ogryzekzycia

Nauczyć się być radosnym, kiedy serce płacze… Nauczyć się płakać, kiedy serce się cieszy… Nauczyć się dawać, nie dając… Nauczyć się brać, nie biorąc… Nauczyć się żyć, nie czując życia.. Nauczyć się ….miłości nie kochając… Nauka jest sztuką!!!!

  • -4C w tej chwil 6:12am odczuwalna -11C.

    W ciągu dnia najcieplejsza temperatura +3C. Nie rozpieszcza nas pogoda.

    Czas się podnosić i wychodzić na ten mróz. Niestety ale nasze samochody stoją na zewnątrzątrz. Garaż zajęty przez różne materiały i piły. Już niedługo będziemy ponownie korzystać z garażu.


    MM szuka taniego ubezpieczenia samochodów. Już kiedyś myślał, że znalazł tanie ubezpieczenie. Dostaliśmy trackera ale nie zgodziłam się na dodatkowe monitorowanie mnie, mało tego, należało jeździć wolno i płynnie hamować. Wystarczyłoby to wolne jeżdżenie. Teraz też nie wyraziłam zgody. Przyjdzie czas, lat przybędzie to i będę wolno jeździć, ale nie teraz. Mózg mam sprawny, fizycznie sprawna również. Ograniczeń prędkości nie potrzebuję, wystarczą te z ustaw i przepisów. Limitów przejachanych kilometrów również nie akceptuję. Chcę jeździć gdzie chcę i kiedy chcę. MM jeśli chce się dobrowolnie ubezwłasnowolnić, niech idzie w tym kierunku ale bezemnie. Nie przysięgałam mu, że będę głupieć wraz z nim. Było coś ….w zdrowiu i chorobie….oraz coś….że nie opuszczę. Nie opuszczam, ale durnieć dla niego bo on traci zdrowy rozsądek, również nie chcę.

    Po powrocie z pracy, tematu tanie ubezpieczenie, już nie było. Bardzo dobrze, że nie było, bo zmuszona byłabym wyjść z domu, kłócić się nie umiem, odwracam się i wychodzę. Nie zależy mi na wygranej czy przekonaniu do mojej racji. Po prostu rezygnuję i niech się dzieje wola Boska. Nie ważne kto w tej kłótni wygrywa, uważam, że w kłótniach wszyscy przegrywają. Po to prowadzą kłótnie aby na siłę przekonać druga osobę do swoich racji. Jeśli przed kłótnią się nie przekonało to podczas kłótni już się niczego dobrego nie osiągnie. To jest moje zdanie.


    Planowałam zajechać do sklepu i kupić bukiet tulipanów. Zimno i wietrznie było, zrezygnowałam. Może jutro. Zachciało mi się tulipanów w wazonie.

    MM zajęty, zapracowany i wysyłać go na ten ziąb nie chcę. Przeziębi się i co ja z chorym mężczyzną zrobię. Opuścić na dzień lub dwa też nie można bo facet jest delikatnym stworzeniem, depresja murowana.

    Jutro mam zapowiedziany krótki dzień pracy. Z MM pojedziemy jutro po zakupy spożywcze. Należy się zaopatrzyć na wypadek zamieci śnieżnej.

    Będzie okazja kupić wiązankę tulipanów. 🌹🌹🌹🌹

  • Czym się wyróżnił?

    Syn (wczoraj) rozpoczął szkołę dla menagerów.

    Natomiast MM wrócił dziś o poranku od lekarza z dobrą nowiną. Wszystko goi się bardzo dobrze.

    Córcia zawzięcie pracuje, poznając niuanse ubezpieczeń rządowych.

    A ja pracuje na dwa fronty.

    Zaczynam mierzenie i przymierzam się do remontu. Drzwi harmonijkowe będę musiała sama zainstalować. Teraz to już widzę dokładnie. Fachowiec niestety nie dzwoni i chyba już nie zadzwoni. Na początku miało być, że MM sam zrobi. Zadzwonił do fachowca, facio przyjechał obejrzał i pojechał i tyle go widzieliśmy. Powiedział, że zadzwoni. Już po świętach, telefony milczą.

    A mi się nie chce tych drzwi robić. wsiąknę na dwa dni, bo nikt mi nie pomoże, w pojedynkę jest skomplikowane. Trzeba robić zabezpieczenia i podpory. Ehhh

    Ozdoby świąteczne też trzeba zdejmować. chociaż one mi nie przeszkadzają. Choinka igieł nie gubi, co trzeci dzień podlewam wodą z cukrem. Gałęzie trzymają się zdrowo i nie opadają do dołu. Więc, niech stoi. Żadna to praca, dolać wody.

    Dużo wszędzie rozmów na temat śniegu a ja chciałabym śniegu po kostki albo więcej. Uwielbiałam odśnieżanie podjazdu do garażu, chodnika i schodów wejściowych. Podjazd odśnieżało się przed wyjechaniem samochodem z garażu a potem po powrocie z pracy. Ja lubiłam i to bardzo bardzo. Lubiłam mróz, śnieg i prawdziwą zimę. Może w piątek śnieg zasypie mój świat.

    Jeszcze prognozy na piątek nie zmienili.

  • Szykujemy się do śniegu ale ONON już nie zobaczy .

    A raczej do opadów śniegu w piątek i sobotę. W radio lecą komunikaty aby …kto nie musi opuszczać domu to niech w nim zostanie, szkoły będą zamknięte, podobnie banki, poczta i inne urzędy.

    No tak, znów kataklizm, ostatni mieliśmy 2017 roku w lutym. Powinnam mieć jutro domowy dzień pracy, ale został przesunięty na piątek. I tak się zdarza. Nie wiem po co ten cały szum, kiedyś wspominałam w moim stanie nie mamy zaplecza z maszynami ośnieżającymi. Po prostu nie opłaca się trzymać sprzęt którego przez 8 lat się nie używa, a on stojąc się zużywa. Podobno śnieg będzie i mróz również -4C. Mróz oznacza, że śnieg jakiś czas poleży. Intensywność opadów75%, nie napawa szczególną radością, kiedy nikt śniegu nie posprząta. Ale dzieci uszczęśliwi,


    Pies starszej zostanie uśpiony w środę i ze względu na opady odbędzie się to w przychodni rejonowej w jej miejscu zamieszkania.

    Stef wyprowadziła pieska na spacer. Rozumiem jej przywiązanie do psa. Też czasami to stosuję. Zamiast do MM mówię do Zimy. Nie sprzeciwia się, czasami schylą głowę jakby przytakiwała, ale wszystko akceptuje machając ogonkiem. No i jak się nie przyzwyczaić do takiego słuchacza i potakiwacza?

    To było tak trochę pół żartem a pół serio.

    Stef już jest pogodzona z odejściem psa. Może trochę jej matka pomogła.

    Życie nie znosi pustki……

    Zbigniew Domino

    Podejrzewam, że Stef zaadoptuje innego pieska.

  • Złapane w kadrze

    Dziś MM pojedzie do starszej córki. Jej matka przyleci dziś wieczorem. Nie mają dobrych relacji ale dobrze, że matka z nią będzie.

