ogryzekzycia

Nauczyć się być radosnym, kiedy serce płacze… Nauczyć się płakać, kiedy serce się cieszy… Nauczyć się dawać, nie dając… Nauczyć się brać, nie biorąc… Nauczyć się żyć, nie czując życia.. Nauczyć się ….miłości nie kochając… Nauka jest sztuką!!!!

  • A miałam spać długo i na pewno dłużej niż do białego rana. Za oknami ciemno i zapewne niezbyt przyjemnie. Jeśli ogrzewanie słychać to nie jest cieplutko na zewnątrz.

    Zdawało mi się, że słyszę jakieś odgłosy z parteru. Ale za wcześnie na wstawanie i za wcześnie na kawę.

    Otrzymałam pidżamę w prezencie świątecznym ( to jeden z nich). Pidżama welurowa podobnie jak moja poszwa na kołdrę i poduszki. Mięciutka, cieplutka i delikatna, ale…ściągacze przy spodniach są za słabe i nogawki od pidżamy po przebudzeniu, miałam pod kolanami. Teraz zastanawiam się jak temu zaradzić. Wyglądało solidnie ale solidnym nie jest, niestety. Wszelkie metki pozrywałam bo jeszcze przed północą wrzuciałam do prania aby nałożyć do spania. Pidżama mi się podobała chcę ją używać, tylko jest to jedno ale…

    Jeszcze na chwilkę wrócę do wczorajszej wigilijnej kolacji.

    Córcia robiąc dania wigilijne uwzględniła dietetyczne preferencje swoich gości. Syn mój nie spożywa cebuli, pora i selera. Pierożki, sałatka jarzynowa oraz kilka innych dań tych dodatków nie posiadały. Była wersja z dodatkiem tych warzyw. Łazanki sama robiła bo nie przepada za kutią z pęczakiem. Koreczki były wyśmienite. Gdy weszliśmy, stół był przygotowany. Syn jako, że po raz pierwszy był u mojej córci, został oprowadzony po pokojach. Był zachwycony rozkładem pokoi oraz wielkością domu.

    Kiedy ja rozmawiałam przy choince ze swoim dziećmi, Iv posprzątał ze stołu. Na nieszczęście zmywarka się zepsuła i naczynia zmywał ręcznie. Sprytnie mu to poszło może dlatego, że miał mentalnego coacha w pobliżu w postaci MMa. 😀

    Po powrocie pochowałam jedzonko do lodówek. Co zostawiłam a co przybyło. Nalałam winka i z córcią rozmawiałyśmy do północy.

    Poranek przewitałam otwierając frontowe drzwi stojąc na patio chciało się krzyczeć….wstawaj szkoda dnia……Powietrze czyste i rześkie. Jeśli kiedykolwiek się przeprowadzę to żal mi będzie tego widoku. Ja przed otwartymi frontowymi drzwiami a reszta domów poniżej. To nie jest poczucie wyższości czy kontroli, raczej uczucie możliwości patrzenia wyżej niż inni sięgają wzrokiem. Patrzenia ponad horyzont.

    Ciasteczk serowe jednak wciągają😋😋

    MM pochrapuje na kanapie, dosypia. Przeciwbólowe i antybiotyk robią swoją robotę. Czuje się OK. Wczoraj był jednak dla nas bohaterem. Chodził wolniutko, rozmawiał słabiutko ale był z nami. Za to my wszyscy jesteśmy jemu wdzięczni.


    Jest jeszcze poranek, wróciłam do łóżeczka, bo dlatego nie.

    Dziś czeka mnie przetransportowanie danych z jednego tel do drugiego. Córcia będzie „bawić” się z nowym Apple zegarkiem, syn nowym laptopem Dell, ja iphonem, MM podziwiać sprzęt do grilla bo teraz będzie miał wszystko w jednej walizeczce, Iv dostał w prezencie japoński nóż do kolekcji, zegarek na rękę do następnej kolekcji i każdy z nas otrzymał książkę i wiele wiele innych małych i dużych prezentów. Córcia pod choinką znalazła 😃maszynę do szycia oraz maszynę do gimnastyki trzęsafkę. Mikołaj był hojny jak zawsze.


    Przemieszczam się po domu czasami bez celu a czasami do kuchni w poszukiwaniu czegoś na ząb 🦷. A że dwie lodówki zapełnione, to za duży wybór. Napoje stoją nietknięte, zrobiłam sobie herbatę. Ryba po grecku kusiła lecz wzięłam taki samotny kawałek bez marchewki 🥕.

    Ludzie są jednak przekorni. Mają jedzenie to wybrzydzają, nie ma jedzenia to coś by zjedli. Za dużo źle, za mało też niedobrze.


    MM dziś bardzo dużo śpi 🛌 i odpoczywa. Jutro niestety, ale już musi pracować. W Ameryce nie ma drugiego dnia świąt. Też już do tego zdążyłam się przyzwyczaić.

    Dzień dobiega końca i poza lekką kolacją nic szczególnego już się nie zdąży ani zrobić ani też zjeść. Może jakiś film przy którym MM smacznie się zdrzemnie.

    Planowaliśmy spacerek ale MM zrezygnował. Jeszcze nie dziś.

    Życzę wszystkim dużo zdrowia w Drugim Dniu Świąt

  • Jaki ON będzie, zależy od naszego nastawienia, a więc reakcji na wszelkie bodźce płynące z zewnątrz.

    Ostatni raz w tym roku włączyłam piekarnik.

    Ostatni raz w tym roku zmieniłam pościel.

    Ostatni raz w tym roku rozmawiałam ze swoją najlepszą przyjaciółką.


    Wigilia w domu mojej córci była fantastyczna. Nie wiem jak to zrobiła ale wszystkie potrawy były sporządzone dzisiaj. Stół pięknie przystrojony. Mogłam podziwiać jej orgnizację i kreatywność.

    MM był z nami ale nie czuł się wyśmienicie, był na proszkach. Mało rozmawiał, podobnie z jedzeniem. Ważne że był i wiem, że dał z siebie wszystko. Po powrocie do domku bardzo szybko udał się do sypialni.

    Prezentów było bardzo dużo i wszystkie mordeczki były uśmiechnięte.

    Miłego Bożego Narodzenia wszystkim. 🎄

  • Przeddzień Wigilii

    Wczoraj zrobiłam listę na dziś, rzeczy do wykonania. Co było priorytetem wczoraj, dzisiejszego poranka już nie było.

    Muszę ze wszystkim dziś się wyrobić. Nie mam tego dużo, ale czasochłonne. Na nogach byłam przed 6am. Chyba tak jak u wszystkich osób, jak jest zadanie do wykonania to czas spania i odpoczynku jest skrócony.

