ogryzekzycia

Nauczyć się być radosnym, kiedy serce płacze… Nauczyć się płakać, kiedy serce się cieszy… Nauczyć się dawać, nie dając… Nauczyć się brać, nie biorąc… Nauczyć się żyć, nie czując życia.. Nauczyć się ….miłości nie kochając… Nauka jest sztuką!!!!

  • Dziś była siłownia. Godzina i ani minuty mniej czy więcej. Podobnie jak wczoraj ćwiczenia rozpoczęłam od roweru. Poruszając nogami, ćwiczyłam szyję. Dobrze, że muzyka była włączona na sali, w przeciwnym razie ludzie by pouciekali. Nie miałam słuchawek w uszach, to co słyszałam w mojej szyji to było coś strasznego. Trzaski, trzaski i jeszcze raz trzaski. A ja dziwiłam się, że głowa często boli. Boli bo jak to ma prawidłowo funkcjonować, jeśli nie jest sprawne? Tym razem oprócz kręcenia głową dodałam ćwiczenie wyciągania szyji. Wyciągałam do chwili aż poczułam naprężenie ścięgien, żył i mięśni. Trzaski pozostały ale będę nad tym pracować.

    To nie jest reklama, zdjęcie z internetu.

    Następnym sprzętem była maszyna do ćwiczenia bioder i ud. Podobnie jak wczoraj. Jedna maszyna rozpycha kolana na zewnątrz. Druga maszyną trzyma kolana razem i należy siłą ud i kolan rozepchnąć na zewnątrz ramiona urządzenia.

    To nie jest reklama. Zdjęcie z internetu. Na tym zdjęciu, urządzenie rozpycha uda i kolana na zewnątrz. Ćwiczący musi połączyć Polana. Druga maszyna (brak zdjęcia), ćwicząca osoba ma za zadanie rozepchnąć ramiona maszyny. Poduszki zainstalowane są od wewnątrz.

    To jest idealne urządzenie na ćwiczenia bioder. Oczywiście gdy nie mamy problemów i biodrami oraz kolanami. Nie posiadamy inplantów w kolanach i biodrach. W tym przypadku należy stosować się do zaleceń lekarza.

    Przeszłam na następne urządzenie do ćwiczeń i wzmocnienia kolan.

    To nie jest reklama. Zdjęcie z internetu.

    Na tym urządzeniu zrobiłam w powolnym rytmie 25 ćwiczeń.

    Następne urządzenie którego zadaniem jest utrzymanie prostej sylwetki. Ćwiczenia na górną część pleców oraz barki. Zrobiłam około 50 ćwiczeń i przeszłam na ostatnie w tym dniu urządzenie….🦶🦶🦶🦶👣👣👣

    To nie jest reklama. Zdjęcie z internetu.

    Elliptic jest wspaniałym urządzeniem wspomagającym utrzymać dobrą sylwetkę.

    To nie jest reklama. Zdjęcie z internetu.

    Pozostały czas do ukończenia pobytu na siłowni spędziłam na elliptiku. Gdy poruszałam nogami do przodu było wszystko dobrze. Zaczęłam poruszać nogami do tyłu ….w tej pozycji odczuwałam lekki ból w lewym kolanie.

    Myślę, że w piątek powinnam skupić się bardziej na ćwiczeniach na elliptiku. Nie mogę dopuścić aby to co kiełkuje w kolanie stworzyło jakiś stan zapalny.

    Jak widać, jestem dobrej myśli, zapału i nawet w dobrej kondycji. Jedynie kręgi szyjne mnie martwią i lewe kolano.

    Wiem że dam radę.


    A było to 14 lat temu, kupiliśmy ten dom i pracy miałam bardzo, bardzo dużo. Pracowalam zawodowo tylko na 1/4 etatu, więc miałam bardzo dużo czasu. Szykowałam dla córci 2 pokoje z łazienką i garderobę. Remontowałam podpiwniczenie. No i taka zapracowana, zamyślona, stanęłam na listwy, które były rzucone przez poprzedniego właściciela, w nieładzie na podwórku. No cóż, upadłam. Na chwilę straciłam przytomność. Ręka bardzo bolała ale zdecydowałam, że pogotowia nie potrzebuję. Nockę przemęczyłam się i na drugi dzień córcia zawiozła mnie do lekarza. Orzeczenie: pęknięta główka ramienia, lepiej żeby była połamana. Czekało mnie długie leczenie i rehabilitacja. Na rehabilitacji byłam może dwa razy. Poszłam na GYM, (od zawsze jestem członkiem) rozpoczęłam rehabilitację pod własnym okiem. Byłam przerażona ograniczeniem jakie miałam po zdjęciu czegoś podobnego do gipsu. Nie pamiętam dokładnie jak długo ramię było unieruchomione ale na pewno więcej niż 6 tygodni.

    Słuchałam swego organizmu i ćwiczyłam. Bardzo długo ćwiczyłam. Ramię sprawne jest w 100%. Nie muszę słuchać rehabilitanta, który nie rozumie mojego ograniczenia i bólu. Dokładnie wiem, że podczas rehabilitacji zawsze ale nie koniecznie, występuje ból. Ale to ja dawkuję sobie ten ból a nie osoba która nie rozumie w jakich granicach jest moja wytrzymałość na ból.

    Szyję będę ćwiczyć i będzie wszystko ze mną dobrze, potrzebuje jedynie cierpliwości i systematyczności.

    Następne ćwiczenia w piątek.

  • Wróciłam z GYM.

    Jak było? To mój rytm i moje ćwiczenia, więc poświęciłam czas na gimnastykę szyi i bioder.

    15 minut na rowerku z oparciem. Kręcąc nogami, kręciłam i schylałam oraz odchylałam głowę. Bardzo dobrze mi to zrobiło.

    15 minut na urządzeniu wspomagającym ćwiczenia ud i bioder.

    15 minut na biodra i kolana. Należało odpychać stopami małą platformę, nastawiłam minimalne obciążenie.

    15 minut podnoszenie minimalnego obciążenia, ćwiczenie na górną część pleców.

    Ćwiczyłam słuchając swojego ciała. Bez żadnych zrywów i podskoków. Nawet się nie spociłam. Może powinnam ale 1 raz po dłuższej przerwie, po prostu uważałam na siebie. Na intensywne ćwiczenia mam jeszcze czas.

    Po godzinie, spakowałam się i zauważyłam MMa czekającego na mnie już w fotelu przy wyjściu. Jestem członkiem i mogę wprowadzić jednego gościa.

    MM będzie mi czasami towarzyszyć ale to jest uzależnione od mojego schedule.

    Teraz do pracy a po pracy remont.


    Nie nie było prac remontowych, pracowałam na zewnątrz, zakopując cebulki tulipanów.

    Późnym wieczorkiem podjechaliśmy do sklepu budowlanego. Chciałam obejrzeć oprawy oświetleniowe. Moje oświetlenie w kabinie prysznicowej ma dziwaczne podłączenie, szukam pomysłu na zainstalowanie. Instrukcja jest bardzo lakoniczna, nic z niej nie można wywnioskować, nawet jakie napięcie ma głośnik bo druciki w tym oświetleniu tak cieniutkie, że zaczynam mieć wątpliwości, czy przypadkiem to wszystko się nie spali.

    Zanim podłączę muszę posprawdzać jakimś urządzeniem względnie, zadzwonić do elektryków którzy znają się lepiej niż ja. Ale…na razie będę kombinować.

    Jutro na siłownie i na ten tydzień będzie nie to, że dość, tylko praca zawodowa mi nie pozwala. Możliwe, że w sobotę pojadę, chociaż nie mam w planach siłowni w soboty i niedziele.

    Zobaczymy co z tego wyniknie.

  • Prace elektryczno-remontowe idą całą parą. Piór pawia nie posiadam ale mogę chodzić jak paw.

    Czasami się zastanawiam nad jakimś problemem. Normalnie nie wiem jak coś zrobić, podchodzę do problemu i nic, brak pomysłu na nago rozwiązanie. Zostawiam problem na kilka dni, nie myślę o nim, po kilku dniach mam już w głowie rozwiązanie. Nie zaglądam do internetu bo to strata czasu. Videa są nagrane ale tak posklejane, że to co mnie interesuje i co jest ważne jest wycięte, więc zaniechałam sprawdzania, szukania potwierdzenia. Ja po prostu mam to w głowie tylko potrzebuję czasu na wyszukanie w mojej mózgowej biblioteczce. Mówię o pracach remontowych.

    Przyszykowałam już strój na GYM. Powynosiłam wszystko sportowe na poddasze, myślałam że już nie wrócę, ale się myliłam. W domu można się rozciągać ale…potrzebuję urządzeń wspomagających. Nie chodzi mi o ćwiczenia siłowe, bo siłę mam ale o utrzymanie kondycji, mobilności. Tym razem ciężarki w urządzeniach będą najniższe wagowo, będę próbować. Będę mogła skorzystać z trenera osobistego, jaby co, bo jest w kontrakcie.

    Budzenie mam na 5:30am.

    Zobaczymy jak mi pójdzie po tak długiej przerwie.

