ogryzekzycia

Nauczyć się być radosnym, kiedy serce płacze… Nauczyć się płakać, kiedy serce się cieszy… Nauczyć się dawać, nie dając… Nauczyć się brać, nie biorąc… Nauczyć się żyć, nie czując życia.. Nauczyć się ….miłości nie kochając… Nauka jest sztuką!!!!

  • Wczorajszy dzień miałam trochę luźniejszy. Jak w każdy weekend (w czasie mniejszych upałów) śniadanko spożywamy na decku. Słońce wogóle nie pojawiło się przez cały dzień ale i dziś ono nas nie zaszczyci swoją obecnością na zachmurzonym niebie.

    Wykańczam bieliźniarkę. Pomalowałam listwy przypodłogowe, sufit został jeszcze do pomalowania. Mogłabym zostawić jak jest, ale nie zostawie dla własnej świadomości, że nie jest dobrze, nie jest ładnie. Pomaluję dziś, no i co, że niedziela. Zajmie mi to może pół godziny, może godzinę. Ale będzie ładnie.

    Między remontowymi pracami, postanowiłam zadzwonić do przyjaciółki/koleżanki. Rozmawiamy przez komunikatory ale w większości przypadków ona nie włącza kamerki. Jak nie to nie, nie mam nic przeciwko temu. Chociaż fajnie byłoby porozmawiać z kimś kogo się widzi, nawet jeśli to jest tylko ekran. Na moje prośby włączenia kamerki słyszałam…porozmawiajmy tak bo nie wyglądam dobrze….

    Wysyłałam zdjęcia moich prac remontowych, aż pewnego razu poprosiła o przesłanie rozmiarów i informacji dotyczącej moich listew podłogowych. Jej mąż. nabrał chęci na samodzielne położenie paneli w podpiwniczeniu, a że mają tam jeden pokój to szybko i sprawnie jemu pójdzie i poszło.

    Kupili panele podłogowe lecz wymienili na bardziej jasne. W tym samym czasie Jej mąż skończył co ja.

    Wczoraj poprosiłam aby pokazała mi ułożoną podłogę. Włączyłyśmy kamerki w telefonach.

    I…konsternacja.

    Kim jest kobieta pod drugiej stronie kamerki? Dlaczego tak wygląda?

    Na pytanie o zdrowie, zadane 2 tygodnie temu odpowiedziała …wszystko dobrze, czuje się świetnie. Wczoraj podobna odpowiedź.

    Wyczekiwana od lat emerytura nadeszła, a z nią zaniedbanie. Zaniedbanie wszystkiego, co dotyczy wyglądu. W myślach prównałam ją do swojej mamusi. Mamusia moja zdała egzamin z tego porównania. Ale…. nie powinnam mojej koleżanki do nikogo porównywać bo na tę chwilę mogę zrobić krzywdę innym osobom.

    Przykro mi się zrobiło, nie mogłam wypowiedzieć, co kiedyś szczerze wypowiadałam…jak ślicznie włoski masz zrobione….

    Przez braki w uzębieniu, owal twarzy się zmienił. Wyglądała bardzo bardzo źle a wręcz tragicznie.

    Przykro mi było na moją koleżankę patrzeć. Zawsze dbała o pełne talerze, ale teraz gdy jest na emeryturze ma czas aby chociażby włoski zaczesać. Ale chyba go nie ma, a w zasadzie jej się nie chce. Bo po co?

    ….nie używam kremów bo to chemia… powiedziała…

    Nie pytałam, nie komentowałam, starałam się ukryć moje zaskoczenie, chyba nie udało mi się.

    Po rozłączeniu się z nią, przez dłuższą chwilę nie mogłam pozbyć się szoku, jaki mnie ogarnął.

    Stwierdziłam w myślach… wolę „chemię” niż to co moja koleżanka pokazała….

    Wolałaby sztuczną protezę od wycieczki do Japonii.

    Każdy z nas ma wybór.

    Wybrała to co dla niej było ważniejsze.

    Minęło 24 godziny a ja jestem w dalszym ciągu w głębokim szoku. Jak można doprowadzić się do takiego stanu. Gdybym jej nie znała… ale chyba nie znam z tej strony.

    Spotkania towarzyskie – nie dawały pełnego obrazu charakteru? ale znam ją wiele wiele lat. Nasze rodziny się znają. Była fajną dziewczyną, kobietą, może nie dbała za bardzo o wygląd ale nigdy nie widziałam jej w takim stanie zaniedbania. Czekała na emeryturę, że nareszcie i takie tam gadanie. Nie mogłam zrozumieć co na tej emeryturze takiego fajnego, że tak z utęskieniem czeka. Pamiętam mojego Tatusia, po pół roku na emeryturze, zatrudnił się ponownie i przepracował 7 lat. Zawsze powtarzał, trzeba być wsród ludzi, nie wolno się zamykać. Kochał młodzież i dyskutował z nimi o wszystkim. Nasz dom był zawsze otwarty dla gości i ludzi w potrzebie mentalnej.

    Moja koleżanka, czekała na emeryturę jak na zbawienie….. usiądę z książką i będę czytać, nie będę nigdzie się spieszyć i obiad zawsze będzie na czas….

    Czy pełen bęben jest ważniejszy od zaczesania włosów? Jak spożywać ten obiad bez uzębienia? Czy moja koleżanka ma lustro czy je już zasłoniła jakąś płachtą? Nie biorę pod uwagę tych głębokich zmarszczek, na to, nie mamy wpływu ale włosy jedynie grzebienia lub szczotki potrzebują. Eksponowanie pomarszczonego dekoltu nie jest miłym widokiem.

    Może za dużo wymagam.

    To po to tak czekała na emeryturę, żeby pokazać się wszystkim jak baba jaga?

    Tak, jestem zła na nią. Powiedzieć na razie nie mogę. Ale na pewno będzie okazja i powiem, bo nie pozwolę żeby jeszcze głębiej się staczała.

    Depresja? Czy całkowity zanik osobistej estetyki?

    Nie wiem. Ale nie podejrzewam żeby depresja. Bo z tych wcześniejszych rozmów, wynika, że teraz ma to co chciała.

    Możliwe, że dopiero teraz jest sobą i nie musi do niczego się zmuszać.

    Tylko…..czy dbanie o siebie jest zmuszaniem się.

    Może czegoś nie rozumiem.

    Może za dużo wymagam?

    Może nie jestem wystarczająco empatyczna?

    Tylko czy ona pomyślała o mnie? Czy ona była empatyczna dla mojego odczucia „piękna” ewentualnie zwykłej estetyki?


    Idę pomalować sufit w bieliźniarce, dobrze mi zrobi praca fizyczna.


    Pomalowanie sufitu i ścian do pierwszej górnej półki zajęło mi nie całe pół godziny.

    Myślę, że jeden raz w zupełności wystarczy. W zasadzie jest to poprawienie tego co sknociłam. Do bieliżniarki zrobiłam swój kolor, zmieszałam trzy kolory i ostatecznie wyszedł mi ciekawy pastelowy kolorek. Porządkując półki w garażu zdecydowałam wyrzucić farbę. Bieliźniarka skończona, po co magazynować farbę w plastikowych kubkach, tym bardziej, że wszystko wyglądalo perfekcyjnie. Układając podłogę w bieliźniarce spostrzegłam, że biały sufit i ściana przy suficie dalekie są od perfekcji.

    No cóż, takiego samego kolorku to ja nie spodziewałam sie osiągnąć, więc żadnej próby nie podjęła. Zdecydowałam, pomalować na biało sufit i ściany do pierwszej górnej pólki.

    Jak wyszło?

    Czekam aż wyschnie ale już wiem, że będzie dobrze i moje odczucia estetyki będą zaspokojone. 😃


    Słoneczko wyszło, świat nam rozjaśniło.

  • Miła niespodzianka.

    Malując MM office zdjęliśmy jego wiatrak z LED światłem. Za dużo powiedziane zdjęliśmy. On zdjął. Byłam przy nim, pomagałam ile mogłam, ale jak uparty osioł powiedział po raz kolejny, że elektryki nie trzeba wyłączać to zostawiłam go samego z tym balansem, nie chciałam go łapać jak prąd strzeli w niego i chyba i nie ratować bo nie znam się na ratownictwie. Zostawiłam go z tym problemem. Jeśli taki odważny to niech zostanie umarłym bohaterem. Oj wiem i ja wiem, również jestem uparta. Dwa horoskopowe lwy, niby czego można się spodziewać. A że jestem lwica to bić się o byle co nie będę.

    Cały i zdrowy, ale co poniszczył przy suficie to poniszczył. Ale o tym niszczycielskim procederze dowiedziałam sie dopiero w tym tygodniu. Kiedy…czy mogłabyś zerknąć, jak podłączyć wiatrak?…spytał

    My nie umiemy pracować razem a nawet w pobliżu. Tego nie potrafimy robić, on mądry a ja mądrzejsza lub odwrotnie. On pojechał do pracy, ja na drabinę, wzięłam kontrolkę, “przejechałam” po przewodach i gołych drutach…oj oj pomyślałam i poszłam do rozdzielnika wyłączyć prąd, tylko tyle ile mi potrzeba, Nie wyłączałam głównego zasilania. Po powrocie, jeszcze raz kontrolkę w rękę, dla sprawdzenia, czy na pewno nie mam napięcia w przewodach. Wszystko dobrze, ale to co tam było to o pomstwę do nieba prosiło. Kto to robił? Ależ wiemy pan złota rączka, był dobry w swoim dziele ale nie zawsze mu się udawało. W tamtym okresie remontów nie robiliśmy i nie szukaliśmy innej złotej rączki, bo on był na telefon, jak pogotowie ratunkowe. Wyjechał do innego stanu.