    Wszystko zostało zrobione. Nawet ponad plan. Syn zamówił Karpatkę. Również upiekłam.

    Ale do łóżka to ledwo się doczłapałam. MM jedzie sam, jeśli będzie potrzebował pomocy to zadzwoni. Nie dyskutuje, bo upartego nie pokonam. powiedział ….to zabieg nie operacja, znieczulenie miejscowe a nie narkoza i dalsze bla bla bla…..

    Wiem, że on ma inną tolerancję bólu. Wiem też, że nie zadzwoni, no ja też nie dzwonię do niego a na pogotowie bo po co go martwić. Ot wraca do mnie to co jemu „prezentuję”.

    MIŁYCH I SPOKOJNYCH ŚWIĄT ŻYCZĘ

  • Na pierwszy ogień poszło ciasto na serowe ciasteczka.

    Drugie ciasto to półfrancuskie na rogaliki

    Trzecie na chlebek turecki. Trzy małe bochenki już się pieką.

    W międzyczasie zrobiłam sałatkę jarzynową, którą swoje brzuchy napełniliśmy.

    Chwilę odpoczynku i będę walczyć z ciasteczkami serowymi.


    Ciasteczka serowe upieczone. Nie zdecydowałam się na zakręcanie rogalików. Ciasto może pozostać w lodówce na noc.

    Z zaplanowanych prac się nie wyrobiłam ale jutro też jest dzień. Zdążę, jeśli nie zdążę to będzie tyle jedzenia, że z głodu nikt nie umrze.


    Czeka mnie jeszcze pakowanie prezentów.

    W tym roku jakoś inaczej reaguję, po prostu, nie zabijam się. Światełka jeszcze na zewnątrz nie podłączone. W te mroźne wiatry nie chcę wychodzić. Moje zdrowie jest ważniejsze od światełek. Na parterze wszystko pięknie udekorowałam. Piętro nie ma i nie będzie miało dekoracji.

    Ważne abyśmy byli zdrowi i szczęśliwi z bycia razem, a światełka będą może w następnym roku.

    MM będzie miał zabieg hirurgiczny w Dzień Wigilijny i to jest dla mnie ważne a nie światełka. Piekę i gotuję bo trzeba coś jeść. A wigilia? Jeśli MM będzie się czuł jako tako, to pojedziemy na Wigilię do córci, jeśli nie to prawdopodobnie córcia wszystko spakuje i przyjadą do mnie.

    Prawdopodobnie będę musiała jechać do szpitala wraz z mężem, syn niestety nie może pomóc bo pracuję. Ot i troszkę komplikacji powstało w ostatniej chwili.


    Bardzo dziwne zdarzenie.

    Siedzimy w wypoczynkowym przed choinką. MM pyta czy mógłby wręczyć prezent świąteczny teraz (niedziela 7:30pm). Moje myśli poszybowały, przestraszyłam się nie na żarty, serce załomotało ale łzy powstrzymałam. Odpowiedziałam…tak oczywiście…

    Prezent przyjęłam z ogrmną radością na zewnątrz, a niepokojem wenątrz.

  • MM zawózł pieska do salonu i mnie również odstawił do salonu. Trzeba pięknie wyglądać. Dostaliśmy zaproszenie na Wigilię do córci. Dziś prześle mi co powinnam przygotować. Gołąbki już wczoraj ugotowałam i zawekowałam. Pierwszy raz wekowałam chyba 2 tygodnie temu. Okazało się, że to bardzo dobry sposób na przechowywanie nie tylko przetworów ale żywności ogólnie. W Polsce robiłam przetwory, jak wszyscy. Tutaj w zasadzie to amerykanie nie tylko nie robią przetworów ale i nie gotują. Osobiście gotuję, gdy mam chęć na coś innego niż w restauracji. Na święta mam żelazne menu, bez żadnych zmian. Nigdy się nie znudzi bo gotuję raz w roku i właśnie to jest najlepsze bo nigdy się nie przejadło.

    Rybę lubię i kupiłam dwa gatunki, ocywiście mrożone filety. W Farmers Market można kupić świeżą, jeszcze pływającą ale kto ją będzie patroszyć i czyścić. Najbardziej lubiłam okonia i szczupaka. Tutaj kupuję ryby (filety) oceaniczne, hodowlane omijam wielkim kręgiem.

    Rybę jeść lubię ale zapachu nie lubię. Jeśli smażę, to robię to na decku na zewnątrz używając elektrycznej patelni. Pochłaniacz mam bardzo dobry ale mój nos wywęszy wszystko, więc aby siebie nie stresować wolę smażyć na zewnątrz. Nie cierpię zapachu jajek, bez znaczenia smażone czy gotowane, ale na zewnątrz nie wychodzę z przżądzeniem tego skromnego dnia. Jest wiele smacznych dań których nie przygotowuję. Jest też wiele przypraw, które doprowadzają mnie do szewskiej pasji. Każdy z nas ma jakieś danie lub przyprawy których nie je ze względu na zapach. Mam ich za dużo, ale jakoś sobie z tym radzę.

    Wracając do wigilijnego menu. W poniedziałek dopiero będę rozpoczynała gotowanie, Lubię świeże. Bigos wprawdzie już mam ale jutro zawekuję, będzie na święta.

    Chciałam dziś położyć na stół obrus świąteczny. Było ale … okazał się za długi i za wąski. Do zwrotu i tak bym zwróciła bo nie spodobał mi się, za dużo akcentów z Mikołajem.

    Przy moim świątecznym stole nikt, chyba po raz pierwszy nie zasiądzie. Możliwe że syn się pojawi w pierwszy dzień świąt. Drugi dzień świąt chyba on pracuje nawet nie pytałam bo 26-go grudnia nie mamy dnia wolnego. Ja mam urlopik.

    Pozdrawiam wszystkich świątecznie 🎄🎄

  • W pracy było bardziej świątecznie, niż pracowicie. Nie powiem, spieszyłam się bo czekało mnie wieczorne wyjście na koncert. W myślach przekładam ubrania które mogłabym nałożyć. Wszystko poukładane i zostało wyniesione na poddasze. A że nie planowałam koncertowego wyjścia to …gdzie tego szukać.

    Gdy po pokonaniu korków drogowych dojechałam do domu, czas zaczął się kurczuć. Byłam zdecydowana na rezygnację z koncertu, MM wyglądał na bardzo cierpiącego. Rozmowa o zostaniu w domu, została przez niego spacyfikowana.

