej kończę prace i prysznic obowiązkowy, a nie… zmęczona i rozmemłana.

    Ubranie robocze obowiązkowo idzie do prania po piłowaniu, nie ma możliwości ponownego ich nałożenia na drugi dzień.

    Do 4 lipca podłoga będzie całkowicie przyszykowana do cementowania. Kilka dni będzie wysychać i…. układanie paneli podłogowych.

    Progi będą zrobione tylko w naprzeciwległych sypialniach ze względu na spadki poziomu. Mój office i MMa oraz łazienka będzie jednolicie ułożona z hollem.

    Może troszkę będę miała problemów przy drzwiach ale dam radę.

    MM zaopatrzył mnie w większość narzędzi stolarskich, więc nie widzę większych problemów.

    Ten tydzień mam luźniejszy od pracy zawodowej i muszę podpędzic roboty remontowe. W następnym tygodniu jestem całkowicie wyłączona od prac podłogowych.

    Zdjęcia oczywiście, że robię ale jak na razie nic ciekawego one nie przedstawiają, więc ich nie zamieszczam.

    Pozdrawiam wszystkich serdecznie i do następnego…..