U nas długi weekend. U mnie dzisiejszy dzień również wolny.
Zaplanowałam na dziś cementowanie hollu na piętrze. W zasadzie tylko połowę, bo na połowie przybiłam płyty. Z jednej strony długiego hollu spadek na prawie a momentami więcej niż 2cm. Nie mogłam dać tak grubej warstwy zaprawy cementowej, ponieważ nie wiem jak wytrzymałe są bele pod podłogą. Patrząc na ułożone sztukowane listwy i płyty, które całkowicie zgubiły poziom, to śmiem sądzić, że i bele mogą być sztukowane z różnych kawałków.
MM przyniósł mi 3 worki cementu na piętro i pojechał do ze swoją córką na zakupy, a ja zabrałam się za mieszanie zaprawy cementowej. W sklepie są gotowe suche mieszanki cementowe w zależności do czego będziemy używać.
Jakieś tam doświadczenie mam jeszcze z Polski i tutaj przecież już robiłam w piwnicy, swój office i closet MM, więc odwagi to ja miałam. Nalałam wodę do wiadra, póżniej pół worka cementu i zaczęłam mieszać. Otwierając worek z cementem , przyszło mi na myśl aby przeczytać zalecenia i ostrzeżenia. Ale Krysia mądrzejsza od producenta. Tym bardziej, że napisali na worku maczkiem to zrezygnowałam z brania okular i szkła powiększającego. Zlekceważyłam.
Bo i po co czytać, worek podobny do poprzedniego worka z cementam jaki używałam i co niby się zmieniło. Zaczęłam mieszać wiertarką z końcówką do mieszania farb. Na początku dobrze mi się mieszało ale z czasem co raz trudniej i moja wiertarka na baterie nie dawała rady.
Postanowiłam wziąć inną wiertarkę o większej mocy i na kabel elektryczny oraz inne większe metalowe mieszadło.
Tylko jak to przy remontach i zakupie materiałów na przyda się za chwilę. W garażu niby wszystko na miejscu, bo co raz organizzuję aby nic nie szukać, ale bałagan jak po huraganie, trąbie powietrznej lub trzęsieniu ziemi. Zawsze wszystko czego nie potrzebujesz widzisz i jest na wyciagnięcie ręki, ale tego czego szukasz nie ma, normalnie nie widzisz. Szukając wiertarki upadło mi plastikowe pudło ze śrubkami i podkładkami, a nie dawno go szukałam. Patrzę, a dalej leży szlifierka na papier taśmowy, która była mi tak bardzo potrzebna. Tylko tego co szukam to chyba diabeł ogonem przykrył.
Poszłam nieposcieszona na piętro aby zobaczyć czy cement w wiadrze jest ok. Nie, nie był ok, zmienił konsystencję. Nastąpiło już wiązanie, ścinanie, tężenie jak zwał to zwał, doprowadziło mnie do szaleństwa. Wróciłam do garażu, znalazłam. Wróciłam na piętro do cementu dolałam wody i ….. uruchomiłam wiertarkę i końcówką metalowego mieszadła. Niestety ale zapomniałam, że to diabeł szybki i elektryczny, nie ma zmiany szybkości obrotów. Jak mechnęło to machnęło, myślałam, że ręce pourywa. Nie urwało, chwyt mam mocny ale bryzg cementem po ścianach był mocny. Wziął mnie taki nerw, że nie wiedziałam co mam ratować ściany czy zprawę cementową. Głowa szybko pracowała, pobiegłam do łazienki chwyciłam ręczniki, namoczyłam i ratowałam ściany myjąc je mokrym ręcznikiem.
Wróciłam do zaprawy cementowej tym razem naciskałam troszeczkę i myślałam, że zaprawa jest ok ale ona nie była nawet ok to była tragedia i tę tragedię wylałam pól wiadnra na podłogę. Wylałam coś co było już nie do użycia. Pełno wielkich i małych klusek które nie współpracowały ze mną. To co było rzadkie rozpłynęlo sie po podłodze, ale to mi wogóle nie pomogło. Zastygało w kosmicznym tempie. A ja biegałam po następne ręczniki aby to ściągnąć z podłogi bo jeśli bym zostawiła musiałabym chyba młotem pneumatycznym zrywać. Rękawice miałam brudne i ociekające cementem który zastygał. To była walka z czasem, już bez rękawic gołymi rękoma ściągałam cement najwięcej ile mogłam.

Przyjechał MM z zakupami opowiedziałam co się stało, powiedział, że przecież nic się nie stało. Żebym to zostawiła a on pojedzie po cement do sklepu. Nie trzeba było jechać bo mam jeszcze dwa i pół worka.
Uratowałam podłogę. Zachowałam poziom i to jest najważniejsze. Ściany i listwy przypodłogowe wymyte i nie widać mojego bryzgania. A było tragicznie.
Po wszystkim wzięłam 2 tabletki valerianki bo byłam bardzo zła na siebie.
Nie przeczytałam zaleceń, a powinnam. Poprzedni cement wiązał dopiero po godzinie i nie wolno było chodzić, ten bez czytania instrukcji już przetestowałam. Rozrabiać z wodą ale w małym wiadrze bo nie ma możliwości całego wiadra zaprawy rozprowadzić na podłożu przed jej zaschnięciem. Jutro powracam na zaprawy cementowej ponownie.
Polak mądry po szkodzie, tak przysłowie mówi. Powtarzam, ale nie wiem dokładnie czego to dotyczy bo powinna być jakaś historia powstania tego prszysłowia.
,, – Ostatnio przypomniano mi, że nie trzeba być idealnym, zwłaszcza jeśli uczymy się na błędach” ~Zoey, str. 232“
Jako, że jestem kobieta, to najbardziej mi jest szkoda paznokci, a miałam takie ładne. 🤣
Leave a comment