    MM mniej rozmowny no i ta twarz, biało-szara. Dokładnie wiedziałam, że jest bardzo wytrzymały na ból ale siedząc na swoim krześle w teatrze, widziałam jego oczy zamknięte. Trzymałam jego za rękę, żeby mi nigdzie nie uciekał a dokładnie aby nie zemdlał. Robiąc dla mnie przyjemność oglądania koncertu, mógł zrobić za razem ogromną stratę. Żadne argumenty nie trafiały do niego. Jestem ogromnie jemu wdzięczna, za danie mi możliwości obejrzenia koncertu.

    Koncert? To było mistrzostwo świata!

    Video jest z YouTube ponieważ był zakaz nagrywania oraz robienia zdjęć.

    Chłopcy od 10 roku życia do 14 mogą śpiewać w chórze. Właśnie zostało pożegnanych pięciu z nich. Ukończyli 14 lat i niestety nie będą mogli już nigdy więcej w tej grupie wiekowej brać udział. Ich przygoda się zakończyła ale rozpoczną przygodę w innej grupie wiekowej chóru.

    Chłopcy (każdy z osobna) zostali przedstawieni z imienia, nazwiska i kraju pochodzenia. A byli z: Francji, Niemiec, Austrii, Rumunii, Korei, Ukrainy oraz Indii.

    Będąc w USA koncertowali w wielu stanach ameryki, mój stan był ostatnim. Nazajutrz mieli wracać do Europy.

    W międzyczasie zaproponowałam MMowi, wcześniejsze wyście z koncertu. W dalszym ciągu oponował. Po zakończeniu koncertu (jednak) zdecydował pojechać na pogotowie.

    Ciśnienie 210/100 to już nie zabawa.

    Wróciliśmy do domku po 2am (to już rozpoczynał się piątek ).

    Ciśnienie się unormowało.

  • Córcia jadąc w góry do NC zadzwoniła do mnie z informacją o spadających kometach. Moje wszystkie aparaty nigdy nie są w pogotowiu. No cóż, iphone musi wystarczyć. Lecę jak łabędzica omal skrzydłami nie zahaczyłam o drzwi. Już byłam na podwórku i krzyczę do telefonu….

    • Jest, widze, mam…oj to nie kometa to samolot
    • Oj mamusia, patrz uważniej i pamiętaj o życzeniach
    • Ale jakie życzenia córcia? Ja jak zawsze …wszystkiego najlepszego i dużo pieniędzy. Moja córcia hihicze

    No komety to ja nie widzialam, ale co można zobaczyć wśród łysych gałęzi i po kilku kieliszkach Egg Nog firmy Williams.

    „Złapałam” cudny księżyc nad moim domem.

    Córcia dojechała szczęśliwie w swoje góry.

    A co ja?

    Jestem nareszcie spokojna.

  • nawet kiedy wszystko i wszyscy są przeciw Tobie. Właśnie dziś 13-go grudnia o godzinie 3:23pm wszystkie zegary zatrzymały się, sędzia podpisał dokument o odrzucenie sprawy i dalszego rozpatrzenia sprawy już nie będzie.

    Tyle ludzi zaangażowanych, łez wylanych, nocy nie przesanych, tabletek połykanych. Nareszcie prawda jest po naszej stronie.

    Teraz jako MAMUSIA mogę spać spokojnie, ale pisząc to po prostu płaczę. Czekałam na tę chwilę tyle lat i płaczę ze szczęścia.

    13-ty grudnia 2024 roku, piątek jest obłędnie szczęśliwym dniem w moim życiu.

    Wszystkim życzę szczęśliwego 13-go grudnia bez względu na dzień w tygodniu oraz rok.

  • Wiosny nie mam. Niebo mroźne. W ciepłe dni nie widać hieroglifów spalinowych jakie zostawiają po sobie samoloty.

    Czy wierzę w jakieś zababony, przepowiednie, wróżby?

    Gdy byłam młoda nie nadążałam za tymi zababonami. Przechodząc obok zakładu kominiarskiego, guzików mi brakowało, rąk też. Nigdy nikt nie powiedział jak długo ten guzik trzeba trzymać, aby to szczęście mnie odnalazło. Najgorzej było zimą bo rękawiczki trzeba było zdjąć, przez rękawiczki nie działało😀.

    Czarny kot przebiegł drogę, trzeba było zawrócić. Zastanawiałam się, dlaczego ma kotek przynieść nieszczęście? Do dziś tego nie rozumiem. Bo czarny? A rudy rzekomo to wredny, to popluć w cztery strony świata?

    Gdy swędzą ręce, będą pieniądze. Szybciej świerzb😀.

    Dziś…. Piątek 13-go.

    Więcej uwagi na drodze, chodnikach, schodach…..ogólnie być ostrożnym i reagować dość szybko.

  • Nockę przespałam, można powiedzieć, całą. Z jednym przerywnikiem, przebudziłam się, ale nie sięgnęlam po tel żeby sprawdzić godzinę. Miałam nastawione budzenie, więc jeśli to nie alarm na budzenie, to nie było potrzeby sprawdzać czasu. Usnęłam dość szybko. Gdy zadzwonił alarm, mam ustawione swoje melodie lub piosenki, przebudziłam się delikatnie. Wyłączyłam alarm po to aby. usłyszeć za 15minut następny alarm z inną melodię.

    Do pracy rodacy. Zapowiadany deszcz padał z czego się cieszyłam, bo ziemia potrzebuje wody.

    Będę miała 2 dni wolne, jutro i pojutrze. Nikt mi nic nie powinien zmienić.


    Po pracy zajechałam po jedzonko. Postanowiła zadowolić swoje dzieci. Oboje są dziś w moim domku.

    Uszczęśliwiłam swoje dzieci i moje serduszko się cieszy.

    Jedno podnosiło cięzarki i robiło pompki, drugie meeting gonił meeting. Na piętrze MM mitingował się również.

    Młody opowiadał o dziewczynach, jak to dziwczyny jego podrywają. Było dużo śmiechu, córcia dawała jemu instrukcje, oraz powiedziała …. jesteś jak cukiereczek….🤣 Przystojny, zadbany, oczytany, ma swój wyjątkowy gust dot. ubiorów. Zresztą zawsze taki był.

    Córcia pracuje i w tej chwili uczy się obsługi rządu. Nie jest łatwo ale idzie do przodu. A „cukiereczek” zawodowo też nieźle

    Żartowaliśmy i porozmawialiśmy ciutkę na serio. Zanim MM zakończył pracę i zszedł na parter moich dzieci już nie było.

    Dostałam moc przytulasków.

    Z uśmiechem na ustach poczłapałam do sypialni. To był uroczy wieczór.

  • Na noc będę zmuszona przyjąć tabletkę na sen. Nie chcę po raz trzeci wstawać około 4am.

