Jeśli nie wiesz o co chodzi, to chodzi o kasę…..

Przeglądając wiadomości na wp.pl natrafiłam na tytuł (teraz nie pamiętam dokładnie) coś w tym rodzaju…Najbiedniejsze państwo wypowiedziało walkę… i zdjęcie właściciela fejsa. Ciekawa byłam, dlaszego ciągu zmagań tego pana. W wiadomościach podana nazwa tego najbiedniejszego państa, mają zamiar zamknąć fejsa na 30 dni i dokładnie go “prześwietlić pod kontem porno. W dalszej części artykułu dowiedziałam się, że to najbiedniejsze państwo (wp tak określiło) ma zamiar utworzyć coś na wzór fejsa w swoim państwie i tylko dla swoich obywateli.

Nic szczególnego tam nie znalazłam. Ot, zwykła wiadomość.

 

Zwykła wiadomość okazała się niezwykłą . 

Po kilku godzinach zadzwonił iphon. Nie odbieram telefonu z jedną nastawioną przeze mnie muzyką. Czekam aż pozostawi ten ktoś wiadomość. Oczywiście dzwonią z telemarketów.  Jeden telefon dziennie lub jeden na tydzień. Czym to jest uwzględnione, nie wiem. Blokuję, sprawdziłam numery biur nieruchomości dla przykładu. Numerów z których mogą wykonywać połączenia, biura mają tysiące. Blokowanie na nic się zdaje. Jeśli w ciągu dnia wykonanych byłoby ponad 50 tefonów, można założyć sprawę sądową. Oni wykonują jeden miesięcznie lub tygodniowo.

Zprawdzam na czytniku a tam co widzę. Papa (srapa) gwineuja do mnie dzwoni.  Kilka godzin temu czytałam o tym państwie. Nie wiem i nie sprawdzałam, gdzie to coś leży na naszym globie, mało to mnie interesowało i interesuje.

Wchodzę na wp.pl i szukam wiadomości które czytałam. Żadnego, żadnego śladu wiadomości o ….najbiedniejsze państwo itd… Google pokazuje wiadomości z UK, ale nie  wp.pl

Dziwne i nie dziwne… można pomyśleć, że wp.pl sprzedaje nasze dane. Można pomyśleć, że wiadomość była podstępnie opublikowana, na wp.pl celem zdobycia danych, o czym nie wiedzieli. Czyżby? Jeśli tak,  to nie mają kontroli nad swoją internetową stroną.

Zawsze byłam ostrożna w otwieraniu nowych stron internetowych,  a w sieci jestem bardzooo długo. Uczyłam się internetu wraz z jego powstawaniem.

A tu nagle coś, ktoś mnie zaskakuje.

Wiem, że wp.pl dla mnie już nie istnieje.

To było pierwszy raz i trafiło na pewno, nie tylko na mnie, ale nie ostatni raz.

Handel danymi kwitnie w najlepsze, tego koła już nikt nie zatrzyma.

 

Nieporozumienie

Mam dużo zrozumienia dla rodzin z niepełnosprawnymi dziećmi czy też rodzicami. Nie byłam i nie chcę być w takiej sytuacji. Nie wiem jak bym się w takiej sytuacji odnalazła. Mogę zrozumieć prostest w sejmie, jedynie w połowie.

Dlaczego matki skazują swoje niepełnosprawne dzieci na warunki przebywania, mieszkania, koczowania na sejmowym korytarzu. Dlaczego same nie mogą tam przebywać, wcześniej zapewniając tym dzieciom opiekę w ich miejscu zamieszkania? To brak szacunku dla dzieci, to jest poniżające dla nich, dla wielu dzieci jest to na pewno niezrozumiałe i męczące.

Walczą o godne życie, fundując swoim dzieciom upodlenie.

Zamieniły korytarz sejmowy w spalnię, jadalnię i sralnię.

Nie ma czego się obrażać jak ktoś powiedział, że na korytarzach sejmowych śmierdzi. Zdrowy człowiek się poci a pot nigdy nie pachniał. Prysznicu lub kąpieli nie zastąpi mokra szmatka, deodorant czy najlepsze petfumy. To żadna obraza, stwierdzenie … śmierdzi. Nie wymyjmy się dokładnie, a zwłaszcza kobieta podczas miesiączkowania, powąchajmy, później obrażajmy.

Nie mam pomysłu na wyegzekwowanie obietnic rządowych ale moim zdaniem nie tędy droga.

Wieszanie transparentów aby świat zobaczył. A co ten świat robi z wojnami, z afrykańskimi kobietami, reżymem w Columbii. Nie powinniśmy wciągać w swoje socjalne sprawy, innych krajów.

Moim zdaniem, kto ten bałagan stworzył ( bo to jest bałagan) powinien naprawić. Nie ważne w tej chwili jakim kosztem. Czy rząd ma, czy nie ma na to funduszy. Jak nie ma, to niech chociażby dodrukuje.

Konstrukcja

Czytam i nadziwić się nie mogę. Ktoś zbudował ogromną konstrukcję drewnianą bez zezwolenia. Konstrukcja się zawaliła, zabijając 2 osoby. Nikt do konstrukcji się nie przyznaje, więc winnych brak.

Zdumiewające, bo gdyby pan Kowalski stawial sobie zwykły znak, zapraszający do odwiedzenia jego marnego hoteliku, od razu znalazłyby się służby porządkowe i sprawdziły, pozwolenia, legalność, wymiary, itp.

Ktoś stawia nielegalnie, ogromną konstrukcję, zanim trafiła tam treść musieli wkopać bele w ziemie. I co, nikt się tym nie zainteresował, pilicja? Służby porządkowe? Urząd gminy lub miasta?

Co najmniej dziwne.

Konstrukcja reklamowa zapraszająca do odwiedzin miasteczka.

Trudno będzie uwierzyć że to p.Kowalski właściciel restauracji/sklepiku/pralni/kiosku ruchu/ srewisu naprawy rtv i agd, zrobił sobie reklamę w oczekuwaniu na klienta a co za tym idzie, na pokaźne zyski.

Zakupił materiały płacąc z własnej kieszeni, poświęcił swój czas przeznaczony na sen ( w ciągu dnia musi pracować, małe miasteczko klientów brak) wnajętą koparką i wyciągarką, a może i nawet dźwigiem, postawił reklamę.

Później zasapany stanął za kontuarem swego sklepiku itp zacierając ręce aż do czerwoności, na złotówki lecące wprost w jego spracowane ręce.

Nie uwierzę, że tak być mogło. To nie 100zł a kilka tys. zł musiałby wygospodarować ze swego budżetu. I nawet gdyby… reklamowałby swoją firmę, wtedy byłby pewny, że potencjalny kupiec trafi tylko i wyłącznie do niego.

Zazwyczaj, miasteczko, reklamuje urząd miasta.

Czy tak trudno znależć właściciela reklamy?

Powołać skład kontrolerów i przejrzeć faktury zakupu i odpisy podatku VAT.

Szybko znajdzie się winny.

Ostatecznie obciążyć kosztami kontroli, winnego. Naliczyć odszkodowanie rodzicom dziecka oraz rodzinie babci dziecka.

Ukarać za ukrywanie się tak jak karze się zwykłych Kowalskich.

Tylko trzeba chcieć.

Ale…. swój swego broni i znając życie, winnych nie znajdą bo szukać nie będą.

Wyrazy współczucia rodzinie tragicznie zmarłych. 🕯

Przyłapana, na kolanach.

Drugi wolny dzień od pracy i drugi dzień sprzątania choinek i ozdób w domu. Na zewnątrz planuję zbierać ozdoby świąteczne w następnym tygodniu, zapowiadają już całkowite ocieplenie do 18C.

Dziś mieliśmy od -10C do -4C. Szkoły, poczty, panowie od śmieci, inne urzędy, nie pracują. Lód został przkryty śniegiem. Czekamy na ocieplenie.

Ozdabianie domu było długie, bo gdzie i co powiewiesić lub postawić, potrzebowało czasu. Zdejmowanie szło mi szybciej, układanie, a więc ogranizacja w pudłach szła i idzie mi trochę dłużej. Zresztą jak zawsze, przy tym zajęciu. Biegałam z piwnicy na piętro, z piętra do piwnicy, może do setki dociągnęłam. Fitbita mam ale … chyba wywaliłam do śmieci ładowarkę, drugi stareńki też nie ma ładowarki. Zegarek app, przy włączonej aplikacji aktywności fizycznej pożera baterię bardzo szybko, więc trudno powiedzieć ile pięter pokonałam. Wystarczająco dużo jeśli kolana zaczęły boleć. Schowałam się w łazience aby MM nie zauważył, bo to zaraz zacznie się martwić, kombinować co by tu zrobić, jak mi pomóc, proponować odpoczynek. Nie byłam zmęczona, jedynie kolana odmawiały posłuszeństwa, nawet przy szerokim rozstawianiu nóg wchodząc po schodach bolały, przy uciskaniu ich i schyleniu się prawie do ziemi też bolały, wchodzenie bokiem nie pomogło, na czworaka tylko nie próbowałam. 🙈Po cichutku zaczęłam nacierać kolana maścią. Nie zdążyłam schować maści i naciągnąć dresów, kiedy MM stanął w drzwiach łazienki. Ujrzałam strapioną minę. Na pytania, dlaczego nie mówię, odpowiedź była krótka, nikt mi nie pomoże, boli to boli, przestanie. Faktycznie, nawet jak coś mnie bardzo boli, odpowiadam, OK, good. Jak już ból jest nie do wytrzymania i żadne proszki przeciwbólowe nie pomagają, stwierdzam, że potrzebuję lekarza. MM podał mi swoją maść, nie skorzystałam, zanim moja maść pomaga na takie dolegliwości będę jej używać. Nigdy nie miałam problemu z kolanami ale po bieganiu po schodach i dźwiganiu pudeł, miały prawo się zbuntować. MM proponował pomoc niejednokrotnie, z tym że to jest uciążliwe. Pudło nie jest do końca załadowane lub przenoszę ozdoby z pudła do pudła. Musiałabym być pewna, że do pudła już nic nie dołożę, a pewności nie miałam.

Wieczorem zaprzestałam, zbierania ozdób, chwyciłam sekator i cięłam choinkę. Córcia przez telefon, stwierdziła. ‘ Robiłaś w domu to, co zwykle robisz na zewnątrz. A że na podwórzu zimno, urządziłaś prace ogrodowe w domu. I dobrze mamuś’. Dobrze, czy źle, nabałaganiłam okrutnie. Igiełki strzelały i sypały się po pokoju.

Po to mam odkurzacz,  aby jutro posprzątać.

Ważne chęci, lecz czyny ważniejsze

Jacy są znajomi z pracy, każdy dokładnie wie. Jednych lubimy innych unikamy. Bywa i tak, że przy okazji imien lub innych uroczystości, zostajemy w oddali, nie mamy ochoty składać życzeń. Nie zależy nam na ich zdrowiu lub chorobie, szczęściu lub nieszczęściu. Pozostajemy obojętni. Nie mamy ochoty na serwowane ciasta, kawy, herbaty. Nieszczere życzenia, udawane uśmiechy, uściski, osobiście mnie drażnią. Nie chcę sztuczności i tym samym, nie chcę tą sztucznością nikogo obdarowywać. To jest bardzo proste: lubię lub nie lubię, toleruję lub nie toleruję, kocham lub nie kocham, chcę kogoś odwiedzić lub nie chcę. W zakładach pracy jest jeszcze coś pomiędzy: wypada, muszę. Nawet jak nie mamy ochoty to musimy. Inaczej odbije się to na premii, nagrodzie.