  • Niedziela mi szybciutko minęła. Z rana gdy MM pojechał do starszej córki, mogłam w końcu wyłączyć zasilanie elektryczne w całym domu. Przewód jaki miałam przeciąć nie posiadał żadnego wyłącznika, zasilanie było odprowadzane od puszki rozdzielczej do lampy i dalej do przełącznika na ścianie. Do tego samego przełącznika, podłączone było światło w prysznicu. Aby nie kombinować za długo odcięłam lampę grzewczą sufitową w łazience na poddaszu pod podłogą. Kupiłam specjalne zaślepki aby włożyć każdy drut osobno i to miało być proste, łatwe i bezpieczne. Wszystko zrobiłam prawidłowo ale wywalało mi wyłączniki/korki po dawnemu na tablicy rozdzielczej. Wymiana zaślepki w niczym nie pomogła. Posprawdzałam wszystkie nowe położone przewody elektryczne, powinno być dobrze ale nie było. Zaślepkę zdjęłam, zainstalowałam kontakt elektryczny, wszystko owinęłam taśmą izolacyjną, wsadziłam do puszki specjalnej elektrycznej, ponownie owinęłam szczelnie taśmą izolacyjną.

    Zadziałało. Ale odwaliłam straszną chałturę która się sprawdziła.

    MM krzyknął że jedziemy na kawcie do paryskiej. Przebrałam się w ciuchy wyjściowe i już nas w domu nie było.

    Kawci nie piłam, zamówiłam Strawberry Smoothie. Słodziutkie i pyszniutkie.

    Zajechaliśmy jeszcze po sportowe obuwie bo od wtorku mam już siłownię/gym.

  • 1 lutego

    Narodowy Dzień Wolności , zawsze obchodzony 1 lutego, świętuje wolność od niewolnictwa. Uznaje również, że Ameryka jest symbolem wolności. Dzień ten upamiętnia podpisanie przez Abrahama Lincolna wspólnej rezolucji Izby Reprezentantów i Senatu, która później stała się 13. poprawką do Konstytucji Stanów Zjednoczonych.

    Nie samą historią się żyje.

    Iv znalazł w internecie Polski sklep i to blisko mnie. Córcia wysłała kilkanaście zdjęć wyrobów. Gołąbki, pierogi, różne kiełbasy, budynie i kisiele, a najważniejsze Paprykarz szczeciński. Przywiozła mi kiełbasę bo akurat kapuśniak rozpoczęłam gotować. Zapach kapuśniaku rozchodził się po całym domu. Lubię zapachy z kuchni ale na krótko. Później otwieram drzwi i okna na oścież. Nie lubie a mogę wprost powiedzieć, nienawidzę kiedy zapach przenika do ubrań i mebli.

    Miałam takie zdarzenie tylko jeden jedyny raz i nigdy więcej. Ex przywiózł flaczki. Nie pamiętam co to za mięso i czy to wogóle było mięso. Od odzielał mięso od kości a mi przypadło kroić flaczki w cienkie paseczki. Nie było to nic skomplikowanego. Przyprawił to coś w garnku i poszedł się położyć przy tv, jeszcze krzątałam się w kuchni. Ale że było już bardzo późno bo i wrócił do domu dość późno to i ja położyłam się na narożniku. Tak kiedyś tak nazywał się mebel do odpoczynku i po rozłożeniu do spania. Usnęliśmy na dobre. Zbudził mnie zapach, a właściwie smród spalonego czegoś. Nie mogłam zrozumieć skąd ten zapach dochodzi. Aż podskoczyłam i biegiem do kuchni. Ex za chwilę za mną. No cóż czarne spalone flaczki zostały na dnie garnka. Garnek był do wyrzucenia. Próbowaliśmy go uratować ale niestety nie powiodło się nasze szorowanie. Dom śmierdział spaleniezną najmniej miesiąc. To były moje pierwsze flaczki jakie miałam spróbować, bo nigdy wcześniej nie jadłam. Jak się okazało miały być pierwsze ale na pewno ostatnie. Nie znam smaku zachwalanych przez wszystkich flaczków, w moim domu rodzinnym nie jadło się żadnych podrobów oraz flaczków. Myślę, że nic nie straciłam na smaku. Jest teraz tak dużo smaków świata, że nigdy nie jedząc o nich nie pamiętam.

    Dom był dokładnie przewietrzony i zapach kapuśniaku pozbyłam się bardzo szybko.

    Niestety ale córcia nie czekała na kapuśniak, pojechała wcześniej.

    Jeśli chodzi o zapachy, nawet zapach pieczonego chleba nie może zagościć w mojej kuchni. Mój dom musi być pozbawiony zapachów, jedyny zapach który toleruję to zapach świeżego powietrza, zapach kwiatów (chociaż one nie pachną), czasami zapach świecy której nie palę lecz podgrzewam.

    Zapach lilii mogę wąchać do bólu głowy.

    Co ciekawe MM używa płyny do ust o zapachu miętowym, doprowadza mnie do szaleństwa ten zapach. Zamykam drzwi łazienki, wietrzę łazienkę, sypialnię. Włączam wiatraki itd. Świeżą miętę mogę jeść pęczkami i również lubię jej zapach.

    Myślę że każdy z nas ma swoje zapachy, które lubi oraz te które działają na nerwy.

  • To był dobry miesiąc.

    Na początku było trochę niepokoju związanego z pracą syna ale wszystko się wyjaśniło. W minioną środę dostał pismo o podwyżce płac od lutego. To było ogromne zaskoczenie dla niego i całej rodziny. No bo ledwo skończył szkolenie, teraz jest na stażu i….podwyżka. Po tym wszystkim przez co przeszedł, jemu się należy. Sprawę o rasizm, zastraszanie i prześladowanie prowadzi sąd stanowy. Ten problem zaszedł już za daleko aby go zlekceważyć. Syn wraca do zdrowia psychicznego i fizycznego. Wprawdzie wolno ale wraca.

    Rasizm jest ogromnym problemem białych ludzi. Przeżyłam pracując w sklepie. Byłam pośmiewiskiem ludzi o innym kolorze skóry niż biały. Dręczyli mnie jak i osoby z byłej Jugosławii i Rumunii. W tamtym okresie miałam zieloną kartę, to otrzymałam większą dawkę niż pozostali pracownicy sklepu mający azyl. No cóż to już historia.


    Córcia wciąż walczy z rządowymi ubezpieczeniami. Pracuje bardzo dużo ale jej celem jest nauczenie się tego o co jej chodziło i … będzie pięła się wyżej po tej stromej drabinie kariery zawodowej.

    Urodziny córci minęły bez rodzinnej uroczystości. Uroczystość miała z Iv. On zapewnił jej relaks oraz rozrywki. Na początku miałam mieszane uczucia ale zrozumiałam ich brak czasu na przebywanie we własnym towarzystwie. Nawet gdy są razem (w tym samym domu i pod jednym dachem) to i tak osobno. On w swoim biurze ona po drugiej stronie korytarza w swoim biurze. Miałyśmy się spotkać po jej dniu urodzin lecz ja zajęta i ona także. No cóż, nie udało się nam to spotkanie. Cieszę się, że mimo wszystko miała miły dzień swoich urodzin.

    Prezent urodzinowy, bieżnia stoi w kącie. Tak jak przypuszczałam. Tylko komu by się chciało biegać po 11 godzinach pracy.


    Co u MMa? Zbliżające się urodziny jej młodszej córki (40tka) uruchamia złe nastroje w jego rodzinie. Muszę łagodzić jego zły nastrój aby mi się nie udzielił. Rodzina MMa jest strasznie skłócona i podzielona. Nikt nie chce przemilczeć, ustąpić. Oczywiście znam powody ale, czy nie można przemilczeć? Inne temperamenty inna kultura osobista a ja oczekuję u nich spokoju.

    MM pracuje również, czasami od 3 rano do 8 wieczór. Jest zmęczony jak każdy. Po swojej pracy staram się coś upiec, ugotować, przytulić, całować, to tyle mojej pomocy.


    Co u mnie?

    Cieszę się jak u moich kochanych, jest dobrze i wszystko się układa. Martwię się kiedy nie mogę i nie potrafię pomóc. Moje zdrowie jest OK. Tylko….wczoraj zjadłam późną kolację i budziłam się w nocy kilka razy. Żadnych bólów nie miałam ale byłam jak szczur spocona, chociaż w sypialni panowała przyjemna temperatura, taka do spania.

    Dziś o poranku czuję się wyśmienicie i właśnie za chwilkę przebieram się w robocze ubranie i będę czyścić sufit w łazience.

    Jednym słowem…

    Czas do pracy rodacy…..

  • Wyskoczyłam na deck, będąc jeszcze w pidżamie. Przywitałam ☔️ deszcz i szybko uciekłam do wewnątrz.

    Temperatura?

    Cudowna +6C w ciągu dnia będzie 18C.

    Chce się żyć‼️


    Wyjątkowo ale ubrałam się nie odpowiedzenio do temp. panującej na zewnątrz i wewnątrz. Zmarzłam w nogi. No cóż, trzeba czasami pomyśleć.