    Gdy już wszystkie wiadomości z kraju i ze świata przeleciałam, to pograłam w gry. Wiem doskonale, że pożerają czas, ale…..odstresowują. Tak działają w moim przypadku. Głowa jest zajęta tylko i wyłącznie graniem, bezmyślnym graniem.

    Niestety ale popracowałam i nawet nie troszkę przy dekoracjach w domku. Nie skończyłam ozdabiania na zewnątrz i wewnątrz. Choinka prawie na ukończeniu. Pozostało zawiesić sznury „perełek”. Dziś nie padało ale jutro zapowiadają deszcze. Chociaż jutrzejsza pogoda nie za bardzo mnie intersuje. Miałam jutro mieć wolne ale w ostatniej chwili zmieniono mi ustalony dzień z poniedziałku na wtorek. Nawet dobrze że jadę do pracy, odpocznę od dekorowania.

    Córcia już swoją 3 metrową choinkę udekorowała. Tylko prezentów brakuje pod choinką.

    Skłamałabym gdybym powiedziała, że nie jestem zmęczona. Nie często mi się to zdarza, a wiec jestem zmęczona. Żle na mnie wpływa to wczesne budzenie się, Jak dotychcsz tabletki nasennej jeszcze nie przyjmowałam. Tej nocy nie mogę przyjąć, mogę nie wstać do pracy a to już byłoby bardzo nieładnie.

    Dobranoc😴😴😴

  • Ponownie, obudziłam się 4:47am. Podobno organizm nie potrzebuje więcej snu. Jeśli tak, to dlaczego buzia otwiera się do ziewania, w ciągu dnia nie jeden raz a wielokrotnie? Jedno drugiemu przeczy, Ale co ja wiem, naukowo stwierdzono.

    Będę dziś ziewać, aby tylko szczęka z zawiasów nie spadła. Miałam takie zdarzenie i wcale nie podczas ziewania. To była nad wyraz komediowa historia. 🤣

    Już ziewam ale spać już nie będę.

    Jedyne co mogę zrobić, to zaplanować dzisiejszy dzień.

    1. Ozdobić dom na zewnątrz
    2. Kupić choinkę
    3. Przynieść pudła z ozdobami wewnątrz
    4. Nie planować ukończenia prac ozdobniczych w jednym dniu
    5. Wymyć okna, w kuchni i jadalni kuchennej.
    6. Pojechać po zakupy do budowlanego.

    Trochę za dużo jak na jeden dzień. Będe próbować wykonać plan przynamniej w 50%.

    Ze względu na pogodę, kolejność planu ulegnie zmianie.

    Ociepli się dopiero o 1pm.

    Ale pudła z ozdobami na zewnątrz mogę wynieść/wyciągnąć z rana, no nie teraz, jeszcze ciemno 5:57am.

    Nie wiem też, jakie plany na dzisiejszy dzień ma MM.


    Valerianki nie potrzebowałam, nie prosilam o pomoc to i zgrzytów nie było. Tak jak kiedyś napisałam, ja – mój maż. MM – ja, razem pracować nie możemy.

    Staramy się na ile to możliwe unikać prac nawet w pobliżu.

    MM w zasadzie nigdy fizycznie nie pracował, ale ma swoje koncepcje i 99,9% wzięte z ksieżyca. Po nieudanej próbie tzw. zepsuciu czegoś podczas naprawy nawet nie potrafi się przyznać do pomyłki/ zapsucia/schrzanienia. Chciałby być moim kierownikiem ale nie tędy droga.

    Ja jestem dla siebie: wodą, sterem, żaglem i słoneczkiem świecącym na niebie.

    Więc, ja taka, madra, wspaniała, zdolna, silna i prawie niezastąpiona, przytargałam sama pudła z piwnicy na parter oraz powynosiłam pudła z ozdobami na zewnątrz.

    Zrobiłam cappuccino i wypiliśmy we własnym towarzystwie, rozmawiajac o swiątecznych prezentach.

    Czego nie robi się dla spokoju? A że pot po plecach ciekł to dodatek dla orzeźwienia.

    Pojechaliśmy po choinkę. Ceny? No niestety w tym roku, mimo wysokich cen nie było ładnych choinek. Ta która mi się podobała, przy dotyku gubiła igły $350.

    Były i za 600$. Wysokie, ale nic co można postawić jako świąteczne drzewko. Moim zdaniem nie na sprzedaż, chyba że na ognisko. Skąd te ceny? To nie chleb, że potrzebuje gazu lub elektryczności do wypieku. Cena benzyny spadła, więc dowóz choinek powinien być na zeszłorocznym poziomie. Chyba, że szkółkę leśną podlewają wodą destylowaną.

    Wygląda na zdjęciu uroczo ale co do czego, nie było z czego wybierać. Przypominało mi to chorobę Heinego-Medina.

    Ostatecznie wybrałam drzewko za 250$. Córcia kupiła za 210$ wysokość ponad 3m. No cóż, bliżej miasta to się płaci drożej.

    Plan wykonany mniej niż 50%. Na choince zainstalowałam lampki i na tym zakończyłam sobotnie prace.

  • U mnie ciemności. Egipskie ciemności. Czasami na Ringu zapalam dodatkowe światło. Nasza prywatna lampa świeci ale chyba trzeba wkręcić inną żarówkę. Oświetlenie nad frontowymi drzwiami jest dobre ale za duża przestrzeń aby wszystko oświecić.

    Światełka świąteczne powinnam zacząć wieszać jutro. Od niedzieli do środy deszcz.

    To jest dom mojej córci. Ozdobiony delikatnie lecz ładnie. A może to moje oko matki tak widzi.

    Normalnie zawstydziła mnie. Zajeta innymi sprawami nie mialam czasu. W tym roku oświetlę swój dom bez szaleństwa. Nie dokupowałam ozdób w tym roku. Do kosza wyrzuciłam te światełka któryk nie mogłam rozplątać lub się niepalące. Nie będę tracić czasu na szukanie przpalonej żaróweczki, bez znaczenia od której strony zaczynam poszukiwania, zawsze jest na końcu sznura.

    Wieszać ozdoby jest łatwiej niż zdejmować. Zeszłoroczne MM zdejmował. Pierwszy raz to robił, zobaczymy jak posortował. Jeśli źle to będę psioczyć. Myślę że powinnam przyjąć Valeriankę.

    Jutro będzie +12C ostatni dzwonek na udekorowanie domu z zewnątrz.

  • Świąteczne porządki

    Nie rozumiem swojego mózgu. Mam jednodniowe wakacje. No i co? 4:41 oczywiście poranek. Zamiast spać do 9am, to ja sprawdzam internet. Podobno sprawdzone przez naukowców, że światło z komórki działa pobudzająco. Zrobiłam z siebie królika doświadczalnego. Wynik? POBUDZA!!!