    No cóż, wysiągnęłam bliżej jedne przewody ale było ich za dużo, inne zostawiłam, pozrywane albo druty bez żadnego zabezpieczenia sciśnięte byle jak. Jeśli ktoś łączył tak dziwacznie to dla mnie pozostało, wszystko odinstalować i pozostawić przewody podstawowe. Nie był haka na zawieszenie, to co było to tylko dwie śrubki mocujące. Zrezygnowałam. Dobrze, że przy takim połączeniu jakie złota rączka zostawiła, dom nie spłonął.

    Nie jestem elektrykiem ale położyłam nową elektrykę w podpiwniczeniu, połączyłam wyłączniki systemem schodowym. W jednym miejscu zapalasz w innym gasisz i na przemian.

    Wszystko sprawnie. Oświetlenie sufitowe. Wiatrak z lampą działa do dziś…..wszystko działa.

    Ale tego podłączenia się nie podjęłam. Ktoś odwalił fuchę a ja mam naprawiać. Przewody przedłużać, kostki do przedłużania kupować. Więcej kombinacji niż roboty.

    Oświetlenia w łazienkach i instalowałam ale … to co jest po zerwanym wiatraku jest na moje umiejętności ale nie podjęłam się.

    Po pierwsze hak, gdzie on jest i jak był zawieszony wiatrak o wadze na pewno nie 1kg.

    MM wrócił z pracy, przedstwiłam swoją opinię, ale anim zaczęłam te opinię przedstawiac poprosiłam o MILCZENIE. Ma prawo usta otworzyć kiedy pozwolę. Dostosował się.

    Na zajutrz zadzwonił do firmy.

    Nie dopytywałam kiedy ktoś przyjedzie i podłączy bo to przecież nie piekarnia. Gdy wróciłam z pracy … zobaczyłam zainstalowany wiatrak. Panowie nad podłączeniem go pracowali ponad dwie godziny. Podobno zaczęli od zainstalowania haka. Oj to nie łatwo byłoby mi to zrobić. Nie powiem, że nie możliwe.

    Weszłam na piętro, nie zauważyłam zainstalowanego oświetlenia na holu. Ni co? Nie zauważyłam, głowy nie podnosiłam do góry bo i po co. Żarówki zwisające na drucie. Bo tak zainstalowałam, temporary. Oświetlenia leżały na półce w garażu. No normalnie ręce tam nie sięgały. Za dużo miałam do zrobienia.

    Obejrzałam wiatrak MMa. Wysłuchałam jego relacji z instalowania tegoż wiatraka. W końcu MM pyta … nie zauważyłaś nic więcej?…

    No i nie zauważyłam. Kiedy poprosił o spojrzenie do góry…. Jeju jaka była moja radość to było jak wygrana w totka i to miliony a nie milion. Cieszyłam się i nie mogłam uwierzyć, że ktoś mi w końcu pomógł, że zadbał o moje dobre samopoczucie i moje szczęście. Ktosiem był mój mąż. Nie ważne że to nie on osobiście ale …pomyślał aby panowie zawiesili oświetlenie w ilości szt 2.

    Skakałam, piszczałam, śmiałam się, obcałowałam i obściskałam MMa. To była ogromniasta niespodzianka.

    Identyczny mam na korytarzu przy drzwiach frontowych. Drugi na holu przy schodach i trzeci przy drugich schodach.

  • Wyszłam na deck już po 7am. Pogoda 17C sle jak zauważyłam kilka lat temu, te 17 nie jes polskie 17, to jest cieplejsze. Może tylko tak odczuwam. Nie ważne, ale przjemnie jest posiedzieć na decku przed wyjazdem do pracy i jeszcze w pidżamie.

    No nie ma takuej możliwości aby jakiś owad mnie pominął. Zabiłam osę. Najpierw strzepnęłam jako owada, bez zastanawiania, póżniej MM zrobił z tego owada placek. Placek po obejrzeniu okazał się pszczołą.

    No i szkoda, że została zabita.

    Za późne na żale.

    W tym tygodniu prace remontowe wstrzymane.

    Możliwe, że w sobotę zacznę zdrjmować wykładzinę w sypialni.

    Zależy to od moich powrotów z pracy oraz chęci to robót fizycznych.

    To co do tej pory zrobiłam wygląda elegancko. Na razie patrzę, podziwiam i odpoczywam po pracy na decku.

    Korzystam ze wspaniałej pogody.

  • MEGAMILION…..

    Wystarczyło wczoraj przebudzić się po 4am i dzisiejszy ciemny poranek przewitałam również o tej samej porze.

    Przewrotna natura człowieka.

    Prezentacja 16-tki

    No

    I mnie trafiło.

    14-tkę ominęłam bo nie było wiele zmian.

    15-tka rzekomo była ciut felerna to się wstrzymałam.

    16 pro max To coś dla mnie, zegarek i słuchaweczki.

    Taki prezent pod choinkę CHCĘ‼️‼️

    Oj. nie tylko chcę ja to muszę mieć!

    MM niech staje na rzęsach tak jak ja staję aby skończyć całe piętro na święta.

    W końcu chwycił dobry kontrakt, no i niech pracuje przy swoich monitorach tak jak ja czołgam się przy podłodze.

    Jeszcze dziś i w piątek idzie do rozładunku, praca fizyczna dobrze robi na kondycję fizyczną ale nie na kondycję portfela. Od wczoraj pracuje nad super projektem.

    A wczoraj rano jeszcze się denerwował, że nikt nie dzwoni, a jest już po 8am. Mówię do niego … miałam sen wszystko będzie dobrze…około 1pm zadzwonili, no i do pracy rodacy. Zadowolony jakby wygrał milion dolarów. Jedynie poprosiłam …. Nie marudź i nie narzekaj, pracuj a wszystko będzie dobrze…Synowi też powiedziałam…wszystko będzie dobrze…

    Dziś wracając z pracy zajechałam zdać totka. No pewnie, że obdzielę wszystkich w rodzinie, tyle milionów to do śmierci nie wykorzystam, znając mnie to na pewno nie wykorzystam. Nawet wredne siostry otrzymają, ale … nie będę z nimi wchodzić w jakieś interakcje. To zbyteczne. Córki MM otrzymają ale … zastanawiam się nad jego byłą. Ona ma kasy w brud ale trochę więcej też (myślę) nie zaszkodzi.

    Dziś losowanie. 800 000milionów dolarów. Oczywiście, że będą moje!!!!

    To niby w jakim celu przyśnił mi się ten sen? Żeby mnie tylko rozdrażnić?

    Chcę rodzinę uszczęśliwić? Nie chcę podziękowań, nie potrzebuję zgody bo człowieka jakim jest moja starsza i druga siostra, to ja nie zmienię, jedynie jak tak chcą tej kasy to bym im dała.

    Czego ja chcę?

    Polecieć na Arubę do tego samego hotelu Mariott, w to samo miejsce ale bez wygranej, w marcu polecimy.

    A wiecie co? Nawet nie wiem co bym chciała, bo w zasadzie ja myślę tylko o dzieciach i rodzinie, a ja to chyba wszystko mam. Zdrowie? Jest OK i za $ zdrowia nie kupisz. Samochód? Przydałby się ale to jedynie środek lokomocji, więc nie musi być Lamborghini, bo Porche to jest już w moim mieście powszedność. Może Subaru albo Toyota, nie potrzebuję samochodu na pokaz. Może mając troche większe saldo na koncie czułabym się bezpieczniej?

    Córcia sprzedałaby ten dom i wyprowadziłaby się w inne miejsce. A więc nowy dom. Zapewne zostawiłaby pracę i dalej kształciłaby się w kierunku chemicznym, który jest jej marzeniem. Ale, ale … jej przyszły mąż, wspaniały mężczyzna i najukochańszy przyszły zięć, też nie może być pominięty, więc kasa podwójna. Synowi apartament na własność z opłatą za 10 lat wstecz. Młodsza MMa apartament w LA na własność z opłatą 10 lat wstecz. Starsza MMa gotówka i niech robi co chce.

    MM jest przeciwny moim planom. Nie, nie teraz nie rozmawialiśmy o tym, kilka kat temu. Nie dałby swoim córkom ani grosza. Pytam więc, dlaczego. Uczyć się nie chcą i nie mają zamiaru, więc finansowanie wykształcenia odpada. Niech sobie żyją jak chcą za te kilka milionów.

    Nawet nie wiem, czy bym wyprowadzała się z tego domu na wzgórzu. Jest mi tutaj przyjemnie, wszędzie blisko.

    Do pracy bym dalej chodziła, bo co? Zostawić? Ale co bym robiła?

    O mam pomysł! Wzięłabym prywatnego nuczyciela angielskiego, żeby mnie uczył pozbycia się akcentu. Ooo oczywiście, wszyscy uwielbiają mój akcent ale nikt nie spytał czy ja uwielbiam.

    Wiele, a może bardzo wiele wkładam pracy w likwidację polskiego akcentu ale nie jest to takie łatwe. Walczyłam z literą R bardzo długo. Aż język w końcu się poddał. Poddał się też do wyrazów potrzebujących wysunięcia języka prawie na dolną wargę. Ale to nie jest koniec z moją wymową, Nie biorę mego męża wymowy pod uwage, bo to jest wymowa, Kolorado_Oklahoma_LA. To jest tak niedbały język amerykański, że się w głowie nie mieści. Kolorado to turyści wszystko i wszędzie, Oklahoma redniaki/farmersi ich język jak piosenka i nie koniecznie coutry, LA to elita. Wystarczy żeby go nie zrozumieć. Czasami i teraz, ludzie MMa pytaj, skąd pochodzi. Zeby zrozumieli, to leci cała historia jego pochodzenia. Kiwają głowami. Każdy stan ma swój akcent u MMa jest mix.