    Po pracy musiałam zajechać do okulisty opłacić mojej córci fakturę 10$. Córcia pracuje z domu i teraz ma urwanie głowy od 7 rano do 8 wieczorem. Okulista jest blisko mojego miejsca zamieszkania, więc nie widziałam problemu po drodze z pracy podjechać i zapłacić. Jedynie spytałam czy przychodnia ta sama co moja. Potwierdziła, że przy Panera. Zajechałam. Ale nie opłaciłam. Pojawiły się komplikacje, bo takiego pacjenta u nich nie ma w systemie. Recepcjonistka próbowała znależć moją córcię na różne sposoby. Inne panie podeszły do okienka w tym z Ukrainy. Żartowałyśmy i śmiałyśmy się. Ostatecznie poszłam do samochodu po tel. Który zostawiłam, nie sądziłam że będzie mi potrzeby.

    Nie łatwo było sie do córci dodzwonić. Pracuje. Ostatecznie oddałam telefon paniom za szkłem. Okazało się się, że to nie ta przychodnia. Obok Panera ale z drugiej strony. Podjechałam, zapłaciłam i do domku.

    Pozdejmowałam większość ozdób świątecznych.

    Godzina 6pm

    Co moja Krysia dziś jadła- MM pyta

    -cztery kromki chleba z serkiem na śniadanie a na lunch, chipsy i sprita – odpowiedziałam.

    Prawdę mówiąc nie byłam głodna. MM zaproponował. Osiedlową restaurację.

    Podjechaliśmy. Nowy właściciel. Wystrój ładny, obsługa prawie ta sama. Jedzonko lepsze. I takim sposobem zjadłam kolację. Gdybym nie pojechała nic bym nie jadła, bo jak człowiek nie głodny, to widocznie nie potrzebuje pochłaniać jedzenia tylko dlatego, że powinien.

    Porcje bardzo duże, za duże jak dla mnie. Dziecięcych porcji nie mieli. 😀Połowę zabrałam do domu, smaczniutkie jedzonko.


    Sukienka dostarczona, zmierzona i powrotnie zapakowana do zwrotu. Nie o to mi chodziło. Muszę podjechać do centrum handlowego.

    Niemożliwe, że nie ma sukienki takiej dla mnie i na mnie. Czy jestem wymagająca tylko dlatego, że nie mam ochoty nakładać na siebie worka na kartofe?

  • Po powrocie z pracy nie zamierzałam sprzątać yardu. Planowałam zająć się remontem, ale wracając uchyliłam szybę w samochodzie. Ciepły i przyjemny wiaterek wiał w moją stronę. Gdy wjechałam na autostradę szybę przymknęłam wciąż zerkając w stronę słońca. Przebrałam się lecz nie w remontowe ubranie ale lżejsze do ogrodu.

    Przeszłam się ale….liście, gałązki, żołędzie mi przeszkadzały, burzyły moją estetykę. Jak można podziwiać coś, co jest w totalnych chaosie. Może być chaos artystyczny ale to nie był, to był bałagan. Wzięłam dmuchawę i rozpoczęłam dmuchanie.

    Nie zamierzałam robić porządków, tylko podmuchać to co mi oczy drażniło. Ale to był tylko początek. Miał być chodnik i schodki. Później już się rozdmuchałam. Po godzinie weszłam do mieszkania i miałam juz zrezygnować. Wypiłam napój pomarańczowy i…wyszłam na zewnątrz.

    Spojrzałam na część bez „chaosu” i część w wielkim bałaganie.

    Po trzech godzinach dmuchania byłam można powiedzieć już trochę zmęczona ale zadowolona.

    W sobotę będę mogła wsadzać w ziemię cebulki tulipanów.

    Około 7pm zaproponował wyjazd na zakupy. Nie chciało mi się, ale ….porzucasz coś do wózka czego nie mam na liście zakupów…. Czy mnie zachęcił? Właściwie nie i tak zawsze dzwoni i pyta czy to czy tamto jeszcze kupić. MM chciał po prostu spędzić czas ze mną, niech bedzie i sklep ale ja jestem tam gdzieś niedaleko. Spełniłam jego prośbę.


    Nastąpiła zmiana terminu doręczenia sukienki. Podobno dostarczą jutro.

  • Na początku marca, mam z MM 20 lat pożycia małżeńskiego.

    Jak było? Jak u wszystkich. Trzy razy pakowałam się, 2 na pokaz, trzeci – bez pokazówki, co mi jakiś amerykaniec będzie się stawiał i rządził.

    -Zielona karta? Weź sobie i zupę ugotuj!!!

    -Pomogę Ci….

    -To pomagaj mi się pakować!!! Innej pomocy nie potrzebuję. Sama żyłam w tej hameryce bez ciebie i dam sobie radę.

    Co wrzucałam do walizki rzeczy, on wyjmował.

    -Wiesz co? Ja tych rzeczy nie potrzebuję. Jak zapracuję to kupię. To ty mi kupowałeś, to sobie weź!!!

    Wiedziałam, że się przestraszył, że już nie wrócę, zostanie samotny jak palec. Krysię stracił, wszystko stanie się nieistotne. A ja? Potrzebowałam wolności i nie ważne jaka by ona była, ale na pewno nie takiej, żeby ktoś mi mówił co mam robić, na pewno nie przekupy z męskimi narządami.

    Wyszłam z apartamentu, nawet drzwiami nie trzasnęłam. Tak jak na filmach, że drzwi z ramą wyskakiwały. Nie wyskoczyły nawet z zawiasów, awanturnicą nigdy nie byłam.

    Dzwoniłam do swojej bossowej, żeby mnie odebrała. Czemu miałaby tego nie zrobić? Byłam najlepszym pracownikiem.

    Szłam chodnikiem, obok jechał samochód, w samochodzie mój nowy ślubny.

    Teraz wiem, że za dużo gada i komentuje jak przekupa na bazarze. Teraz nie zwracam uwagi. Wychodzę. Taka jego natura.

    Nie umiem się kłucić. Schodzę z pola bitwy i wychodzę. Muszę pooddychać świeżym powietrzem.

    Oj, MM nie lubi jak schodzę i wychodzę, bo przecież niedokończył jeszcze nadawania.

    Nie często mi się to zdarza. Ostatni raz wyszłam na przewietrzenie głowy, chyba 2 lata temu. Moja córcia z nami jeszcze mieszkała. Przez 20 lat nauczyliśmy się siebie. Od 5 lat MM nigdzie nie wyjeżdza, pracuje z domu. Dla nas zupełnie nowa sytuacja, przez 15 lat byłam w zasadzie sama bo wracał z pracy na weekendy. Gdy pracował po za granicami, do domu wracał jeden raz w miesiącu. Sama o wszystkim decydowałam i nikt mi nie przeszkadzał i nie „pomagał”.

    Kontakty telefonicznie lub face time. A mimo to były zdarzenia gdzie typu „niech to szlag trafi” były nieuniknione.

    Opowiem jedno zdarzenie omal kryminalne.

    Córka MM przyjechała z UTAH w odwiedziny. Nocowała u nas 3 noce. Odwiedziła koleżanki, pozwiedzała bary, po jej hałaśliwym zachowaniu i padaniu na ścianę, to nie były bary mleczne. Nie mam nic przeciw, sama lubiłam i lubię posiedzieć przy barze do pierwszego zawrotu głowy.

    W ostatni dzień, niedziela rano jeszcze wyskoczyła z MM na śniadanko.

    MM pakował się do pracy w Meksyku, a ona zniknęła gdzieś. Wróciła z paczką do wysłania ale jeszcze nie zaklejoną.

    Widzę, że MM jest już gotowy do wyjścia. Ona też w wyjściu i kieruje słowa w moim kierunku.

    -Wyślij tę paczkę jak najszybciej ja nie miałam czasu…..

    Znalazła czas na pijaństwo ale paczki nie wysłała – pomyślałam

    Podeszłam do paczki pytając ..dlaczego nie zaklejona? Kto to ma zrobić, co w niej jest…

    Nic takiego, no zobacz, żelki, ciasteczka, lizaki..mówiła pokazując mi

    -Do kogo jest zaadresowana? I przeczytałam, że do niej

    -dlaczego tego do walizki nie zabrałaś-spytałam – kto jest nadawcą

    -ty wysyłasz, ty jesteś nadawcą- usłyszałam.

    MM na to …my nie mamy czasu ja się spóźnię na samolot, wyślij tę paczkę koniecznie.

    Już ich nie było.

    Zaciekawiona co to faktycznie może oznaczać, zaczęłam wyjmować te słodkości, oraz guma do żucia, w małych buteleczkach napoje ale…..wszystko bez etykiet, wszystko własnej roboty. A zapach? Zapach, na pewno nie misiaczków.

    Zwołałam naradę. Ja – córcia -syn.

    Orzeczenie: nie wysyłać. To produkty zakazane w UTAH, mamusia pójdzie siedzieć, za przemyt.

    Paczka przeleżała od niedzieli do piątku.

    W piątek wieczorem wrócił MM. Gdy zobaczył paczkę, diabeł w niego wstąpił.

    -Pójdziesz siedzieć to kanapek nosić nie będę, adwokata proszę już teraz sobie znaleźć – powiedziałam na zakończenie.

    W sobotę rano zabrał paczkę i gdzieś pojechał, co z nią zrobił, nie wiem. Temat zamknięty.

    Wietrzyłam głowę przez całą sobotę. W niedzielę, MM poleciał do pracy.

    Obecnie wiem na co jego córki stać i mnie już to nie dziwi, ale jestem daleka od oceniania. Komentować i opisywać mogę bo bezpośrednio i pośrednio ta sytuacja mnie dotyczyła.


