Cenne jest zdrowie, każdy ci to powie 😷😷

Z moich planów przed świątecznych, że będę miała wolny tydzień nic nie wyszło. Następny tydzień, niestety pracujący. No cóż po pracy będę kucharzyć. Ozdabianie domku jest w trakcie, bez pośpiechu i naciskań. W rytmach kolęd dekoruję. Jutro kupimy choinkę. Bez nerwów, na spokojnie ze wszystkim zdążę.

Synuś miał dziś egzaminy końcowe semestralne i prześwietlenie płuc. Zajechał do mnie, nie wyglądał dobrze. Zjadł rosołek i dałam w słoiku do domu. Będzie miał na jutro. Jeszcze dwa dni zwolnienia, może jutro doktorka zadzwoni odnośnie prześwietlenia. Oby wszystko było dobrze.

Cenne jest to co tracimy i na czym nam najbardziej zależy.

Zmiany

Zimne poty obudziły mnie po 2am. Cała twarz zlana zimnym potem. Moje ciało rozpalone jak ogień, chociaż gorąca nie czuję. Nos zapchany i mam katar wewnętrzny, zbiera mi się na kichanie co chwilę. Zbiera się, ale nie kicham. Co dalej. Trudno powiedzieć. Muszę wstać i jakieś medykamenty przyjąć. Inaczej będzie źle bo nieciekawie to widzę. Ten tydzień mam pracujący. Aby mnie nie położyło do lóżka na dobre. Gorączki nie mierzyłam ale i nie czuję abym miała. Wygląda to na wstępne przeziębienie. Jeszcze półtorej godziny i trzeba będzie wstawać.

Ciekawa jestem i zjadę samochodem na dół do ulicy. Mam zapas piasku. Może mi się uda. Temperatura -3C, znów zapewne zamarzło to co wczorajsze słońce roztopiło. Planuję wyjazd z dzielnicy inną trasą, mniej pagórków i mniej oblodzonej jezdni. Tylko ulice osiedliwe są jeszcze w złym stanie, autostrady używane przez 24/h są przejezdne. Wczoraj były.

Do pracy dojechałam cała i niezdrowa. Katar, kaszel ale nie mam bólu głowy, gorączki, osłabienia, zawrotów głowy, nudności. Więc, z kaszlem i katarem dam sobie radę. 🤧😷🤫

Drogi główne przejezdne, szkoły od dzisiaj czynne to i ruch większy.

Dzień przeżyłam. Z nosa lało się jak z kranu, teraz kran jedynie przecieka.

Mój syn chory, jeszcze nigdy nie widziałam go tak zbiedzonego. Umówiłam wizytę i kazałam jechać do lekarza. Trochę marudził, w ostatniej chwili wyskoczył z łóżka i pojechał. Gorączka, wysokie ciśnienie, poty, dreszcze, osłabienie, ból żołądka. Dziś było za późno na zrobienie RTG, jutro musi pojechać. Dostał trochę leków w tym antybiotyk. Mam nadzieję, że jutro będzie lepiej. Dostał zwolnienie. Źle czuje się od tygodnia, wczoraj było lepiej i zdecydował się pójść do pracy. Dziś bardzo źle. Nastrój też ma przygnębiający.

Długo z nim rozmawiałam lecz do niczego nie doszliśmy. Ma trochę problemów z dziewczyną, wygląda na to, że się rozstaną. Jak każda kochająca mama, chciałabym jak najlepiej lecz….to dziewcze nie jest dla niego. Pozbawiona uczuć, zimna ryba nastawiona na branie. Zobaczymy co będzie, zebym chciała o tym napisać, powstałaby powieść.

Nie jestem chętna do prac ozdobniczych w moim domu. Jutro mam krótszy dzień w pracy, więc może po pracy zabiorę się do pracy😱.

Nie mam też ochoty ślęczenia w internecie i wyszukiwania prezentów, może też jutro.

Brak chęci nie kręci.