    Oj, oj odbiegłam od tematu wygranej w totka.

    Gdybym nie wygrała to, będę żyła jak żyje. Wiewiórka po angielsku nigdy nie bedzie wypowiadana poprawnie. Przecież i tak zdecydowałam, że podłogę w master bedroom sama będę układać, to tutaj nic się nie zmienia. Do pracy miałam chodzić i na polu zawodowym nic nie ulega zmianie. Wakacje na Arubie i tak będą ( tylko na zwiedzanie wyspy nie damy się nabrać). W moim życiu nic w zasadzie się nie zmieni.

    Szkoda mi moich i MMa dzieci, mojej rodziny która nie otrzyma zastrzyka w postaci dolarów. MM nie ma rodziny nie licząc przyrodniego rodzeństwa z którymi nigdy nie utrzymywał żadnych kontaktów. To tutaj nie ma problemów z odarowywaniem.

    Dziś nie dowiem się czy wygrałam ale jutro was ponformuję.

    Jutro jak zwykle jadę do pracy,


    Update 09/11/24

    Dosłiwnie ani jeden jedyny numerek nie trafiony.

    Dobrze że nic nikomu nie obiecywałam. 😱

  • Przemijanie

    Po co przebudziłam się po 4am, nie wiem. Przejrzałam internet, pograłam w gierki. Już nie usnęłam. Dzis zostaję w domu i powinnam spać przynajmniej do 9am, ale nie…

    Jutro będę marudzić, że chce mi się spać, bo trzeba do pracy jechać.

    Ach. Życie jest na opak.

    Miałam sen, wujenka powiedziała….nałóż czapkę bo zimno…odpowiedziałam, że zaraz wracam do domu.

    Później jadłam tort i jakąś zupę. Tort był smaczny, zupa również. Wierząc sennikom. Czeka mnie szczęście. Otworzę okna i drzwi na ościerz aby nie musiało to szczęście przez komin wskakiwać. Podjadę kupić totka. Nie kupując totka, nie dam szansy szczęściu. Bo inne sny mówią o finansach, dlatego trzeba koniecznie tego totka wypełnić. Tylko jak zawsze zapomnę kupić tego totka.

    Dziś mam trochę pracy przed laptopem. Resztę czasu poświęcę na wykończenie detali. Prysznic koniecznie zainstalować w łazience na holu. Kranów jeszcze nie kupiłam ale również trzeba wymienić. Były wymieniane zaraz po kupnie domu. Teraz chcę inne, wyższe, żeby ręce wygodnie można było wymyć. Ten amerykański model kranów to tylko dla osób bojących się wody.



    Co raz więcej suchych liści.

    Wyszłam z kawusią na taras. Poranek cichy i spokojny. W oddali słychać szum autostrady i na niebie lecącego samolota. Ptaki śpiewają poranną piosenkę w drzewach i zlatują się przy karmnikach. Miło patrzeć i słuchać przyrody tak bardzo zależnej od człowieka.

    Parę lat temu była akcja o niedokarmianiu ptaków. Zabrałam karmniki i przez ponad rok niedokarmialiśmy. Ptaszki odfrunęły i tylko cisza wokół powstała. Zapewniona przez protestujących przeciwko dokarmianiu, że ptaszki będą uzdrawiać glebę szukając pożywienia na ziemi, w trawach, kwiatach i korze drzew, trzymałam karmiki schowane. Ptaszki odleciały, jeśli jakiś ptaszek przyleciał to chyba tylko, że zabłądził i w tym okresie mieliśmy ogromny wysyp wiewiórek/szkodników. Nie łączę tych dwóch zdarzeń, czysty przypadek ale możliwe że w przyrodzie musi być balans. Jeśli czegoś nie ma to się czym innym uzupełnia? Możliwe.

    Po ponownym zawieszeniu karminków czekaliśmy na ptaszki ponad 3 tygodnie. Teraz mamy przyjemność gościć je u siebie. Nieopodal mam strumyk, jezioro oraz rzękę trochę dalej. Ptaki mają wybór i nie trzeba im tego odbierać. Przekopując wiosną kwiatowe grządki dokarmiam je drodnym robactwem które szkodzi korzeniem kwiatów, krzewów i drzew.

    Nie sądzę aby dokarmiając powoduję obumarcie jakiegoś gatunku ptaków. Po zabraniu karmników nie zauważylam aby ptaki w oczekuwaniu na moje dokarmianie, pod płotem z głodu padły. One odleciały i w tym przypadku nie widzę uczucia przyzwyczajania ptaków do łatwego pożywienia. Na farmach jest więcej chemii niż samej ziemi a robaka tam ptak na pewno nie znajdzie więc, dokarmianie uważam jak najbardziej słuszne.


    Nie lubię jesieni ogrodowej, gdzie badyle po kwiatach wyschnięte. Widok bardzo smutny. Widok przemijania.

  • Sąsiedzi są gorsi i lepsi, i aby narobić plotek najpierw wlezie ci z butami w twoje życie, a niby to jej tylko cukru lub soli zabrakło. Miałam taką, tylko za często pożyczała i nigdy nic sie nie dowiedziała. Dlatego tak często do mnie zaglądała. Miałam sąsiadów którzy, kupili sobie psa, nauczyli go szczekać na wszystko i wszystkich. Szczekał 24 godziny. Kiedy spał nie wiadomo. Kiedyś sąsiadowi przez płot zwróciłam uwagę, żeby zabrał psa do domu lub uspokoił bo nie można nawet w gronie rodziny przy grillu porozmawiać. ..pies jest po to żeby szczekał…

    Pewnego dnia zapadła cisza, pies nie szczekał. Zdziwiłam się, zachorował, oddali do ochronki….

    Okazało się, że ktoś na ich metalowym płocie go powiesił. Szkoda psiny bo niczemu nie winna, miała właściciela idiotę.

    To byli głośni sąsiedzi, chamscy i tak wychowali synów. Bo dzień dobry nic nie znaczy. Tak jak w reportarzach …on był dobry, zawsze dzień dobry mówił…Ale rodzinę wymordował.

    U moich sąsiadów podobnie. Od chwili mego wyjazdu wylewali i wyrzucali resztki z obiadów. Ogryzki rzucali chłopcy przez balkon, ale …dzień dobry zawsze mówili.

    Tutaj jest spokojnie ale, nie wiem co się stało, że dzisiejszą niedzielę zamienili na dzień powszedni. Dalszy sąsiad czyścił basen, maszyna burczała na całą dzielnicę. Następny dalszy sąsiad, uruchomił traktorek/kosiarkę, maszyna ma swoja moc to i musi mieć dobry silnik, który wył, no i jeszcze dalszy chyba modelował krzaki i ścinał trawę. Nie udało się zjeść śniadania na tarasie.

    W głowie przestawiło się, że dziś jakiś inny dzień a na pewno nie niedziela.

    Postanowiliśmy z MM poskręcać jego biurko i wszystkie pudła porzenosić już do jego gabinetu. Nie wiedziałam co z resztą dnia zrobić, więc zakończyłam przybijać listwy kryjące. Trochę mi to zeszło. Listew zabrakło na podłogę w bieliźniarce.

    Pan profesjonalista przysłał wycenę układania płyt aby ją wypoziomować podłogę. Podejmiemy decyzję po zdjęciu wykładziny i gąbki. Jeśli podłoga będzie trzymać poziom prawdopodobnie będę sama układać.

    To również jest związane z meblami w sypialni. Większość można przesunąć ale łózko jest kłopotem. Materac potrzebuje 3-4 mężczyzn aby go przenieść. Pod spodem są urządzenia i stalowe ramy do podnoszenia i masażu. Rama kryjąca cały mechanizm oraz zagłówek są drewniane. W sumie tworzy problem.

    Jeśli sama będę robić, zrobię wszystko wokół łózka, troszkę przesuniemy do zrobienia następnej partii i tak aż do zakończenia.

    Przynajmniej mamy taki plan.

    Pan specjalista potrzebuje całej wolnej powierzchni. Tego chyba nie będziemy mu w stanie zapewnić.

    Wszystko jest uzależnione od kondycji podłogi pod wykładziną.

    Będzie trochę problemów z moją sypialnią, ale wierzę, że je pokonamy.

    Miejsce po ugryzieniu boli a rumień w dalszym ciągu się utrzymuje. Pomimo tych niedogodności jest sprawniejsza w porownamiu z dniem wczorajszym.

    Myślę że za kilka dni wszystko u mnie będzie dobrze.

  • Taka pogoda mogłaby być cały rok. Przyjemnie jest wypić poranną kawcie na łonie natury. Dziś sama jestem, oj przepraszam, piesek mi towarzyszy.

    MM w każdą sobotę jeździ do starszej córki. Pomaga przy wieszaniu szafek, domalowywaniu jakiś części ściany, a tak na prawdę w to nie wnikam. Powiedzałam, że ma pomagać. Miał zastrzeżenia, że dorosła i inne bla bla.

    W ubiegłym roku, apartament starszej córki został zalany przez sąsiadów z góry. Miała być szybka naprawa, ale powstał problem z grzybem. Póżniej opieszałość w remoncie przez sąsiadkę z góry, a obecnie…nikt nie wie. Starsza relacjonuje tylko tyle, żeby siebie wybielić. Kontraktor budowlany (z ubezpieczenia) spakował swoje narzędzia, zostawił ją. Rzekomo nie zapłaciła, rzekomo kontraktor otrzymał wszystkie należne pieniądze. Na potwierdzenie starsza nie ma żadnych dokumentów ale część narzędzi zarekwirowała. On wezwał policję, która żadnej ze stron nie pomogła ale zapobiegła eskalacji emocji. Kontraktor podał sprawę do sądu. Robota nie skończona. Takim to sposobem MM pomaga starszej córce w końcówce remontów.