    Kupiłam żółtą sukienkę, zakup nie udany. Czeka na MM kiedy odwiezie do punktu Amazon. Materiał elastyk, źle się w niej czułam. Krój na oko ładny, ale wyglądałam w niej mniej niż proporcjonalnie. Tak bardzo chciałam żółtą. 

    Znalazłam śliczną sukienkę na stronie sklepu, gdzie kupowałam sylwestrową sukienkę. Po wczorajszym, na prawdę długim i trudnym dniu postanowiłam jednak podjechać do sklepu i kupić to cacko.

    Niestety ale tylko i wyłącznie online dostępna. Ekspedientka była bardzo uprzejma i sprawdziła czy można przez sklep zamówić. Byłoby szybciej. Ponownie niestety. wszystkie kolory tej sukienki zostały wyprzedane.

    Jeszcze miałam troszkę czasu do zmknięcia sklepu, więc chodziłam i oglądałam. Nic nie było nawet zbliżonego do tego co mogłabym kupić. Dwie sukienki wybrałam, tak na siłę. Jedna elastyczna z żółtymi kwiatami, tragicznie wyglądałam i tragicznie się czułam.

    Druga z bordowymi wzorami na czarnym materiale. Nie moje kolory ale zmierzyłam. Pozostałe sukienki to suknie balowe dla bardzo wysokich pań. Ich nogi się kończą, gdzie moja głowa się zaczyna. Większość to są sukienki czarne i już wprowadzone są kolekcje wiosenno-letnie. A więc czas na plażę.

    Po powrocie do domu, jeszcze chwilkę poszperałam w internecie i znalazłam oto taką sukienkę.

    Zamówiłam. Nie spodziewam się rewelacji. Jutro wieczorkiem będzie już u mnie.

    Powyższą niebieską również znalazłam dostępną lecz dostarczona mogła by być dopiero po 17 marca. Nie mam tyle czasu.


    Dziś upiekłam chlebek. Przepis ciutkę zmodefikowałam, ale tak nieznacznie, nawet bym się zdziwiła żeby był inny w smaku niż zwykle.


    7:23pm

    Jem chlebek i popijam czerwonym winem.

    MM wciąż pracuje w office. Nakarmiłam go rosołem. Oczywiście, że dostał pajdę świeżego chleba.

    Trzeba dbać o ludzi pracy.

  • Piątek poranek

    Po wczorajszym trudnym dniu, dziś zaspałam. Wieczorem nie nastawiałam budzenia, nie chciałam się budzić za wcześnie. No cóż, na pewno nie było za wcześnie, było za późno. Słoneczko już wstało. Zerknęłam na zegarek, było 8:00am.

    Zrezygnowałam z pośpiechu, 30 minut spóźnienia czy 45 to już mało istotne. spóźnienie to spóźnienie.

    Jechałam swoją prędkością. Ślimaczących się wyprzedzałam. Śnieg zniknął, ale tylko dzięki wiatrowi, który rozdmuchał pyłki śnieżne.

    Cały dzień było mroźno lecz słonecznie.

    Do domku zawitałam już wieczorkiem. Czym można zająć się o późnej porze?

    Na kolację zrobiłam sobie ryż z cukrem i śmietaną. MM kupił grillowanego kurczaka, ale nie chciałam jeść mięsa na kolację. Cukier rzekomo pobudza, mogę śmiało powiedzieć, że mnie usypia.

    Podobno od niemowlęcia podawano mi cukier, aby obniżyć moją nadmierną aktywność. Dawno temu były inne normy i inne zalecenia. Działania były na zasadzie… co nie zabije to nie zaszkodzi….

    Patrząc na mój organizm powinnam mieć cukrzycę i inne choroby związane z nadmiernym spożyciem cukrów. Badam się co 2 lata bo ubezpieczyciel zdecydował, że co roku to u mnie jest zbyteczne. W tym roku muszę zapisać się na okresowe badania. Nic nie dolega, stresowe sytuacje poszły w zapomnienie, ciśnienie się normuje.


    Sobota poranek

    Oj!! znowu tel nie podłączyłam do ładowania. ‼️‼️‼️‼️zegarek podobnie, mam z tym kłopoty nie byle jakie.

    Mam ładowarki w każdym pomieszczeniu oprócz łazienek. To wcale nie pomaga. Przechodzę obok, widzę, …… nie podłączę.

    Do perfekcji u mnie daleko jak do księżyca.

    Przebrałam się w robocze ubranie i już miałam iść na piętro do łazienki ale zachciało mi się, sprawdzić przepis na chałkę jaki podałam D. Coś jej z tym przepisem się nie udało. Moja poprzednia chałka była niesamowita. Zabrałam się do robienia ciasta wszystko szło mi dobrze doputy dopóki MM nie zawrócił mi w głowie. Spojrzałam na przepis i… dodałam mleka. !!! Wyszło mi tak bardzo rzadkie ciasto, byłam zszokowana, że mogłam się pomylić. A jednak. Dlaczego mleka dolałam pół szklanki do ciasta to ja nie wiem. Było mleko w przepisie ale do rozrobienia z żółtkiem i czymś tam jeszcze, nigdy tego smarowańca nie robiłam. Aby uratować ciasto dodałam jeszcze już tak na oko, innych składników. Jeśli mleka dodałam to i mąki, drożdży i zamiast masła oleju. Ciasto surowe musiałam spróbować bo tak na oko to można bez oka zostać. W smaku było dobre.

    W pracy z warkoczami było bardzo przyjemne w dotyku, leciutkie, mięciutkie.

    Piecze się.

    Chałka mogłaby być słodsza ale to co jest to zostanie zjedzone. Śmiało mogę powiedzieć w smaku dobra ale mleko zabiło, ten specyficzny smak chałki.

    Gdyby tak poszukać winnego mojej porażki, jest MM.

    Nic dodać, nic ująć. Fiasko‼️


    Za późno na rozpoczynanie remontu. Postanowiłam upiec ciasto z jabłkami. Ta chałka nie jest chałką. Może ciasto mi się uda. Ma być prosty biszkopt wymieszany z jabłkami.

    Nie mam dziś szczęścia do pieczenia. Proszę życzyć powodzenia.


    Zanim rozpoczęłam prace nad biszkoptem, wyszłam na zewnątrz i zagrabiłam liście na chodniku. W tym roku to było zadanie MMa ale… nie ma o czym mówić. Zagrabiłam ponieważ za dużo liści aby je dmuchać. Skorzystałam z pięknej pogody.

    Pierwsze znaki wiosny

    Męczyły się pod liśćmi. 🍁🍂🍁🍂

    Teraz mogę robić ciasto na biszkopt.

  • Nieoczekiwany „gość”

    Wczoraj 21/1/25 nad ranem w kuchni harmider, jakby ktoś talerze tłkuł.

    Raccoon/szop pracz wszedł przed psie drzwiczki i posilał się, a że miski były już puste to w przypływie złości poprzewracał do góry nogami.

    Nasza psina do obronnych nie należy, raczej hałaśliwych. Nie wiemy jak się zachowuje jak nas w domu nie ma, ale podejrzewamy, że zapada w błogo-wyczekujący sen. Gdy jesteśmy w domu, jest to bardzo bohaterski pies. Pokazuje co potrafi ale wiele nie potrafi. 🤣

    Oczywiście kochamy jaki jest.

    MM pana taccoon wyprosił z domu, niechętnie ale wyszedł. Spodobał się cieplutki domek.

    Godzina wieczorna.

    Meble wróciły na swoje miejsca. Pokoje nabrały innego wyglądu. Odzyskaliśmy dawny wystrój.

    Nagle w kuchni coś zadźwięczało. Weszłam do kuchni a tam …. opos objada się psim jedzonkiem. Spojrzał na mnie, więc wycofałam się , aby wziąć psa na ręce. Bo nasza bohaterska psina, zaszczekała by się na śmierć. Raccoon/szop nie za bardzo chciał wychodzić, postanowił pozwiedzać pralnię. Popatrzył i wycofał się, niemrawo poszedł w kierunku psiego wyjścia. No cóż, nie był chętny do wyjścia. MM podpieszył go, wyszedł ale chciał wejść ponownie. Nie dostał pozwolenia.

    Postawiliśmy miskę z psim jedzeniem na zewnątrz. Wkrótce wrócił.

    To była wyjątkowa sytuacja -10C, każdy chowa się gdzie może, a głodnemu jest podwójnie zimniej.

    Drzwiczki na noc zamknęłam na kluczyk.

    Przychodził w nocy ponownie, ponieważ miski były przewrócone.

    Pozbierałam pokrojone 🍎 jabłka.


    Z dzisiejszej nocki 22/1/25

    Nasypałam jedzenia na noc. Jeszcze -8C

    Przeważnie rodzinę prowadzą z sobą. Ten jest samotny. Samotni też są głodni.

  • Cala przyroda zamrożona, jest w totalnym bezruchu. Ale zwierzę które skrobie na strychu, daje znaki, że jest głodne. Tuż po 4am zaskrobało. A, że słuch mam ekstremalnie wyczulony, usłyszałam. Rozumiem co oznacza głód. Mogę nakarmić ale…to będzie tej myszki ostatni nieskonsumowany posiłek. W tej chwili nie mam ochoty na bieganie po strychu w pidżamie, gdy temperatura wynosi-7C z tendencją spadkową do -9C.