    Prawdopobnie w środę lub czwartek Onon zostanie uśpiony. Mają plan zawieźć go w góry gdzie mieszkają znajomi starszej. Uśpią tam psa i pochowają. Nie wiadomo jak Ono zniesie 2 godzinną podróż. Zapewne normalnie, ponieważ jest na silnych środkach znieczulających. Większość dnia przesypia. Weterynarz podejrzewa, raka układu nerwowego. Starsza nie zdecydowała się na zrobienie badania MRI, za duży koszt to pierwsze, drugie od 1 stycznia nie pracuje.


    Dziś rozpoczyna się pełny tydzień nowego roku, a w sumie mamy ich w 2025 tylko 52. To nie jest dużo.

    Jak je przeżyć najlepiej, najszczęśliwiej i najefektywniej. Co zrobić aby nie myśleć o przeżyciu każdego dnia w tygodniu, naj …. A pomimo tego, tak właśnie przeżyć. Nie, to nie jest żadne postanowienie. Tylko…4 pierwsze dni tego rok, minęły/przeleciały i na prawdę nie chciałabym aby pozostałe 361 dni, minęły niezauważalnie.


    Zmieniłam kolor włosów na rudy. Zrobiłam płukankę. Dobrze czy źle wyglądam, to nie ważne. Kilka myć i nie będzie rudego. Jakby nie było ale w tym kolorze twarz jest wyraźniejsza. Pogoda jaka jest to wszystkim wiadomo, zima jest i u mnie. Śnieg nie pada ale chłodno i cera robi się ziemista. Potrzebowałam czegoś na ożywienie twarzy i myślę że pomogło. Możliwe, że za tydzień się znudzę tym kolorem i ufarbuję na brąz.


    Mieliśmy niespodziewanego gościa. Przechadzał się po mojej ścieżce na tyłach domu/backyard. U mnie jak zwykle aparatów fotograficznych do woli ale jak potrzebne to żaden pod ręką. Zdjęcia robiłam iphonem.

    Na drzewo uciekł ponieważ mój piesek wyszedł na zewnątrz.

    Gdy zszedł z drzewa, nakarmiłam go.

  • Nie przyjęłam wieczorem, żadnej chemii na dobre spanko. Obudziłam się kilka minut po 4 rano. Powiem, że po przebudzeniu nie robiłam żadnych planów na sobotę. Niech ten dzień toczy się własnym torem.

    Jedno przykre zdarzenie nas nie ominie. Pies starszej córki MM zdycha/umiera/odchodzi/zostanie uśpiony. Możliwe, że dziś, jeśli ona pozwoli na to i skróci jego cierpienie. Nie pozwoliła wczoraj na uśpienie psa. Zabrała psa z przychodni do domu na noc. Zaaplikowano pieskowi środki przeciwbólowe, które nie będą podawane w nieskończoność. Córka MM nie jest gotowa na jego odejście. Rozumiałabym gdyby ona miałaby 7 latek ale to już dorosła kobieta 43 lata. Powinna rozumieć, że pies już nie chodzi i bardzo cierpi. Zapewne chciała pożegnać się z Ononem. Aby myśląc o sobie nie zapomniała o cierpieniu psa. Mamy z MM nadzieję, że to odbędzie się wkrótce. Ten pies był jej przyjacielem i dzieckiem zarazem, tylko …. trudno rozumieć uczucia matki nigdy nią nie będąc. Wczoraj wieczorem zaproponowałam MMowi aby dziś podjechał do córki. Boję się aby depresja jej nie dopadła. A to już byłaby nieciekawa sytuacja.

    Oczywiście, że szkoda gdy człowiek umiera, szkoda każdego życia. Życie jest tak skonstruowane, że jest początek i koniec. Nic nie ma wiecznego. Z własnego doświadczenia wiem, że czas leczy najgłębsze rany.

    Nie wolno umniejszać czyjegoś bólu po stracie kogoś bliskiego i stawiać swój ponad cudze cierpienie.

    To nie jest konkurs, ani żadna aukcja.

    Każdy swoją żałobę przeżywa po swojemu


    6:20am MM jest już w kuchni. Idę i ja na wczesnoporanną kawę.


    Onon po sterydach wyszedł na podwórko. To nie był spacer ale podobno kilka kroków. Co będzie dalej nikt nie wie. W tej sytuacji nie ma leczenia, jedynie podtrzymywanie przy życiu. Na ile córka MM utrzyma ciężar finansowy, na tak długo pies będzie przy niej.


    Opieka weterynaryjna, pomimo podpisanego planu opieki, jest bardzo droga. W naszym przypadku próbowano wmówić, Amber jeszcze była młoda, że pies ma problemy z sercem i jest niezbędna operacja. Zmieniliśmy weterynarza i pies magicznie wyzdrowiał. Koszt operacji do $ 40tys.

    No cóż, pies czy inny zwierzak nie powie co go boli i czy wogóle boli. Właściciele zwierząt zdani są na weterynarzy. A ten bussiness bardzo szybko się rozwija, ponieważ, weterynarze mają „klucz” do rozumienia mowy zwierząt.

    Kochajmy zwierzaczki ale z rozsądkiem przyjmujmy ocenę zdrowia naszych czworonżnach ulubieńców, przekazywaną przez ich lekarzy.

  • pierwszy piąteczek 2025 roku przyszedł, nastąpił dzień……. do pracy rodacy.

    Jadąc pod wschodzące słońce chciało się zaśpiewać ….dzień się budzi w kolorach słońca….

    Cudny dzień nadchodzi, aż w duszy gra. I niech tak gra, aż do wieczora.

    W drodze powrotnej znowu jechałam jak szalona, ale tych szaleńców było więcej. Zanim MM kupił mi kanapkę i zupkę to ja już w domku byłam. Gdy wrócił z jedzonkiem, stwierdził bo nie spytał….znów szybko jechałaś….

    ….tak, bo nie mogę dawać się wyprzedzać…..

    Pozostawił moją odpowiedź bez komentarza. I bardzo dobrze, bo co komentować. Dwa dni spokoju, i następne dni też. Od poniedziałku korki. Dzieciaki idą do szkoły. Szybka jazda zakończona.

    Nie jeździłam jak niektórzy w Polsce 250-300 km/h. To tylko może w nocy i to byłoby ciężko. W nocy jeżdżą tiry. Nie jeden i nie dwa. Tiry nie mogą jeździć lewym brzeżnym pasem. Więc, osobówką nie da rady jechać 250km/h tylko jednym lewym, ponieważ większość leci przepisowo. U mnie stróżę prawa nie śpią w nocy.

    Idę mierzyć cisnienie bo źle dzisiaj się czułam i w dalszym ciągu nie jest dobrze, pomimo przyjętej dodatkowej tabletki. 💊

    140/75 to jest u mnie normalne. Ale głowa mi dziś pęknie. Tańce się skończyły, ból głowy przeszedł. Powiem, że nie należy to, do miłych odczuć.