Pracowe znajomości nie żyją po za pracą. Jeśli nawet, to z biegiem czasu nabierają innych znaczeń, umierają śmiercią naturalną. W Polsce nie miałam koleżanek z pracy, na gruncie prywatnym. To były znajomości w biurach. Z biegiem lat w wyniku zajmowanych stanowisk, nie wypadało “zaprzyjaźniać się” z innymi pracownikami. Szfostwo żyło swoim życiem, z tego “życia” również nikt nie pozostał wśród mego grona znajomych, a na pewno nie przyjaciół. Edukacyjni koledzy, przyjaciele, znajomi z biegiem czasu, też się wykruszyli, jak kruszy się suchy chleb. Ktoś został, tylko kilomerty dzielące nas nie ułatwiają utrzymanie kontaktów, mimo że działają komnikatory i społeczności internetowe. Zamieszkiwanie na innych kontynentach spowodowało zmianę poglądów i nie mówię tutaj o politycznych.

Pracuję obecnie wśród społeczności amerykańskiej, jedni przyjazdni, innym wszystko obojętne. Zrobione, odfajkowane, dziękuję, do widdzenia albo i nie do widzenia. Nigdy mi nie zależało na koleżeństwie i przyjaźniach. Jestem jaka jestem, a najlepiej czuję się w swojej rodzinie i ze sobą. Nie nudzę się we własnym towarzystwie, jest mi bardzo wygodnie i to towarzystwo sobie bardzo cenię. Jestem osobą otwartą na poznawanie wszystkiego nowego. Takim to sposobem zaprosiłam koleżankę z pracy wraz z mężem w odwiedziny do mojego domu. Kupiła dom nad oceanem i wyprowadza się wraz z całym dobytkiem, a jest to mąż i pies, do innego stanu i już nowego domu. Stwierdziłyśmy, że chcemy kontynuować naszą znajomość nawet na odległość. Początkowo nasze spotkanie ustaliłyśmy na czartek. Hrnold a mąż Ellen, nie był chętny na towarzyszenie w spotkaniu. Po wymianie smsów, okazało się, że czwartek nie bardzo jej pasuje. Zaczęłam podejrzewać, że po prostu rezygnuje, a nie chcąc mnie urazić, kombinuje. Nie zrażona, zaproponowałam piątek. Byłam w błędzie z tym kominowaniem. Termin jak najbardziej jej pasował i …Haroldowi też.

Przyjechali!!!!!! Ellen była ciekawa mojego domu i rozpoczęliśmy “wycieczkę” po “salonach”. Harold szybko nawiązał rozmowę z MM. Upiekłam chlebek turecki, który przypadł moim gościom do gustu a kawa, jak kawa. Spędziliśmy w swoim towarzystwie ponad 2 godziny, i powiem, nie nudziliśmy się. Zaklepaliśmy następny termin naszego spotkania, jeszcze przed ich całkowitym wyjazdem z miasta.

Lubiłam i lubię swoich nowych znajomych. Po ich wyjeździe zastanawiałam się….że też im się chciało do mnie przyjechać….

Musi w tym coś być, może nie w tym, tylko we mnie.

Zadowolona jestem bardzo ze spotkania, MM również.

Mam nadzieję, że ta znajomość utrzyma się na dłużej.

Prezent jaki otrzymałam od nowych znajomych. Może to nic, a dał mi wiele radości.

Trzeba umieć cieszyć się z niczego, tak niewiele osób opanowało tą sztukę.

Wyjaśnienie

Muszę przejrzeć moje posty. Pisze na: iphonie, ipadzie, laptopie. Post zaczynam pisać np. Iphonie w międzyczasie dopisuję na ipadzie. Oczywiście zapisuję często. Otwierając laptopa nie widzę zapisanego posta, zaczynam od nowa. Wspaniała technika kasuje mi lub urywa pół posta. Czasami świadoma lub nie, publikuję całego posta a tak na prawdę publikuje się połowę z urządzenia na którym zaczęłam pisać a nie z tego na którym posta zakończyłam.

W tym tygodniu mam kilka dni wolnych, muszę przejrzeć. Zrobił się bałagan.

Jeszcze raz, wszystkiego dobrego w 2018 roku🎄🍾

31 December 2017 🍾🍾🍾

Ostatni dzień starego roku. Jaki będzie?

Poranek.

Kilkakrotnie budziłam się w nocy, sięgając po tel aby sprawdzić godzinę, czy aby to rano i trzeba wstawać. Nie, nie trzeba było. 2:25am, 4:10am wczesna pora na pobudkę.

Ostatecznie o 7:14am jednym okiem łypałam (przymrużonym okiem starałam się dojrzeć) na ekran iphona. MM już na dole, kuchni lub tvroom. Wiadomości, nowości brak. Pożary, trzęsienia ziemi, ktoś zginął pod kołami. W Zakopanem afera, Louisianie też, ogólnie końca świata nie było.

Gdy oczy oswoiły się ze światłem, włączyłam pilotem lampki na choince. Zajrzałam do bloxa. Blog do którego często zaglądałam, od tygodnia jest skasowany lub zablokowany przez administratora. Blog nie zawierał treści zabronionych. Relacje z życia codziennego. Nie zawsze zgadzałam się z blogowiczką, ale nie mój blog i nie moje życie. Nie komentowałam w sposób negatywny. Inna blogowiczka z bloxa rozpoczęła poszukiwania “zaginionej”.

We wczorajszych planach był wyjazd na śniadanie. Zostaliśmy w domku.

MM usmażył boczek a ja na tym tłuszczu kromki chleba. Dawno jadłam taki chlebek, oj dawno. Pieski dostały resztki z boczku. MM usmażył sobie jajka na warzywach. Takim sposobem, wszyscy o poranku najedzeni i szczęśliwi.

Pieski jak widać, wciąż czekają.

Przed południe. Zapomniałam o zakwasie pozostawionym do wyrośnięcia. Z części zagniotłam ciasto chlebowe, resztę schowałam do lodówki. Pieczenie chlebka nie planowane, no cóż, to będzie ostatni pieczony chlebek w tym starym roku.

Na skype porozmawiałam z mamusią i MSH. Złożyłyśmy wzajemnie noworoczne życzenia.

Czas na obejrzenie ubrania MM. Co on na siebie włoży, brak problemu jest problemem. Trochę schudł, może być problem lub nie.

No i był problem, garnitur pracowy nie nadaje się na sylwestra. Ślubny za duży a gdyby nawet, mole pojadły. Został jeden pognieciony. Z tym to dałam radę, spryskałam i do suszarki ale…mole też dziurki zrobiły. Zamazałam flamastrem.

Może być😁😜w półmroku i tak nikt nie zobaczy.

Synek przyjechał, wziął wałówkę, chwilę ze mną posiedział. Niestety, nowy rok nie zapowiada się milusio. Zobaczymy jak rozwinie lub zwinie się sytuacja. Przykro i nie, o tym później około marca nowego roku.

Na miejsce dojechaliśmy szczęśliwie. Po zakwaterowaniu i przebraniu zostaliśmy przewiezieni na salę balową.

No i zaczynamy!!!!!!!!!

Jemy, jemy, jemy. Po 8pm ludziska poszli na parkiet. Dwie godziny siedzenia i jedzenia, teraz i ja muszę wyskakać. W przerwie dla złapania tchu, mogę popisać.

Muzyka a raczej zespół muzyczny gra od 6pm bez żadnej przerwy, muszą mieć dużo energii żeby się tak produkować.

Przy moim stoliku siedzi oprócz mnie i MM 3 pary. Dwa krzesła wciąż są wolne. Możliwe, że nikt nie przyjdzie. Ludzie bardzo sympatyczni, wiek około lub po 40-ce.

Zespół po 3 godzinach grania się zwinął, kto lub co będzie teraz grało. Zobaczymy. Do Nowego Roku został TRZY godziny.

Muzyka drugiego zespołu nie tylko do tańca, gimnastyki i różnego rodzaju wygibasów. Kalarie wrzucone podczas jedzienia, spalę, wyrzucę z siebie. Teraz mamy przerwę. Mniej niż DWIE godziny do Nowego Roku.

Murzynka pochwaliła mnie za wykonany taniec😁😁

Zostało nie całe 30 minut Sarego Roku. Nogi bolą od skakania. Już posiedzę sobie. Odpoczynek jak najbardziej mi się należy. Zapomniałam pidżamy wziąć ze sobą, tę jedną noc prześpię w …swetrze, jest w szafie tutaj długi szlafrok, może się w niego wtulę, po przyjęciu tabletki na sen zaaplikowaniu korków do uszu, nie będę myślała czy szlafrok prany czy tylko odświeżony. Bo wiadomo, w najlepszych hotelach oszczędzają na wszystkim, dlaczego by w tym tego nie robili.

24 minuty!

14 minut!

4minuty!

Szczęśliwego Nowego Roku 🍾🍾🍾🍾🍾‼️‼️‼️‼️‼️‼️‼️‼️

Na podwórzu fajerwerki. Wrzaski, hałas, przymrozek, radość i szczęście.

MAMY NOWY ROK 2018🍾‼️

Przed dzień sylwestra

Tak jak planowałam. Upiekłam dwie karpatki i usmażyłam pączków. Do karpatki córci użyłam lekkiego kremu, syna karpatka została pismarowana kremem budyniowym. Tak jak zamówilibtak i zrobiłam. Pączki polukrowałam jak zawsze, lukrem z soku z cytryny i cukru pudru. Słodziutkie i oczywiście, że smaczne. Córcia pod wieczór przyjechała odebrać, syn odbierze jutro.

Nie robiłam, żadnych zabiegów, typu maseczki czy masaże. Kiedyś przed wyjściem nałożyłam maseczkę z płatków owsianych, myślałam że skórę twarzy mi spali. Co dodają do płatków, trudno powiedzieć, mówią że owsianka zdrowa.

Resztę dnia przeznaczyłam na odpoczynek.

Tylko tydzień

Och wiem, że są ludzie nielubiący świąt i ich nieobchodzący. Wiem też, że są samotni, którzy stawiają choinkę i robiący sobie prezenty. Bez względu na różne poglądy i powody, mam święta i choinkę każdego roku. Yard z MM wydmuchałam z (chyba) ostatnich liści. Od paru tygodni yard jest ozdobiony. Domek wewnątrz również, czas na choineczkę, czeka nagusieńka na przybranie🌲.

Caluśki dzień przyozdabiałam choineczkę, rozmawiając na skype z mamą a później z młodszą siostrą. Miło się gawędziło.