    Nie zapowiadają opadów śniegu, o których wspominali ostatniego wieczoru w informacjach internetowych. Postraszyli? Pogodowcy uznali, że lepiej zapowiedzieć gołoledź niż tego nie zrobić.

    Myszka uspokoiła się, zapewne usłyszała poruszenie w domu. Ale gdzie ona poszła gdy mróz na zewnątrz.

    MM już pracuje, Wróciłam do łóżka.

    A jednak, o 5:40am musiałam „załadować” pułapkę masłem orzechowym. Całe poddasze teraz pachnie.

    No cóż, przykro ale …. zgłębiłam informacje o myszach, gryzonie roznoszące choroby. W zasadzie nic pożytecznego nie robią.

    „Myszy są szkodnikami sanitarnymi, które stanowią zagrożenie epidemiologiczne. Mogą powodować choroby nerek, wątroby i układu pokarmowego objawiające się dokuczliwym bólem, krwiomoczem, gorączką, krwawą biegunką. 

    Dla zachowania higieny i zdrowia należy zwalczać myszy żerujące w pomieszczeniach gospodarczych, garażach, piwnicach, stodołach, czy strychach. Chodzi o to, by utrzymać je jak najdalej od domów i osiedli. Orężem w tej walce jest szeroka oferta specjalistycznych środków deratyzacyjnych i profesjonalnych usług w tym zakresie”. http://www.cosna.pl

    Tyle na temat szkodników.


    Temperatura osiągnęła dzisiejsze max -9C odczuwalna -18C. Woda w rurach i prąd w przewodach jest, to już jest dobrze. Internet pracuje z przerwami.

    Nikt mnie dziś nie wygoni na zewnątrz, ale wstać za chwilę będę musiała, niestety.


    Remoncik wstrzymany. Posprzątanie ozdób oraz usunięcie choinki było moim priorytetem. Na wszystko przychodzi czas. Przyszedł na choinkę. Nie szkodzi że się nie osypywała. Przy zdejmowaniu ozdób i światełek, również nie. Dopiero przy obcinaniu gałęzi. Za ciężko jest wynosić samej. MM jest w domu ale jak zawsze, pracuje przy komp. Przerywnik ma w zasadzie na zrobienie ….entej kawy i tyle go widzę. Oczywiście, powiedział ….nie obcinaj, wyniosę… Tylko ja nie mogłam czekać do 8pm. Jeszcze odkurzanie na mnie czekało. Worki z gałęziami wyrzuciłam po do garażu pod drzwi. Ale musiałam wywalić na zewnątrz. 3 duże worki nie mogły przecież tarasować wyjście z domu. MM nie wyjeżdża jutro, więc mu to nie stoi w oczach. Zresztą całe swoje życie liczyłam na siebie. To mi nie przeszkadza, że muszę sama robić. Nie narzekam i nie wymagam od MM. Ma zarabiać pieniądze, robiąc to co umie najlepiej.

    Posprzątałam, odkurzyłam parter, ale już nie przesunęłam kanapy i fotela na ich stałe miejsce. Jutro po pracy to zrobię.


    Oglądałam dziś zaprzysiężenie 47 prezydenta. Przemowa jego była wyważona, spokojna bez żadnych niepodziewanych zrywów. Obiecał co obiecał, co wyjdzie zobaczymy.

    Nie lubiłam i nie lubię obiecać, bo wiem że muszę wywiązać się z obietnicy. Nawet, kiedy moje dzieci był bardzo małe, jeśli obiecałam to musiałam to spełnić. Dane słowo jest dla mnie święte, więc zawsze jestem ostrożna. Tego też nauczyłam swoje dzieci.

    Tylko prezydent nie podejmuje decyzji wyłącznie sam, więc nie wszystkie obietnice będą spełnione. .

    Biorąc pod uwagę jego impulsywny charakter, zachowywał się dobrze.

    Jego fryzura i kolor włosów był wytonowany i bardziej pasuje do Prezydenta. Można sądzić, że poprzednia fryzura jest już historią.

  • W nocy ma być -5C, nad ranem -9C. Informacje pogodowe ostrzegają przed gołoledzią. Nie zrozumiałe jest, jeśli deszcz i śnieg mokry nie będzie padać, skąd gołoledż. Logiczne myślenie jeszcze mam na swoim miejscu. Możliwe, że na mapach nie pakazują o czym wiedzą, a ludziska żyją w niewiedzy.

    Pożyjemy zobaczymy.

    Ptaki do bardzo późna pożywiały się przy karmnikach, to oznacza (moim zdaniem) drastyczną zmianę pogody.

    Ze względu na pogodę jutro na pewno zostaję w domu lecz wtorek jest pod znakiem zapytania.

    Z doskoku będę pracować przysuficie. Już nie raz pisałam …nie lubię planować..planowanie nie jest moją dobrą stroną. Mogę zaplanować wyjazd z jednoczesnym zakupem biletu. Nie, nie planuję podróży do domu w Polsce. Myślę, zastanawiam się ale nie planuję. Więcej jest na NIE, niż TAK.

    Dziś sprzątałam ozdoby świąteczne, to nie była intensywna praca. 70% ozdób zostało zapakowanych w pudełka plastikowe i zniesione do piwnicy. Dom wydaje się teraz pusty i większy.

    Dziś jeszcze po raz ostatni włączyłam lampki na choince.

    Dziś Mojej Córci Urodziny

  • Planować nikt nikomu nie zabroni, z ich realizacją już jest gorzej. Chcieć również nie zawsze.

    Pogoda melancholijno-łóżkowa, odebrała mi siły. Leżę, choroby wymyślam, a nic mi nie jest. Zdrowie jest, chęci brak. Jak pomyślę o nadchodzącym tygodniu to dreszcze po ciałku przechodzą. Jakoś to przeżyje.

    Niespodziewanie MM zaproponował wyjazd do naszej osiedlowej knapki. Oczywiście przyklasnęłam. Bo dlaczego nie. Roboty remontowe wstrzymane, tylko dla mnie ze znanego powodu (tzn: bez powodu) Zajęłam się porządkowaniem ozdób świątecznych. Więcej grymasiłam, oczywiście do siebie, niż było roboty. Kobieta pogrymasić powinna, ostatecznie noszę sukienki, nie tylko jakieś workowate spodnie do remontów.

    Aż tu nagle, przebierać się, dojść do siebie w przeciągu 2 minut. Jeśli dojść do siebie to od razu mogę wychodzić/wyjeżdzać. Oczywiście przebrałam się, włos zrobilam i oko ciutkę, bo w ciemnościach i tak nikt nic nie widzi a po 1 drinku to świat jest piękny, a kobietki prześliczne. To był zryw MMa, lubię niezaplanowane wypady.

    Niestety, nasza osiedlowa zamknięta. Jakiś czas temu zmieniła właściciela, nazwę również. Remont jak można było zobaczyć przez szyby jest ukończony. Zamknięta mimo, że światło wewnątrz było włączone. Pojechaliśmy kilka km dalej. Do oryginalnego właściciela który sprzedał jedną z restauracji w naszym regionie.

    To nie ten klimat który mieliśmy w naszej dzielnicy. Inni ludzie inny klimat. To faktycznie restauracja: przyszedł, połknął żarcie, wypił płynne i stolik ma byc pusty bo inni czekają. Żarełko takie jak w naszej osiedlowej (dwa- trzy miesiące temu) to ten sam właściciel, ale….brak klimatu. Wszystko smakowało ale może nie smakować, my chcemy klimatu gdzie obsługują nas kelnerzy których znamy od lat, z którymi możemy zamienić klka zdać i dac tipa tylko tej osobie a nie maszynie. Na żarełko można pojechac do „restautacji” MacDonald (lata tam nie byłam i to nie znaczy że nie smakowało, bo głodnemu to wszystko jedno).

    Nam chodzi o klimat. Nie trzeba godzinę patrzeć, żeby się zorientować, że to jadłodajnia pod przyrywką restauracji. Wprawdzie nie samoobsługowa ale mało brakuje.

    Jedzonko wspaniałe, napoje wraz z wodą również. Tylko ludzi za dużo, tłok i harmider, gadający głośno ludzie a tylko dlatego, że włączonych monitorów na ścianach całe mnóstwo. Żeby się usłyszeć należało się przekrzykiwać.

    Mimo wszystko, spędziłam miło czas. MM nie ma wiele do opowiadania, więc ja sypię historyjkami ze swgo życia jak „czarodziej” królikami z rękawa. Historie są niepowtarzalne, wyjątkowe. Faktycznie takie są, bo moje życie było i jest wyjątkowe.

    MM sugeruje ( nie po raz pierwszy) abym to spisała, chętnie, ale…otworzyć drzwi do mego serca nie jestem gotowa. Może kiedyś. Moje życie było i jest momentami jak science fiction. Moja wyobraźnia czasem płata mi figle. Ale bez obawy, jestem tutaj i teraz.

    Teraz, to wybieram sukienkę na 20-tą rocznice ślubu. Wybrałam żółtą. Ktoś powie, że to kolor zdrady. Odpowiem, zdrada jest wpisana w nasze życie, uciekasz czy nie, jak ma to się zdażyć to zdąży.