    Najgorsze z tego wszystkiego jest to, że remont robiła wg własnych standartów a więc, wymieniła nawet całą łazienkę z urządzeniami włącznie, które nie były uszkodzone. Miała protokół z ubezpieczenia, dostała pieniądze z ubezpieczenia ale …. pomieszała kasę swoją z otrzymaną z ubezpieczenia. Płaciła gotówką nie żądając pokwitowania odbioru. Zabrakło kasy i powstał problem. Poblem jest również, że nie może znaleźć nikogo aby dokończył ten remont.

    Gdzie jest prawda nikt nie wie. MM twierdzi, że w połowie.

    Starsza jest konfliktowa i to bardzo jeśli się jej nie przytakuje, MM stwierdził, że była bardzo agresywna na spotkaniu z kontraktorem i MM również tam był.

    Nie mam zdania odnośnie tej sprawy.

    Wiem, że jest konfliktowa, tyle mi wystarczy. Nie powinna zatrzymywać narzędzi do pracy. Sporządzić protokół oddania przy świadkach oddać co nie jest jej własnością. Jeśli kontraktor kupi narzędzi nowe, możliwe że będzie musiała zapłacić. Nie rekwiruje się narzędzi które służą do wykonywania pracy.

    No cóż rok już minął od zalania. Na suficie powstała ponownie plama.

    Nie pytam kiedy rozprawa sądowa, a to jest już nieuniknione. Z sąsiadką też będzie się sądzić. Nie potrafi kobieta załatwiać spraw. To nie tatuś który pogłaska 42 latkę po główce, powie się nie martw. Chociaż wiem, że tak nie mówi bo to nie jego natura. Nie przytuli ale i nie uspokoi kiedy pyskuje.


    Słoneczko już wyżej i teraz oświetla mi klawiaturę.

    Przenieśliśmy już MMa do jego sypialni. Dziś będziemy skręcać jego wielkie biurko. Przenosić wszelkie pudła do jego gabinetu z mojej sypialni. Jedyne co muszę zrobić to poprzykręcać półki w jego szfie office.

    Powolutku nadchodzi dzień na rozpoczęcie remontu mojej sypialni.

    Dziś oczekujemy na specjalistę, który pomoże nam w podjęciu decyzji … co zrobić ze spadem pomiędzy korytarzem a sypialnią.

    Miałam wiele pomysłów i wciąż mam ale … czy podczas prac remontowych się sprawdzą. Potrzebujemy opinii z zewnątrz.


    cdn…

    Zachodu słońca nie oglądałam. Przyjechał pan profesjonalista. Bardzo miły, przyjacielski pan z Peru. Był pod wrażeniem moich prac podłogowych. Stwierdził, że profesjonalnie wykonane i …. Może zaproponować instalacje listew podłogowych ale nie jest pewien czy wyrażę na to zgodę.

    Jednomyślnie z MM wyraziliśmy zgodę na położenie płyt niwelujących próg, a co dalej zobaczymy. Płyty ciężkie jak diabli i nie będę ich dźwigać ani przesuwać. Pan specjalista ze swoją brygadą podłogę wypoziomuje i będę mogła już sama ułożyć listwy podłogowe.

    Wycenę prześle po niedzieli. Jeśli nie będzie drogo to i listwy położy a ja będę miała jeszcze szafę i łazienkę do roboty a jeśli będzi bardziej mniej niż nie drogo to położy listwy wszędzie.

    Poczekamy i zobaczymy.

    Dziś przbijalam pistoletem sprężarkowym listwy kryjące.

    Po prostu wykończeniówka.

    Nie pracowałam na pełnych obrotach. Przed ramię jeszcze czerwone, opuchlizna schodzi ale boli. Ramie i pod pachą bardziej boli ale tam spuchnięcia nie było i nie ma. Bąble jakie pokazały się w dniu pogryzienia zeszły ale w nocy jeszcze gdzie niegdzie swędziało.

    Mam nadzieję na spokojną noc.

  • U mnie wiosennie🌷🌷🌷

    Zakupiłam już kilka toreb tulipanów. W sumie 250 cebulek. Cebulki zdrowe i duże. Potrzebuje jeszcze tyle samo ale w innych kolorach.

    Nie widzę na opakowaniach białego koloru, więc trzeba będzie się rozejrzeć.

    Teraz przeniosę je do piwnicy gdzie jest chłodniej.

    W zaleceniach jest: zakopanie do ziemi październik-grudzień. Bardziej skłaniam się na początek grudnia.

    Tak jak mówię, u mnie nie ma nudów.

    Późną jesienią trzeba będzie pomyć wszystkie chodniki, patia, miejsca parkingowe i podjazdy. Murki też potrzebują mego mycia. MM mył, oczywiście, że mył i za to jestem mu wdzięczna ale…

    Za miesiąc zlecę mu scinanie wszystkiego zielonego dosłownie przy ziemi. Krzewy i drzewa ma zostawić😄😄. Łatwiej będzie dmuchać liście.

    U mnie nie ma nudów. Fakt, zawsze coś się dzieje, jak nic się nie dzieje to osy pogryzą. A wyszłam tylko, żeby odkręcić wodę na zewnątrz. Deszcze teraz nie padają a słońce zamienia ziemię w pył. Mam piękne wiosenne krzaczki kwiatów. Nie sa łatwe do pielęgnacji i utrzymania. A uważam, że są moją dumą, chyba tylko dla mnie. Ale to nie jest ważne, one bardzo wczesną wiosną zaczynają fioletowo kwitnąć.

    Odkręciłam kran, sprawdziłam czy woda odpowiednio nawilża i skierowałam się w stronę domu. Zostałam zaatakowana przez czarnego owada, a może mi się kolory pomyliły. Pszczoła podobno żądli i prawdopodobnie umiera/zdycha. (teraz taki świat, że trzeba uważać aby nie obrazić uczucia ludzi kochających owady)To był atak piorunujący, to coś wzleciało na wysokości mojej twarzy, zakryłam się, Ugryzło w prawe przed ramię i ramię, Oczywiście nie stałam jak dziesięć nieszczęść. Uciekałam opędzając się, zaatakowało jeszcze plecy. Zadzwoniłam do córci i męża. Wymyć rękę w miejscach ugryzienia, wycisnąć jad, posmarować białą pastą do zębów. Z ramienia wycisnęłam coś tam to nie spuchło. Przed ramie spuchło, i poczerwieniało. Przyjechała córcia. czekałyśmy na reakcję organizmu. Nic mi więcej nie puchło ale dostałam wysypki na ciele jakby komary mnie pogryzły. Monitorowałyśmy ciśnienie krwi, spadło ale nie drastycznie, żeby wzywać karetkę. Moja córcia kończyła w Polsce farmację i jest wielką fascynatką chemii więc, z każdym medycznym problemem tylko do niej.

    Zagrożenie minęło, córcia pojechała do swego domku.

    Nie znasz dnia ani godziny, ale to nie znaczy żyć tylko dniem dzisiejszym. Życie bez przyszłości nie ma racji bytu.

  • Przed wyjazdem do pracy MM zakomunikował, że jego młodsza potrzebuje aby on przesłal to cos.

    Jak trzeba to trzeba, skwitowałam. Nie komentując prośby młodszej córki.

    Zaczęłam panikować gdy pomyślałam, że trzeba będzie pójść do piwnicy, części mgazynowo/składowej a tam to ja się nasłucham.

    Po co to wszystko trzymać?

    To wszystko twoich córek.

    A kiedy ona to zabierze?

    Kiedy jej powiesz.

    Jak przyjedzie to powiem zeby zrobiła porządek z tym wszystkim.

    Przyjeżdżała ale ty jej nie mówisz.

    Powyrzucam to.

    Nie masz prawa wyrzucić, to nie twoje.

    Mój dom, co chce to zrobie.

    To teraz to zrób.

    A to co?

    Moje ozdoby świąteczne.

    Za dużo tego.

    To wyrzuć jak ci za dużo i nie potrzebne.

    Nie będę tutaj niczego szukać.

    Mówiłam, że twojej pomocy nie potrzebuję.

    Ujęłam to bardzo delikatnie. Bo to ja mam wchodzić na drabinę a mój dyrektor tylko mną kieruje. W lewo w prawo, a co tam, a co to. Wyrzucę te śmieci. Tego nie rusz. Tam zobacz itd

    To jest skrót narzekania, biadolenia i nic nie robienia. Młodszej MMa pudła i porozrzucane rzeczy zajmują przestrzeń już prawue 10lat a może i minęło 10. Kto to liczy.

    MM do pracy a ja do piwnicy. Znalazłam. Wyciągnęłam.

    Wyciągając skręciłam dłonią inaczej niż być powinno.

    Teraz muszę usztywniać rękę. Kciuk boli. Lewa ręka jest jak na razie nie zdatna do jej używania.

    Ozdoby choinkowe, segreguję każdego roku przy ich zdejmowaniu. Jeśli nie świecą już nie naprawiam. Kierunek kosz. w tym roku będę musiała dokupić.

    Myślę o świętach.

  • Nie zawsze udaje mi się zrelacjonować moje bieżące prace remontowe.

    Przecież nie samym remontem żyję.

    Czasami niedomagam albo ciało odpoczynku się domaga. Po powrocie z pracy, nakładam pidżamę i chowam się w pościeli. Oglądam filmy, a że wyobraźnię mam nad wyraz rozwiniętą, to przenoszę się w różne miasta i krainy. Przeżywam troski, problemy i chwile szczęścia wraz z przesuwającymi się po ekranie scenami filmowymi. Po powrocie do rzeczywistości przez ułamek sekundy jestem zaszokowana, że jestem tu i teraz. Lubię taki stan „odlotu” ale nie za bardzo lubię kiedy relaksując się, przenoszę się w inne miejsca. Staram się nie relaksować bo taki stan mnie przeraża i niepokoi.