Choineczka ubrana🎄🎄🎄🎄🎄

Paczka

Wysłana paczka dotarła do celu na początku tego tygodnia. Była do odebrania na poczcie już wcześniej ale siostra musiała wyjechać do Wawy. Mieszkanko odmalować, podszykować, posprzątać dla następnych lokatorów wynajmujących. U mnie sypało śniegiem a szwagier wysyła zdjęcie prawie roznegliżowanej siostruni. Ładna ta moja młodsza, pożartowałam ze szwagrem, ładną laskę sobie przygruchał. Z paczki wszyscy zadowoleni, cukierki, ciasteczka i choinkowe zabawki. Bałwanek śpiewający i kręcący się a kółko, karuzela z muzyką. Mikołaj podnoszący na oczy woreczek i opuszczający do dołu. Tak byli zachwyceni, że siostra w jeden w dzień nosiła do pracy pokazać w następny siostrzenica do swojego biura. Cieszę się, że podobało, że i oni mieli trochę radości. Mamusia zadowolona i kiedy z nią rozmawiałam, opowiadając, śmiała się. Nie łatwo rozbawić moją mamusię.Mamusia ma chyba z 13 takich zabaweczek. Kolekcjonuje, wysyłam każdego roku. Już wyjęła z szafy. Ja mam 3 lecz jedna nawet po założeniu nowych baterii nie uruchomiła się, nie kupowałam sobie, zawsze w sklepie naśmieję się, nabawię. Nie miałam potrzeby kupowania.

Każdego dnia przekładałam zakup choinki świątecznej, za późna pora. Dziś już jest ten dzień.

Bez tytułu

A właśnie, że dzień pracy nie był ciężki. Nawet przyjemny. Skończyłam wcześniej, niż przewidywałam. Zajechałam do sklepu, kupiłam drobnostki do paczek świątecznych. Talerzyk, pojemniczek na avocado, trzy oliwy w metalowej postawce, miód, syrop waniliowy i o smaku białej czekolady. Wrszłam też do Farmer Marketu zrobiłam pierwsze zakupy. Po raz pierwszy zdecydowałam zamrozić pierogi. Wiadomo wyrób pierogów jest czasochłonny, po ich zrobieniu opadam z sił. W tym roku wyprobuję mrożenie pierogów. Kupiłam też nóżki na galaretę i języki. Makaron łazankowy, pęczak na kutie.

Choinki dziś nie kupiliśmy. Za późno wróciłam do domu. Plac na którym choinki sprzedają otwarty jest bardzo długo lecz nie mam ochoty wybierać drzewka przy światłach latarni. Marzy mi się smukłe i za takim będę się rozglądać.

Dziś zadzwoniła Sandra. Wróciła z Californii. Święta będzie spędzać z rodziną. Spotkamy się już w nowym roku.

Cenne jest zdrowie, każdy ci to powie 😷😷

Z moich planów przed świątecznych, że będę miała wolny tydzień nic nie wyszło. Następny tydzień, niestety pracujący. No cóż po pracy będę kucharzyć. Ozdabianie domku jest w trakcie, bez pośpiechu i naciskań. W rytmach kolęd dekoruję. Jutro kupimy choinkę. Bez nerwów, na spokojnie ze wszystkim zdążę.

Synuś miał dziś egzaminy końcowe semestralne i prześwietlenie płuc. Zajechał do mnie, nie wyglądał dobrze. Zjadł rosołek i dałam w słoiku do domu. Będzie miał na jutro. Jeszcze dwa dni zwolnienia, może jutro doktorka zadzwoni odnośnie prześwietlenia. Oby wszystko było dobrze.

Cenne jest to co tracimy i na czym nam najbardziej zależy.

Zmiany

Zimne poty obudziły mnie po 2am. Cała twarz zlana zimnym potem. Moje ciało rozpalone jak ogień, chociaż gorąca nie czuję. Nos zapchany i mam katar wewnętrzny, zbiera mi się na kichanie co chwilę. Zbiera się, ale nie kicham. Co dalej. Trudno powiedzieć. Muszę wstać i jakieś medykamenty przyjąć. Inaczej będzie źle bo nieciekawie to widzę. Ten tydzień mam pracujący. Aby mnie nie położyło do lóżka na dobre. Gorączki nie mierzyłam ale i nie czuję abym miała. Wygląda to na wstępne przeziębienie. Jeszcze półtorej godziny i trzeba będzie wstawać.

Ciekawa jestem i zjadę samochodem na dół do ulicy. Mam zapas piasku. Może mi się uda. Temperatura -3C, znów zapewne zamarzło to co wczorajsze słońce roztopiło. Planuję wyjazd z dzielnicy inną trasą, mniej pagórków i mniej oblodzonej jezdni. Tylko ulice osiedliwe są jeszcze w złym stanie, autostrady używane przez 24/h są przejezdne. Wczoraj były.

Do pracy dojechałam cała i niezdrowa. Katar, kaszel ale nie mam bólu głowy, gorączki, osłabienia, zawrotów głowy, nudności. Więc, z kaszlem i katarem dam sobie radę. 🤧😷🤫

Drogi główne przejezdne, szkoły od dzisiaj czynne to i ruch większy.

Dzień przeżyłam. Z nosa lało się jak z kranu, teraz kran jedynie przecieka.

Mój syn chory, jeszcze nigdy nie widziałam go tak zbiedzonego. Umówiłam wizytę i kazałam jechać do lekarza. Trochę marudził, w ostatniej chwili wyskoczył z łóżka i pojechał. Gorączka, wysokie ciśnienie, poty, dreszcze, osłabienie, ból żołądka. Dziś było za późno na zrobienie RTG, jutro musi pojechać. Dostał trochę leków w tym antybiotyk. Mam nadzieję, że jutro będzie lepiej. Dostał zwolnienie. Źle czuje się od tygodnia, wczoraj było lepiej i zdecydował się pójść do pracy. Dziś bardzo źle. Nastrój też ma przygnębiający.

Długo z nim rozmawiałam lecz do niczego nie doszliśmy. Ma trochę problemów z dziewczyną, wygląda na to, że się rozstaną. Jak każda kochająca mama, chciałabym jak najlepiej lecz….to dziewcze nie jest dla niego. Pozbawiona uczuć, zimna ryba nastawiona na branie. Zobaczymy co będzie, zebym chciała o tym napisać, powstałaby powieść.

Nie jestem chętna do prac ozdobniczych w moim domu. Jutro mam krótszy dzień w pracy, więc może po pracy zabiorę się do pracy😱.

Nie mam też ochoty ślęczenia w internecie i wyszukiwania prezentów, może też jutro.

Brak chęci nie kręci.

Nerwówka

Nie lubię z MM pracować. Choć przygotowania do świąt, to nie jest prawdziwa praca. Poprosiłam aby przyciął mi metal, ohhh najpierw się nagadał, przyciął z boków o których nie wspominałam. Boki które chciałam aby były przycięte, zostawił i nie chciał zrozumieć o co mi chodzi. Nie jestem tak wielka jak on, nie sięgam!!! On swoje. Zostaw to i daj spokój – powiedziałam. Wkurzyłam się, bo siedzi i marudzi, że nie ma co robić a jak już poproszę to….przenosząc doniczkę z dużym drzewkiem…porozlewał wodę (na dywan też), zamiast na stojaczek, postawił obok. Już drugi raz nie poprosiłam. Modląc się po cichu aby nie naruszyć kręgosłupa, postawiłam na stojaczku (siega mi do pasa). Siedział w kuchni i znów marudził, że nie ma co robić, w pewnej chwili chciałam wypomnieć mu, ten metal, rozlaną wodę na dywan z doniczki i postawienie doniczki byle gdzie, tak na odczepnego. Dałam spokój, nie zrozumie, bo zrozumieć nie chce. – zrób mi ten metal powiedziałam …. ale po co, dlaczego, nie ma sensu. – to nie rób.

Przytargał metal z garażu, w złości wywaliłam do garażu. No i na nowych kuchennych blatach zaczął ciąć a później kleić. Martwiłam się o kuchnie, nowa, piękna a MM ma to gdzieś, zamiast na stole , to na nowych blatach musi ciąć. Dobrze, że podłożył ściereczkę.

Koszmar, MM się nudzi a ja mam przygotowań do świąt tak wiele, że nie zauważam kiedy wieczór nastaje. Boję się go prosić o pomoc, bo jest nie ostrożny. Niech będzie tak jak jest, sama wszystko zrobię. To nie jest tak, że uważam, że zrobię najlepiej, ale gdy widzę jego minę, pośpiech, niechęć i niezdarność, wolę sama zrobić. Niech siedzi i się nudzi, nie wiem i nie rozumiem co to znaczy NUDA, ale niech się nudzi. Śniegu napadało mógłby poodgarniać, nie zrobi bo takiej pracy nienawidzi.

No i dowiedziałam się, młodsza córka jednak przyjedzie na święta. Dobrze że na drugi dzień świąt pójdę do pracy. Gdyby nie przyjechała zrobiłabym sobie wolne.

Nie ma nigdy tak jakbyśmy chcieli, niestety.

Kurz

Znów nakupiłam ozdób na zewnątrz i wewnątrz. Wydałam w niedzielę, ponad 400$, wczoraj ponad 100$. Jestem zadowolona i wcale nie dlatego, że w portfelu lżej. Na front yardzie, będzie pięknie.

Dziś odkurzam na back yardzie. Nasypało bardzo dużo liści. Przy dmuchaniu, kora mi się przemieszcza, więc wzięłam inna maszynę i wciągam. Trwa to dłużej, ale co mam robić. Kuchnia cała osłonięta bo malarz od wczoraj szykował a dziś maluje sufit i prawdopodobnie jeden raz pomaluje ściany. W domu bałagan ponownie. Co zorganizuję “stół” do przygotowania jakiejś kanapki, prowizorkę oczywiście, to na drugi dzień trzeba się znów przemieszczać. W piwnicy bałagan świąteczny, lamki, ozdoby, kokardy, tasiemki i inne ozdoby, zajęły mi dwa duż plastykowe stoły rozkładane. A przecież “kuchnia” miała być w piwnicy. Tak się starałam, organizowałam, znosiłam i czyściłam. A teraz dwa stoliki rozkładane w tv roomie. Na nich … trochę bałaganu. Zresztę bałagan jest wszędzie. Dywan zwinięty, szafka z kuchni, na pufie w pojemniku bułki i jabłka w woreczku. Kurz białym korzuszkuem ściele się pięknie po podłogach, w dywanach będzie jego podwójna ilość. Jednym słowem tragedia.

Dojścia do pralni też nie ma, a wyprałabym coś, z całego tygodnia się nazbierało. Ot i tak sobie żyję, w bałaganie i kurzu, czekając na ukończenie remontu.

Jednym słowem coś za coś.

Szuflada

Zmęczona jestem. Weekend wolny, tylko poniedziałek do pracy i reszta tygodnia również wolnego.

9:22pm robotnicy jeszcze stukają, kończą poziomowanie drzwiczek od kuchennych szafek. Nie miałam siły czekać na sprawdzenie. Zlew, zmywarka i piecyk gazowy podłączony i to najważniejsze. Indyka będziemy mogli piec, zmywać gary też. Nareszcie!!!!

Zmywanie w łazience, która nie jest wcale daleko bo przy kuchni nie jest wygodne. Umywalka łazienkowa nie jest zlewem kuchennym. Jakoś dawaliśmy radę i gdyby trzeba by było, dawalibyśmy radę dlużej. Cieszę się, podłczone urządzenia kuchenne hurra‼️‼️. Dalsza część remontowa będzie za dwa tygodnie, nikt się nie pojawi w następnym tygodniu. Chociaż i dziś nie spodziewaliśmy się, MM wysyłal emaile, dzwonił, kontakt był utrudniony. Główny kontraktor nigdy u nas nie był a stwierdził że wszystko przygotowane jest do malowania ścian. Och MM się wkurzył.

Robotnicy przyjechali dosłownie przed 4pm. Po pracy miałam zajechać do sklepu i dokupić jakieś ozdoby choinkowe, zrezygnowałam.

