Od wczoraj mamy ładną pogodę. Z zapowiadanych deszczów, nic się nie pojawiło. Słońce i jeszcze raz słońce. Odczekałam do 11am i wyszłam na zewnątrz. Najpierw z dmuchawą, sekatorem, kosiarką i obcinarką. Tak zawzięcie pracowałam, że przecięłam przewód elektryczny. A że u nas przedłużaczy jak w sklepie, zamieniłam przecięty niesprawny na inny użyteczny.
Z przerwami na spożycie wody dla orzeźwienia pracowałam do 7:30pm. Dmuchałam, przycinałam, formowałam. Nie miałam już czasu na posprzątanie gałęzi bo w przeciwnym razie padłabym brudna i nikt by mnie nie zmusił do wzięcia prysznica.
Prysznic dodał mi sił i mogłabym, ponownie wylecieć na yard i zbierać gałęzie. No jestem szalona ale …. Odpoczynek po pracy to rzecz święta.
Jednym słowem: wszystko ma swój czas i nie trzeba tego niszczyć.
Leave a reply to ogryzek zycia Cancel reply