    Co będzie jeśli nie powrócę? Będę żyć gdzieś tam bez świadomości? W innej przestrzeni tylko dla mnie widzianej?

    Wszelkie relaksy i medytacje dawno już odrzuciłam, zastępując je odpoczynkiem fizycznym. Tak na przyklad: pieczeniem chleba, słodkich bułeczek, ciasteczek itp. Serwetę dziergam szydełkiem, wyskoczę na grządki kwiatowe, pooglądam ptaszki przy karmnikach i wodopoju.

    Mój mózg nigdy nie wypoczywa a ciało jest całe życie napięte jak struna. Słowa zrelaksuj się, odpręż się są tylko słowami. Nie potrafię tego zrobić lub boję się, że mózg mój znów spłata figla i gdziś się przeniosę. Nie, nie to nie jest sen.

    Dziś popijam kawcię siedząc na tarasie. Pogoda wspaniała, korzystanie z takich chwil jest przyjemnością. Podglądam koliberki latające przy poidełku. Wiele ptaków nigdy nie widziałam w Polsce. Tutaj nie widziałam dudka. Gdy pokazałam tego ptaszka za zdjęciu MMowi, był zdumiony, że taki ptak istnieje.

    Zdjecie z internetu https://pl.m.wikipedia.org/wiki/dudek?variant=zh-tw

    Bardzo często przylatywał do nas w Polsce i siadał na płocie. Po wycięciu części lasu, zagospodarowaniu łąk i wysuszeniu bagien ( pobudowali szeregówki i garaże) dudek odleciał.

    A więc, podziwiam ptaki jakie przylatują do karmnika, zanim człowiek całkowicie je wytępi. Wcześniej czy później to nastąpi.

    Kończąc o przyrodzie jaka mnie otacza, zamieszczę zdjęcie trawy samosiejski która rośnie w mojej ogromnej donicy. Mam dwie ręce, które mają moc pracy remontowej i wszędzie nie sięgną.

    Oraz jakiegoś owada, który przyleciał do mnie w odwiedziny. Nie rozróżniam tych owadów, za wiele gatunków jak dla mnie. Podobne to to do jakiejś osy. Chociaż nie widzę różnicy pomiędzy pszczołą i osą.


    Dziś odbieramy listwy podłogowe.

    W następnym tygodniu będę zdejmować wykładzinę w swojej sypialni.

  • Już słońce nie zagląda o poranku w moje okno. Nie pokazuje swego powolnego wstawania. O godzinie 6pm jeszcze ciemno i łóżko jak magnes przyciąga. Szkoda, wszystko kręci się i powtarza, nigdy nie będzie takie samo, pomimo tej samej godziny pokazywanej przez strzałki na zegarze.

    Mam niedzielę. Planowałam, że nie będę pracoeać przy remoncie w niedziele lecz warunki uległy zmianie. Jutro musimy przenieść MMa. Jego gabinet/biuro musi od środy rozpocząć urzędowanie.

    Pracy mi zostało na kilka godzin. Mus to mus.


    Zakończyłam silikonowanie w 90%. Zabrakło mi ze 2 tuby. Pojechaliśmy do podłogiwego sklepu aby kupić drzwiowe progi. z ciekawości zaszłam na pidłogi zobaczyć czy jest moja płyta. Niestety ale brak. Obsługa była bardzo miła i pani sprawdziła czy mają ba magazynie. Niestety nie było, sprawdziła w komputerze, który sklep z ich sieci jeszcze ma. Jutro musimy zamówić. Producent zmienia wzór. A my nie kupiliśmy do mojej garderoby i łazienki.

    W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się na słodkości i cappuccino.


    Podłoga zakończona. Teraz tylko drobne uzupełnienia ewentualne poprawki.

  • Więc ten dom buduję, może na obcej ziemi, ale ona teraz jest moja. Zatraciłam swoje serce pomiędzy, ale skłaniam się bardziej na tę stronę na której jestem już ponad 22 lata. Mówi się, że każdy ma wybór, może każdy, a może nie, los tak chciał, że trafiłam tutaj. Może dobrze, a może nie tak dobrze. Można powiedzieć, że wszystko dzieje się po coś.

    Powiem jedynie, Mój Tatuś tylko mnie rozumiał, moje tęsknoty, moje problemy, moje niewiadome. On jedyny z rodziny przeszedł przez Sybir on jedyny z rodziny wiedział co to jest tęsknota, co to jest bieda, głód i niewola.

    Kiedy po 4 długich latach niewidzenia, patrzysz na swoje dzieci, a one jak twoje i nie twoje. Inne z innymi problemami, obowiązkami i oczekiwaniami. Czy ktoś może zrozumieć kiedy opuszczasz 14 latkę a ona ma 18 lat i inne spojrzenie na świat. Syn 12 lat, patrzysz na 12 latka a on ma 16 i jest wyrośniętym już młodym mężczyzną. Tego się nie zapomina to jest w moim sercu, w wypłakanych łzach.

    Byłam głupia bo chciałam dzieciom zrobić niespodziankę, po 4 latach niezapowiedziana zjawiam się w progu naszego domu.

    Czego oczekiwałam?

    Jak najbardziej przewitali z radością, ale to już były inne dzieci, moje i jakby nie moje. Przeżyłam szok. To nie powinno być tak, że matka zostawia swoje dzieci na pastwę losu. Kiedy nie mieli pieniędzy to nic nie jedli, w jednych trampkach przechodzili nie jedną zimę i lato.

    Oni przeżyli swoje a ja swoje. I to tylko dzięki memy byłemu. Gdy patrzę na tych polityków w internecie to w zasadzie ich nie widzę, myślę o ich żonach o ich dzieciach. Mają wszystko czego dusza może zapragnąć ale tam jest i inna strona. Nikt o niej nie mówi, bo nikt nie usłyszy, bo nie chce słyszeć.

    Siostry zazdrościły mi wszystkiego nawet mojej energii i mojej osobowości. Moja koleżanka będąc u mnie, również powiedziała… chciałabym być jak ty…cokolwiek to znaczyło zaszokowało minie i to bardzo. Jestem jaka jestem.

    Jesteśmy jacy jesteśmy.

    Jesteśmy …potoaby …być unikalnmi.

    Układam podłogi, i ciężko pracuję fizycznie…. potoaby, zabić myśli i tęsknoty.

  • „urodzinowe” zaproszenie

    Wiele lat temu, a może jeszcze więcej niż wiele, nie obchodziło się urodzin w Polsce. Popularnie świętowało się imieniny. Kiedy byłam mała to dzieci nie obchodziły imieniy. Imieniny zaczęłam obchodzić dopiero jak rozpoczęłam szkołę podstawową. Dzień moich imienin nie przypadał na 13 marca lecz na 5 grudnia. Częstowało się, a włąściwie na ławece każdego ucznia kładło się po 1 (jednym) cukierku. W zamian za słodycz zostawioną na ławce każdego ucznia, otrzymywało się podziękowanie. Piątą klasę szkoły podstawowej rozpoczynałam w innej nowo pobudowanej szkole. Naukę rozpoczęłam z miesięcznym opóźnieniem, ponieważ przebywałam w szpitalu. Już nie obchodziłam żadnych osobistych uroczystości. Ogłosiłam, że jestem lipcowa, koniec i kropka. Koledzy i koleżanki były niepocieszone, ale tak mi zostało na resztę mojego życia. Gdy zaczęłam piąć się po szczeblach kariery zawodowej. Moje imieniny nabrały rozpędu. Z marca przeskakiwałam na lipiec a z lipca na grudzień. Po prostu nie celebrowałam i nie maszerowałam z pokoju do pokoju aby złożyć jakiejś pracownicy nieszczere życzenia. Ciasta, torty i wszelkie słodycze miałam w domu a kawę też potrafiłam i potrafię sama sobie zaparzyć. No poprostu nie spędowa byłam.

    Czasami w rodzinie nie wypadało nie iść, szłam jak na ścięcie głowy. Nie wypadało nie zorganizować u siebie imprezy imieninowej, szykowałam żarcie pół nocy. Później czekałam aż rodzina wyjdzie a ja zatrzasnę drzwi. U mnie i u mojego exa było przyjęte wszystko ma być posprzątane i odkurzone, dopiero po zakończeniu sprzątanka kładziemy się do łóżka. Lubię spotkania niezobowiązujące, lubię tańce i zabawy ale wychodzę z imprezy, kiedy ja mam na to ochotę.

    Kilka dni temu dostałam od starszej córki MM, zaproszenie na urodziny PSA. Właściwie nie na urodziny lecz celebrowanie dnia jego adopcji. – no to co idziemy? MM spytał

    Moja odpowiedź brzmiała następująco – jestem na tyle dojrzałą kobietą, a ..kilka dni temu obchodziłam swoje urodziny, więc pozwól mi nie wyrazić zgody na moje uczestnictwo w tej imprezie. Wiem co lubię i kogo lubię, widzę kto mnie lubi a kto mnie toleruje lub nie, więc jeśli chcesz iść na te urodziny to proszę bardzo. Pozwól, że zostanę w domu i spędzę ten czas w swoim własnym towarzystwie.

    MM patrzył zaskoczony, no a jakże, zawsze uczestniczyłam w spędach. Tym razem coś się zmieniło. – zostaję z Tobą bo ja też źle się czuję w tym towarzystwie.