Nerwówka

Nie lubię z MM pracować. Choć przygotowania do świąt, to nie jest prawdziwa praca. Poprosiłam aby przyciął mi metal, ohhh najpierw się nagadał, przyciął z boków o których nie wspominałam. Boki które chciałam aby były przycięte, zostawił i nie chciał zrozumieć o co mi chodzi. Nie jestem tak wielka jak on, nie sięgam!!! On swoje. Zostaw to i daj spokój – powiedziałam. Wkurzyłam się, bo siedzi i marudzi, że nie ma co robić a jak już poproszę to….przenosząc doniczkę z dużym drzewkiem…porozlewał wodę (na dywan też), zamiast na stojaczek, postawił obok. Już drugi raz nie poprosiłam. Modląc się po cichu aby nie naruszyć kręgosłupa, postawiłam na stojaczku (siega mi do pasa). Siedział w kuchni i znów marudził, że nie ma co robić, w pewnej chwili chciałam wypomnieć mu, ten metal, rozlaną wodę na dywan z doniczki i postawienie doniczki byle gdzie, tak na odczepnego. Dałam spokój, nie zrozumie, bo zrozumieć nie chce. – zrób mi ten metal powiedziałam …. ale po co, dlaczego, nie ma sensu. – to nie rób.

Przytargał metal z garażu, w złości wywaliłam do garażu. No i na nowych kuchennych blatach zaczął ciąć a później kleić. Martwiłam się o kuchnie, nowa, piękna a MM ma to gdzieś, zamiast na stole , to na nowych blatach musi ciąć. Dobrze, że podłożył ściereczkę.

Koszmar, MM się nudzi a ja mam przygotowań do świąt tak wiele, że nie zauważam kiedy wieczór nastaje. Boję się go prosić o pomoc, bo jest nie ostrożny. Niech będzie tak jak jest, sama wszystko zrobię. To nie jest tak, że uważam, że zrobię najlepiej, ale gdy widzę jego minę, pośpiech, niechęć i niezdarność, wolę sama zrobić. Niech siedzi i się nudzi, nie wiem i nie rozumiem co to znaczy NUDA, ale niech się nudzi. Śniegu napadało mógłby poodgarniać, nie zrobi bo takiej pracy nienawidzi.

No i dowiedziałam się, młodsza córka jednak przyjedzie na święta. Dobrze że na drugi dzień świąt pójdę do pracy. Gdyby nie przyjechała zrobiłabym sobie wolne.

Nie ma nigdy tak jakbyśmy chcieli, niestety.

Ostatni tydzień Novembera

Melania będzie u nas do środy włącznie. MM zadowolony, ja również. Miło patrzeć jak ojciec rozmawia z córką. Zanim przyjechała: pościel zmieniłam, łazienki wszystkie wyszorowałam, cały dom odkurzyłam, podłogi wymapowałam. Później zabrałam się za ozdabianie yardu. Dom na sąsiedniej ulicy ozdobiony i oświetlony. Planuję włączenie ozdób i światełek w następny weekend, będą palić się do połowy stycznia.

We trójkę wybraliśmy się do meksykańskiej restauracji. Po dwóch wypitych piwach, szybko uciekłam do lóżeczka. MM z córką przed tv.

Będą mieli kilka dni dla siebie.

Kurz

Znów nakupiłam ozdób na zewnątrz i wewnątrz. Wydałam w niedzielę, ponad 400$, wczoraj ponad 100$. Jestem zadowolona i wcale nie dlatego, że w portfelu lżej. Na front yardzie, będzie pięknie.

Dziś odkurzam na back yardzie. Nasypało bardzo dużo liści. Przy dmuchaniu, kora mi się przemieszcza, więc wzięłam inna maszynę i wciągam. Trwa to dłużej, ale co mam robić. Kuchnia cała osłonięta bo malarz od wczoraj szykował a dziś maluje sufit i prawdopodobnie jeden raz pomaluje ściany. W domu bałagan ponownie. Co zorganizuję “stół” do przygotowania jakiejś kanapki, prowizorkę oczywiście, to na drugi dzień trzeba się znów przemieszczać. W piwnicy bałagan świąteczny, lamki, ozdoby, kokardy, tasiemki i inne ozdoby, zajęły mi dwa duż plastykowe stoły rozkładane. A przecież “kuchnia” miała być w piwnicy. Tak się starałam, organizowałam, znosiłam i czyściłam. A teraz dwa stoliki rozkładane w tv roomie. Na nich … trochę bałaganu. Zresztę bałagan jest wszędzie. Dywan zwinięty, szafka z kuchni, na pufie w pojemniku bułki i jabłka w woreczku. Kurz białym korzuszkuem ściele się pięknie po podłogach, w dywanach będzie jego podwójna ilość. Jednym słowem tragedia.

