Pół dnia szukam kartki na której był schemat/legenda (sama to zrobiłam, bo elektrycy zleceważyli swoje obiwiązki) który włącznik wyłącza/włącza elektryczność w danym pokoju/miejscu. Strzegłam jak oka w głowie i w tej chwili byłabym bez oka.
Nie, nie znalazłam, pamiętałam który wyłącznik wyłącza elektyczność w closet/szafie.
Zainstalowałam lampę pod sufitową. Identyczna jest w toalecie gościnnej.

W urzędach w Polsce wszystko załatwiłam, wszystkie urzędniczki były bardzo miłe a nawet serdeczne. Doradca z banku w Polsce również sympatyczny.
Wreszcie wyjęłam zakwas na chleb z lodówki. Chyba miesiąc stał. Zaglądałam, sprawdzałam, za każdym razem nie chciało mi się z nim bawić. Widziałam, że jeden podrósł, aż do pokrywki i opadł. Jakby prosił aby go wypuścić. No i miałam problem z otwarciem pojemnika, musiałam podważyć nożem, zakwas zrobił…uffffff.

Podgrzały się oba zakwasy i zaczęły prawie z radości bulgotać, bąbelki ich rozpierały. Fajna reakcja. Nakarmiłam i ponownie zamknęłam pojemniki. Możliwe, że jutro chlebek upiekę. Co kilka dni piekę (na drożdżach) małe i duże chlebki, zależy ile poprzedniego chlebka zostaje.
Jeśli chodzi o choinkę, to wciąż wodę pije, ale zauważyłam, że mniej. Potrzymam choinkę do urodzin mojej córci. Światełka też będą zapalone.
Leave a comment