    Jeśli ktoś nas zdradza to nie jest nas wart. Jeśli my zdradzamy to ten ktoś jest nie wart nas.

    To tak trochę żartem i niekoniecznie, to zależy jak się na to patrzy.

    Uwielbiam ten kolor, a najbardziej żółte kwiaty.

    Otrzymałam dziś od MM

    Ciekawych zdarzeń w nadchodzącej niedzieli życzę.

  • mogłoby go nie być, gdybym piła regularnie witaminki. Położę na stole w kuchni, przed sobą, nawet przed kubkiem z kawą, one są przesuwane z boku na bok, ale żeby wypić to już nie. Prawdę mówiąc, czasami boję się połykać, już się poważnie zakrztusułam. Stanęła tabletka w przełyku, to był ułamek sekundy. o

    Organizm sam zareagował kaszląc i potwornie się śliniąc. Tabletka nie była duża, takich nie kupuję. Magnez i witaminę B mam w płynie. Ale C wieki nie przyjmowałam.

    Czuję się, taka byle jaka i płaczliwa. U mnie to oznaka osłabienia i nadchodzącej choroby. Wybieram to pierwsze. Popiję witaminek i przejdzie ale jeśli choroba to pytanie jaka. Po drodze z pracy do domciu, zajechałam do apteki po witaminę C. Pozostałe witaminki mam tylko trzeba zacząć je przyjmować.

    Zanim legnę, mam plany na jutro do wykonania. I nie ma zmiłuj sie, plan ma być wykonany.

    Koniec i kropka.

  • Córci urodziny zbliżają się już milowymi krokami. Od dłuższego czasu pytałam co jej kupić, na coś co nie będzie używać lub stać przy śmietniku bo szkoda wyrzucać przecież Mamusia kupiła, pieniędzy nie będe wydawać. Ostatecznie powiedziałam, że dam pieniądze i kupi co potrzebuje. Córcia pieniążków nie chce, bo schowa i będą leżeć, czekać na czarną godzinę.

    Rozumiem, że nie chce, ale i nie ułatwiła mi podjęcia decyzji, nawet nie decyzji bo decyzję sie podejmuje gdy są jakieś propozycje, opcje. Właściwie czekałam na podpowiedź.

    Padło na bierznię. OK niech będzie bierznia. Na pewno skorzysta, ale to na pewno to będzie kilka razy i będzie stała i kurzyła się. Lepiej żebym się myliła. Nie ma problemu kupię bierznię. Grzebałam w internecie, tańsze, droższe w końcu zeszłam na dół do podpiwniczenia zobaczyć moją od wieków nie używaną. Chyba z 10 lat jak nie więcej upłynęło kiedy ją kupiłam. Panowie przytaszczyli i zamontowali. Wtedy kosztowała mnie 1300$. Zerknęłam do internetu, zobaczyć jaka cena jest w tej chwili. Ponad 8000$ spojrzałam na swoją zakurzoną bierznię i stwierdziłam, że jest tego warta. Na niej koń z czterema kopytami może biec i jeszcze podkakiwać. Obecne bierznie w większości są z aluminium. Nawet nie pomyślałam, że mogę taką córci kupić. Ale 8tys$ też nie wydam po to tylko, żeby stała i się kurzyła. Rowerek kupiłam to nawet nie wiemy gdzie jest, po tych wszystkich przeprowadzkach gdzieś jest, tylko gdzie i u kogo. Trzęsawkę pod choinke dostała i jakoś nie słyszę aby choć raz stanęła na nią nie licząc wigilijnego trzęsienia.

    Może korzysta i nie mówi ale nie o to chodzi, chodzi o to aby kupić coś z czego będzie korzystać. Spytałam Iva jaką bierznię proponuje. Dwa wieczory szukaliśmy i nic porządnego w dobrej cenie nie znaleźliśmy. Obstawiałam ponad 1tys. -1,5tys. Może stać i się kurzyć. Dziś otworzyłam amazona i…..od razu propozycja amazona na pierwszej stronie. Ponad 1tys$ no i solidne wykonanie. Nie jest to Nordik, ale czy musi być? Kiedyś na skakance skakali jeśli chcieli sie pogimnastykować a teraz różnego rodzaju maszyny porosłe kurzem w każdym domu stoją.

    Tęsknię za GYM, ale nie mam czasu, może jak będzie cieplej zdecyduje się zapisać. GYM jednak mi dużo we wszystkim pomagał. Obecnie używam tych samych mięśni, inne można powiedzieć zastygają. Potrzebuję więcej ruchu. Rozleniwiłam się i nie wiem czy będzie mi się chciało wstawać o 5am i jechać na siłownię. A kiedyś wstawałam jeździłam, prysznic i do pracy. Może kupie karnet na miesiąc i spróbuję. To tylko plany. Aby do wiosny.


    Choinka jeszcze stoi i pachnie. Pachnie tak jak cały świerkowy las pachnie. Żeby można zamknąć ten zapach do słoika. Gałązkę tak, ale wyschnie i przestanie pachnieć. Ile się da tyle wdycham w swoje płuca zapachu świerkowego. To chyba jest pierwsza choinka która tak długo stoi i tak intensywnie pachnie. Wspaniałe uczucie czuć ten zapach. Uśmiecham się gdy wdycham bo to jest radość czuć zapach, zapach świątecznej choinki.

    Wody już nie pije. Wprawdzie wody ubywa ale sądzę, że woda paruje.

    Nie wiem jak długo będzie choinka stać. Szkoda ja ruszać i dobrowolnie zapachu się pozbywać.


    Pozwoliłam dziś sobie na lenistwo, a może nie tak na lenistwo jak odpoczynek. Dość późno wróciłam z pracy i za późno było rozpoczynać prace elektryczno-remontowe. Myślałam, że wyskoczę i liście podmucham bo wiatr roznosi po yardzie. Ale jak roznosi to i nie ma sensu ich dmuchać. Poczekam aż wiatr zawieje te liście w kąty to zostanie tylko ich zbieranie.

    Myślę o liściach a kto pozbiera, popakuje i pozanosi do podpiwniczenia pudło z ozdobami świątecznymi?


    Te zdjęcia to jest ułameczek moich ozdób. Jedyne co mnie cieszy, że w tym roku mam bardzo mało lampek na zewnątrz, ozdób nie mam ustawionych. Powynosiłam na zewnątrz ale tak zostały za płotem nie wyniesione przed dom. Było skromniej w tym roku, ale wystarczająco.


    Zastanawiam się, co jest ważniejsze. Już widzę, że bez planu to mi się nie uda to sprzątnąć. Mam dwie ręce i dwie nogi, czasu nie wiele, roboty za dużo jak na jedną osobę.

    Sobotę poświęcę na prace remontowe.

    Niedziela na sprzątanie ozdób świątecznych. Choinkę jeszcze zostawię. Będę ozdoby świąteczne składać pokojami, żeby nie narobić bałaganu w całym domu. Będę przynosić pudełka po jednym i zapełnione od razu wynosić. Niektóre pudła trafią na poddasze, a inne do piwnicy.

    Liście mogę dmuchać, a wiem że trzeba – w każdy dzień po pracy, o ile pogoda dopisze.

    Plan jest, tylko trzeba go sie trzymać, to powinno sie udać.

    Życzę sobie powodzenia.🤣

  • Przerywniki w robocie 👷‍♂️👷‍♀️

    Zimnych napojów nie piłam, na podwórze wychodziłam, ale żeby od minutowego przebywania na zewnątrz gardło bolało? Nie pamiętam, która to była noc ale przebudziłam się z zimnymi, bardzo zimnymi nogami. Skarpetki miałam nałożone, w sypialni cieplutko, nogi ciepłe,

    a odczuwałam zimno w nogach aż do bólu.

    Boli gardło, tylko gardło, w zasadzie nic więcej. W łóżku nie zostanę długo, bo ono nie przyciąga jak magnez. A to byłby znak choroby.

    Teraz przypomniałam. Wczoraj pracowałam na poddaszu. Zdejmowałam płyty podłogowe, pod płytami leży wata izolacyjna którą zmuszona byłam trochę zrolować i odsunąć, aby położyć przewód elektryczny. Kaszlałam bardzo silnie mimo maseczki na twarzy. MM słysząc kaszel wyszedł na korytarz pytając czy wszystko dobrze.

    Może gardło zostało podrażnione od pyłków znajdujących się w tej wacie?

    Wata jak wata termoizolacyjna. Wymienialiśmy z MM może z 8 lat temu. przybijaliśmy też nowe płyty na podłodze. Możliwe, że alergia. Będę obserwować. Użyję spreju do gardła i przyjmę antyalerganty. Może coś z tych medykamentów zadziała pozytywnie.


    7:53am

    -1C

    Najwyższa w ciągu dnia +9C i tylko godzinę. Nic pocieszającego jeśli dotyczy pogody.