Dojścia do pralni też nie ma, a wyprałabym coś, z całego tygodnia się nazbierało. Ot i tak sobie żyję, w bałaganie i kurzu, czekając na ukończenie remontu.

Jednym słowem coś za coś.

Szuflada

Zmęczona jestem. Weekend wolny, tylko poniedziałek do pracy i reszta tygodnia również wolnego.

9:22pm robotnicy jeszcze stukają, kończą poziomowanie drzwiczek od kuchennych szafek. Nie miałam siły czekać na sprawdzenie. Zlew, zmywarka i piecyk gazowy podłączony i to najważniejsze. Indyka będziemy mogli piec, zmywać gary też. Nareszcie!!!!

Zmywanie w łazience, która nie jest wcale daleko bo przy kuchni nie jest wygodne. Umywalka łazienkowa nie jest zlewem kuchennym. Jakoś dawaliśmy radę i gdyby trzeba by było, dawalibyśmy radę dlużej. Cieszę się, podłczone urządzenia kuchenne hurra‼️‼️. Dalsza część remontowa będzie za dwa tygodnie, nikt się nie pojawi w następnym tygodniu. Chociaż i dziś nie spodziewaliśmy się, MM wysyłal emaile, dzwonił, kontakt był utrudniony. Główny kontraktor nigdy u nas nie był a stwierdził że wszystko przygotowane jest do malowania ścian. Och MM się wkurzył.

Robotnicy przyjechali dosłownie przed 4pm. Po pracy miałam zajechać do sklepu i dokupić jakieś ozdoby choinkowe, zrezygnowałam.

Ostatnia brygada remontowa – mimo że była planowana szuflada, zakleiła front szuflady a resztę wraz z szynami wywaliła do garażu. Dobrze, że nie do śmieci. Patrzyłam na szufladę w garażu i widziałam oczami wyobraźni moje $$$, szyny do szuflad około lub ponad 200$ a reszta to też nie złotówka. Byłam zła, że nie skonsultowali się ze mną, tak po prostu sami zadycydowali. Okazało się, że im szuflada nie pasowała po piecykiem gazowym. A wcześniej przecież rozmawiałam, żeby w razie trudności z głębokością szafki lub długością, przyciąć. Zakleżało mi i to bardzo na tej szufladzie. W każdej kuchni jest taka szuflada, gdzie zbiera się “coś”, “skarby”, wrzucane na szybkiego, a nie padujące do innych szuflad. Znam się na wielu a może więcej niż wielu rzeczach. Nie podobało mi się takie załawienie sprawy. Po rozmowie, wytłumaczeniu, ostatecznie zrobili tak jak ja to chciałam. Przycięli, odkleili, przykleili, przykręcili, mam szufladę na śmieciuszki. Chodzę po kuchni i prawdzam, gdzie obite, niedopasowane, odstające i przeciekające. W zlewie mają wymienić sitka za mały rozmiar do mojego zlewu. Mają zamówić odpowiedni rozmiar, a tym czasem podstawiłam garnuszek i miseczkę. Pod pochłaniacz potrzebuję listewkę ceramiczną, zakończającą glazurę.

Jestem bardzo, ale to bardzo zadowolona z mojej kuchni. Nie mogę jeszcze, ustawiać i układać ale …. ugotować i zmywać jak najbardziej. Jak jestem przy zmywaniu. Zmywarka ustawiona ukosem. 😪

Bałwanki

Wciąż przesypiam 10-11 godzin. Żeby nie telefon od mamusi spałabym zapewne jeszcze dłużej. Mamusia była wczoraj u lekarza. Ma przypisane lekarstwa od seca, szumów w głowie, kręgosłupa, ostoporozy, dodatkowo witaminki. Musi brać każdego dnia. Nic się nie zmieniło, skupiona tylko i wyłącznie na sobie, opowiada z detalami jak się czuje, kiedy serce kołacze, która kość boli, która strona głowy boli, w którym uchu szumi, która ręka czy noga drętwieje. Wiem, że nigdy taka nie będę,  bo wiele z zachowań swojej mamusi już w czasach młodości wykasowałam ze swojej głowy i myśli. Można się zmienić jeśli człowiek tylko tego chce, mojej mamusi jest tak wygodnie. Szkoda mi młodszej siostry, mamusia ją zamęczy. Ale…to co ja w relacji mamusia i reszta rodziny, naprawiłam, jest w stanie naprawionym. Nie ma nerwówki i plotkowania. Cieszy mnie to bardzo.