Ostatnia brygada remontowa – mimo że była planowana szuflada, zakleiła front szuflady a resztę wraz z szynami wywaliła do garażu. Dobrze, że nie do śmieci. Patrzyłam na szufladę w garażu i widziałam oczami wyobraźni moje $$$, szyny do szuflad około lub ponad 200$ a reszta to też nie złotówka. Byłam zła, że nie skonsultowali się ze mną, tak po prostu sami zadycydowali. Okazało się, że im szuflada nie pasowała po piecykiem gazowym. A wcześniej przecież rozmawiałam, żeby w razie trudności z głębokością szafki lub długością, przyciąć. Zakleżało mi i to bardzo na tej szufladzie. W każdej kuchni jest taka szuflada, gdzie zbiera się “coś”, “skarby”, wrzucane na szybkiego, a nie padujące do innych szuflad. Znam się na wielu a może więcej niż wielu rzeczach. Nie podobało mi się takie załawienie sprawy. Po rozmowie, wytłumaczeniu, ostatecznie zrobili tak jak ja to chciałam. Przycięli, odkleili, przykleili, przykręcili, mam szufladę na śmieciuszki. Chodzę po kuchni i prawdzam, gdzie obite, niedopasowane, odstające i przeciekające. W zlewie mają wymienić sitka za mały rozmiar do mojego zlewu. Mają zamówić odpowiedni rozmiar, a tym czasem podstawiłam garnuszek i miseczkę. Pod pochłaniacz potrzebuję listewkę ceramiczną, zakończającą glazurę.

Jestem bardzo, ale to bardzo zadowolona z mojej kuchni. Nie mogę jeszcze, ustawiać i układać ale …. ugotować i zmywać jak najbardziej. Jak jestem przy zmywaniu. Zmywarka ustawiona ukosem. 😪

Bałwanki

Wciąż przesypiam 10-11 godzin. Żeby nie telefon od mamusi spałabym zapewne jeszcze dłużej. Mamusia była wczoraj u lekarza. Ma przypisane lekarstwa od seca, szumów w głowie, kręgosłupa, ostoporozy, dodatkowo witaminki. Musi brać każdego dnia. Nic się nie zmieniło, skupiona tylko i wyłącznie na sobie, opowiada z detalami jak się czuje, kiedy serce kołacze, która kość boli, która strona głowy boli, w którym uchu szumi, która ręka czy noga drętwieje. Wiem, że nigdy taka nie będę,  bo wiele z zachowań swojej mamusi już w czasach młodości wykasowałam ze swojej głowy i myśli. Można się zmienić jeśli człowiek tylko tego chce, mojej mamusi jest tak wygodnie. Szkoda mi młodszej siostry, mamusia ją zamęczy. Ale…to co ja w relacji mamusia i reszta rodziny, naprawiłam, jest w stanie naprawionym. Nie ma nerwówki i plotkowania. Cieszy mnie to bardzo.

Dziś mam dzień wolny, będę ozdabiać yard.

Ozdabiałam do późnego popołudnia. Nie które lampki sprawdzam, naprawiam, wyjmuję i zakładam żaróweczki, sprawdzając która jest przepalona lub wąsy drucików ułamane. Muszę jeszcze zrobić 2 gwiazdy ze steropianu, który pokryję czerwonym materiałem. Wszyskie czynności są czasochłonne, dobrze, że zaczęłam dziś bo już wiem co mam dokupić. Wogóle nie znaczy, że to będzie jednorazowy wypad do sklepu.  Brakuje mi kleju w patyczkach na gorąco bo dużo używam. Zrobiłam bałwany lecz jak pokazałam na skype siostrze z Polski. Zdziwiła się, że bałwanki nie mają rączek albo jakąś miotłę im dokleić.bałwanki4Doklejaniem łapek lub mioteł zajmę się już w sobotę, jutro będę po pracy chyba za bardzo zmęczona i nie planuje niczego.

Teraz kąpiel i relax.

Zegarek

Wczorajszej nocki, po całodziennym dmuchaniu liści z przewą na szybki wyjazd do sklepu w roboczym ubraniu, także szybkim prysznicu i lampce wina do malutkiej kolacji, którą przyszykował MM, wsoczyłam do łóżka. Jak dla mnie była wczesna jeszcze godzina, bo przed 9pm, usnęłam nie czując, że odleciałam. Ostatnio przesypiam 10-11 godzin. Czyżbym wracała do czasów niemowlęcych? A mówią i piszą, stary człowiek przesypia 5-6 godzin. Tylko się cieszyć, moje spanie nie wskazuje na starzenie się mego orgazizmu. Martwi mnie, czyżbym w krótkim czasie potrzebowała piaskownicy😀😀😀.

Śniadanko mieliśmy w Einsteinie, jak zawsze kanapki z łososiem i kawka. Przejrzałam nowości i ….wpadłam na pomysł. Zastanawiałam się jakiś czas nad moim pomysłem w ciszy. MM ciekaw był mego pomysłu, a właściwie pomysłu na prezenty konkretnie dla nas. Zdradziłam. MM zachwycony.

– ale do świąt daleko

– a dlaczego mamy czekać do świąt, każdy dzień jest świętem / odpowiedziałam

MM podchwycił. Sklep apple odwiedziliśmy po południu sprawiając sobie po zegarku. MM kupił większy bo i ręka większa, mój jest damski i mniejszy. Teraz będę dostępna 24/7. Nie będę musiała pilnować iphona, ipada. Mam nowy gadżet. Do świąt, prawdę mówiąc trzeba dożyć, chcę już cieszyć się i korzystać dziś a nie za kilka tygodni.

Mieliśmy frajdę uruchamiając no i poznając zegarek app. Jak kiedyś pisałam jestem fanką apple. Dziwię się, że dopiero w tym roku zdecydowałam się na zegarek. MM dawno proponował.

Do wszystkiego trzeba dojrzeć, dorosnąć.

 

Kuchnia

Zdecydowanie za dużo liści i żołędzi. Nawet połowy liści z drzew nie pospadało a ja urobiona po pachy. Dmucham i dmucham a one wciąż lecą. Musiałam prace na yardzie przerwać bo dziś mam kontrolną wizytę u specjalisty. Kręgosłup nie dolega, pracuję w specjalnym pasie. Tylko ciśnienie mi skacze. Głowa boli i w tej chwili wiem że mam wysokie ciśnienie krwi. Tabletki dodatkowe zawsze mam ze sobą, w razie komplikacji jestem zabezpieczona. Pielęgniarka zmierzyła ciśnienie, za wysokie, przyjęłam połówkę tabletki. 

Po wizycie u lekarza, z kręgosłupem jest wszystko dobrze. Nie pracuję na yardzie tzn. nie noszę płyt kamiennych, nie dźwigam ciężkich rzeczy ani zakupów,  w pracy mam lżej bo teraz pracuję co drugi tydzień, dużo nie chodzę, wszystko będzie dobrze. Rehabilitację zaniedbałam. Każdego dnia obiecuję sobie, że to dziś zaczynam, nic mi nie wychodzi. Na wizytę mam udać się w razie jakiś komplikacji ostatecznie za 6 miesięcy. Tabletki przyjmować w razie konieczności. Przeciwbólowych prawdę mówiąc wogóle nie przyjmowałam będąc w Polsce. Miałam tych prochów ze sobą całą torbę. Nie wiele skorzystałam. 

Grupa budowlano – temontowa przyjechała dziś bez zapowiedzi. Układali glazurę w kuchni, instalowali piekarniki, pochłaniacz, mikrofalę i lodówkę – gotowe do użytku. Wstawili zmywarkę i płytkę gazową – w tygodniu podłączą. Zainstalowany wczoraj zlew czeka również na na podłączenie. Podoba mi się nowa kuchnia. Jeszcze nie mogę z niej korzystać ale……będzie mało że ładna ale i nareszcie funkcjonalna.  

Odkryłam, że lodówka jest cicha nie wydaje żadnych dźwięków. Zobaczymy jutro co z tego będzie. 

Jestem zmęczona dniem dzisiejszym. 

Pieski

Walczę z pchłami i MM. Podobno psów nie lubię i nie pozwalam im chodzić i brudzić wszędzie. Tak, tak najlepiej żeby załatwiały się w domu, brudziły i znosiły wszystko z podwórza. MM byłby wniebowzięty i spał wraz z psami w tym kale i brudzie. A pomyśleć, że tęskniłam będąc w Polsce za domem. Na drugi raz wezmę poprawkę. Popłakałam się z tej niemocy, niezrozumienia, że nie chcę psów w sypialni. Mów do księżyca, a właściwie wyj do księżyca. Teraz rozumiem dlaczego jego córki nie mogą się odnaleźć, szukają wciąż drogi życia dochodząc do 40tki. Pozwalanie na wszystko nie jest dobrym sposobem na wychowanie, żadnego żyjącego stworzenia na tej ziemi. Każdy musi znać swoje miejsce, obowiązki i swoje prawa. Jeśli nie jest to ustalone nawet w takim wąskim kręgu jakim jest dom, to zachwiana będzie wszelka równowaga. No i w moim domu zachwiało się, nawet muszka mi do kieliszka wpadła.

Upiekłam dziś chlebek pszenny na pszennym zakwasie i kajzerki. Córcia po te smakołyki jutro wpadnie. Chlebek pieczony był w stresie więc skórka za twarda ale do jutra rozmięknie, przykryję mokrą ściereczką.

MM napsuł mi krwi, jak to się mówi. Nie wiem o co mu chodzi ale… wiem, że mniej się mówi to i krótsza dyskusja. Dla mnie pasuje, MMowi nie bardzo. Mniejsz o to, ja na podwórzu z lampką wina, on w domu przed tv. Trzeba ochłonąć.

Nie trzeba tęsknić za czymś czego nie doświadczyliśmy.

Tak na przyszłość.

Bo miałam w swoim polskim domu źle? Chciałam lepiej, to mam, to lepsze.

“Odkurzacz”

Chyba jestem odkurzaczem, wsysam wszystkie zamartwienia: Dana z Canady-problemy, starsza siostra-problemy, mamusia-będzie miała, zwariowała pranie dziś robiła jak gdyby robiła za praczkę, córcia-zmartwień nie ma ale za to szalone pomysły, jeśli je urzeczywistni, będą problemy, Sandra-złamała nadgarstek, potrzebuje pomocy, a ja nie jestem w stanie jej udzielić. Jestem zmęczona, muszę pomyśleć o sobie. 

Dana obchodziła nie dawno którąś tam rocznicę ślubu. Wydawało się, że wszytko w najlepszym porządku. Zgodnie gotowali i pieścili swoich dorosłych synów pidczas mojej u nich wizyty. Niańczenie się z dorosłymi facetami nie przypadło mi do gustu, tym bardziej, że starszy syn skrzyczał matkę w mojej obecności. Znamy się bardzo długo, nie omieszkałam wypowiedzieć zdanie na ten temat. Dla nich codzienność dla mnie brak kultury i szacunku. Wtedy wydawało się, że wszystko w porządku, może i było, na obecną chwilę nie jest, mąż Dany zakochany, bynajmniej nie w niej. Nie chce już z nim dzielić swego życia i łoża. Boi się o swoją przyszłość. Co będzie? Zapewne nic dobrego, Dana myśli o rozwodzie. 

