ogryzekzycia

Nauczyć się być radosnym, kiedy serce płacze… Nauczyć się płakać, kiedy serce się cieszy… Nauczyć się dawać, nie dając… Nauczyć się brać, nie biorąc… Nauczyć się żyć, nie czując życia.. Nauczyć się ….miłości nie kochając… Nauka jest sztuką!!!!

i nie będzie to opowieść o bursztynie lecz o piesku.

Ogłoszenia internetowe o sprzedaży lub oddaniu pieska, przeglądałam dość często ale moje godziny pracy oraz sprzeciw MM nie pozwalały mi na posiadanie czworonoga. W 2010 roku przeprowadziliśmy się do domu, który MM wynajął. Po przeprowadzce zmieniłam pracę i zdecydowałam… chcę pieska… MM w dalszym ciągu pracował na wyjazdach, więc nie brałby udziału w wychowywaniu.

Zdecydowałam się na adopcję pieska ze schroniska. Niestety do adopcji nie doszło, po kilku tel rozmowach, pracownik schroniska (pani z łamaną polszczyzną o polskich korzeniach) stwierdziła, że mój angielski nie jest wystarczający aby powierzyć mi pieska. MM był zbulwersowany, w tamtym momencie szykowałam się do testu na obywatelstwo i moj angielski był wystarczający i wyczerpujący do opieki nad starszymi osobami i małymi dziećmi. No cóż, nad psami opieki pełnić nie mogłam. Syn był również bardzo zdziwiony.

W mojej głowie krążyło pytanie….czyżby zadziałały, polskie korzenie…?

Dałam spokój z adopcją. Nie potrzebowałam już komisji, sprawdzającej moje warunki mieszkaniowe, w których mieszkałby piesek. A może tej z polskimi korzeniami, mieliśmy za duży metraż i piesek by w domu zaginął. Nie dowiedziałam się.

Powróciłam do internetowych ogłoszeń. Po wielu dniach przedzierania się przez gąszcz internetu, ZNALAZŁAM!!!

Pindcher Miniature (mieszaniec z czymś tam). Zakochałam się w piesku ze zdjęcia.

2,5 godziny jazdy na jakieś zadupie, nie obrażając przedmieść i wsi. Czasami nie można nawet porównać polskiej wsi do amerykańskich wieśniaków. Polak wygrywa w przedbiegach.

Trafiliśmy na farmę hodowli Chihuahua.

„Mój” piesek został wyjęty/wypuszczony z klatki i….tylko zawirowania powietrza po nim zostały. Skakał po wszystkim, był szybszy od błyskawicy.

Nie mogłam tego pieska wziąć do domu, nie potrzebowałam pędziwiatru. Potrzebowałam pieska, któremu dałabym swoją miłość i troskę. Zrezygnowana kierowałam się do wyjścia.

Przy wyjściu z pomieszczenia, na skrawku wymęczonego dywanu leżał MM. Bawił się to za dużo powiedziane, głaskał, zaczepiał czarnego pieska. Gdy bliżej podeszłam usłyszałam jak coś do pieska mówił lecz w tym hałasie jakim było ujadanie, wycie i szczekanie ponad 100tki psów, nie sposób było zrozumieć wypowiadane przez MM słowa.

Podchodząc bliżej, wiedziałam, że tego trzęsącego się czarnuszka nie kupię sobie lecz MMowi. Był zaskoczony z mojej decyzji.

Przy zakupie dowiedzieliśmy się, że piesek był zakwalifikowany do uśpienia ze względu na chore oczy i inne choroby. Mimo wszystko zabraliśmy kruszynkę z tego miejsca. Podczas jazdy trzęsła się i wymiotowala. zamiast do domu, pijechaliśmy do weterynarza. Przy wypełnianiu pierwszej pieska dokumentacji zapytano mnie jak go nazwę.

Bez zastanowienia odpiwiedziałam….

AMBER

Cdn…


Moja AMBER nieżyje ☹️🥲🥲

Posted in ,

Leave a comment