    Głowa wciąż boli, ale musiałam zużyć mięsko na gołąbki, które wczoraj wieczorem wyjęłam z zamrażarki. Odmrażało się w lodówce cały dzień.

    Gołąbki się gotują. A głowa boli. Dobrze że jutro sobota, to pośpię dłużej. Wezmę wszelkie świństwa chemiczne na sen i mam nadzieję obudzić się po 10am. 🕙

    Jak wyjdzie zobaczymy.

  • Nowy i nasz powszedni

    Nowy i za razem powszedni dzień się rozpoczął. Już energia wróciła i pcha mnie do przodu. Mam głowę pełną pomysłów. Zapewne jedne zrealizuję a inne przesunę w czasie. W Nowym Roku nic się nie zmieniło, doba ma 24 godziny. Na spanie przeznaczonych jest 7-8 reszta do dowolnego wykorzystania. Jeśli pracujemy zawodowo, to dowolne wykorzystanie jest bardzo okrojone, niestety.

    Moje dowolne wykorzystanie będzie okrojone o dokończenie remontu.

    Nie, nie, dziś nie rozpoczynam żadnych remontów ale to nie znaczy, że listy zakupów materiałów remontowych nie robię.

    Nie do końca 2 styczeń 2025 jest dniem leniwym, układam w szufladach i to co uważam za zbędne/nieprzydatne, wrzucam do worka przygotowanego do właśnie tego celu, ŚMIECI. Chiński system składania skarpetek i ubrań (podgląd internet) u mnie się nie sprawdził. Ładnie to na półce wygląda ale żeby to nałożyć, to czasami trzeba się namęczć. Siedzi bluzka, koszulka, majtki, w takiej kieszonce i nie ma zamiaru sama wyjść, należy bluzkę, majtki, koszulkę wygrzebać z kieszonki. Składam po polsku jak od lat to robię i wracam do starego sposobu. Może to nowe jest dobre ale ja spróbowałam i wystarczy. Jeśli z ubrań złożonych w kieszonkę nie korzystasz to jest ok. Jeśli korzystasz to nie jest Ok.

    Wolniutko mi idzie sortowanie bo w międzyczasie robię ciasto na chlebek. Będzie chlebek na śmietanie. Śmietany u mnie do woli, została kupiona do barszczu. Garnek po barszczu wymyty a śmietana została. Chlebka ubywa, jednym słowem popyt zwiększony a podaży brak. Słaby ze mnie zaopatrzeniowiec.

    Chodzi za mną słodkie ciasto z kremem budyniowym. Robić nie będę, przeraża mnie czekanie. aż budyń się ochłodzi. Kręcenie budyniu z masłem i …… zawsze krem jest za rzadki. Budyń jest gęsty nawet bardzo gęsty po dodaniu chłodnego masła, już kroić go nie można, łyżką można jeść. Wiem, że moje budynie są inne ale kupuję Dr.Oetker. Powinno się udać, sukcesu brak. Mówi się, że na sukces trzeba zapracować. Będę pracować, ale nie od dzisiaj. Szkoda mi po prostu czasu.

    Na zdjęciach internetowych Karpatki, ciasto jest piękne, wysokie. a góry to nie wzniesienia jak u mnie, lecz szczyty. Wiem, że to zależy od składników i osoby obsługującej program Adobe. Ale nie przeszkadza mi wierzyć, że pewnym razem upiekę ciasto z kremem budyniowym, które będę mogła pokroić.

    Poszperałam tu i ówdzie i …. dobrze być chomikiem, wygrzebałam wspaniałości jak na zdjęciu powyżej.

    Zastrzegam: to nie jest reklama.

    Ciasto bardzo dobre, lecz czekoladowe które jedliśmy w ubiegłym roku było o wiele smaczniejsze. Jednym słowem, co kto lubi.

    Jak na razie wstawiłam chlebek do piekarnika. Dziś tylko na tyle mnie stać.

  • Kroczek w ten Nowy Roczek

    Już odoczęłam po swoich wygibasach. Wprawdzie śniadanko zjedliśmy w kurorcie ale czas na lunch. Jeść się chce, więc trzeba coś ugotować. Mięsko pieczone jeszcze jest od świąt, nie zatrujemy się jeśli ugotuję ziemniaków mięsko wrzucę do sosu i do tego zaserwuję jakś ogórek konserwowy względnie surówkę z kiszonej kapusty.

    Jak się powiedziało to wykonać należy.

    Tylko myślałam, że wypoczęłam. Po obiadku wróciłam do łóżeczka. Właściwie co można robić w taki dzień jak dziś. Nogi nie bolą, nic mnie nie boli, za dużo alkoholu nie wypiłam. Chociaż 2 kobiety ( podobno były koleżankami) to sobie popiły. Ziemia z pod stóp im uciekała. Żałośnie to wyglądało ale co się dziwić kiedy do alkoholu w kieliszku dolewały z piersiówki. Nie jest dla zroumiałe, mogły pić przy barze do woli. Można wnioskować, że mają problem. Trzeba ubzdryngolić się tak, żeby makijaż popłynął. To taki jeden, dość niemiły obrazek ze świętowania Nowego Roku. Chcę zaznaczyć, że ten incydent pojawił się już w Nowm Roku 2025.

    Cały dzień z pidżamy nie wychodziłam, nie było potrzeby, jeśli dzień spędziłam w łóżku.

    Jeszcze jutro mam wolne ale piątek już pracowy.

    Nowy Rok powitał nas pięknym słoneczkiem, co nie znaczy, że było ciepło.

  • 2025

    Mamy Nowy Rok podobno Amerykanie obchodzą go jako ostatni ze wszystkich krajów. California jest 3 godziny do tyłu od nas . Dochodzi 2am jesteśmy już w hotelowych łóżkach.

    Ten Sylwester był wyjątkowy. Wiele osób z obsługi jak i gości rozpoznali mnie, życząc miłej zabawy. Tak jak wcześniej napisałam „otworzyłam” parkiet wraz z solistą zespołu. Miałam też taniec na parkiecie tylko z MM. Mój taniec został nagrodzony oklaskami a faceci to mogli tylko pozazdrościć.

    Przeszłam siebie tym razem. Poznałam dużo nowych i miłych ludzi. Byłam na prawdę zaskoczona jak bardzo w tym miejscu jestem rozpoznawalna i zapamiętana i jak wiele osób chce być blisko mnie. Było mi bardzo miło, że ludzie po zakończonym balu podchodzili do mnie i się żegnali. Zostałam z MM dłużej, patrzyliśmy na osoby sprzątające, rozumiejąc ich ciężką pracę.

    Rozpoczął się Nowy 2025 rok.

    Rok nadziei dla wszystkich na spełnienie wszelkich pragnień.

    Życzę aby się spełniły.

    Niech Rok 2025 będzie lepszym rokiem od minionego, dla nas wszystkich, 🎈

    Niech dzisiejszy dzień będzie dniem odpoczynku oraz zadumy jak pożytecznie wykorzystać 364 dni tego nowego roku.

  • Jest po 12am a więc,to jest ten dzień, ostatni dzień 2024roku. Nigdy się nie powtórzy, tak jak nie powtórzył żaden z minionych i w większości zapomnianych.