    Idę zaparzyć kawę.


    W kuchni byłam sama, przed 5am MM miał meeting z Londynem.

    Temperatura o poranku +8C. Miła niespodzianka. W oddali już słychać wóz policyjny na sygnale.

    Organizuję sprzęt i narzędzia służące do remontu. Przemieszczają się wraz ze mną. Idąc kładę gdzie popadnie, później kłopot ze znalezieniem. Porządek będzie, może na godzinę, ale fajnie jest popatrzeć jak są w jednym miejscu. Mało tego, teraz są i na poddaszu. Istna tragedia ze mnie.

    Zamiast zająć się elekryką, zrobiłam ciasto na chałkę. Już rośnie.

    Chałka upieczona, delikatna i ciasto się rozwarstwia tak jak powinno. Sklepowe niech się schowają, mówię o polskich. Amerykańskie, w smaku są inne i ciasto jest ciężkie.

    Dziś będę za chwilkę piekła chlebek na śmietanie. Bardzo go lubię. Do niedzieli nam wystarczy.

    Oprócz pieczenia przygotowywałam również świąteczne nakrycie stołu w jadalni gościnnej. Niestety ale nie dokończyłam. Postanowiłam zmianę obrusu. A ten co mi się spodobał, dostarczony będzie w następnym tygodniu. Ale poskładałam do plastikowego ozdoby z inyka, to udało mi się dokończyć.

    Prezenty już prawie wszystkie zamówione. Choinkę czas kupować.

  • Nie były wakacjami dni spędzone w domu ale teraz muszę odebrać zasłużone wakacje. Jeśli nie zrobię tego to przepadną. Od poniedziałku będę brać po jednym lub kilka dni. Dziś muszę potwierdzić zaplanowane.

    Wymęczona wróciłam do domu. I jak męczęnica trwalam do nocy. Nie miałam chęci na rozmwy z MM. On nie pocieszony, a ja jak wiedźma. Strzelałam iskrami i ogniami. Ot nie miałam nastroju, ale czy muszę być zawsze w skowronkach. Skowronki odleciały do ciepłych krajów. Będę teraz królową lodu. Temperatury w nocy na minus ale śniegu i lodu nie ma. Będę biedną królową lodu bez lodu.

    Jest nadzieja, że jutro będzie lepiej.

    Miałam dziś szczęśliwy dzień, taki że zabrakło tchu i słów. Faktycznie tak było. Cieszyłam się, ale to wszystko zakłócone zostało jednym wyrazem twarzy, a że jestem z tych nad wyraz delikatnych, moja szczęśliwość zamieniła się w bryłę lodu.

    Jutro będzie lepiej.

  • Jeszcze jeden chlebek do kolekcji

    Z prac remontowych to jedynie przebrałam się w mundurek, wykreciłam śruby już z drugiej płyty podłogowej na strychu. Znalazłam niebieską elektryczną puszkę rozdzielczą zamontowaną do belki sufitowo-podłogowej…. i na tym koniec.

    Z prac domowych, upieklam Franch Bread a dokładnie, Pain de Maison Sur Poolish na patê fermentée.

    Taki ala zawas z suchych drożdży, mąki i wody, zabąblował po 6h i tak miało być. Następnie dodałam pozostałe składniki.

    W smaku bardzo dobry.

    Większość dnia byłam przy komputerze i rozmowach.

    Dzień bardzo szybko zleciał.

  • Dobra wiadomość: nie muszę schodzić na sam dół, widzę na kamerze, że łapka/pułapka wciąż jest pusta.

    Wniosek z tego płynie taki. Nie pozwoliłam myszkom na zadomowienie się, znalazły w innym domu lub budynku gospodarczym kącik na zbudowanie gniazda i przeczekanie zimy. One wcześniej wiedziały, że idą minusowe temperatury i zapewne spieszył się bardzo. Nie dałam im pozwolenia, mało tego nastawiłam całodobowy pogląd. Kto by się na takie warunki zgodził? Chodzić i niepokoić to jeszcze do przeżycia ale kamera, żadnej intymności.

    Tak, mam o poranku -1C. Zimno!!!

    Dziś i jutro jestem w domu. Na ile będę mogła, będę pracować przy elektryce. Zamierzam zainstalowanie puszek sufitowych i położenie kabla elektrycznego.

    No tak, aby coś naprawić trzeba coś zdemolować. Niestety pierwszej puszki nie udało się zainsalować od strony sufitu. Musiałam na strychu zdjąć jedną płytę podłogową. No i pojawiły się problemy. Płyta nie była przybita gwoździami lecz przyśubowana śrubami. Bardzo dużo czasu straciłam na poszukiwaniu wiertarko-wkrętarki. Śrub montażowych nie da się wykręcoć zwykłym śrubokrętem.

    Zanim znalazłam wiertarkę, zrobiłam przerywnik. Ostatni raz używał MM, więc głupotą byłoby pytanie jego….gdzie położyłeś…..odowiedź byłaby następująca….ja zawsze odkładam na miejsce. Czy dobrym miejscem jest bieliźniarka? Ostatnio pracował przy drzwiach do bieliźniarki. Nie, nie skończył bo nie zaczął. Postanowił, że kupi nowe drzwi. A mi to wszystko jedno, mają być i koniec. Mnie o pomoc nie prosi, to się nie wychylam.

    Ostatecznie znalazłam wiertarkę i przy pomocy MM, który trzymał tekturę od dołu przy suficie zainstalowałam puszkę elektryczną. Tekturę trzymał po to, aby puszka trzymała poziom i nie wystawała za brzegi sufitu.

    A wyszło dobrze. Teraz należy to wyrównać, zaszpachlować i pomalować, nawet pomimo, że oświetlenie wszystko zakryje. Oczy moje widzieć nie będą ale sama świadomość, że niechlujnie zrobiłam i zakryłam, nie dałaby mi spokoju.

    Następne zadanie nie było związane z remontem. Wymiana jednego oświetlenia na poddaszu. Przy instalacji tego oświetlenia straciłam około godziny. MM powtarzał, że on to zrobi, ale nie rwał się jakoś to tej tobity. W tym przypadku zaproponowałam MMowi, że ja to zrobię. To była wymiana nowego oświetlenia do starej elektrycznej puszki.

    Dstęp do miejsca gdzie należało wymienić jest dość skomplikowany. Wymęczyłam się i kilka razy użyłam niecenzuralnego słowa. Pracownicy budowalani ciągle używają wulgaryzmów czemu ja nie mogę. Nie, nie pomogło w pracy ale na nerwy było kojące. Wymordowałam się z wymianą ale zrobiłam solidnie.