    Jedynie pomyślałam….lubimy tęczę ale na niebie. Tolerowałabym gdyby Starsza MMa była tęczowa, ale nie jest, ona obraca się w takim towarzystwie + transy. Podobnie jak jego młodsza. A on się dziwi, że są samotne.

    Starsza MM odwiedziła nas dzisiaj, a właściwie miała odwieźć MMa laptopa którego on wczoraj zapomniał wziąć ze sobą, ale…i ona zapomniała go zabrać ze sobą.

    Grill był, kiełbaski wyśmienite.

    Starsza ponowiła zaproszenie na psie urodziny.

    Zaproponowała, że możemy przyjść wcześniej lub na śniadanie. Wstawać rano jechać w mury na śniadanie, też mi nie bardzo odpowiadało. – Krysia nikogo jeszcze nie będzie tylko moja mama i Lucinda którą znasz.

    Już dalej nie słuchałam, tego mi wystarczyło. Jedynie potwierdziłam…- twoja mama będzie , tak?

    Odpowiedź brzmiała potwierdzająco.

    To ja też tam będę, bo lubię Twoją mamę.

    MM stał zaszokowany … Ty ją lubisz? – spytał

    Odpowiedź brzmiała TAK, dla niego to było niewiarygodne. Jak ja, jego obecna żona, mogę lubić jego pierwszą żonę.

    Powiem więcej, żałuję że tak późno spotkałyś my się. Od chwil mego ślubu z MM. Jego teściowa i jej syn wszelkie uroczystości i święta spędzali w naszym domu i zawsze byli miło widziani. Kiedy teściowa MMa zmarła jej syn odwiedzał nas, aż do chwili umieszczenia go w ośrodku dla ciężko chorych.

    Nie ważne są dla mnie powinowactwa, ważny jest człowiek i jego serce.

    Cieszę się na to spotkanie bo jest to osoba wesoła i zawsze uśmiechnięta.

    Rozwód MMa z byłą mnie nie interesuje, to ich sprawy i kto zawinił więcej lub mniej, mnie na prawdę nie interesuje.

    Ja też się rozwodziłam, z udowodnieniem winy byłemu mężowi, ale chciałabym aby była taka Krysia która by mnie przyjęła z otwartym sercem. Niestety mój ex nigdy się nie ożenił, a ja po raz drugi nie chciałam wchodzić do tej samej rzeki z moim exem.

    Gdy już umarł nie musieliśmy się już ukrywać, mogliśmy żyć spokojnie, bez drżenia rąk i serca. Ale to co zostało zniszczone w naszych sercach i uczuciach, nie jest do odbudowania.

    Jego ciało sprowadziłam do Polski z Dublina i pochowałam na cmentarzu w naszym rodzinnym mieście.

    Mój obecny mąż nie musiał się przed nikim ukrywać, emigrować, jego była żona również, więc można żyć razem w zgodzie. Nie musimy się kochać, czy lubić, ale możemy być dla siebie mili.

    Nie mamy wiele życia do przeżycia i należy cieszyć się tym co nam zostało.

    Postanowienia jedno, a życie drugie nam serwuje.

  • Poranek przewitał wspaniałą słoneczną pogodą. MM wczoraj wydmuchał taras z opadających już liści. Można posiedzieć pod parasolem i chłonąć przyjemne powietrze. Na razie gorąc ustąpiła ale to nie znaczy, że nie wraca. Oj wraca, wraca, pod koniec następnego tygodnia znów zapowiadają upały i ulewy. Zanim to nastąpi będę częściej przebywać na tarasie, oczywiście tyle na ile mi czas pozwoli.

    Jestem zajęta remontem oraz pracą zawodową. Mało czasu mam na releks, taki prawdziwy relax. Z planowanego wyjazdu do Polski, który to miał nastąpić wczesną wiosną, zostały tylko wspomnienia. Za kilka tygodni to i wspomnień nie będzie. Córcia ma wesele w maju, poprosiła abym nie leciała jak na razie, bo to może się wszystko wydarzyć. Popieram tę myśl, bo faktycznie może się wszystko wydarzyć. Z planami wyjazdu do Polski się wstrzymam. Przecież nie muszę jak szalona pracować przy tym remoncie.

    Chociaż nie mogę się powstrzymać, jeśli idzie praca dobrze, to ciężko jest się powstrzymać.

    Dziś będę kłaść izolację na ścianie w „schowku”. Jest to pomieszczenie pod spadem dachu. Jest wprawdzie wata lecz nie jest położona jak powinno być. Nie dziwię się, że ktoś potraktował to po macoszemu. Schowek, składzik gdzie w zasadzie można położyć, składować odzież zimową, pościel, walizki i torby. Rzeczy które używane są raz lub dwa razy do roku. Nie jest wielkim pomieszczeniem i MM już się nie zmieści.

    Dziś też przejrzę te rzeczy, przechowuję w specjalnych przezroczystych workach. Już zauważyłam że wiele z nich jest do oddania. Nie nosiłam i nie używałam kilka lat to i teraz tego robić nie będę.

    Trzymać, bo mam miejsce do składowania, też jest głupim pomysłem.


    Przejrzałam worki plastikowe. W niektórych workach było powierze. Trzeba było sprawdzić czy faktycznie jest jakaś dziura, szczelina, że worek nabrzmiał powietrzem.

    Pozmieniałam nieszczelne worki na nowe. Wygodniej było nosić na poddasze mniejsze worki.

    MM pojechał do starszej córcki, więc nie miałam „pomocnika” mentalnego, bo o fizycznym w obecnej sytuacji mogę zapomnieć. Ma kolanowe problemy, z biegiem czasu coraz większe. Powinien wykonywać zalecone prze lekarza ćwiczenia, ale jak każdy z nas to robi. 2 dni poćwiczył i….no właśnie po 2 dniach nie przestało.

    Nie jestem jakimś idelanym wyjątkiem. Jak rozpocznę ćwiczenia to ćwiczę każdego dnia. Jeśli odpuszczę jeden dzień to odpuszczam już na miesiące. Na siłownie od covida nie chodzę i całkowicie zrezygnowałam. Może się wydawać, że moje remonty zastępują siłownie i domowe ćwiczenia, niestety ale nie. Do pracy używam innych mięśni i ścięgnien, a siłownia… no właśnie, moja osobista siłownia w podpiwniczeniu niedługo zerdzewieje. Mam dwa rowerki, jeden z nich jest typowo terapeutyczny. Bieżnia, ławeczka z ciężarkami, „Bieżnia” do biegania z przypiętymi nartami. Urządzenie rozciągające na brzuch i biodra. Gumy i sznury różnego rodzaju zawieszane. Do utrzymania balansu kółka drewniane, cegiełki, piłki duże i małe, na razie tyle. Jedno urządzenie by wystarczyło aby tylko było używane.

    Może jak skończę remonty, wezmę się za siebie. Może, nie znaczy, że się wezmę.

    Po uporządkowaniu składziku/ schowka, ciutkę odpoczęłam i wyszłam na zewnątrz. Mój ogródek potrzebował mojej ręki. MM włączał nawadnianie, trochę mył chodniki pod ciśnieniem ale zielska nie wyrywał. Szczerze mówiąc, mnie też to zielsko rosnące wysoko nie przeszkadzało, nie było kiedy patrzeć przez okno. Jakoś tak wzrok zatrzymywał się tam gdzie jeszcze różyczki kwitną i nie są przykryte, zasłonięte zielskiem. Z pracy do roboty a jeśli nie do roboty to do komutera i tak dni leciały.

    Zakasałam rękawy i zaczęłam wyrywać zielsko. Nawet nie spodziewałam się, że będę miała tak ogromną przyjemność z wykonywanej czynności jaką było pielenie ogródka.

    Zielony kolor roślinek i kwiatów, wolniutko zmienia kolory na żółte i brązowe.

    Idzie jesień. 🍁🍁🍁🍁🍁


    Niedzielny poranek spędzony na tarasie zaliczam do bardzo udanych. Najważniejsze….nie ma komarów. Zawsze, bez znaczenia na porę dnia krążyły wokół mnie, gryzły i nie brzęczały. Od kilku dni nie zauważam ich obecności. W garażu, a pracuję przy otwartych drzwiach, również komarów nie ma. Ale pojawiły się duże leśne mrówki w ilościach większych niż zazwyczaj.

    Niedzielka, więc będzie więcej wypoczynku niż pracy.

    Dziś robimy grilla.

    Z grilla jadam jedynie kiełbaski i nic po za tym. No i oczywiście podpieczony chlebek, mniam, mniam.

  • Ilu mężczyzn słyszałem, którzy mówią, że pragną inteligentnej kobiety w swoim życiu.
    Zachęciłbym ich, żeby to przemyśleli.
    Mądre kobiety same podejmują decyzje, mają własne pragnienia i ustalają granice.
    Nigdy nie będziesz centrum jej życia, bo to kręci się wokół siebie.
    Mądra kobieta nie pozwoli sobą manipulować ani szantażować się, ona nie przełyka winy, a bierze odpowiedzialność.
    Mądre kobiety kwestionują, analizują, kłócą się. Idą naprzód.
    Te kobiety miały życie przed tobą i wiedzą, że będą je mieć, gdy odejdziesz.
    One są po to, żeby ostrzegać, nie pytać o pozwolenie.
    Te kobiety nie szukają w partnerze lidera, którego można naśladować, tatusia, który rozwiąże im problemy, ani synka do uratowania.
    One nie chcą cię naśladować ani ograniczać twojej drogi,
    Chcą iść obok ciebie.
    Wiedzą, że życie wolne od przemocy jest prawem, a nie
    luksusem ani przywilejem.
    One wyrażają złość, smutek, radość i strach tak samo,
    bo wiedzą, że strach nie sprawia, że są słabe, tak jak złość nie czyni z nich “męskich”.
    Te dwie emocje i inne, wszystkie razem sprawiają, że są człowiekiem i już!
    Mądra kobieta jest wolna, bo walczyła o wolność.
    Ale nie jest ofiarą, ona ocalała.
    Nie próbuj jej przykuć
    Bo ona będzie wiedziała, jak uciec.
    Pamiętaj, że już to robiła.
    Mądra kobieta wie, że jej wartość nie polega na wyglądzie jej ciała. Ani na tym, co z nim zrobi.
    Zastanów się dwa razy, zanim osądzisz ją po jej wieku, wzroście, tuszy lub zachowaniu seksualnym,
    Bo to jest przemoc emocjonalna i ona o tym wie.
    Więc… zanim otworzysz usta, żeby powiedzieć, że chcesz
    inteligentną kobietę w swoim życiu, zadaj sobie pytanie, czy naprawdę jesteś stworzony, aby pasować do niej.

