Wstałam dziś wczesnym rankiem 4:45am. Kilkanaście minut po 5am byłam na GYM/siłowni. W ciągu tygodnia niestety ale nie mogłam pójść. Pomiedziałaek nie był fascynujący na GYM, a pozostałe dni to tylko praca zawodowa, a po pracy walczyłam ze swoimi bólami. Nie było nawet myśli o siłowni o remoncie lub innych przyjemnościach. W restauracji byliśmy ale….starałam się aby nie pokazać po sobie, że jestem cierpiąca. Wszystkim coś dolega, boli i nie jestem odosobniona w tym cierpieniu. Prawdę mówiąc nie da się do tego przyzwyczaić. Ale jak ból mija, jest taki moment, że przez chwilę zastanawiasz się, że coś odeszło, czegoś ci w twoim ciele brakuje. Nie ma bólu!!! Z radości wczoraj wieczorkiem popłakałam się ze szczęścia. No to żeby bólu nie było muszę ciężko pracować i nie zawsze moja praca przynosi oczekiwane efekty. Dla takiej chwili bez bólu warto walczyć.
Dziś na siłowni, włączyłam jeszcze jedno ćwiczenie.
Jestem szczęśliwa i mam nadzieję na dobry wolny dzień.
Leave a comment