    Następna puszka a w zasadzie tylko krążek czekał na zainstanowanie. Przy tym też się umordowałam. Musiałam wyciąć większą dziurę w suficie bo kanciak w miejscu centralnym był bardzo zużyty i nie miałam zdrowego i dobrego miejsca na wkręcenie śrub.

    Do zamontowanego nowego krążka, przykręciłam już część od oświetlenia. No i oczywiście zabezpieczyć dziury itd……

    Niestety ale nie położyłam nowego przewodu elektrycznego. Nie chciałam się zamęczać. Ale….odkurzyłam całe piętro.

    Jutro jeszcze jeden dzień w domu.

    Jeśli zakończę prace nad oświetleniem to będzie mi łatwiej. Nie będzie kurzu i bałaganu. Szafki jeszcze czekają na zdjęcie. Drzwi od prysznica również bo uszczelkę w drzwiach należy wymienić.

    I najważniejsze fuge bordową (odcień ciutkę inny) znalazłam. To najlepsza wiadomiść. Druga fajna, że nareszcie będę mogła spryskiwać się woda po kąpieli w wannie.

    Lustra też wymieniam i wiem jakie będą, może zmienię zdanie ale wątpię.

    Aaaaaa… sedes. Myślałam o podświetlanym, ogrzewanym i z bidetem. Dla mnie nie ma problemu elektrykę doprowadzić. Wody ciepłej już nie dopowadzę bo tutaj rury aluminiowe i na spaw. Ale czy na pewno chce te wszystkie bajery? Nigdy nie przesiaduję w toalecie z książką na kolanach. Ta część łazienki nie jest czytelnią.

    Mam nad czym myśleć, mam dużo jeszcze do zrobienia.

    Ale senes wymienię, pytanie na jaki.

  • Znów upiekłam chlebek

    tym razem na suchych drożdżach i mąki chlebowej. Jego nazwa brzmi Chleb Pireneje. Przepis z amerykańskiej książki kucharskiej. Bread cookbook.

    Chlebek na zakwasie, który piekłam tydzień temu jest już na ukończeniu.

    Dzisiejszego chlebka nie wystarczy na cały tydzień. Myślę, że we wtorek upiekę bagietki. Dawno je piekłam. No i MM przed chwileczką spytał o chałkę i chlebek turecki.

    Czemu nie? Nic i nikt mi rąk nie związał jeszcze. Oczywiście słyszę…usiądź, odpocznij, nie biegaj, nie pracuj….tyle co mój organizm potrzebuje: odpoczywam i siedzę, nie biegam już, po 25k kroków. Nie liczę i nie sprawdzam ile razy biegam po schodach na piętro-parter-piwnica-poddasze.

    Szykuję już ozdoby choinkowe. Czemu nie? W sobotę będziemy kupować choinkę. Do tego czasu powinnam przystroić mój domek.

    Prezentów jeszcze nie kupiłam. Córcia zamówiła maszynę do szycia. Syn – ma kilka pomysłów. MMa … mamwszystko, nicminietrzeba… nie wiem czy coś takiego znajdę. Iv czeka na jakiś pomysł. JA – maszynę do szycia taką lepszą, bo stareńką już wyrzuciłam, iphone, zegarek, ze słuchawek rezygnowałam, głowa za uszami boli. No i chciałabym aby Mikołaj podarował mi więcej wolnego czasu, który wykorzystam na prace remontowe. 😆

    Jak to będzie zobaczymy.

    Sylwester zarezerwowany i opłacony. 💃🏻💃🏻💃🏻💃🏻💃🏻💃🏻💃🏻Będę tańczyć.

    Tylko co ja na siebie włożę⁉️⁉️⁉️❓❓❓❓🤣

  • Żadnych niespodzianek podczas nocy.

    Żadna myszka nie odwiedziła mnie w nocy. Kamera pracuje, pułapka/łapka nie schwytała nieproszonego gościa.

    MM ma zadanie wybrać najlepsze z wielu oferowanych w internternecie, urządzenie ultradzwiekowe dla naszego domu. No i po konsultacji ze mną zamówić. Nie musi konsultować, zatwierdzę w ciemno. W tej kwestii zdaję się całkowicie na niego.

    Po prostu nie mam czasu ani ochoty przechodzić przez masę instrukcji obsługi małego urządzenia odstraszającego małe myszki jak przez instrukcję nawigacji statku kosmicznego.

    Oj wiem, że dziś niedziela ale kilka dni wyskoczyło mi z kalendarza remontowego, więc trzeba jakoś to nadrobić.

    Na pewno nie będę pracować na pełnych obrotach, ale lepsze to niż siedzenie przy jakiejś telenoweli. Mogę swoją napisać, a byłoby co czytać lub oglądać. 😆

    Nałożyłam swój już zużyty roboczy mundurek. Po drugiej kawie MM zaproponowa wyjazd do sklepu budowlanego po spray odstraszający myszy. Ultradzwięków nie kupiliśmy bo za słabe reviews, w zasadzie na minus. Kupiliśmy listwy, gwoździe do pistoletu sprężarkowego i wiele innych potrzebnych do remontu rzeczy.

    Ale najważniejszy zakup jest na zdjęciu. 🤣🎅🎅🎅🎅

    Przedstawiam mego nowego narzeczonego. 😃

    Jest bardzo urodziwy, milczący i szalenie przyjacielski. Z tańcami będzie trochę klopotu bo wszędzie targa ze sobą zielony worek. No cóż. Jak najdze mnie ochota to dla niego będę tańczyć, bo jak szaleć to szaleć.

    Z prac remontowych nic nie wyszło bo musiało tak być. Czasami podejmuje dobre decyzje. 😀

  • Nie tak dawno czytałam o tragedii jaka wydarzyła sie na polskiej wsi. Zdarzenia były dwa i oddalone od siebie znaczną odległością. Gospodarstwo rolne zostało zaatkowane przez gryzonie, myszy. W domu zamieszkiwali rodzice ich syn z żoną i dziećmi. Starszy pan kupił przez internet trucizne i obłożył nią dom od wewnątrz. Dzieci a jego wnuków nie udało sie uratować, ich rodzice byłi w ciężkim stanie i to co pamiętam starszy pan również umarł. Później media już nie pisały o stanie zdrownia poszkodowanych. Za kilka dni była również podobna sytuacja. Dzieci bawiące sie na podwórku, straciły przytomność. Zatruły się oparami od trutki na mszy. Trutka została rozmieszczona wokół domu. Nie pamiętam czy była wzmianka o stanie zdrowia tych dzieci.

    Nie kładę żadnej trutki i jestem nawet przeciwna położenia naftaliny do wystraszenia myszy. MM proponuje a ja jestem przeciwna każdej trutce na gryzonie. Na odstraszenie można zastosować amoniak (podobno). Nie jestem pewna czy zapach nie jest szkodliwy dla ludzi. Poinformowałam MMa, że jestem przeciwna.