    Dawno temu jak większość z nas pisałam pamiętnik. Po kilku dniach rwałam na strzępy i zaczynałam od nowa. Wydawał mi się za jednym razem nostalgiczny a za drugim za dużo tragizmu. Żaden nieuchował się dłużej niż kilka miesięcy. Może i dobrze, bo co może wiedzieć o życiu, dziewczynka w wieku 13 -15 lat. Ale 15 to ja już wiedziałam, że nie wypada mojej ciotce (18 lat) włazić przez okno do mojej szkoły bo jest potańcówka. Wstyd mi było za nią, została wyprowadzona za drzwi dzrzwi szkoły. W tamtymczasie uczyłam się w Technikum Włókienniczym. Sama wybrałam, wybralam kierunek, uważałam, że jeśli lubię szyć to pogłębię swoje umiejętności i wyszkolę się w tym kierunku. Do szkoły miałam niedaleko bo tylko 1km, to też przeważyło, że dokonałam tego wyboru. Naukę rozpoczęłam we wrześniu, 15 lutego rzuciłam naukę, mówiąc rodzicom…już więcej tam nic pójdę. Nie polubiłam przedmiotów, których miał się uczyć przez 5 długich lat.

    Tak, tak, miałam ciotkę starszą jedynie o 3 lata odemnie. Ciotkę nieujażmioną. Okazało się, że ja też coś z tego genetycznie nieujażmienia otrzymałam.

    Pamiętamy złe i dobre dni. Zostają z nami na całe nasze życie. Pamiętam bardzo dużo sylwestrów i ten w stanie wojennym, zorganizowanym w moim domu.

    Dziś powolutku szykuję się do wyjazdu do hotelu/kurorcie nad jeziorami. Wspaniałe miejsce z cudownymi widokami.

    Moje dzieci Sylwestra spędzą razem w tym roku. Na pewno będzie i im przyjemnie. Oczywiście, że się martwię o stan ich ducha. Dlaczego miałabym się nie troszczyć o własne dzieci. Nie ważne ile mają lat i ile będą miały, zawsze będę przy nich, jednocześnie w oddali. Nie wchodzę z butami w ich życie, lecz moje serce jest w gotowości do wszelkiej pomocy. Przeszliśmy nad wyraz wyboistą drogę aby o nie zapomnieć lecz na siłę o niej nie wspominamy. Wciąż trzymamy się razem, połączeni niewidzialnym węzłem, dając jednocześnie przestrzeń do życia osobistego.

    U mnie jeszcze wcześnie, 2:38pm mam czas na wypicie nawet całej butelki szampana ale nie kupowaliśmy. Szampan będzie na miejscu, podwieczorek i kolacja świąteczna. Alkoholu będzie wystarczająco dla wszystkich. Jestem ciekawa czy barman będzie ten sam. Barmanów jest kilku i kilka stanowisk barowych, także tłoku nigdy nie było.

    Zajedziemy jeszcze po rajstopy dla mnie, bo te co mam nie bardzo pasują do sukienki. A nogi ładniej wyglądają w rajstopach.


    Wszystkim dużo zdrówka, radości, miłości oraz spełnienia wszystkich najskrytszych marzeń. 🎈🎈🎈🎆


    cdn…..

    Już jesteśmy w hotelu, na razie „w roboczych ubraniach”

    Popijamy drinki i chrupiemy chipsy. To jest część piwniczna,

    Sala balowa

    Zabawa była na prawdę wspaniała.

    Parkiet ogłosiłam otwartym wraz z solistą zespołu.

    No i mamy 2025 rok.

    Niech on będzie lepszy od minionego dla nas wszystkich.

  • Godzina po południowa, czas rozpocząć przygotowania do jutrzejszego wyjazdu. Nie odwiedziłam w tym roku żadnego salonu kosmetycznego, doszłam do wniosku, że takie zabiegi mogę sama zrobić w domu. Niezbędne kremy do pielęgnacji twarzy i ciała posiadam. Masowanie ciała oraz twarzy zrobię sobie również sama, nie lubię gdy obcy ludzie i obce ręce, mnie dotykają.

    Zastanawiam się też czy w ogóle potrzebuje jakichkolwiek masaży i specjalnych zabiegów jeżeli mam jakieś ułomności czy zabieg poradzi sobie z tym, w ciągu jednego seansu. A więc tak jak napisałam rozpoczynam zabawę.

    Na pierwszy ogień poszły paznokcie. Trochę wyrównania i wypiłowania na pewno potrzebują ale….biorę to pod uwagę, że nikt nie będzie biegać ze szkłem powiększającym i sprawdzać ich perfekcyjnego stanu. Tipsy muszę przykleić dzisiaj, jutro będzie już za późno nawet na pomalowanie. Zapach kleju oraz lakieru (nie które tak mają) bardzo długo unosi się w powietrzu. A ja przecież, śmierdzieć nie chcę. Lewa ręka zrobiona. Ufff teraz za prawą rękę się zabieram. Drugie uff i paznokcie skonczyłam.

    Miałam zrobić płukankę koloru miedzianego na włosy ale zrezygnowałam. Mogę zepsuć to co fryzjerka zrobiła, a później będzie płacz i zgrzytanie zębów. Jest bardzo dobrze, ale chcę lepiej, a wyjdzie gorzej. Zrobie zmianę po Sylwestrze.

    Muszę iść na podasze, przynieść czułenka i inne buty, torebki i ciepły płaszcz. Toż kurtki na cudo jakie będzie na mnie nie nałożę kurtki. Byłaby całkowita profanacja.

    Pamiętam jak moja Mamusia prawie każdego roku wujeżdżała z Tatusiem na bal sylwestrowy. Oj oj nie lubiłam tych dziwnych fryzur, ale co ja dziecina wiedziałam o ówczesnej modzie. W nocy opiekowała się nami sąsiadka. Rodzice wracali koło południa. Szczęśliwi i uśmiechnięci. Lubiłam bardzo jak wyjeżdżali nie tylko na bal, ale i na wczasy. Lubiłam patrzeć na ich szczęście.

    Przyniosłam z poddasza 5 par pantofli, 3 pary pasujące w 100%, 2 pary czarne. Czarne mogą być w osteczności. Torebeczki wieczorowe wszystkie dobrane do pantofli. Jutro będę przymierzać.

    Ubranie na po sylwestrze też już wybrałam. Bo też trzeba jakoś wyglądać na śniadaniu. Po śniadaniu wracamy do domu.

  • Niedzielę zapełniłam firmowymi seansami. Mogę oglądać tylko melodramaty. Dramaty przeżywam nawet kilka dni. Horrorów nie mogę oglądać jeśli chcę zachować paznokcie. Natomiast romanse są denerwujące, strasznie się ciągną. Kiedyś oglądałam pornusy ale w nich akcja jest zawsze taka sama, wszystko do przewidzenia.

    Melodramaty są odprężające, odstresowujące, ciutkę akcji, dramatu i miłości. Wszystko w jednym. Takie mi potrzebne aby utrzymać dobry nastrój do sylwestera, na sylwestra i jeszcze po nim.