    ~Gabriel Garcia Marquez~ z facebooka


    Bez komentarza….

  • Dobrze wiem, że się chce ale nie warto próbować. Próby takiego czynu skończą się fiaskiem. Dziś skończyłam zdejmowanie wykładziny i gąbki. A marzyły mi się gofry, jakieś ciasto z mamusi przepisu. Brak czasu, na wypieki.

    Sama sobie narzuciłam ten rytm, nikt mnie nie zmuszał i nie prosil. sama zedcydowałam, podjęłam się wykonia tego projekt, więc wykonam.

    Projekt jest trudny i w czasie rozciągnięty. Mogę śmiało powiedzieć, że w 99,9% wykonuję go sama. Sprawdziłam poziom podłogi. Jest nieźle i myślę, że cementowania podłoga nie potrzebuj.

    Jutro sprawdzę pozion ponownie.

    Żeby tabletka w przełyku nie zatrzymała, to nie wiedziabym, że dziś nic nie jadłam. Musiałam coś przegryźć aby tabletka przeszła dalej.

    Nie, nie panikowałam, że jestem sama, że się uduszę. Nie było zagrożenia.Takim to sposobem dotrwałam do północy.

  • z tym, że MMowi nie musiałam pomagać.

    Rozpoczęłam zdejmowanie wykładziny. Tak jak przypuszczałam jedynie zaczęłam. Możliwe, że jutro skończę. Nie jest to lekka praca. Wykładzina jest przymocowana na brzegach, a pod nią jest specjalna dość ciężka gąbka. To wszystko muszę pociąć aby zmieściło się do pojemników na śmieci.

    Czasami jak są duże gabaryty to trzeba dopilnować panów odbierających nieczystości, odpowiednio wynagrodzić 30-50$ i wszystko zabiorą. Firma ma problemy z kadrą o czym informowali na swojej stronie internetowej, jeżdżą o różnych porach, czasmi dzień później. Trudno ich przyłapać, chyba że osoba niepracująca, może pozwolić sobie na siedzenie w oknie. Wcześniej odbierali po mistrzowsku, czasami z poślizgiem 15 minut.

    Nie musiała bym kroić. Nie ma rady, jak mus to mus.

    Po ukończeniu zdejmowania wykładziny, będzie wyciąganie listew z gwoźdźmi mocującymi wykładzinę, zszywek i różnych gwoździ mniejszych lub większych. Gwoździe mocujące płyty drewniane oczywiście zostawię.

    Ludziom są znane tylko dwa skuteczne sposoby zapomnienia: praca i alkohol, a z tych dwóch praca jest ekonomiczniejsza. (z internetu)

  • Nie za bardzo było mi spieszno do przenosin, ale początek był. W końcu niedziela i nie planowałam już żadnych prac. Miało być do urodzin MMa – wszystkie niedziele remontowe.

    W sumie to rozkręciłam łóżko. Wyniosłam na hol. Odkurzyłam dywan i przy pomocy MMa wyciągnęłam brzegi dywanu z pod szafek i biurka. Do połowy dywan skręciłam i potrzebowałam pomocy bo już było mi za ciężko. Podłożyliśmy pod dywan folię i po niej powoli przesuwaliśmy.

    Udało się. Skręciłam łóżko, przy pomocy MM położyliśmy ogromnie ciężki materac, postawiłam szafkę nocną. Założyłam czystą pościel i jest… temporary/tymczasowa sypialnia.

    Jutro jedną szafkę na ubrania i biurko przeniesiemy do tymczasowej sypialni. Komoda i inne pudła trafią do mojej sypialni.

    Nie jestem pewna czy jutro uda mi się rozpocząć zdejmowanie wykładziny. Jeśli nie, to nie, nie robię z tego problemu. Zrobię to we wtorek po pracy. Następny powrót do prac remontowych dopiero w sobotę.

    Chyba że coś się zmieni u mnie w pracy, chociaż wątpię. Czasami szybciej nie da się pracować kiedy jesteś zależny od napływu informacji z zewnątrz.

    W sumie niedzielka była spokojna i relaxowa.

    Powiem, że mi się podoba.

    MM jest pod wrażeniem.

  • Wczorajszy dzień nie należał do najlżejszych. Umysłowa praca wymęczy bardziej niż fizyczna. Wróciłam późno. Dla odprężenia posiedziałam jeszcze chwilkę z nosem w komórce. Tak jak większość, gram w gierki, a dlaczego nie.


    Dziś sobota nie wyskoczyłam z łóżka, jakoś nie było mi spiesznop. Kilkakrotnie budziłam się w środku nocy. Wystarczy spojrzeć na wyświetlacz w komórce mimo, że jest włączone przyciemniane światełko to i tak ten diabeł rozbudzi.

    Skończyłam szafę/closet i biuro/office mężowskie. Podłogi wymyłam wszędzie gdzie mam ją już ułożoną.

    No i …. świetnie to wygląda.

    Jutro przenosiny MMa.

    Rozkręcanie łóżka, przeciąganie dywanu, ten diabeł jest bardzo bardzo ciężki. Jak my to we dwójkę zrobimy? Nie wiem. Mam pomysł ale czy on będzie użyteczny, przydatny, jutro się okaże.

    Do jutra w takim razie🤣

  • Dziś w pracy nie miałam lekkiego dnia. Ale nie wróciłam bardzo późno.

    Jutro niestety wrócę późno i prace remontowe faktycznie muszą poczekać.

    Nie jestem z tych, co na głodnego pożerają pół świniaka, kurę z łapkami, bażanta lub całego karpia.

    U mnie piciu piciu, kromeczka z serkiem na śniadanko, kawcia jedna, druga i trzecia. Na kolację owoce albo worek słodyczy i jestem najszczęśliwsza i niczego mi nie trzeba.

    …co przygotować na kolację? …MM pyta w momencie kiedy jem swoją kromeczkę chleba posmarowaną serkiem vega.

    Uruchamiam myślenie, kiedy to ja jadłam normalnie. Sobota sałatka w Olive Garden, zupę goncchi zabrałam ze sobą, zjadłam w niedzielę.

    No i chyba na tyle.

    …. zjadłabym zupę brokułową z serem cheddar….

    Wracam i już moje zamówienie stoi na stole a zapach rozchodzi się po całej kuchni.

    Nie, nie, MM nie umie gotować, sobie ugotuje po swojemu i to robi, jak najbardziej ale ja tego nie jadam. To nie jest zjadliwe.

    Pojechał do Panera i kupił to co uwielbiam. Ale to nie znaczy, że mogłabym jeść często, o nie. Raz na 1-2 miesiące i wystarczy.

    Smak nie z tej ziemi i dlatego właśnie nie jem tych zup często, abym mogła się nimi delektować.

    Mowią, że nie ważne co jemy, ważne jak podane.

    Z tym się nie mogę zgodzić. Jeśli nie ważne co, czy dało by się zjeść zgniłe mięso z przprawami na złotym talerzu.

    No właśnie.

    Delektować się możemy kiedy to jest podawane okazyjnie. A jak podane? Moja zupa była w papierowej misce. No i co? Jakaś ujma. Smakowała wybornie.

    Po takim posiłku, tylko odpoczywać i to też uczyniłam.

    Jutro będzie nowy piękny dzień. ☀️

  • Od słowa do słowa w rozmowie z MM, dowiedziałam się o jego planach, wizji na resztę dni tego roku, na ich przeżycie lub wegetację.

    MM jest urodzonym pesymistą, z takim to po cudze jabłka nie sięgniesz a o kradzeniu koni trzeba zapomnieć. Nauczyłam się życia z pesymistą.

    Robię swoje.

    Że czasami pogada, to niech gada. Zresztą jak każdy człowiek, trudno żeby nie miał swojego zdania.

    Po skończonym jego office/biurze, meble zostaną przeniesione z jego a nie mojej sypialni. Takim sposobem rozpocznę remont jego sypialni. A moja sypialnia poczeka do następnego roku.

    W zasadzie i tak miało być, że po jego office, robię jego sypialnię lecz….. on zabiera wszystkie graty z mojej sypialni. Przenosi się na dobre do swego biura a spać idzie do mojego biura.

    Że do świąt mogę nie zdążyć, no to nie. Zakładałam taką możliwość.

    Tylko dlaczego moja sypialnia ma na coś czekać? Nie, nie spytałam. Będę robić swoje. Możliwe, że on inaczej to widzi.

    Tylko ja nie chcę w tym pierdolniku spędzać świąt.

    No cóż, życie skoryguje a może mi dobre duszki pomogą.

    Dziś pracuję w domu, więc robotę remontową podgonię. Nie powiem, że MMa wizja dodała mi skrzydeł, ale i nie podcięła.


    Zeszłam na parter rozpromieniona i szczęśliwa. Nikt mi nie zabroni być optymistką.