Starsza, zięć nie potrafi bawić się ze swoim synem. Drażni się z nim, mały płacze bo nie rozumie żartów. Wykręca rączki dziecku niby w żartach, mały z bólu płacze. Okazało się, że w ten sposób był on sam karany gdy był dzieckiem. Siostra ma pełne ręce roboty.  Jeszcze wieke innych spraw jej się pogmatwało. 

Córcia, pomysł jak najbardziej do zrealizowania. Czy po zakończeniu go nie wpadnie w depresję? 50/50. To jest na razie pomysł i niech na tym to poprzestanie.

Sandra, nadgarstek złamała na lotnisku w Niemczech. Ma założony gips i czeka na mnie. Nie mam siły spotyjać się z kimkolwiek. Nie ważne, śniadanie, lunch czy diner. 

Do zmroku siedziałam na decku. Tak szybko ciemnieje. 

Do łóżeczka położę się wcześnie. 

Powrót

Tydzień mija jak wróciłam, wciąż nie mogę przystosować się do amerykańskiego czasu.  Nie miałam za to, większych problemów ze zmianą czasu w Polsce.

Budzę się 3-4am, o 8pm jestem padnięta, przeciągam 1h ale po 9pm, mogłabym spać na stojąco. Może dzisiejszej nocki spałabym już względnie normalnie lecz obowiązek kazał zerwać się o 3am i wykonać tel do Polski, przychodni gdzie mamusia jest leczona. O 3 am kazano mi zadzwonić o 5am mego czasu. Powiadomią doktor, będzie czekać na mój tel. No, zmrużyłam oczy na 15 minut. Zadzwoniłam, porozmawiałam, załatwiłam receptę bez maminej wizyty u lekarza. Młodsza siostra odbierze receptę wracając z pracy. Starsza mówiła: nikt nie będzie z tobą rozmawiać, wredne baby w rejestracji, nie załatwisz, zbędą ciebie….nic z jej “przepowiedni” się nie sprawdziło. Wystarczyło poprosić o pomoc w swojej sprawie, a nie nakazująco. Nikt nie lubi wykonywać rozkazów, rozkazy budzą niechęć, a w najgorszym wypadku agresję. Zrozumienie dla każdego stanowiska pracy, szacunek dla pracownika zawsze się opłaci.

Dzisiejszy dzień będzie dłuuuugi. Po powrocie z pracy planuję odpoczynek, spanko, walanko, chrapanko. Co z moich planów wyjdzie, zobaczymy.

Obrazki

Dwa tygodnie temu szwagier poczęstował mamusię i mnie cukierkami z bazaru, mamusi bardzo posmakowały, więc swoje jej oddałam. W tygodniu pojechałam na bazar celem zakupienia smakołyków, pytam ludzi gdzie ruskie mają swoje stoły. Na daremnie przyjechałam,  ruscy handluja tylko w soboty i niedziele.

Obudziłam sie dość wcześnie i kierunek bazar. Nie tylko cukierki kupiłam, obładowana ciągę sie do przystanku autobusowego. Zajęte obie ręce, okulary  gdzieś na dnie torby. Gapię się w rozkład jazdy i nic dojrzeć nie mogę. Wsiadłam w pierwszy lepszy autobus. Okazało się, że zły kierunek obrałam. Jedzie do śródmieścia, ja chcę do domu na przedmieścia. Po przejechaniu kilku przystanków znów wysiadam i ciągnę sie na następny przystanek aby dojechać do śródmieścia lecz z innej strony. Słoneczko ślicznie i jasno świeciło wprost na rozkład jazdy autobusów i tym razem nie potrzebowałam okular.

Przystanek autobusowy puściutki, sobota, ludzie odpoczywają, śpią, jedzą śniadanie. Tylko ja z tobołami. Ależ oczywiście można wziąć taxi i po kłopocie, na te taxi też trzeba zapracować. Nie to, że ciułam pieniążki, mam czasu wiele, nigdzie się nie spieszę a tobołki nie są za ciężkie do noszenia. Do przystanku podjeżdża z wózkiem młody mężczyzna. W spacerówce, chłopczyk? wiek około 2 latek. Dzieciaczek mało rozmawia po za mama, baba, aaa, buuuu. Mężczyzna usiadł na ławce i pochylając się do dziecka mówi dokąd jadą, co będą robić, opowiada o przejeżdżających samochodach, pogodzie i naturze. Po czym zauważył coś pod okiem synka i delikatnie usuwa ten paproch. Później ogląda każdy paluszek z osobna, dzieciaczek w spokoju oczekuje kiedy tato zakończy insepkcje. Raptem synek odwraca główkę chowając ją od słońca, które świeci mu prosto w twarz. Mężczyzna długo nie myśląc wstaje z ławki i przestawia spacerówkę z dzieckiem tak, aby słońce nie raziło go w oczy. Autobus podjeżdża, podchodzimy do drzwi autobusu, mężczyzna z wózkiem wycofuje się,  nie wsiada. Byłam zaskoczona, stałam z boku, nie zauważyłam tłoku w samochodzie oraz dużego wóżka z dzieckiem, w środku autobusu.

Mężczyzna ubrany, jak mężczyzna w wieku 25-28 lat. Wózek spacerowy nie wyglądał na nowy i nowoczesny, malutkie kółeczka, daszek, siatka przypięta od tyłu wózka a w siatce, długa poziomnica. Pod siedzeniem były dziecięce ubranka i picie w dwóch butelkach.

Zwróciłam uwagę na mężczyznę i dziecko nie dlatego, że był skromnie ubrany on jak i jego synek, ale na zrozumienie, delikatność i miłośc jaką obdarowywał swoje dziecko.

______________

Scenka w autobusie. Córka w wieku siedmiu lat. Matka do córki – przestań lać mi wodę, kurwa.

Smutne ale prawdziwe.

______________

Dwa obrazki z życia, a jakże różne. Czy poświęcenie kilku więcej minut dla 7-letniej córki to jest tak wiele? Jaką matką będzie to dziecko w przyszłości?

Wolę pierwszy obrazek, gdzie jest poszanowanie drugiej osoby, nawet jeśli jest to mały jeszcze człowieczek. Wszystko wskazuje, że wyrośnie z niego kochający rodzinę mężczyzna.

 

 

Kasztany

Zapowiadany wczoraj deszcz z silnymi wiartami się sprawdził. Uchyliłam frontowe drzwi aby sprawdzić temperaturę odczuwalną. Rajtuzy, na nie jeansy, podkoszulek i golf. Ciepłe buciki, kurtka i zimowa czapka. Rękawiczki, parasolka. Nie straszna mi wichura ani ziąb. Podśpiewując pod nosem podążałam na przystanek autobusowy. W autobusie ludzie zziębnięci i mokrzy. Wciąż mi trudno zrozumieć, o co chodzi z tymi głowami bez nakryć i nogach w przemoczonych pantofelkach. Czy to ma być jakaś magia na przywołanie słońca, ładnej pogody, a może zatrzymanie lata?

Przesiadka na drugi autobus, a myślałam że chociaż w tym autobusie będą ludzie dbający o swoje zdrowie.

Wysiadłam z autobusu wprost na rozsypane na chodniku kasztany. Deszcz leje, zbieram piękne kasztany i cieszę się, że są urocze i smucę że nie mam komu robić kasztanowych ludzików. Podarowałam mamusi po tv i Ipada. 

Deszcz leje, poszłam do sklepu po zakupy mojej mamie. Usmażyłam naleśników. Posiedziałam, porozmawiałam, na drugiego Ipada którego dowiozłam, założyłam drugie konto w microsofcie i skype, tak na wszelki wypadek, jeśli mama zrobi bałagan na pierwszym ipadzie.

Wzięłam rzeczy mamy do pralni i w deszcz poszłam daaaaleko.

Deszcz padał caluśki dzień.

Ważne, aby być odpowiednio ubranym, wtedy nie straszne  wichury.

Przyjazd

Od trzech dni jestem po tej drugiej stronie. Odebrała starsza siostra. Pojechałyśmy od razu do mamusi. Mamusia nie zmieniła się, wagi, zmarszczek nie przybyło. Tak jakby wszystko stanęło w miejscu od 2 lat. Nie pochyliła się bardziej, jedynie chodzi bardzo wolniutko, zrobiła wielkie głupstwo,  prawie dwa tygodnie przed moim przyjazdem. Mamusia ma straszną ostoporozę (lekarze zaniedbali), nie wolno jej dźwigać i obracać się w pośpiechu. wszystkie czynności musi wykonywać w spowolnionym tempie, nie rozumie tylko zdrowy człowiek, jak takie zycie jest utrudnione. Mamusia chciała podnieść doniczkę, dość dużą, przeładowaną ziemią. Nic nie gruchnęło w kręgosłupie, przestawiło się, po nocy sie polepszyło więc, poczuła się na tyle dobrze, że w pośpiechu się schyliła, nie odchyliła się. Wezwana lekarz przypisała lekarstwa i zaleciła kilkudniowe leżenie. Poszło na poprawę i dobrze. Dziś kupiłam mamusi pas na kręgosłup. Mówi, że pas jej pomaga. Cieszę się, będę musiała sobie taki kupić, wprawdzie mam, ale ten jest szerszy i posiada więcej fiszfinek, mój tylko dwie. Kupię również pas na biodra, jak mi się nie spodoba to mamusi oddam. Wizyta u mamusi w pierwszy dzień mego przyjazdu była króciutka, oczekiwałam majstra, należało przyszykować dom do używalności. Podłączyć piec gazowy, odpowietrzyć grzejniki (tak, tak, grzeję, nie jestem przyzwyczajona do chłodów a tutaj zimno i deszczowo). Nocowałam w swoim domu.

Drugi dzień, dłuższa wizyta u mamusi i powrót do siostry domu aby jej dom przyszykować do zimy, wyjeżdża. Ten sam fachowiec jakby nie ten sam, nie pijany ale nie  kontaktowy. Nie słuchał nikogo robił swoje, rozkręcał krany spłuczki i jeśliby mógł powyrywałby rury ze ścian. Krzyczałam na niego i wyciągałam z łazienek, a on jak w transie. Nie rozumiał co się do niego mówiło. Chociaż wiele razy mówiłam do niego po angielsku, on patrzył na mnie wytrzeszczonymi oczami. Nabrudził, zostawił straszne pobojowisko, wszystko co możliwe porozkręcane, bić się przecież nie mogłam z idiotą…naćpanym facetem. No nie wiem, w jego wieku ćpać? Wszystko możliwe, teraz świat się zmienił. Za wykonane? nie dokręcone rury z których sączy się woda, przecieka również przy piecu, spłuczka nie dokręcona, pogubił uszczelki leży na desce sedesowej.  Jeszcze nie zapłaciłam. Umówiłam się na jutro, nie zapłacę umówionej kwoty. Naprawy usterek nie potrzebuję.

Po pomachaniu siostrze na pożegnanie, zdecydowałam się na długi bo 8 kilometrowy spacer. Pogoda była znośna, wiało, chłodno ale nie padało.