    Serdecznie pozdrawiam wszystkich odwiedzających. 🎄🌲

  •                             Narzutka

    Centrum Handlowe otwierali o 11am. Byliśmy wcześniej.

    Niestety, ale mego rozmiaru M nie było. Bardzo miła pani, sprawdziła w jakim sklepie ich oddziału mogłabym wymienić narzutkę. Sprawdziła też, ile jest narzutek w rozmiarze M. Były dwie, więc była szansa na zamianę.

    Pojechaliśmy do Downtown, nie jest to daleko, ale trzeba było się liczyć z korkami. Nie było tak źle, deszcz siąpił wiec ludzie raczej o wczesnej porze i mokrej pogodzie nie byli skorzy do opuszczenia ciepłego mieszkanka. O to mi właśnie chodziło, aby ludziska jeszcze nie wychodzili z domów, bo łatwiejszy dojazd do miasta oraz brak klienteli w sklepach.

              Wymieniłam narzutkę. MM nie poddał się uniosłościom, jakimi ja emanowałam. Poprosił o przymierzenie. Bez oporów nałożyłam na swój sweter z golfem, nie chciało mi się iść do przymierzalni. Miałam się jeszcze okręcić na pięcie . Chciał zobaczyć to czego ja nie widzę i najważniejsze, nie chciał ponownie wracać do sklepu.

              Zajechaliśmy do cafê na cappuccino i małe słodkie ciasteczko.

    Zakup sukienki i wymiana narzutki był w 100% udanym zakupem.

                                        To były zamierzchłe czasy, kiedy to zimą białe niedźwiedzie po ulicach grasowały, a dzieci wierzyły w Dziadka Mroza. Natomiast Mróz dekorował nam szyby w najróżniejsze wzory, a wzory nie były podobne do siebie i mróz skrzypiał pod naszymi stopami.

    W sklepach tekstylnych, odzieżowych i innych, były pustki. Brak możliwości zakupu sukienki sylwestrowej skłonił mnie do uszycia z czegoś co by się nadawało na tego rodzaju suknię. Przeszukałam szafy i natrafiłam na welurowe zasłony, trochę wyblakłe, ale …. można było coś z tym zrobić. A to były te czasy, że nikt niczego nie wyrzucał, bo wszystko dało się przerobić i zreperować.

    Uszyłam piękną suknię welurową, wieczorową w kolorze zielonym. Exmąż był zachwycony a jego kolega miał manię przytulania się do mnie mówiąc…jaka Ty mięciutka. Odpowiadałam … to nie ja to sukienka…😃 Bal sylwestrowy był z wodzirejem, zespołem muzycznym oraz różnymi atrakcjami. Jakiś konkurs wraz z mężem wygraliśmy. Pozostało mi jedno zdjęcie z tamtego sylwestra.

    TO BYŁ BAL NAD BALAMI

  • Do domu wróciłam dość późno, bo po 5 pm. Pędziłam jak strzała z 130 nie schodziłam. Droga była wolna, zresztą kilku takich kierowców było jak ja, ale byli i tacy kierowcy, że im z licznika nie schodziło 140. Gdybym została zatrzymana daliby słony mandat, za 140, 99% zostaliby aresztowani. 

             To był 2002 rok, Toyota Sport 35 mil/h zamieniłam na 75 mil/h. W tamtym okresie miałam już wyrobione amerykańskie prawo jazdy. To nie była autostrada, lecz normalna droga w jednym kierunku dwa pasy jezdni i w przeciwnym podobnie. Wiedziałam, że mogę być złapana, ale nie sadziłam, że zawyje syrena policyjna za mną. Nawet nie wiedziałam skąd on się wziął. Posłusznie zatrzymałam samochód. Otworzyłam okno, ręce grzecznie położyłam na kierownicy. Czekałam na policjanta, który się do mnie nie spieszył. Siedziałam spokojnie, nie pochylałam głowy ani też nie grzebałam w torebce, aby dostać niezbędne do identyfikacji dokumenty. Wiedziałam, że każdy gwałtowny ruch i może być nawet kula. Gdy podszedł spytał o dokumenty, powiedziałam, że są torebce na siedzeniu. Otrzymałam instrukcję jak mam się zachowywać. Wszystko robiłam powoli. Podałam dokumenty policjantowi przez otwarte okno i położyłam ponownie dłonie na kierownicy. Spytał, czy wiem za co zostałam zatrzymana. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą… za prędkość… spytał ponownie …. Czy przyjmuję mandat czy ma założyć mi kajdanki i odwieźć do aresztu/więzienia…Czy miałam wyjście? Przyjęłam mandat na 185$ kiedy galon benzyny kosztował 1$. Czy to była nauczka, lekcja? Jadąc z MM (on prowadzi) bardzo, bardzo się męczę. Kiedy ja jestem za kierownicą, on zamyka oczy. 

    Szybciutko przebrałam się w bardziej nieoficjalne ubranko i pojechaliśmy kupić mi zegarek oraz przewód do iphona, ten w zestawie był bardzo krótki.

    Zjedliśmy kolację w centrum handlowymi i udaliśmy się po zakup sukienki na sylwestra. Jak szaleć to szaleć. Sukienka sylwestrowa jest tylko na ten jeden jedyny dzień. Jednym słowem nigdy nie nakładam tej samej sukienki na Sylwestra, nawet gdyby był odstęp kilku lat. Mogę kupić i trzymać ją kilka lat nie odrywając metki, tak jak było ostatnim razem. 

    A więc, chodziliśmy między wieszakami i jakoś nic nam nie pasowało. MM już wymęczony całym dniem, usiadł na wygodnym fotelu przy przymierzalni a ja wciąż szukałam. Trudno było znaleźć igłę w stogu siana. Dużo, bardzo dużo sukienek, kompletów ze spodniami, a wszystko na Sylwestra. Najpierw wybrałam sukienkę błyszczącą w kolorze pomarańczowo-żółtym. Nie pasowała mi z wyglądu, ale sądziłam, że jeśli ją nałożę to ją polubię. To pierwsze, drugie zabiję ludzi samym błyskiem hahaha🤣😀🤣😀

    Zostawiłam sukienkę przy MM i poszłam na dalsze poszukiwania. Z daleka popatrzyłem na siedzącego na tym wygodnym fotelu, jak mi powiedział. Smutno mi się zrobiło, bo wyglądał na bardzo zmęczonego. A ja ganiam go po tych sklepach, czy potrzebnie, czy niepotrzebnie, ale może on potrzebuje więcej odpoczynku i spokoju. Tylko on odpoczywa w ciągu dnia bardzo dużo, może tylko spokoju nie ma, Ale on sam chciał jechać po ten zegarek. Powiedziałam, że nie musimy kupować teraz jest jeszcze tyle dni przed nami, ale on się uparł, że to ma być dzisiaj.