    Od chwili wprowadzenia się do tego domu, minęło 13 lat. Nie mieliśmy problemu związanego z myszami. Aż tu nagle, cztery trupy z dzisiejszym a jedna mysz połamała pułapkę na myszy i oczywiście zwiała.

    Jedna zrobiła tak rumor na strychu, że nie wiedziałam co i gdzie się dzieje. Takie odgłosy dochodziły, że przypominało mi demolowanie mebli. Pułapka była przymocowana drutem. Biegałam od piwnicy aż po strych aby zlokalizować ten hałas.

    Jeszcze się wierciła. Zeszłam na piętro, nie chciałam patrzeć. Zanim MM doszedł już oddała ostatnie tchnienie.

    Dzisiejsza była w części kraulowej. Znów musiałam „pływać’ mimo, że nie umiem to tym razem ruchy kraula wychodziły mi wyśmienicie. Po oczyszczeniu miejsca, postawiłam pułapke oraz nieopodal kamerę. Nie nastawiam w kamerze czułości na ruch, bo jeśli coś sie poruszy to zbudzi mnie w środku nocy.

    Licząc 5 myszy w tym uciekinierkę to jest już dużo. Nie rozumiem 2 myszy w części kraulowej. Jeśli weszły, to dlaczego nie wyszły. Pułapkę zastawiłam dopiero dzisiaj. Ta część nie jest zamknięta jest otwór przez który ja moge się wczołgać to one tym bardziej się prześlizgnąć. Może kamera da mi odpowiedź na to pytanie.

    Na wiosnę będę musiała zrobić porządek w części kraulowej. Pozalewać betonem wszelkie otwory i otworki. Sprawdzić wietrzniki które są niezbędne oraz wymienić tą zwykłą folię na profesjonalną służącą tylko i wyłącznie do takich pomieszczeń, a nasz dom nie jest żadnym ewenementem. Sprawdzić przewody jakie są tam położone i niepotrzebne usunąć. Nie są to przewody typowo elektryczne bardziej telekomunikacyjne oraz do domofonu, głośników muzycznych które usunęłam z całego domu. Sprawdzaliśmy wcześniej, nie działały, a i model starodawny, były bezużyteczne.

    Czeka mnie bardzo dużo pracy. Mam nadzieję na dobry zarobek u MMa. Wycena takiego projektu przekracza 10k$. No to wiem co będzie po zakończeniu projektu, wypijemy na decku cappuccino. Które sama zaparzę.

    Oj tam, oj tam, jeszcze nie zaczęłam a już marudzę. Jeszcze jednego nie skończyłam a już liczę kasę z niezaczętego projektu.


    Nie jest tak tragicznie. Puszki sufitowe elektryczne już kupione, przewód elektryczny do dodatkowego gniazdka na przełącznik również. Inne niezbędne materiały elektryczne i nie tylko, leżą i czekają na rozpoczęcie prac. Listwy sufitowe obejrzane w sklepie i zatwierdzone, że takie mają być a nie inne. Listwy ułatwią mi zadanie. Nie będę instalować taśmy i nie będzie szpachlowania, a po wyschnięciu szlifowania. Teraz jestem na etapie poszukiwań fugi bordowej ostatecznie czarnej, może ciemnej brązowej. Nie jestem zdecydowana, ponieważ bordowy ma oddcienie, a ja potrzebuje konkretnego koloru. Czarny jest czarny, również czarny jaśnieszy lub nie, ale szybciej go kupić niż bordowy.

    Sobota była dniem walki z myszami. No cóż nie wszystko co małe i ładnie wygląda jest przyjazne.

  • Zawsze tak jest jak święta to zrywam się skoro świt, żeby zdążyć ze wszystkim. Wydawałoby się, że nas tylko w ilości trzy osoby ale trzeba jednak przygotować względnie dokończyć gotowanie. Przy pustym stole jakoś dziwnie byłoby siedzieć. Loście kapusty wczoraj ugotowałam na parze. Ale mięsko należało zmielić, ponieważ wczoraj jedynie pokroiłam w kosteczkę i przyprawiłam. Postawiłam ryż w ryżownicy do gotowania. W ubiegłym roku zapomniałam i gołąbki były jedynie OK. Zanim się w kuchni na dobre rozkręciłam przyjechała córcia Iv. Zajechali w drodze do Iva mamy, po chlebek dla przyszłej teściowej mojej córci. Córcia przywiozła ciasto z malinami. Od razu spróbowałam, było na prawdę pyszne. To była chwilka z córcią, pojechali w dalszą drogę.

    Z mięska na gołąbki upiekłam kilka kotletów, do sprawdzenia, spróbowania czy dobrze mięsko jest przyprawione. MM w tym czasie grillował indyka, szynkę wstawił do piekarnika. Gotowanie i szykowanie zeszło nam do godziny 4pm. Syn mój przyszedł kilka minut po 4pm i rozpoczęliśmy ucztę. MM jak zawsze opowiadał nam historię dzielenia się jedzonkiem. W następnej słodkiej części ucztowania, mężczyźni rozmawiali na wiele tematów, zahaczając troszkę o politykę. Nikt nikogo nie chciał do niczego przekonać. To była prawdziwa wymiana poglądów.

    Dzień Dziękczynienia upłynął w przyjemnej atmosferze oraz w przyjemnych zapachu dań, słodkiego ciasta oraz cappuccino.


    Na piątek zaplanowałam leniuchowanie. Tego będę się trzymać.

    Pozdrawiam serdecznie

  • W domku byłam już o 5pm. Chwilka odpoczynku i zakasałam rękawy, aby ze wszystkim zdążyć na Thanksgiving.Rozpoczęłam działania kuchenne. W pierwszej kolejność ruszyłam do ciasta chlebowego które rosło przez 10 godzin. Ciasto przełożyłam do foremki i pozostawiłam do dalszego wyrastania na około 2 godziny. W tym czasie wyjęłam świeże mięsko z kosteczką, którą trzeba było wykroić na zupkę ogórkową. Garnek z wodą już bulgotał. W niedzielę kupiłam dużo marchwi, buraków i pietruszki w Farmers Market. Poszatkowane warzywa popakowałam w woreczki foliowe i przeniosłam do zamrażalnika. te warzywa w robocie i mrożę. Zawsze mam gotowe warzywa na szybkie gotowanie zupy. Buraczki użyję do barszczu czerwonego i do tuszonych buraków, na Święta Bożego Narodzenia. Warzywa do sałatki jarzynowej pokrojłam w krajalnicy. U mnie sałatka jarzynowa nazywa się sałatka z majonezem, ponieważ tylko taką nazwę MM pamięta. Zanim zakończyłam prace nad mięskiem małam już wyparzone liście kapusty na głąbki. Kiedy zupa ogorkowa bulgotała, upiekł się chlebuś.

