Wczoraj pomarzyłam, dziś wróciłam na ziemię.
Zupa ogórkowa stoi w lodówce i czeka. Zawiozłam garnuszek mojej córci.
Śniadanie: dwa jabłuszka. Nie miałam czasu na śniadanie, więc dobrze, że zjadłam dwa jabłuszka.
Obiad: porcja krewetek na masełku. Mam ich dość!!!!!
Kolacja: marcheweczki
To całe moje dzisiejsze menu. Miałam ochotę na batona proteinowego, ale czy zjadłabym całego, to nie jest pewne. Nic mi się już nie chce jeść. Mogę jajka przecież, na samą myśl o nich, robi sie nie dobrze. Ryby nie mam ochoty smażyć, sałatki wychodza bokiem, podobnie z boczkiem. Jutro sie przemęczę, ale widzę, że na nastepne 11 dni, muszę wyciągnąć moją wydrukowaną dietę na papierze, bo na razie to stosowałam “dietę” z pamięci.
Samopoczucie? Nie czuję głodu i mogłabym już, nie jeść. Jem marcheweczki bo coś trzeba, najlepsze…one są słodkie!!!! 😄
Trudno, żeby przy takim jedzeniu sadła nie ubyło.
/nie mam zielonego pojęcia co zrobić jutro na śniadanie/
Leave a comment