    Więc poleciałam szukać sukienki i o dziwo znalazłam, aż krzyknęłam do MMa …… znalazłam…. Zatwierdził mój wybór i powiedział żebym jeszcze poszła poszukała  narzutkę na plecy, coś takiego, żeby się okryć. Ponownie poszłam na poszukiwania i znalazłam z takiego samego materiału i identyczne wzory. 

    Weszłam do przemierzali zmierzyłam sukienkę i wyszłam pokazać się mężowi. W tym samym czasie podeszła pani, która obsługiwała ten dział i w tej samej chwili ją rozpoznałam, to była ta sama pani, która obsługiwała mnie 2 lata temu, gdy kupowałam sukienkę na sylwestra. Było mi miło ją spotkać, a jej było miło, że ją rozpoznałam. Zamieniłyśmy jeszcze kilka zdań. Nie zrobiło się tłoczno, ale podeszły jeszcze 2 klientki obejrzały mnie i powiedziały, że sukienka leży na mnie tak jakby była na mnie szyta i bardzo ładnie w tej sukience wyglądam. 

    A ja…zauważyłam coś innego…nogi mi schudły. 

    Trzymałam narzutkę w ręcach, nałożyłam ją i poczułam się w niej bardzo chudo. Pomyślałam, że coś ze mną jest nie tak jak powinno być. Nawet nie zwróciłam uwagi na to, może to ubranko może być za duże i nie dlatego, że mi ubyło ciała tylko jest zły rozmiar. Myślałam, też, że inna moda a ja taka zacofana, nie nadążam za modą. 

    W domu rozłożyłam sukienkę na fotelu a obok narzutkę położyłam, szykowałam się już do zrobienia zdjęcia, ale kładąc narzutkę metka odwróciła się w taki sposób, że zobaczyłam rozmiar, a tam było XL. Problem został rozwiązany. Centrum handlowe już zamknęli, nie zostało nic innego tylko pojechać rano i wymienić. 

    Ale chude nogi nie dawały mi spokoju. Gdy obejrzałam się dokładnie w lustrze to, ze strachu stanęłam na wadze, aby nie szukać w sobie żadnej choroby. Waga OK. 

    Moim zdaniem za dużo biegam. 

  • Święta i prawie już po🎄🎄🎄🎄

    Syrop pomógł, aspiryna również. Po 4pm zdjęłam pidżamę i nałożyłam coś wygodniejszego. Przeleżałam cały dzień w łóżku. Plan był taki: żeby nie robić sobie planów ani problemów, leżeć w łóżeczku i rozczochraną być. Nie udało się, córcia zadzwoniła, że z zaproszenia na cappuccino skorzystają dzisiaj.

    Nos czerwony ale to jeszcze nic. Wypryszczyło mnie. Po przebraniu się i ułożeniu włosów, wyglądałam jak uczesane czupiradło. Nic już mi nie pomogło, było jak było.

    W domu panuje świąteczny nastrój w lodówce i baryku również. Nie mam się czego wstydzić. Chyba tylko swego wymęczonego wyglądu. Gorączka chodzi po mnie i mnie dobija. Jestem na jutro zaproszona na pracowe party 🎉, nie wiem czy się zdecyduję. Ale to jeszcze kilka godzin. Nie ma co się stresować.


    Córcia z Iv odwiedzili, przyjemnie było posiedzieć przy choince 🌲.

    Takie świąteczno-poświąteczne leniwe spotkanie.

  • Ciśnienie skacze.

    Kaszel męczy.

    Zimno mi chociaż w sypialni jak w łaźni.

    Głowa boli.

    Nos mokry.

    Spać nie mogę.

    Ostatni objaw jest najgorszy, chce mi się tak po prostu płakać.

    A to oznaka, choroba idzie.

    1:30am a mnie telepie.

    Już przyjęłam syrop od przeziębienia i grypy.

    Ogólnie źle się czuję. 😞

  • A miałam spać długo i na pewno dłużej niż do białego rana. Za oknami ciemno i zapewne niezbyt przyjemnie. Jeśli ogrzewanie słychać to nie jest cieplutko na zewnątrz.

    Zdawało mi się, że słyszę jakieś odgłosy z parteru. Ale za wcześnie na wstawanie i za wcześnie na kawę.

    Otrzymałam pidżamę w prezencie świątecznym ( to jeden z nich). Pidżama welurowa podobnie jak moja poszwa na kołdrę i poduszki. Mięciutka, cieplutka i delikatna, ale…ściągacze przy spodniach są za słabe i nogawki od pidżamy po przebudzeniu, miałam pod kolanami. Teraz zastanawiam się jak temu zaradzić. Wyglądało solidnie ale solidnym nie jest, niestety. Wszelkie metki pozrywałam bo jeszcze przed północą wrzuciałam do prania aby nałożyć do spania. Pidżama mi się podobała chcę ją używać, tylko jest to jedno ale…

    Jeszcze na chwilkę wrócę do wczorajszej wigilijnej kolacji.

    Córcia robiąc dania wigilijne uwzględniła dietetyczne preferencje swoich gości. Syn mój nie spożywa cebuli, pora i selera. Pierożki, sałatka jarzynowa oraz kilka innych dań tych dodatków nie posiadały. Była wersja z dodatkiem tych warzyw. Łazanki sama robiła bo nie przepada za kutią z pęczakiem. Koreczki były wyśmienite. Gdy weszliśmy, stół był przygotowany. Syn jako, że po raz pierwszy był u mojej córci, został oprowadzony po pokojach. Był zachwycony rozkładem pokoi oraz wielkością domu.

    Kiedy ja rozmawiałam przy choince ze swoim dziećmi, Iv posprzątał ze stołu. Na nieszczęście zmywarka się zepsuła i naczynia zmywał ręcznie. Sprytnie mu to poszło może dlatego, że miał mentalnego coacha w pobliżu w postaci MMa. 😀

    Po powrocie pochowałam jedzonko do lodówek. Co zostawiłam a co przybyło. Nalałam winka i z córcią rozmawiałyśmy do północy.

    Poranek przewitałam otwierając frontowe drzwi stojąc na patio chciało się krzyczeć….wstawaj szkoda dnia……Powietrze czyste i rześkie. Jeśli kiedykolwiek się przeprowadzę to żal mi będzie tego widoku. Ja przed otwartymi frontowymi drzwiami a reszta domów poniżej. To nie jest poczucie wyższości czy kontroli, raczej uczucie możliwości patrzenia wyżej niż inni sięgają wzrokiem. Patrzenia ponad horyzont.

    Ciasteczk serowe jednak wciągają😋😋

    MM pochrapuje na kanapie, dosypia. Przeciwbólowe i antybiotyk robią swoją robotę. Czuje się OK. Wczoraj był jednak dla nas bohaterem. Chodził wolniutko, rozmawiał słabiutko ale był z nami. Za to my wszyscy jesteśmy jemu wdzięczni.


    Jest jeszcze poranek, wróciłam do łóżeczka, bo dlatego nie.