    Prace remontowe szły wolno. Wczorajsze położone płyty podłogowe musiałam odśubować. Odłączyć oprawę od żarówki nagrzewającej. Oprawa była przymocowana do legarów, wszystko pod napięciem. Wprawdzie gołych przewodów nie widziałam, ale oprawa metalowa, trochę było niebezpiecznie. Przed zdejmowaniem zrobiłam inspekcję głównego przewodu, nie było wyłącznika. To oznaczało, żeby odłączyć oprawę żarówki jest jedna droga, odciąć przewód. Tak i zrobię ale w sobotę. MM pracuje na komp cały dzień, robi przerwy ale ja przy takiej pracy śpieszyć się nie mogę. Jeśli przetnę przewód to muszę go z obu końców zabezpieczyć. Jutro Amazon dostarczy specjalne ślepe zatrzaski.

    Na razie oprawę żarówki odłożyłam na bok na tyle, na ile pozwoliła długość przewodu.

    Wykroiłam krążek z płyty gipsowej i tymczasowo założyła otwór w suficie Nieprzyjemnie było patrzeć na ciemność na poddaszu. Możliwe, że jutro po pracy zrobię to profesjonalnie. Jak już to zrobię to sufit będzie gotowy do malowania. Wprawdzie są dziurki po starych wieszakach i półkach, ale to jest nic w porównaniu z gipsowaniem prawie całych ścian w closet/szafie.


    Wyjęty zakwas z lodówki dokarmiam, pachnie super i bombelkuje. Jeszcze jutro nakarmię i postawię ciasto chlebowe w piątek rano do rośnięcia, wrócę z pracy i upiekę chlebek. Mam taki plan, co będzie zobaczymy


    Dziś dzwoniłam do brata ciotecznego. U mojej Mamusi jest ok. Nic nie rozumie i nikogo nie poznaje, już nie słyszy, żyje w swoim świecie. Czy czekam na Mamusi śmierć? Nie. Bo wiem, że żyje i mogę w myślach z nią rozmwiać. Nie czekam na majątki, dopilnowałam aby napisała i podpisała notarialny testament. Młodsza wszystko otrzyma. Tak ma być. Jaka jest młodsza to nie ważne. To jej przypadło na ostatnie lata życia Mamusi, Mamusią się opiekować. Ale to nie znaczy, że zapomniałam ile krzywd zrobiła. Ile łez Mamusia wylała w ostatnich latach po śmierci Tatusia. Będzie miała młodsza ten majątek. Tylko i te miliony jej nie uszczęśliwią. Szczęście jest w nas w naszych sercach, jeśli go tam nie ma, to żadne materialne bogactwo go nie posiada.

    Cieszę się, że nic Mamusie nie boli, a świat w jakim żyje musi być piękny bo nie płacze. Niech Bóg ma moją Mamusię w swojej opiece.🙏

  • Wyznawców prawosławia, ortodoksyjnych wyznawczów, i do 2024 roku było grekokatolików. Ci ostatni zmienili kalendarz liturgiczny z juliańskiego na gregoriański i coś tam się zmieniło.

    Wszystkim życzę Szczęśliwego 2025 Roku.

    Raniuśko miałam zamiar upiec puszystą smaczniutką chałkę. Przepis wyjęłam, składniki ustawiłam na blacie kuchenny. Wyjęłam wagę, przepis jest bardzo misterny, wszystko musi być do grama. Ważę mąkę i nie cała szklanka mąki, ważyła 2kg. Wyłączyłam wagę i włączyłam ponownie. Niestety waga przekłamywała. Wymieniłam baterie lecz nic nie pomogło. I w te pędy pobiegłam do MM office. No i co, że pracuje, w końcu to o niego chciałam zadbać, to jemu chciałam dogodzić. A tu NIC! Wymienił baterie po raz kolejny. sprawdził i bez pozytywnego rezultatu.

    I on w te pędy do office, na amazon zamówił wagę. Ale… ja już znalazłam inne zajęcie. Chleba żytniego nie będzie, chałki też to poszłam do swojego remontu.

    Wagę dostarczyli po południu.

    U mnie to był bardzo pracowity dzień.

    Położyłam nowy przewód elektryczny (taki profesjonalny) aby zainstalować nowe oświetlenie w łazience. Nie było łatwo bo nie było miejsca między legarami aby użyć wkrętarkę do przykręcenia umocnienia przewodu. Udało się w dwóch miejscach przymocować i to był mój sukces.

    Nie było też łatwo spuścić przewód elektryczny z poddasza między ścianami na piętro w miejsce gdzie miałam zainstalować włącznik. Nie jestem zdecydowana czy zainstalować tradycyjny przełącznik czy włącznik z czujnikiem ruchu.

    Nie wiem i się zastanawiam czy i co zainstaluję.

    Miałam trzy druty w jednym istniejącym przewodzie i trzy w nowym założonym przewodzie. W sumie 6 i do tego będą 3 przewody od oświetlenia sufitowego.

    Zamówiłam na amazonie zatrzaski elektryczne, które będą u mnie jutro około 10pm. W czwartek i piątek idę do pracy, więc ich użyję dopiero w sobotę. Założę tylko na wystające przewody, przecież sufit jeszcze trzeba malować.

    Tak wyglądają zatrzaski

    Jeden na jeden są delikatniejsze.

    Ale teraz nie trzeba skręcać drutów i używać czarnej taśmy izolacyjnej. Kupiłam więcej bo będę robić dodatkowe oświetlenie w sypialni. Będzie podobna sytuacja 2druty wejściowe do 1-go wyjściowego.

    Jutro będę zdejmować zbyteczne i niebezpieczne oświetlenie nagrzewające. Lubię ciepełko ale kurczakiem nie jestem i moja łazienka to nie wylęgarnia. Bardzo to brzydko wygląda i umieszczone jest zbyt blisko wentylatora. Wentylator zostaje, jest potrzebny.

    Jeśli mi czasu zostanie, to zrobię „kosmetykę” sufitu.

    Ogólnie to niewiele zrobiłam ale samo chodzenie z poddasza i piętra do piwnicy nie tylko pochłaniało czas co męczyło raczej mentalnie. Robiłam przystanek w kuchni na kawę, czegoś przegryzienia, pogrzebania w internecie. Przystanek na piętrze zatrzymanie przed laptopem i ewentualny e-mail.

    Dzień zaliczam do udanych.

  • Pół dnia szukam kartki na której był schemat/legenda (sama to zrobiłam, bo elektrycy zleceważyli swoje obiwiązki) który włącznik wyłącza/włącza elektryczność w danym pokoju/miejscu. Strzegłam jak oka w głowie i w tej chwili byłabym bez oka.

    Nie, nie znalazłam, pamiętałam który wyłącznik wyłącza elektyczność w closet/szafie.

    Zainstalowałam lampę pod sufitową. Identyczna jest w toalecie gościnnej.

    W urzędach w Polsce wszystko załatwiłam, wszystkie urzędniczki były bardzo miłe a nawet serdeczne. Doradca z banku w Polsce również sympatyczny.

    Wreszcie wyjęłam zakwas na chleb z lodówki. Chyba miesiąc stał. Zaglądałam, sprawdzałam, za każdym razem nie chciało mi się z nim bawić. Widziałam, że jeden podrósł, aż do pokrywki i opadł. Jakby prosił aby go wypuścić. No i miałam problem z otwarciem pojemnika, musiałam podważyć nożem, zakwas zrobił…uffffff.

    Podgrzały się oba zakwasy i zaczęły prawie z radości bulgotać, bąbelki ich rozpierały. Fajna reakcja. Nakarmiłam i ponownie zamknęłam pojemniki. Możliwe, że jutro chlebek upiekę. Co kilka dni piekę (na drożdżach) małe i duże chlebki, zależy ile poprzedniego chlebka zostaje.

    Jeśli chodzi o choinkę, to wciąż wodę pije, ale zauważyłam, że mniej. Potrzymam choinkę do urodzin mojej córci. Światełka też będą zapalone.

  • Poranek przewitał mrozem. -6C to już mróz. Przewitał mnie kanapką z łososiem. Już dawno resztek ze świąt się pozbyłam. Wszystkie kiełbasy i mięsa wędzone, kupione w farmersie obrzydły. Wczoraj wieczorkiem zdecydowaliśm, że zanim ja się przebudzę MM przywiezie kanapki z Panera. Za często spożywane, również się znudzą, przejedzą. Jeden raz w miesiącu wystarczy. Czasami jeździ po kanapkę z jajkiem też dobra. Ale 🥓 Bacon Turkey Bravo kanapka to już bardziej na lunch.


    Teraz popijam kawę i zastanawiam się, rozpoczynać malowanie, czy uczynić go bezużytecznym i wartym szybkiego zapomnienia. Na zewnątrz wciąż mróz i jazda samochodem niewskazana, tak MM powiedział. Zastanawiam się…..🤯🤯🤯🤔🙇‍♂️


    Rozpoczął się nowy rok, a więc rozpoczął się okres podatkowy. Zamiast malować, popłaciłam zobowiązania w Polsce. Niektóre wstrzymałam, nie mam jeszcze odpowiednich decyzji urzędowych. Planuję jutro podzwonić po urzędach.

    Zajęło mi to trochę czasu.

    Ale wiem na czym stoję.

  • a mnie głowa boli. Pogoda w zasadzie się drastycznie nie zmienia. Za kilka godzin znów przymrozek z mrozem do -6C. Nie rozumiem zatem tego kłucia w głowie. Ale nic nie poradzę. Popiję mocną kawą to może się i serce i głowa wzmocni.