    MM już tam był. Siedział przed laptopem. Moje promienie szczęścia go otuliły i ucałowały.

    Nastaje piękny dzień.


    A że jestem uparta, w sobotę jego i tak przeniosę. Szybciej zrobię jego sypialnię to i moja otrzyma inny blask. Możliwe że nie nowy po remontowy, ale bez zawidrogi.


    Dziś dokończyłam silikonowanie i rozpoczęłam przybijanie listew kryjących.

    Żeby nie to dreptanie z piętra na parter i jeszcze trzy schodki do garażu, to bym szybciej wszystko zrobiła.

    Czasami jest tak, że mam wymierzoną listwę, zaznaczoną ale przed naciśnięciem piły idę sprawdzić. Ponownie z garażu na parter i dalej na piętro.

    MM proponował ustawienie piły na piętrze ale jeszcze wtedy nie wiedział ile trocin i kurzu jest w garażu.

    Już kilka razy dmuchawą odkurzał mój warsztat, na prawdę się zdziwił.

    Gdy mam otwarty garaż to pod słońce widać unoszącą się mgłę z kurzu. Na piętrze nie szlifuję nie piłuję a kurzu mam bardzo dużo, co byłobym żebym to robiła.

    To są moje maszyny i listwy kryjące.

    Jutro idę do pracy i robie wolne od remontu. Za późno wrócę, żeby na minutę ręce brudzić.

    Pozdrawiam serdecznie

  • Aby mieć poranek na dłuższe lenistwo jeszcze w nocy o 11pm ostatnie dane przesyłałam. Około 10am wiadomość ….otrzymałem dziękuję…..

    Będę mogła „bawić się” z silikonem.

    No …. czasami zerknąc w laptopa.


    Przebrałam się w robocze ubranko. Czyste, ale poplamione. Oj jak ja nie lubię takiego „mundurka”. Drażni moje oczy. Trudno będę patrzeć przed siebie, a nie na siebie. Lubię być otoczona ładnymi rzeczami, spokojnymi kolorami i ogólnie wszystkim miłym i ładnym. Gdy patrzę przez szybę w jadalni, to mnie wciąż skręca w środku. Ogród …. zaniedbany. Potrzebna mi jest dodatkowa para rąk do pracy, może i więcej.

    Chyba nie powinnam podciągać żaluzji do góry, raczej opuszczaś do dołu aby zakryć pół okna. To dobry pomysł. 😂

    Ale jeśli tak zrobię nie będę widziała ptaszków przylatujących do karmników. Mam 3 karmiki i jedno poidełko z nektarem dla koliberków. Jest bardzo dużo różnych ptaszków, gołębie też przylatują. Dzięcioł jak zje śniadanko z karmika to od razu żwawiej pracuje na drzewie.

    Czekam na kolorowego kolibra, są szare i zielone, możliwe że kolorowe w moich regionach nie zamieszkują.

    Ale czekać mi nikt nie zabrania.


    Dziś silikonuję. Pracuję tak na pół gwizdka. Brak motywacji. Żeby spężarka stała na piętrze z przygotowanym pistoletem do wbijania gwoździ w listwy kryjące, praca by się w rękach paliła. MM nie przyniósł sprężarki i pistoletu nie przyszykował.

    Wiem, że sama to mogę zrobić. Zaoferował się przygotować maszynę to roboty za niego wykonywać nie będę. A to też i dla mnie dobra wymówka przed samą sobą.


    Ślimaczyła mi się praca, do laptopa trzeba było też przysiąść.

    Musiałam też pouzupełniać listwy przy ścianach bo listwy kryjące są węższe od szczelin. Uzupełnianie to bardzo mozolna praca. Niestety ale planu na dziś nie wykonałam.

    Jutro będzie lepiej.

  • Poranek ze ścieżką w tle

    Troszkę chłodniej o poranku 23C, po południu 35C. Nie za bardzo mnie przerażają upały. Kiedy kilka lat temu robiłam ścieżkę z płyt kamiennych temp. przekraczała 40C, uzbrojona byłam w dwa wiatraki oraz duży parasol. Pamiętam, że każdego poranka miałam opory z wyjściem na ogród. Kiedy ciało, organizm przyzwyczaił się do wysokich temperatur, wychodziłam ze śpiewem na ustach.

    „Jak dobrze wstać skoro świt, jutrzenki blask duszkiem pić….”

    Pierwszy rok robiłam bez cementu, MM „znawca” od siedmiu boleści, nie pozwolił używać zaprawy cementowej. Nie chciał, bo rzekomo mi będzie za ciężko a tak to kamyczki powciskam między płyty i będzie zrobione. U kolegi tak jest i jest zadowolony. Ok. powiedziałam. MM nie wziął pod uwagę, że kolega nie ma drzew liściastych, a w zasadzie żadnych nie ma blisko domu, gdzieś w kącie ogrodu rośnie sosna. My mieliśmy i mamy las liściasty. Co roku ponad 200 dużych czarnych budowlanych worków zapełniamy liśćmi. Nie sprzątając jednej strony całkowicie zalesionej.

    Zrobiłam zgodnie z jego zaleceniami. Pomiędzy płyty wysypywałam, układałam maciutkie kamyczki. Jesienią poprosiłam aby podmuchał liście ze ścieżki, dokonał odkrycia mój znawca, kamyczki fruwały. Przyszło następne lato. Ścieżkę musiałam zdemontować i rozpocząć prace od nowa. Chociaż MM proponował tak zostawić bo niby będziemy tylko uzupełniać kamyczki na wiosnę, ale to syzyfowa praca. Nawet podmuchać normalnie się nie udawało. Znów napracowałam się, ale efekt natychmiastowy. Nic pod bosą stopę nie właziło i nie włazi, dmuchać można do woli, ciśnieniowe mycie ścieżki również nie sprawia kłopotu.

    Właśnie gdy dziś wróciłam po pracy do domu, zastałam MM myjącego ciśnieniowo moją ścieżkę.

    MM bardzo cieszył się, że udało mi się coś tak skomplikowanego zrobić, zbudować, że zapraszał kolegów z Dallas, Denver i naszego miasta.

    A ja? Również byłam zadowolona, że ukończyłam bardzo duży i rozległy w czasie projekt.

    Obecnie krzewy są wysokie , inne kwiaty rosną a w tym roku, będąc zajęta układaniem podłogi to wszystko rośnie wysoko, a najbardziej chwasty. Na jesień wszystko skoszę aż do ziemi, oczywiście oprócz krzewów i drzew. Pogoda też jest bardzo sprzyjająca bo deszcze padają omalże każdego dnia.

    Niestety wszystkiego nie zrobię sama, mam tylko dwie ręce.

    Dziś dokończyłam układanie podłogi w bieliźniarce.

    Jutro mam w planach uszczelnienie podłogi od ścian i futryn drzwiowych silikonem, a w środę przybicie listew kryjących.

    Planuję przenieść rzeczy MMa w tym tygodniu, a najpóźniej w sobotę.

    Kilka dni odpoczynku i rozpocznę sypialnię MMa. To będzie jedynie przygotowanie podłogi do układania listew i układanie ich. Nie będzie malowania drzwi, ścian i sufitu. Zrobiłam to w ubiegłym roku.

    Najgorsza będzie moja sypialnia jest nie typowych rozmiarów to pierwsze i drugie duża. Pomalowanie drzwi zajmie mi sporo czasu bo mam ich w ilości pięć licząc łazienkę.{poprawiając błędy i literówki …. moja sypialnia wraz z łazienką ma sześć drzwi) 🙃

    Zastanawiałam się nad kolorem. Brałam pod uwagę ciemne kolory zgniłej zieleni, szarość. Wczoraj zmieniłam zdanie i chyba pomaluję ją na biało lub jakiś odcień bieli ale aby nie wpadał w żółć, raczej szary lub niebieski.

    Zgniły zielony miałam połączyć z dodatkami koloru miedzianego. Kupiłam nawet farbę, a teraz nie wiem czy to będzie pasować i czy to ma sens.

    Zanim dojdę z remontem do mojej sypialni to zmienię zdanie nie jeden raz.

    Bo nie wiem co mam zrobić ze schodami. Schody mamy główne i boczne. Na pewno wykładzina bo na stare lata nie chcę się ślizgać na drewnianych schodach lub co najgorsze nogi połamać. Po to robić drewniane aby układać na stopniach podkładki które będą się zsuwać, to jest dla mnie pozbawione sensu. Układanie chodnika lub wykładziny na schodach to ja na pewno nie biorę na swoje barki. Nie umiem, nie wiem jak do tego się zabrać, no ok wiem ale to nie moja bajka. Coś źle mi pójdzie i któregoś razu, któreś z nas osunie się na sam dół razem z chodnikiem lub wykładziną. Ta praca jest dla fachowców.

    I tak zastanawiając się padam ze zmęczenia, dziś w pracy miałam masę zadań do wykonani.

    Mogłam zostawić tę bieliźniarkę ale… jest już skończona.

    Pozdrawiam.

  • MM pojechał do starszej.

    Szybciutko przebrałam się w robocze ubranko i jeszcze szybciej pobiegłam do roboty.

    Pamiętałam przecież, że obiecywałam zakończenie jego biura na jego urodziny.

    Rozpoczynając pracę nie byłam już tak bardzo optymistycznie nastawiona na zakończenie. Niepokoił mnie lekki spadek na progu.

    Gdy MM wchodził do domu, wkładałam ostatnią listwę podłogową.

    A oto ja szczęśliwa! Jakże by nie być?

    Niedzielnie wszystkich pozdrawiam. 😃

    Teraz czas na pizze, tort i lampkę (a może i dwie) Martini Rossi. 🍷🍷🍷