    Szynka i indyk jest zajęciem MM więc, nawet nie ruszałam.

    Zwykle dania na stół świąteczny na Thanksgiving MM szykuje, ale w tym roku (podobnie jak poprzedni) gotowałam gołąbki i chyba już mi tak zostanie.

    Ugotowałam jeszcze jajka bo syn nie wyobraża świąt bez jajek.

    Po posprzątaniu kuchni, bo nie wyobrażam sobie zostawienie kuchni jako pobojowisko, przeniosłam się z lampką wina. Strzałki zegara pokazywały prawie północ, poczłapałam do sypialni.

    To był bardzo męczący dzień.

  • Już od kilku dni wiedziałam, że córcia z Iv, jadą do jego mamy, która mieszka w NC. Wygląda na to, że następne święta Dziękczynienia będą spędzać z jego mamą, a Boże Narodzenie ze mną. Nie jestem przeciwna takiemu podziałowi, nie jestem przeciwna gdy któregoś roku zapowiedzą wyjazd na wczasy w Święta Bożego Narodzenia. Życie jest takie krótkie, nie potrzebne mi są jakieś niedomówienia, przymuszania lub obrażania. Córcię, można powiedzieć mam na co dzień, młodzi powinni żyć swoim życiem, nie zapominając o rodzicach.

    Starsza córka MMa zapowiedziała, że nie pojawi się, indycze święto będzie obchodzić ze znajomymi. Jak zadecydowała to tak i będzie, nie pierwszy raz i nie ostatni. Młodsza również zapowiedziała, że naszego miasta nienawidzi i nie przyjedzie. Ale gdyby zasponsorował bilet lotniczy i dwie skrzynki wina to by na własnych skrzydłach przyfrunęła. Ale jestem wredna. Co ma miasto wspólnego z własnym ojcem, tylko jej jest to wiadome. Oczywiście MM był niepocieszony ale co ja mogę? To są relacje córek z ojcem. Kiedy daje kasę one są, jeśli nie daje to ich nie ma. Nie mogę nic na to poradzić, oprócz tego…chcesz je widzieć to płać….. więc nie płaci. Przykre, ale prawdziwe.

  • Po pracy zajechałam do banku. Obsługiwała tylko jedna kasjerka i na nieszczęście ta której nie lubię, powodem mojej awersji jest jej powolność, ślamazarność. Rozumiem chce być dokładna, ale ona pracuje na tym stanowisku ponad 5 lat. Na tym stanowisku to tylko wpłaty, wypłaty, transfery. Po za okienkiem już w gabinetach załatwia się inne finansowe operacje włącznie z otwieraniem i zamykaniem konta bankowego. Tak ogólnie opisałam. Pracy doktorskiej pisać nie bedę i badań z tym związanych przeprowadzać też nie. Przed okienkiem stał jeden klient, ja byłam druga. Pani kasjerka sprawdzała wbijane dane powolutku, kilkakrotnie poprawiając okulary na swoim nosie. Zależało mi na przeprowadzeniu operacji finansowej w tym dniu a nie innym. W pobliżu mego domu zamknięto dwa oddziały banku, jestem zmuszona korzystać z banku nieopodal biura. W tym banku są 4 okienka do obsługi klientów wewnątrz budynku a jedno okienko dla samochodów. Niestety było czynne tylko i wyłącznie jedno w środku budynku.

    Znam tę panią z widzenia bo bardzo często mnie obsługuje, ale bardzo lubię inną fajną kobietkę, zawsze zamieniamy kilka zdać. Z tą starszą panią nie ma mowy o nawet grzecznościowej rozmowie, służbowo i to wszystko.

    Facet odszedł od okienka, wypłacił skronmą kwote bo maszyna licząca banknoty zrobiła szurr i po wszystkim. Nie słyszałam aby wydrukowali banknot o nominale milionowym. Może to było 700$, załatwianie klienta trwało ponad 30 minut. Pani zrobiła jeszcze kilku minutowa przerwę. Zdziwiona byłam, bo stresować się nie było czym, żeby odchodzić od stanowiska pracy Podeszłam wreszcie do okienka, uprzejmie się przewitałam i jak zwykle jak się masz. Zachowywała sie jakby pierwszy raz widzi moje konto bankowe na swoim komputerze. Gapi sie i gapi jakbym była milionerką,

    No nie wygrałam w totka, bo nie gram. A jak grałam to też nie wygrałam. Smutne.

    Nie spieszno mi było, więc uzbroiłam się w cierpliwość. Co innego mogłam zrobić.

    Po powrocie do domu, zaplanowałam że biorę wolne od remontu. Co można zrobić w przeciągu nie całych 2 godzin. Przebrać się w ciuchy robocze, przystawić drabinę pogapić się w dziurę w suficie i …..na tym koniec.

    Zrobiłam to co zaplanowałam.

    ODPOCZYNECZEK!

  • To, że na 8am mam zawieźć pieska do salonu piękności to od tygodnia wiem. Zazwyczaj MM tym się zajmuje. Dziś od rana ma meetings, obowiązek o zadbanie o pieska spadł dziś na mnie, nie tylko zawieźć ale i odebrać trzeba pieska. No cóż posiedzi już upiękniony piesek w klatce.

    Niespodzianką była paczka, która dostarczona była po 10pm wczorajszej nocki pod frontowe drzwi. Całkowicie zapomniam o zamówieniu.

    MM otworzył paczkę, a tam oświetlenie do kabiny prysznicowej. Wodo i paro odporne z zamontowanym spikierem bluetooth. Bardzo mi ułatwi życie ten nowy nabytek. Teraz to i tańczyć będę mogła pod prysznicem. Och jakbym tego nie robiła. 😆


    Cdn…. lecę oddać pieska do strzyżenia i do pracy🚘

    Nawet czasu już nie ma na pisanie. 7:30 pm przestąpiłam próg domku. MM przygotował kolację ale dla mnie nie do jedzenia a pod prysznic i spać.

    Bardzk dużo domów mają już świąteczne oświetlena. Plac przy kościele w tym roku był pusty, nikt nie wydzierżawił na sprzedaż dyń. Od zawsze sprzedawano dynie a po dyniach świąteczne choinki.

    Na placu już od soboty sprzedają choinki. Kupię po indyku i światełka będę zawieszać na zewnątrz również po indyku.

    W tym roku nie będę szaleć z ozdobami na zewnątrz bo przy moim remoncie to brakuje mi czasu wszystko obrobić.