 

Dzisiejszy dzień,  zaczęłam od szukania innego fachowca. Zadzwoniłam do przedstawiciela w Polsce firmy produkującej piece gazowe jaki posiadam. Okazało się, że  w moim mieście “mój fachowiec” nie jest serwisantem (a przecież podawał się za takiego) i nie ma podpisanej umowy na takie usługi. W tej chwili to jest i tak nie ważne, ponieważ gwarancja wygasła 3 lata temu.  Otrzymałam numer telefonu do autoryzowanego serwisanta. Rozmowa była jak najbardziej fachowa, przyszykuje mój dom do zimy na okres mojej nieobecności. Póżniej do sklepu, do mamusi i powrót do domu. Upiekłam kajzerki, postawiłam zakwas na chlebek, porozmawiałam ze starszą. Jest już na miejscu leciała piętrowym samolotem. Co jak co, latałam chyba wszystkim, teraz miałam łóżko z pościelą w samolocie, ale….piętrowym  nie latałam.  Miejsce miała na piętrze, rzekomo niezapomniane wrażenie. Cieszę się, że i jej trafiło się coś przyjemnego.

Pokazałam moje kazjerki na skype, rozochociła się, kupi maszynę do pieczenie, dam jej wszystkie wypóbowane przepisy. Będzie piekła. Cieszę się, że zmieniła zdanie i jest bardziej pozytywnie nastawiona. Dobrze.

Jestem sama w wielkim domu. Różnica czasu 6 godzin. Dzieci czasami zapominają i dzwonią o dziwnych porach. Kładę się o 3 am wstaję między 9 a 11 am. Zanim sie przestawię, trzeba będzie wyjeżdżać. Córcia i MM czasami podglądają moją lokalizację. MM teraz jest w biurze, czekam do 1am. Będziemy mogli spolojnie porozmawiać, w czasie lunchu, szybciutko.

Siedzę przed laptopem, patrzę na ściany, słucham muzyki

Zastanwiam się, tutaj sama, tam sama, cztery ściany, muzyka, lapka wina. Mimo wszystko jestem szczęśliwa i radosna. Nie nudzę się ze sobą, zawsze mam co robić. Tak jak postanowiłam przed wyjazdem, ztarłam kurze tylko te niezbędne, podłogę w kuchni zmyłam, łazienkę tylko jedną wytarłam troszeczkę. Odpoczywam i relaksuję się. Pomagam mamie, nikt mnie nie wciągnie w żadne konfliktowe dyskusje. Jednym słowem robię to co powinnam, jest mi dobrze.

Człowiek powinien żyć w zgodzie ze sobą, reszta  spraw się ułoży.

 

 

 

 

Lekarz i babka…

Idzie jesień. Co raz więcej liści na tarasie. Aksamitka i nowe kwiatki jesienne kwitną. Poranki i wieczory chłodniejsze 22-24C. Powietrze mniej rześkie i przyjemne nie duszące. Nie planuję, żadnych prac, odpoczywam. Myślę jedynie, trzeba to zrobić, przeunąć, pomalować, naprawić. Boję się sobie zaszkodzić, moja rekowalenscencja po pack yardzie wciąż trwa. Dziś mam wizytę u specjalisty od kręgosłupa. Potrzebna mi więcej tabletek, od bólu też, te od bólu dostępne w każdej aptece to musiałabym garść połknąć, nie wiadomo czy taka dawka by zadziałała, zaszkodzić na pewno. Liści z deck nie dmucham, siedzę wśród nich i jest mi tak dobrze. Przed wyjazdem muszę jedynie chodnik tarasowy zwinąć i wstawić do garażu.

Kawkę popijam, słucham śpiewu ptaku, w oddali szum samochodów. Patrzę wokół, jest mi dobrze i spokojnie. Dziś mam off, nie muszę się spieszyć.

Posadziłam 12 krzczów dąbrówki rozłogowej ( rośliny płożące). Nie wiadomo czy wszystkie się przyjmą, za długo trzymałam w plastikowych doniczkach. Kilka na pewno da radę sie ukorzenić. Od jutra deszcze, woda będzie pomocna, ożywi. Dziś jeszcze mam upiec babkę ziemniaczaną. Syn zajedzie po szkole do mnie, córci jutro zawiozę. Z babką rozpocznę zabawę po powrocie od lekarza. Trochę popakować się, w pierwszej kolejności wymienić walizkę. To są plany na dzień dzisiejszy. 

Przed wyjazdem do lekarza, całkowicie zakończyłam porządki office. Nie muszę już nic układać ani porządkować. 

Do lekarza pojechałam inną trasą, omojając korki. Muszę powiedzieć że moje miasto plasuje się w pierwszej dziewiątce najbardziej zakorkowanych miast na świecie. Objazd zajął mi tylko 45 minut. Około godziny czekałam w gabinecie na lekarza. Zaczęłam się niepokoić. Wszedł

– nareszcie jesteś, witam – powiedziałam

Opowiadałam na pytania i pokazałam zdjęcia back yardu. Nie mógł uwierzyć, że to ja zrobiłam. 

Poprosiłam o pomoc, bez pracy życie nie ma dla mnie sensu, w głowie mam 1000 pomysłów, muszę pracować to daje mi radość i uspokaja, może nie śpię spokojniej ale jest łatwiej usnąć po fizycznym zmęczeniu. Lecę do Polski, podróż długa nie wiem jak dam radę, może nic nie będzie boleć, a jeśli będzie co mam robić….opowiadałam, pytałam. 

Po wywiadzie poprosił abym jeszcze raz pokazała zdjęcia, teraz obejrzał dokładniej i  wszystkie, z uśmiechem na twarzy powiedział – chciałbym, żebyś u mnie tak zrobiła na yardzie. 

– Dlaczego mąż ci na to pozwala – spytał (zna mego męża) 

– Nie może nie pozwolić, to jest to co daje mi radość. 

Rozmawialiśmy jeszcze dość długo. 

Przypisał mi medykamenty i specjalny pas na podróż. 

Na pożegnanie, przytulił. 

Lubię mojego doktora i wiem, że on mnie też. 

Powrót był dłuższy, obrałam inny kierunek. Godzina szczytu, nie udało się całkiem ominąć korki. Gdybym pojechała autostradami byłabym w domu o godzinę lub dwie później. Nie mogłam pozwolić sobie na takie spóźnienie. Synuś po szkole ma zajechać, obiecałam babkę. Bez przebierania się, szybko naobierałam ziemniaki, starkowałam w maszynie, pokroiłam kiełbasę i mięsko, wymieszałam. Piekło się godzinę. Przyjechał synuś z Valerią. Oprócz babki dałam jeszcze co nie co. 😁

Jutro trzeba wstać wcześnie i przed pracą, upiec babkę dla córci. Gorąca jest lepsza, smaczniejsza. 

Nie wystarczy dobrze gotować, trzeba umiejętnie zaprezentować. 

Walizka

Mam pracowitą niedzielkę. Z raniutka, jak zwykle przy pięknej pogodzie, śniadanko na tarasie. Pootwierałam wszystkie okna i drzwi aby wpuścić, świeżego o tej porze dnia powietrza. Przed 11am, zrobiło się duszno i okna trzeba było pozamykać, niestety. Cieszę się chociaż godzinką chłodnieszego dnia. Trudno bezczynnie siedzieć. Układam pościel i ręczniki w szafie (closet). Wiadomo jeśli wykonuje się przez dłuższy czas jakąś czynność, pozostałe traktuje się po macoszemu. Chociaż mój tatuś miał wspaniałą macochę, to jego ojciec był tym który, serce gdzieś zgubił wracając z wygnania. 

Córcia zadzwoniła z apytaniem, czy aby u mnie wszystko dobrze. Dobrze, żyję, jest ładnie siedzę na tarasie. 

Przy okazji pakuję się, robię dwie czynności naraz. Pakowanie jest tą drugą. Mam jeszcze czas, wrzucam do walizki niektóre rzeczy aby nie zapomnieć. Na razie, otwarta jest mniejsza walizka, coś mi się widzi, że będzie za mała. 😩😩😩

Skończyłam układanie pościeli, koców, kołder w szafie. Nie nudziłam się. Prawie usprzątnęłam office. Prawie, ponieważ, zostało ogarnąć biurko, do kilku segragorów wpiąć dokumenty, a inne segregatory postawić na półkach. Zrobiłam kawał dobrej roboty. Między czasie wrzucałam coś do walizki.

Jutro dokończę office, pakowanie, sprzątanie i zacznę wynoszenie rzeczy z szafek kuchennych. Trzeba powolutku przygotowywać się na wkroczenie firmy budowlanej. Wprawdzie prace rozpoczną się kilka dni po moim powrocie z Polski z tym, że po powrocie i po pracy będę wykończona. Zmiana czasu czasami mi bardzo długo dokucza. 

Jak dam sobie radę z remontem? A trwać będzie 6 tygodni. Nie wiem i nie chcę sobie tego wyobrażać. W pierwszym względnie drugim tygodniu grudnia, prace powinny być zakończone. Jeszcze o tym nie muszę myśleć. Trzeba skupić się na wyjeździe. 

Podobno podróże kształcą, dawno temu ludzie mówili, teraz również zabijają, media o tym krzyczą. 

Samotna piękność

Dziś byłam w salonie piękności, zrobiłam brwi i rzęsy. Miałam już robione brwi na sposób indyjski, to prawda, dłużej się utrzymują. Dziś miałam zrobione tradycyjnym sposobem, na wosk. Idealnie wyprofilowane i kolor….kolor dopasowany do cery i oczu. Nic nie trzeba poprawiać, trzeć ręcznikiem aby trochę były jaśniejsze. Podobam się sobie, normalnie jest PIĘKNIE!!!!!! W piątek lecę na oczyszczenie twarzyczki i odżywienie, muszę to zrobić przed 25godzinną podróżą. Kto by nie miał stracha, normalnie się boję. W podróży będę miała wszelkie wygody, o to zadbał mój MM, z tym że podróż jest zawsze męcząca. Jazda autobusem z Wawy do mego miasta to 4 godziny, wykupiłam miejsce w pierwszych rzędach, za dodatkową dopłatą. Mam nadzieję, że będzie dobrze.
Powolutku pakuję się, powolutku… bo siedzę na decku, słucham muzyk’i, śpiewam, mruczę, podskakuję na kanapie ogrodowej, piszę posta, patrzę na back yard, dusza i serce się cieszy. Piekę chlebek na zakwasie. Właśnie wyjęłam z piekarnika, pychotka. Nie jestem zadowolona z jednego, MM nie wrócił na weekend do domu, jestem bardzo samotna. Nie pierwszy ale mam nadzieję ostatni raz. Tak myślę, tutaj jestem sama, jadę w samotność do Polski. Przecież u mamusi nie będę nocować, wracać będę do pustych ścian. Chciałabym, aby ta moja samotna podróż była ostatnią samotną podróżą. 
9:12pm, MM wciąż w pracy, prosiłam aby już zostawił i pojechał do hotelu, odpoczynek mu się należy. Aha, posłuchał, na pewno. Dalej siedzi i myśli może, że ma 35 lat, pełen energii i świat do niego należy. Kiedyś w Polsce, pracowałam podobnie jak MM w tej chwili, a moje dzieciaczki spały na kanapie w konferencyjnym pokoju, myślałam, że robię dobrze, że robię dla firmy o siebie, naprawię nie tylko system w firmie ale i cały świat. Doceniona może i zostałam ale co z tego, czasu i straconych chwil nie spędzonych z rodziną nikt nie zwrócił. MM mówi mi, że to jest jego praca, on umrze a świat dalej będzie się kręcić bez niego, ja to zrozumiałam, czas aby i on zrozumiał. Nic ale to nic, zupełnie nic nie jest ważniejsze od naszego zdrowia, dzieci i rodziny. Tylko….trzeba przejść długą wyboistą drogę aby to zrozumieć. 
Sąsiad o czarnym kolorze skówy jest w swoim domu, muzyka u mnie,  a on w pewnym momencie, trzykrotnie, gasił i zapalał światło, później stanął przy oknie. Muzyka nie była głośna, więc niemożliwym aby ją słyszał, widział za to, że siedzę na decku. No, ciutkę bo jak na moje możliwości to troszeczkę potańczyłam. Podglądał? Przez lornetkę? Wszystko możliwe, wszyscy w ameryce mają lornetki. Czy spać będę spokojnie, bez obaw? Chyba nie możliwe. Dlaczego gasił i zapalał światło, wyglądało tak jakby nadawał jakiś sygnał, nie ma dzieci więc się nie bawił, spięcie tak nie wygląda bo gdyby byłoby to spięcie światło by zgasło. No nie wiedziałam , że jest w domu, gdybym wiedziała to nie wyszłabym na deck. Nakręcam się? Lepiej nakręcać się niż zbgatelizować. Wyobraźnia? Lepiej uruchomić wyobraźnię niż jej nie mieć. MM wciąż w office, wysłałam smsa do córci, o tym dziwnym zdażeniu u sąsiada. MM i tak by to zignorował, jest zajęty. 10:22pm widzę MMa w hotelu. 