    Dziś czeka mnie przetransportowanie danych z jednego tel do drugiego. Córcia będzie „bawić” się z nowym Apple zegarkiem, syn nowym laptopem Dell, ja iphonem, MM podziwiać sprzęt do grilla bo teraz będzie miał wszystko w jednej walizeczce, Iv dostał w prezencie japoński nóż do kolekcji, zegarek na rękę do następnej kolekcji i każdy z nas otrzymał książkę i wiele wiele innych małych i dużych prezentów. Córcia pod choinką znalazła 😃maszynę do szycia oraz maszynę do gimnastyki trzęsafkę. Mikołaj był hojny jak zawsze.


    Przemieszczam się po domu czasami bez celu a czasami do kuchni w poszukiwaniu czegoś na ząb 🦷. A że dwie lodówki zapełnione, to za duży wybór. Napoje stoją nietknięte, zrobiłam sobie herbatę. Ryba po grecku kusiła lecz wzięłam taki samotny kawałek bez marchewki 🥕.

    Ludzie są jednak przekorni. Mają jedzenie to wybrzydzają, nie ma jedzenia to coś by zjedli. Za dużo źle, za mało też niedobrze.


    MM dziś bardzo dużo śpi 🛌 i odpoczywa. Jutro niestety, ale już musi pracować. W Ameryce nie ma drugiego dnia świąt. Też już do tego zdążyłam się przyzwyczaić.

    Dzień dobiega końca i poza lekką kolacją nic szczególnego już się nie zdąży ani zrobić ani też zjeść. Może jakiś film przy którym MM smacznie się zdrzemnie.

    Planowaliśmy spacerek ale MM zrezygnował. Jeszcze nie dziś.

    Życzę wszystkim dużo zdrowia w Drugim Dniu Świąt

  • Jaki ON będzie, zależy od naszego nastawienia, a więc reakcji na wszelkie bodźce płynące z zewnątrz.

    Ostatni raz w tym roku włączyłam piekarnik.

    Ostatni raz w tym roku zmieniłam pościel.

    Ostatni raz w tym roku rozmawiałam ze swoją najlepszą przyjaciółką.


    Wigilia w domu mojej córci była fantastyczna. Nie wiem jak to zrobiła ale wszystkie potrawy były sporządzone dzisiaj. Stół pięknie przystrojony. Mogłam podziwiać jej orgnizację i kreatywność.

    MM był z nami ale nie czuł się wyśmienicie, był na proszkach. Mało rozmawiał, podobnie z jedzeniem. Ważne że był i wiem, że dał z siebie wszystko. Po powrocie do domku bardzo szybko udał się do sypialni.

    Prezentów było bardzo dużo i wszystkie mordeczki były uśmiechnięte.

    Miłego Bożego Narodzenia wszystkim. 🎄

  • Przeddzień Wigilii

    Wczoraj zrobiłam listę na dziś, rzeczy do wykonania. Co było priorytetem wczoraj, dzisiejszego poranka już nie było.

    Muszę ze wszystkim dziś się wyrobić. Nie mam tego dużo, ale czasochłonne. Na nogach byłam przed 6am. Chyba tak jak u wszystkich osób, jak jest zadanie do wykonania to czas spania i odpoczynku jest skrócony.

    Wszystko zostało zrobione. Nawet ponad plan. Syn zamówił Karpatkę. Również upiekłam.

    Ale do łóżka to ledwo się doczłapałam. MM jedzie sam, jeśli będzie potrzebował pomocy to zadzwoni. Nie dyskutuje, bo upartego nie pokonam. powiedział ….to zabieg nie operacja, znieczulenie miejscowe a nie narkoza i dalsze bla bla bla…..

    Wiem, że on ma inną tolerancję bólu. Wiem też, że nie zadzwoni, no ja też nie dzwonię do niego a na pogotowie bo po co go martwić. Ot wraca do mnie to co jemu „prezentuję”.

    MIŁYCH I SPOKOJNYCH ŚWIĄT ŻYCZĘ

  • Na pierwszy ogień poszło ciasto na serowe ciasteczka.

    Drugie ciasto to półfrancuskie na rogaliki

    Trzecie na chlebek turecki. Trzy małe bochenki już się pieką.

    W międzyczasie zrobiłam sałatkę jarzynową, którą swoje brzuchy napełniliśmy.

    Chwilę odpoczynku i będę walczyć z ciasteczkami serowymi.


    Ciasteczka serowe upieczone. Nie zdecydowałam się na zakręcanie rogalików. Ciasto może pozostać w lodówce na noc.

    Z zaplanowanych prac się nie wyrobiłam ale jutro też jest dzień. Zdążę, jeśli nie zdążę to będzie tyle jedzenia, że z głodu nikt nie umrze.


    Czeka mnie jeszcze pakowanie prezentów.

    W tym roku jakoś inaczej reaguję, po prostu, nie zabijam się. Światełka jeszcze na zewnątrz nie podłączone. W te mroźne wiatry nie chcę wychodzić. Moje zdrowie jest ważniejsze od światełek. Na parterze wszystko pięknie udekorowałam. Piętro nie ma i nie będzie miało dekoracji.

    Ważne abyśmy byli zdrowi i szczęśliwi z bycia razem, a światełka będą może w następnym roku.

    MM będzie miał zabieg hirurgiczny w Dzień Wigilijny i to jest dla mnie ważne a nie światełka. Piekę i gotuję bo trzeba coś jeść. A wigilia? Jeśli MM będzie się czuł jako tako, to pojedziemy na Wigilię do córci, jeśli nie to prawdopodobnie córcia wszystko spakuje i przyjadą do mnie.

    Prawdopodobnie będę musiała jechać do szpitala wraz z mężem, syn niestety nie może pomóc bo pracuję. Ot i troszkę komplikacji powstało w ostatniej chwili.


    Bardzo dziwne zdarzenie.

    Siedzimy w wypoczynkowym przed choinką. MM pyta czy mógłby wręczyć prezent świąteczny teraz (niedziela 7:30pm). Moje myśli poszybowały, przestraszyłam się nie na żarty, serce załomotało ale łzy powstrzymałam. Odpowiedziałam…tak oczywiście…

    Prezent przyjęłam z ogrmną radością na zewnątrz, a niepokojem wenątrz.

  • MM zawózł pieska do salonu i mnie również odstawił do salonu. Trzeba pięknie wyglądać. Dostaliśmy zaproszenie na Wigilię do córci. Dziś prześle mi co powinnam przygotować. Gołąbki już wczoraj ugotowałam i zawekowałam. Pierwszy raz wekowałam chyba 2 tygodnie temu. Okazało się, że to bardzo dobry sposób na przechowywanie nie tylko przetworów ale żywności ogólnie. W Polsce robiłam przetwory, jak wszyscy. Tutaj w zasadzie to amerykanie nie tylko nie robią przetworów ale i nie gotują. Osobiście gotuję, gdy mam chęć na coś innego niż w restauracji. Na święta mam żelazne menu, bez żadnych zmian. Nigdy się nie znudzi bo gotuję raz w roku i właśnie to jest najlepsze bo nigdy się nie przejadło.

    Rybę lubię i kupiłam dwa gatunki, ocywiście mrożone filety. W Farmers Market można kupić świeżą, jeszcze pływającą ale kto ją będzie patroszyć i czyścić. Najbardziej lubiłam okonia i szczupaka. Tutaj kupuję ryby (filety) oceaniczne, hodowlane omijam wielkim kręgiem.