    Przyniosłam farbę do mieszkania. W garażu zimnoo, farba musi się trochę ogrzać. Dziś powolutku rozpoczynam malowanie. W pierwszej kolejności będę malować listwy przypodłogowe. Jak powiedziałam tak i idę zrobić.


    Plany były nawet przyzwoite ale oprócz przyniesienia farby do mieszkania, więcej postępów w temacie malowania nie poczyniłam. Patrząc na MM otwierającego lodówkę częściej niż zazwyczaj, poszłam do kuchni gotować. Nikt w taką pogodę nie dowiezie i nikt z domu nie pojedzie. Oj można by było, w Polsce nie w takie śnieżyce i lody na jezdni, się jeździło. Ale, to wcale o mnie nie chodzi, to chodzi o innych użytkowników dróg. Jeśli zdawali test z jazdy w słoneczną pogodę, wzięli dziś od tatusia samochód, nigdy nie jeżdżąc w śnieżną pogodę, to wolę zostać w domu. Policja ma i tak dziś roboty po łokcie.

    Ugotowałam jedzonko. Porozmawiałam przez tel z córcią, później z przyjaciółką z Kanady, nawet nie wiem kiedy słońce zaszło i MM wszedł do pokoju i włączył oświetlenie. Ciemności w pokoju też nie zauważyłam.

    Kuchnię ogarnęłam, lampkę wina postawiłam na stoliku przy choince i…

    Nic dodać nic ująć, leciutko, delkatniutko popijam swego ziołowca. MM jeden raz spróbował i nie może zrozumieć jak mogę pić te okropne zioła.

    Zresztą, w każdej restauracji dziwią się, ponieważ Martini Rosso tak dawno temu nosił nazwę Vermont, dodawany jest tylko do drinków. Nikt nie pije bez dodatków i kostek lodu. Teraz Vermont nosi nazwę Martini & Rossi, w smaku nie ma żadnej zmiany.

    Kiedy witałam Nowy 2025 rok, niestety ale po raz drugi nie mieli mego Martini, ale manager, który został wezwany przez barmana, osobiście udał się do składu alkoholi sprawdzić stan posiadania. Niestet ale nie było, ale zaproponował mi coś, co mi bardzo odpowiadało. Luxardo Maradchino Liqueur podwójna dawka alko niż w moim Martini. To wogóle nie chodziło o zawartość alkoholu lecz o smak. A on był zabójczo medyczny.

    Nie, nie upiłam się i w głowie mi się nie kręciło. Na Sylwestra idę potańczyć, a na pewno nie upić. Do tańca i miłego spędzenia czasu nie potrzebuję alko. Jestem z tych osób która musi mieć kontrolę nad sobą, tym bardziej kiedy leje się alko.

    Muszę przyznać, że byłam jeden raz upita, że film się urwał. Drugi piłam samogon jeszcze żółto brudnego koloru, po którym miałam kaca. To było w Polsce. Kac mi nie służył, a pierwszy przypadek to był mój wybryk, sprawdzenie własnych możliwości. więcej praktyk nie robiłam.

    W Ameryce dowiedziałam się, że Tequila powoduje „chorobę” żołądka, a samo powąchanie Ginnu mdłości. Zostaję przy swoich trunkach i tyle mi wystarczy.

    Lampka Martini od czasu do czasu jest, dobra na trawienie? Może, nie wiem. Czasami nawet do końca nie wypiję, to odlewam z kieliszka spowrotem do butelki. Moja butelka, moje Martini więc robię co mi się podoba. 😀

    Choinka wciąż stoi, wygląda jakby wczoraj została ubrana. Igły się nie sypią przy dotyku. Gałęzie nie opadają do podłogi.

    Wodę jeszcze pije. Oj, wiem, że powinnam już ją rozebrać, ale przy tym będzie dużo pracy.

    Poczekam jeszcze, nic na siłę.

  • Lodowisko na drogach.

    Deszcz zamarza, a to nie jest dobrze.

    Na chwileczkę wyskoczyłam na zewnątrz. Sople lodu nie wróżą nic dobrego. Gałęzie drzew będą się łamać. Jutro może nie być elektryczności.

  • Śniegiem zawiało

    Zapowiadany śnieg zaczą padać przed 7am. już byłam na nogach. Jakże mogłabym ominąć takie niecodzienne zjawisko. Następny śnieg będzie, ale nikt nie wie kiedy.

    Wyszłam na chwilkę pochodzić po śniegu. Zauważyłam obserwujące mnie ptaszki. Karmniki puste, od jakiegoś czasu nik nie uzupełniał nasionkami. Święta, Sylwester, po świętach mi się nie chciało. Wprawdzie to MMa zajęcie. Wszystko śniegiem przykryte. Zdecydowałam nasyoać ziarenek do karmników. Nie trzeba było długo czekać. Zaroiło się od ptaszków, nawet dzięcioł się zjawił. Przyjemnie było popatrzeć na ten „gwar”. Ptaszki do zmroku posilały się, nawet deszcz im nie pszeszkadzał.

    Temperatura dodatnia i robi się chlupa. Wciąż pada lecz mokry śnieg. ❄️ Dziś i jutro będzie na plusie a najchłodniej to 0C.

    A na mapie pogodowej było ślicznie biało.

  • Przed godziną 11pm mojego czasu a 8pm czasu w LA, młodsza córka MM musiała się ewakuować. Było bardzo trudno spakować ważne i najpotrzebniejsze rzeczy do samochodu. Kurs był jeden i bezpowrotny.

    Jak spakować ważne rzeczy jeśli wydaje ci się, że wszystko potrzebne i ważne. Rozglądasz się po mieszkaniu, widzisz płomienie blisko napisu HOLLYWOOD i nie wiesz ile pozostało czasu. Nie możesz wszystkiego zabrać, bo najważniejsze w tym momencie jest Twoje i kocie życie. Kot nie rozumie, że niebezpieczeństwo jest tuż za rogiem a nawet bliżej. W zależności z której strony będzie wiało. Bo ogromny smog dusi i oczy łzawią. Nie masz specjalistycznej maski a ta tekstylna to działa w 0,001%. Ten smog o strasznym należeniu atakuje nagle i trzeba szybko pakować rzeczy do samochodu. Oczywiście chcesz wszystko w tym samochodzie upchać ale on nie z gumy. Od smogu alarmy w apartamentach wyją. Komunikaty o ewakuacji osiedla bombardują. Samochody straży pożarnej i policyjne przejeżdżają obok ciebie. Jesteś cała rozdygotana od nerwów. Już nie panikujesz ale i nic nie robisz, bo ze strachu stoisz w miejscu. Myśli potęgują się w głowie. Na więcej już ciebie nie stać, bo jeśli teraz wrócisz po następną partię rzeczy lub książek, będzie to ostatnie wejście do mieszkania, wyjścia nie będzie. Łapiesz jak ci się wydaje ostatni oddech świeżego powietrza, zatrzaskujesz drzwi i odjeżdżasz. Jeszcze w lusterku wstecznym widzisz frontowe drzwi otwarte na oścież. Przecież je zamknęłaś a może nie. Wyglądały tak jakby zapraszały języki ognia do środka mieszkania. Jedziesz do domu swojej matki który jest po drugiej stronie lotniska. Tam ma być bezpiecznie.

    Do 2-ej nad ranem starsza z płaczem dzwoniła, że psa już nie ma. Młodsza z płaczem, że się boi. Bo co ona zrobi jak apartament się spali.

    Apartament stoi i dostała pozwolenie na powrót.

    Starsza popłakała i usnęła. Matka wróciła do LA. Dom jej też stoi.

    MM nie był wstrząśnięty pożarem…to jest naturalne, natura wie co robi…powiedział

    Podobno sosny amerykańskie i sekwoja potrzebują pożaru. aby pożar uwolnił nasiona z szyszek. Szyszki są sklejone bardzo mocno żywicą, wysoka temperatura topi żywicę a nasiona rozsiewają się po lesie. Wypalą się też wszystkie leżące stare drzewa i w przeciągu 2 tygodni wszystko się zazieleni. Nie jeden raz widział ten proces, „niszczenia” przez ogień i całkowitego odrodzenia. Natomiast, domy po drugiej stronie autostrady pobudowane zostały na ziemi po wycięciu lasów, więc tego można było się spodziewać, że pożary co kilka lub kilkanaście lat będą wszystko palić co spotkają na swojej drodze do autostrady.

    Gdyby był silny wiatr prawdopodobnie jakeś ogniska pojawiłby się za autostradą ale to prawdopodobnie dałoby się opanować.

    Kilka lat temu jadąc do San Francisco, widzieliśmy ogromne pożary w górach. Najpierw z jednej strony dymiło, wkrótce ogień i w szybkim tempie rozprzestrzeniało się. Taki widok napawa człowieka przerażeniem.

    Stałam bardzo daleko, byłam bezpieczna. Dym jednak doszedł do nas.

    Współczuję ludziom którzy potracili cały dobytek życia. Współczuję młodszej przeżycia strachu i ucieczki zostawiając wszystko na pastwę niszczycielskiego ognia.

    Bardzo cieszę się, że u niej wszystko dobrze się skończyło. Drzwi były otwarte ale nikt nic nie ukradł.

    Starsza też jest spokojniejsza.

    Jak u nich dobrze to i u mnie też.


  • Relaksik jak zawsze