Lepiej zdmuchnąć mały płomień, niż czekać na pożar.

Zaćmienie słońca

Nie było żadnego wykupowania towarów lub robienia zapasów na następne lata, tak jak niektóre portale bredzą. Ludzie nie oszaleli, jechali na parkingi, odpowiednio wyznaczone miejsca, ja byłam na prywatnym polu, gdzie wjazd kosztował 20$. Nie było przepychanki, stało samochodów 7 licząc nasz. Na następnym 2 samochody. Jadąc na północ ( ponad 2 godziny) widać było, stojące samochody a przy nich osoby siedzące na rozkładanych krzesełkach. Na prawie każdym skrzyżowaniu stała policja. Wszędzie panował ład, porządek i organizacja. Oczywiście przy sklepowych molochach ludzi zapewne było więcej, ale tak jak powiedziałam nie było przepychanek, wykupowania towarów, jazdy po pijaku. Wszyscy byli podekscytowani ale spokojni. 

Słońce powolutku chowało się za księżyc. Rombek po rombku. To słońce stawało się księżycem – rogalikiem aż skryło się całkowicie. Chowając się następowała dziwna szarówka. Podobno brakowało wtedy ultrafioletu w kolorach. Kiedy księżyc zakrył słońce …. nastąpiła na ziemi ciemność lecz niebo wciąż było jasne. Na tym jasnym niebie pojawiła się jedna gwiazda. W sąsiedztwie ktoś wystrzelił petardę, za chwilę ktoś nacisnął na klakson tira. Dużo krzyku i popiskiwań. Dziwne uczucie i dreszcz na plecach. Za chwilę nastawała na ziemi jasność. Jadność nadtępowała szybcuej, po prostu takie wrażenie. Samochody z pola, powolutku odjeżdżały, ja z córcią i Ivanem odjechaliśmy kiedy słońce było jeszcze troszeczkę zasłonięte przez księżyc. 

Księżyc zaczął zasłaniać słońce z prawej strony, odsłaniał również z prawej lecz ” rogal” w pierwszej fazie swoje różki miał skierowane w prawą stronę. Przy odsłanianiu słońca różki rogala skierowane były w lewą stronę.

Dzięki córci i Ivanowi mogłam zobaczyć coś, co zdaża się nie często i nie zawsze w tym miejscu w którym przebywamy na tą chwilę. 

Niesamowite wydażenie. Niesamowite odczucia. 

Pomoc

Piękny poranek, zjedliśmy śniadanie na decku. Yard wygląda tak jakby zawsze był w takim stanie. Może i lepiej, nie warto pamiętać jak było. Pogoda na prawdę dopisuje, nie jest z rana dzisiaj gorąco, ale mam włączony wiatrak.
Bardzo jestem zmęczona, MM powyjmował i następne naczynia powkładał do zmywarki. Pozmywał też ręcznie. To dla mnie wielka pomoc. Pomimo, że na yardzie pomógł w mikrospokpijnym stopniu ale…. pomomógł bardzo, bardzo dużo.

Party

Na początku muszę powiedzieć, Sandry nie będzie😪😪😪. Przykro i smutno, pozwoliłam jej zadecydować, przyjść, czy też nie. To ona źle się czuje, ja jedynie mogę podejrzewać jak źle. Chciała wprawdzie wpaść na godzinkę, ale… samo szykowanie, upiększanie, wsiadanie do taryfy itd, sprawiłoby jej wiele niepotrzebnych cierpień. Planowała wyjazd do Hiszpanii, cieszyła się na ten wyjazd, teraz ta podróż może się odwlec w czasie lub nigdy nie nastąpić.  Mam nadzieję, że jeszcze będzie dane mi ją spotkać, po moim powrocie z Polski. Mam nadzieję.

Yard skończony, w jednym miejscu muszę dróżkę dokończyć, tam trzeba przyciąć krawężnik, zrobię to we wtorek. 

2:26pm

Nareszcie przysiadłam. Jak dobrze i miło usiąść na decku a back yard skończony. Nic mnie już nie godni do roboty. Aż westchnęłam. Paluszek zgnieciony jest spuchnięty, czerwony a wyrastający paznokieć jest bialusieńki.  Co tam paluszek, zrobiłam ponad 30 pyz ziemniaczanych z mięsem. Mięso daję zawsze surowe. Zajęlo mi to 3,5godziny wraz z gotowaniem. Ciasta ziemniaczanego na jedną pyzę dawałam 150-160g, mięska nie za dużo i nie za mało😁. Pierwsza pyza na sprobowanie, gotowała się samotnie 15 min. Troszkę za krótko, w smaku wspaniałe. Pozostałe gotowałam w dwóch garach po 20minut. Wielki kawał mięsa grylluje się,  to zajęcie należy do MM. Zapach z grilla zawiewa w moją stronę, oj smaczniutko pachnie, 

Goście już wyszli. Było bardzo ale to bardzo miło. Najpierw siedzieliśmy na decku. Jedzenia pod dostatkiem. Na torty i kawę przenieśliśmy się do domku. Każdy mógł siedzieć gdzie chciał. Nie było konkretnego siedzenia przy stole. 

Nadmiar jedzenia dałam dzieciom. 

Gości oprowadzałam po mojej dróżce. Było WOW, podziwianie, uznanie, zrozumienie.  

Jestem zadowolona. Jutro niedzielka, śpię, jem, odpoczywam do oporu. 

Aligator

Jestem niespotykanie, poddenerwowana. Wkurza mnie ogrom prac do wykonania i nie cieszy mnie widok wykonanej pracy. Wiem, że jestem zmęczona, bardzo zmęczona, w mikroskopijnym stopniu mogę liczyć na MM. Pracuje i konferencja za konferencją. 

Bolą palce, ręce i głowa. Potrzebuję odpoczynku a nie snu. ODPOCZYNKU. 

Nie wszystko dokończę i brzydko mówiąc, pies to drapał. Kogo obchodzić będzie mój yard. W domu trzeba odkurzyć. Warzywa na saładki pokroić, psy do mycia zawieźć, zakupy last minute zrobić, już nie wiem co więcej. 

Ostatni raz robię party w domu. Nigdy więcej. Knajpa, gdzie podadzą, dogodzą, naczynia wymienią. Co mnie podkusiło? Że yard zrobiony? A tak naprawdę to będzie kilka WOW i to wszystko. 

Córcia wpadła po pocztę. Już na początku września będzie miała przysięgę. Niestety będę w Polsce. Chciała zobaczyć dokument z obywatelstwa swego brata. Wiedziałam, że poukładałam, a segregatora nie ma. Zapadł się pod ziemię. Zaczęłam przeglądać swoje dokumenty. Też nie ma. Córcia uspakaja, że przecież nikt nie zabrał czy ukradł. Po moim wielgachnym zdenerwowaniu, znalazły się, był na miejscu i całkowitym porządku, organizacji. 

Teraz leże ubrudzona na kanapie, odpoczywam. Jeszcze godzinkę no może więcej i będzie skończone. 

MM pomogł mi z korą. Ponosił worki i z jednej strony yardu rozsypał. Pomógł pozbierać narzędzia. Mimo że jego pomoc to mniej niż minimum, a jednak baaardzo dużo. “Kołysałabym się” z tym chyba do północy. 

Nie mieliśmy pomysły na kolację. Pojechaliśmy do restauracji innej niż zawsze. Aligator na przystawkę, mięsko leciutkie i pyszniutkie. Na główne danie pstrąg z krewetkami i szpinakiem. Również pychotka, do tego dwa drinki i słodki deserek. Brzuszek pełniutki, czas na błogie spanko. 

Nieskończoność 

Spałam do 6:23, super. Wiem, że wczoraj byłam bardzo zmęczona. Dziś po pracy mam mniej roboty ze ścieżką. Muszę zajechać do sklepu po zakupy warzyw na sałatki. Córcia, Ivan i Sandra jedzą minimalne ilości mięsa. Tak, Sandra potwierdziła swoją obecność w sobotę. Cieszę się, że będzie. 

Co oznacza pocałunek, taniec i wielka radość we śnie, z osobą która dawno temu zmarła?

Myślałam, że nie wyjdę dziś na yard. Zmęczona pracą, upał, każdego dnia po pracy haruję jak kilka wołów. Podczas rozmowy z MM stanowczo stwierdziłam, odpoczywam. 

Marzenie, to było marzenie. Nie wiem kiedy, na prawdę nie wiem kiedy wyszłam na ten żar i zaczęłam harować. Rizsypywałam i układałam kamienie duże, średnie i małe pod płotem i krzakami. Spieszyłam się aby skończyć zanim MM przyjedzie. Dziś ma wziąć taxi a ja lampkę wina, takie były ustalenia. Wszystko się zgadza, kampka wina już jest, ale jestem niemożebnie zmęczona. Oczywiście, że się przyznam do harówki. MM będzie niezadowolony. 

Odpocznę w Polsce. Będę spała całymi dniami, czytała, odwiedzała mamusię i jadła w knajpach. To mój cały plan na Polskę. Nie mam ochoty (jak na razie) z kimkolwiek się spotykać. Nie mam ochoty odpowiadać na pytania, jak mi tutaj się żyje itp. 

Myć okien nie będę, ogrodu sprzątać też nie będę, zmienię pościel i pościeram kurze ale w sypialni, kuchni i pokoju który będę używać, reszta niech sobie bedzie zakurzona. Nie wiem kiedy wrócę. 

Wszystko i wszyscy przez ten czas się zmienili. Łąki za naszymi domami już niema. Dobrze że mój dom jest przy następnej ulicy a nie przyległej do łaki, będą coś budować. Kiedyś moja ulica była ruchliwa, przez łąkę przechodzili i przejeżdzali mieszkańcy z dalszej dzielnicy.  Kiedy pobudowali arterię i postawili pprzy tamtej dzielnicy ogrodzenia dźwiękoszczelne, skończyła się “wędrówka ludów”. Nie ma łaki i drzw na które moje dzieci się wspinały. Syn budował domek na drzewie z kolegami a córcia zmiażdżyła palec. 

Wszyscy postarzeli, niektórzy poumierali trochę za wcześnie, młodsi powyjeżdżali i prawdę mówiąc nawet nie ma komu dzień dobry powiedzieć. 