    Rybę jeść lubię ale zapachu nie lubię. Jeśli smażę, to robię to na decku na zewnątrz używając elektrycznej patelni. Pochłaniacz mam bardzo dobry ale mój nos wywęszy wszystko, więc aby siebie nie stresować wolę smażyć na zewnątrz. Nie cierpię zapachu jajek, bez znaczenia smażone czy gotowane, ale na zewnątrz nie wychodzę z przżądzeniem tego skromnego dnia. Jest wiele smacznych dań których nie przygotowuję. Jest też wiele przypraw, które doprowadzają mnie do szewskiej pasji. Każdy z nas ma jakieś danie lub przyprawy których nie je ze względu na zapach. Mam ich za dużo, ale jakoś sobie z tym radzę.

    Wracając do wigilijnego menu. W poniedziałek dopiero będę rozpoczynała gotowanie, Lubię świeże. Bigos wprawdzie już mam ale jutro zawekuję, będzie na święta.

    Chciałam dziś położyć na stół obrus świąteczny. Było ale … okazał się za długi i za wąski. Do zwrotu i tak bym zwróciła bo nie spodobał mi się, za dużo akcentów z Mikołajem.

    Przy moim świątecznym stole nikt, chyba po raz pierwszy nie zasiądzie. Możliwe że syn się pojawi w pierwszy dzień świąt. Drugi dzień świąt chyba on pracuje nawet nie pytałam bo 26-go grudnia nie mamy dnia wolnego. Ja mam urlopik.

    Pozdrawiam wszystkich świątecznie 🎄🎄

  • W pracy było bardziej świątecznie, niż pracowicie. Nie powiem, spieszyłam się bo czekało mnie wieczorne wyjście na koncert. W myślach przekładam ubrania które mogłabym nałożyć. Wszystko poukładane i zostało wyniesione na poddasze. A że nie planowałam koncertowego wyjścia to …gdzie tego szukać.

    Gdy po pokonaniu korków drogowych dojechałam do domu, czas zaczął się kurczuć. Byłam zdecydowana na rezygnację z koncertu, MM wyglądał na bardzo cierpiącego. Rozmowa o zostaniu w domu, została przez niego spacyfikowana.

    MM mniej rozmowny no i ta twarz, biało-szara. Dokładnie wiedziałam, że jest bardzo wytrzymały na ból ale siedząc na swoim krześle w teatrze, widziałam jego oczy zamknięte. Trzymałam jego za rękę, żeby mi nigdzie nie uciekał a dokładnie aby nie zemdlał. Robiąc dla mnie przyjemność oglądania koncertu, mógł zrobić za razem ogromną stratę. Żadne argumenty nie trafiały do niego. Jestem ogromnie jemu wdzięczna, za danie mi możliwości obejrzenia koncertu.

    Koncert? To było mistrzostwo świata!

    Video jest z YouTube ponieważ był zakaz nagrywania oraz robienia zdjęć.

    Chłopcy od 10 roku życia do 14 mogą śpiewać w chórze. Właśnie zostało pożegnanych pięciu z nich. Ukończyli 14 lat i niestety nie będą mogli już nigdy więcej w tej grupie wiekowej brać udział. Ich przygoda się zakończyła ale rozpoczną przygodę w innej grupie wiekowej chóru.

    Chłopcy (każdy z osobna) zostali przedstawieni z imienia, nazwiska i kraju pochodzenia. A byli z: Francji, Niemiec, Austrii, Rumunii, Korei, Ukrainy oraz Indii.

    Będąc w USA koncertowali w wielu stanach ameryki, mój stan był ostatnim. Nazajutrz mieli wracać do Europy.

    W międzyczasie zaproponowałam MMowi, wcześniejsze wyście z koncertu. W dalszym ciągu oponował. Po zakończeniu koncertu (jednak) zdecydował pojechać na pogotowie.

    Ciśnienie 210/100 to już nie zabawa.

    Wróciliśmy do domku po 2am (to już rozpoczynał się piątek ).

    Ciśnienie się unormowało.

  • Córcia jadąc w góry do NC zadzwoniła do mnie z informacją o spadających kometach. Moje wszystkie aparaty nigdy nie są w pogotowiu. No cóż, iphone musi wystarczyć. Lecę jak łabędzica omal skrzydłami nie zahaczyłam o drzwi. Już byłam na podwórku i krzyczę do telefonu….

    • Jest, widze, mam…oj to nie kometa to samolot
    • Oj mamusia, patrz uważniej i pamiętaj o życzeniach
    • Ale jakie życzenia córcia? Ja jak zawsze …wszystkiego najlepszego i dużo pieniędzy. Moja córcia hihicze

    No komety to ja nie widzialam, ale co można zobaczyć wśród łysych gałęzi i po kilku kieliszkach Egg Nog firmy Williams.

    „Złapałam” cudny księżyc nad moim domem.

    Córcia dojechała szczęśliwie w swoje góry.

    A co ja?

    Jestem nareszcie spokojna.

  • nawet kiedy wszystko i wszyscy są przeciw Tobie. Właśnie dziś 13-go grudnia o godzinie 3:23pm wszystkie zegary zatrzymały się, sędzia podpisał dokument o odrzucenie sprawy i dalszego rozpatrzenia sprawy już nie będzie.

    Tyle ludzi zaangażowanych, łez wylanych, nocy nie przesanych, tabletek połykanych. Nareszcie prawda jest po naszej stronie.

    Teraz jako MAMUSIA mogę spać spokojnie, ale pisząc to po prostu płaczę. Czekałam na tę chwilę tyle lat i płaczę ze szczęścia.

    13-ty grudnia 2024 roku, piątek jest obłędnie szczęśliwym dniem w moim życiu.

    Wszystkim życzę szczęśliwego 13-go grudnia bez względu na dzień w tygodniu oraz rok.

  • Wiosny nie mam. Niebo mroźne. W ciepłe dni nie widać hieroglifów spalinowych jakie zostawiają po sobie samoloty.

    Czy wierzę w jakieś zababony, przepowiednie, wróżby?

    Gdy byłam młoda nie nadążałam za tymi zababonami. Przechodząc obok zakładu kominiarskiego, guzików mi brakowało, rąk też. Nigdy nikt nie powiedział jak długo ten guzik trzeba trzymać, aby to szczęście mnie odnalazło. Najgorzej było zimą bo rękawiczki trzeba było zdjąć, przez rękawiczki nie działało😀.

    Czarny kot przebiegł drogę, trzeba było zawrócić. Zastanawiałam się, dlaczego ma kotek przynieść nieszczęście? Do dziś tego nie rozumiem. Bo czarny? A rudy rzekomo to wredny, to popluć w cztery strony świata?

    Gdy swędzą ręce, będą pieniądze. Szybciej świerzb😀.

    Dziś…. Piątek 13-go.

    Więcej uwagi na drodze, chodnikach, schodach…..ogólnie być ostrożnym i reagować dość szybko.