Wolno plynący poranny czas. Aby takich poranków było jak najwięcej.
Dziś jadę do pracy, podobno na kilka godzin. Może po powrocie dokończę szlifowanie ścian w closet/szafa. Chciałabym, oj chciaaałaaabym……
Nie, nie, żebym nagle zaczęła myśleć o …. zakończeniu remontu przed świętami.
To już jest NIEWYKONALNE.
„Przetrawiłam” ten poślizg i na rzęsach stawć nie będę.
Życie jest nieprzewidywalne, znów będę zbierać okruchy dzisiejszego dnia aby zbudować z nich dobre (tylko) jutro.
Nie wyskakuję daleko w przyszłość, musi ustabilizować się to, co w tej chwili mam.
To nie jest nic nowego. To jest remisja o łagodniejszym lub silniejszym uderzeniu. Mimo to, do tego nie da się przyzwyczaić, z tym się walczy, na ile sił wystarczy. a jak nie wystarczy to musi wystarczyć. na następny dzień.
cdn…..
Nie był to długi pracowy dzień. O 2 pm byłam już w domku. Po drodze kupiłam kanapki Subway synowi dużą a MMowi mniejszą. Syn zamówił u mnie zakup kanapki, a MMowi zrobiłam miłą niespodziankę. Nic sobie nie kupowałam, nic z menu mnie nie zainteresowało tak abym miała ochotę to skonsumować.
W domu zrobiłam sobie kanapkę ale…zjadłam połowę. Nie miałam apetytu.
Będę piekła ciasto z jabłkami.🤣😋


To jest kubeczek do oddzielana żółtek od białek, baaardzo przydatny.
Z ciasta zostały okruchy, nawet zdjęcia nie zdążyłam zrobić.
“Nie ma większego bólu niż nosić w sobie opowieść, której nie można opowiedzieć.” – Oscar Wilde
Leave a comment