Życie jest nieskończone, mając swój koniec. 

Finito nr 1

Wystarczyło aby wstać 2 razy pod rząd o 5am, w trzeci poranek, mimo że nie musiałam, przebudziłam się tuż po 5am. 

Słońce wstaje, promyki prześwitują przez drzewa i liście. Podobno będzie piękny dzień. Tak, tak, jadę dziś do pracy. Po pracy do roboty na yard. 

Na razie takie jest moje życie. Praca i robota. Co zresztą może samotna-nie samotna kobieta robić? 

Książki czytać? Czytam jak mam ochotę – jesienią i zimą. 

Dziergać na drutach i szydełkiem? Czasami to robię (nie jest to moje najulubieńsze zajęcie), jesienią i zimą. 

Łażenie po sklepach? I to robię lecz z wielkiego musu. 

Wpatrywanie się w ekran – czasami jak jestem już śmiertelnie zmęczona. 

Pieczenie, gotowanie? – okresówka. Obecnie, nie ma dla kogo. 

Sprzątanie? – sprzątam w zasadzie na bieżąco. 

Zostaje moja robota na yardzie. Lubię konkretne zajęcia, wyzwania ale nie tak jak to, “długodystansowe”. 

Powrót po pracy do domu. 

Na razie odpoczywam na kanapie. Nie mam ochoty na roboty na yardzie. No nie mam ochoty. Straszne gorąco, zapowiadali deszcz, nie pada, niestety. Miałabym wymówkę, lało i nie wyszłam na zewnątrz. 

No nie leje. 😪😪😪😪😪Szkoda. 

Ostatecznie wyszłam na ten upał 35 C, ustawiłam wiatrak i podobnie jak wczorajszego popłudnia, się rozkręciłam. Skończyłam! Skończyłam ścieżkę z prawej strony!. Została ścieżka przy moich schodkach jedynie do ukończenia. Jutro będzie FINITO!!!!!!

Oczywiście zrobię zdjęcia i się pochwalę.

A dziś, jestem zmęczona i pomimo młodej godziny 8:30pm idę do łóżeczka.

Nie jestem pracoholikiem

Dwa dni pod rząd musiałam wstać o 5am. Po powrocie z pracy poczułam się zmęczona. Brak chęci do pracy fizycznej. Żeby nie szczekanie psów, nie ruszyłabym się z kanapy. Przypomniałam, że zostawiłam otwarty garaż, a w bagażniku roślinki szt 12, tzw, zielone pokrycie. Spodobały mi się listeczki i dziwaczne ich kolory. 

Pieski szczekały bo pan od komarów zajechał. Zobaczył otwarty garaż i chciał oprysk zrobić dzisiaj, nie chciałam dzisiaj, wg planu chcę, w piątek rano. 

No i trochę się rozruszałam.

Mam na back yardzie z prawej strony, wnękę ogrodową. Przechowuję tam materiały budowlane, ogrodowe, taczkę, wózki, ziemię w workach. Czasami robi się tam ogromny bałagan. Dziś postanowiłam to wszystko doprowadzić do jakiegoś porządku. Tak się wciągnęłam, że nie zauważyłam, że muszę wytrzeszczać oczy żeby cokolwiek dojrzeć. 😁😁😁Nastała szarówka a ja wciąż pracowałam. 

Teraz jestem diabelsko zmęczona. 

A jutro znów do pracy. Mogę jechać jutro na 8am. To już lepiej niż dzisiaj. 

Zmęczona ale zadowolona

Dzień zaczął się niespodzianką. W pracy miałabym być wcześnie bo o 6:30am. Szybciutko zapakowałam kanapkę, kawę i do samochodu. Poniewierałam się w łóżku za długo, więc później wszystko w biegu. Wyjeżdżam samochodem, światła we wnątrz samochodu nie gasną. Zjeżdżam w dół do ulicy i wracam. Światła palą się, co mnie zaniepokoiło. Do pracy pojechać nie mogę, jeśli samochód zostawię z włączonymi światłami, po 7 godzinach akumurator może być do wymiany. A wogóle to jest jak w loterii, mogę samochodu wogóle nie uruchomić. Zamiast do pracy, pojechałam na stację obsługi, wcześniej wysłałam semesa do pracy, że dziś mnie nie będzie, jutro zrobię to co dziś miałam do wykonania. Na stacji obsługi byłam 20 minut przed 7Am. Do otwarcia było jeszcze 20 minut ale pracownik, otworzył drzwi i mnie przyjął. Po nie spełna godzinie otrzymałam samochód naprawiony.

Kierunek dom. Teraz śniadanko, przebrać się i na “pole”. Nie planowane zajęcia, trudno się zmobilizować. Miało być inaczej a jest tak, jak jest. Materiały budowlane i ogrodowe oraz kwiatki, zakupione, leżą obok garażu, tylko pracować.
W bluzce której obcięłam krótkie rękawki, teraz na całości powycinałam dziurki, mniejsze, większe bezkształtne i ogrąglutkie. Mam przewiew.
Udało się wykopać dołek prawie na środeczku części zasłoniętej korą, nie jest głęboki ale szeroki. Posadziłam hibiskusa, jeżówkę białą (echinacea pallida)wsadziłam nie w odpowiednim miejscu bo…nie wiedziałam że rośnie wysoko. Przesadzę w następnym roku. Drobniutkim i niziutkim chryzantemom znalazłam miejsce na rabatce, zaczynają kwitnąć. Z kwiatami prace zakończone, czas na patio.
Mówiąc prawdę, się nie chce.
Za długo ta robota mi się ciągnie. Nikt nie dokończy oprócz mnie i jak trzeba robić to trzeba,  nie ma zmiłuj się.

Nie tak dawno zerknęłam na godzinę, była 1:46pm, nie wiem jak zleciało, wiem że za szybko bo 3:47pm

Patio jest prawie zrobione. Zmęczona jestem pracą, gorącem i poganianiem siebie. 

Chcę już skończyć, usiąść i po prostu nic, zupełnie nic nie robić. W takim stanie będę gotowa, do wymyślenia następnego projektu. Ale jeszcze nie koniec roboty, za kilka dni. Prawdę mówiąc, nie muszę wymyślać, mam kilka projektów w głowie. MM jest pełen strachu😁. 

Hura, hura, hura….!!!!!!!! Skończyłam patio, skończyłam!!!!!!wymeczyłam się bardziej psychicznie niż fizycznie. Teraz z drugiej strony rozgałęzienie ścieżki dokończyć, około 4 m. Będzie łatwiej, teren równy i ścieżka jest w linij prostej, żadnych załamań i okrągłości. Położyłam już płyty, tak żeby zobaczyć jak to bedzie wyglądać. Kilka godzin mi zejdzie, ale to już końcówka. Później dokończyć ścieżkę poniżej moich schodków. Dokończyć, tzn. Muszę przyciąć krawężnik ale….muszę wskoczyć do sklepu po odpowiedni krążek do cięcia płyt kamiennych, ten który używałam jest tępy i już nie mogę nic, dosłownie nic przyciąć. Przy okazji kupię do cięcia drewienek, przyda się. Kto wie może pobuduję altankę. Zobaczymy.

Cieszę się jak mały dzidziuś z nowej zabawki, UKOŃCZYŁAM patio!!!!‼️‼️‼️‼️‼️‼️Nareszcie z głowy!!!!‼️‼️‼️‼️‼️❗️❗️❗️

Najgorzej, że jutro do pracy😪😪😪😪😪

Uśpienie, eutanazja

Meteorytów nie dojrzałam. Nie to miejsce i nie ten czas. W internecie piękne zdjęcia ludzie zamieszczają, u mnie żadnej spadającej gwiazy nie było. 

Zajrzałam na znajome blogi i ….uwierzyć nie mogłam jaki hejt zapełnił komentarze pod postem o uśpieniu pieska. 

Urodziłam się i wychowałam w mieście wojewódzkim. Na naszym podwórzu zawsze chodził piesek, kurki, indyczki w budynku gospodarczym była jedna świnka (pierwsza i ostatnia). Każde zwierzę miało swoje obowiązki. Pies strzec domostwa, kura znosić jajka, indyczka i świnka, rosnąć i się tuczyć. Zmiana przepisów wraz z innymi uwarunkowaniami, zmusiła do pozostawienia tylko pieska. Było ich w moim życiu kilka. Ostatni piesek przeżył około 20 lat. Oślepł, zęby powypadały, już o własnych siłach nie poruszał się,  lekarzy weterynarzy było jak na lekarstwo. Zajmowali się jedynie wiejskimi zwierzętami a najwięcej inseminacją. Psy miejskie cierpiały i zdychały w cierpnieniu. Blogerka zamieściła post, chce uśpić starego psa z którym ma ogromny problem (pies stary, chory, organizm nie kontroluje żadnego wydalania) mąż chory potrzebuje opieki, a ona też stara i nie ma chęci do życia. Wszystko ją przytłacza, brak radości i tak jak napisała … ma wszystkiego dość….Nawet pogoda deszczowa ją drażni, drażni robienie przetworów, drażni wszystko. 

Moim zdaniem ma, jak to się kiedyś mówiło, wielkiego doła, dziś mówi się depresję. Jak zwał, tak zwał, jest jej ciężko. Posypał się hejt i życzenia aby i blogerkę uśpiono itp. Jeszcze nikt nie opisał i nie pokazał swoich uczuć tak, aby były odebrane w sposób jaki czujemy. Każdy z nas odczuwa inaczej ból zęba, głowy, brzucha, utraty bliskiej osoby itp, każdy z nas odczuwa inaczej radość, nienawiść, złość itp. Inaczej rozumiemy słowo … rozumiem… bo teraz słowo rozumiem zastąpiono słowem empatia. 

Jeśli nie da rady opiekować się starym, chorym, cierpiącym, nie rokującym na wyzdrowienie pieskiem, weterynarz zadecyduje, podobno jest pod jego fachową opieką. 

Nie można powiedzieć, jeśli psa usypia to i męża może również. Jeśli ona obłożnie zachoruje, pies im szklanki wody nie poda bo sam potrzebuje opieki. Nie możemy porównywać zwierząt do człowieka. Zwierzę jest całkowicie zdane na ludzi, bez nich albo wymrze, albo zdziczeje. 

Najbardziej zaskakujące dla mnie jest to, że komentującymi są anonimowe osoby. Jeśli bronimy wspólnego dobra, imienia lub stajemy w obronie innych nie mogących się bronić, nie zakładamy maski a wprost przeciwnie pokazujemy swoją twarz.

Komentatorzy założyli maski. 

Zarzucają jej zgorzknienie, zajadłość, brak człowieczaństwa, pokazując w swoich komentarzach, właśnie swoje negatywne cechy. Żadna osoba nie probuje dyskutować, atakują a w tych atakach aż kapie od nienawiść do blogerki.

Jestem za uśpieniem psa, jeśli …. kwalifikuje się do uśpienia. 

Jestem za eutanazją, jeśli cierpienie jest  nie do zniesiena i medycyna nie jest w stanie pomóc choremu. Pod warunkiem, jeśli chory sam zgłosi chęć odejścia. 

Nie ludzkie? 

Skazywać cierpiącego na cierpienie, w imię cierpienia jest nieludzkie. Każdy człowiek odpowiada za swoje życie, pozwólmy każdemu z nas decydować o sobie. 

Życie nam dano – lecz nie na wieczność.