Dziś mam dzień wolny, będę ozdabiać yard.

Ozdabiałam do późnego popołudnia. Nie które lampki sprawdzam, naprawiam, wyjmuję i zakładam żaróweczki, sprawdzając która jest przepalona lub wąsy drucików ułamane. Muszę jeszcze zrobić 2 gwiazdy ze steropianu, który pokryję czerwonym materiałem. Wszyskie czynności są czasochłonne, dobrze, że zaczęłam dziś bo już wiem co mam dokupić. Wogóle nie znaczy, że to będzie jednorazowy wypad do sklepu.  Brakuje mi kleju w patyczkach na gorąco bo dużo używam. Zrobiłam bałwany lecz jak pokazałam na skype siostrze z Polski. Zdziwiła się, że bałwanki nie mają rączek albo jakąś miotłę im dokleić.bałwanki4Doklejaniem łapek lub mioteł zajmę się już w sobotę, jutro będę po pracy chyba za bardzo zmęczona i nie planuje niczego.

Teraz kąpiel i relax.

Zegarek

Wczorajszej nocki, po całodziennym dmuchaniu liści z przewą na szybki wyjazd do sklepu w roboczym ubraniu, także szybkim prysznicu i lampce wina do malutkiej kolacji, którą przyszykował MM, wsoczyłam do łóżka. Jak dla mnie była wczesna jeszcze godzina, bo przed 9pm, usnęłam nie czując, że odleciałam. Ostatnio przesypiam 10-11 godzin. Czyżbym wracała do czasów niemowlęcych? A mówią i piszą, stary człowiek przesypia 5-6 godzin. Tylko się cieszyć, moje spanie nie wskazuje na starzenie się mego orgazizmu. Martwi mnie, czyżbym w krótkim czasie potrzebowała piaskownicy😀😀😀.

Śniadanko mieliśmy w Einsteinie, jak zawsze kanapki z łososiem i kawka. Przejrzałam nowości i ….wpadłam na pomysł. Zastanawiałam się jakiś czas nad moim pomysłem w ciszy. MM ciekaw był mego pomysłu, a właściwie pomysłu na prezenty konkretnie dla nas. Zdradziłam. MM zachwycony.

– ale do świąt daleko

– a dlaczego mamy czekać do świąt, każdy dzień jest świętem / odpowiedziałam

MM podchwycił. Sklep apple odwiedziliśmy po południu sprawiając sobie po zegarku. MM kupił większy bo i ręka większa, mój jest damski i mniejszy. Teraz będę dostępna 24/7. Nie będę musiała pilnować iphona, ipada. Mam nowy gadżet. Do świąt, prawdę mówiąc trzeba dożyć, chcę już cieszyć się i korzystać dziś a nie za kilka tygodni.

Mieliśmy frajdę uruchamiając no i poznając zegarek app. Jak kiedyś pisałam jestem fanką apple. Dziwię się, że dopiero w tym roku zdecydowałam się na zegarek. MM dawno proponował.

Do wszystkiego trzeba dojrzeć, dorosnąć.

 

Kuchnia

Zdecydowanie za dużo liści i żołędzi. Nawet połowy liści z drzew nie pospadało a ja urobiona po pachy. Dmucham i dmucham a one wciąż lecą. Musiałam prace na yardzie przerwać bo dziś mam kontrolną wizytę u specjalisty. Kręgosłup nie dolega, pracuję w specjalnym pasie. Tylko ciśnienie mi skacze. Głowa boli i w tej chwili wiem że mam wysokie ciśnienie krwi. Tabletki dodatkowe zawsze mam ze sobą, w razie komplikacji jestem zabezpieczona. Pielęgniarka zmierzyła ciśnienie, za wysokie, przyjęłam połówkę tabletki. 

Po wizycie u lekarza, z kręgosłupem jest wszystko dobrze. Nie pracuję na yardzie tzn. nie noszę płyt kamiennych, nie dźwigam ciężkich rzeczy ani zakupów,  w pracy mam lżej bo teraz pracuję co drugi tydzień, dużo nie chodzę, wszystko będzie dobrze. Rehabilitację zaniedbałam. Każdego dnia obiecuję sobie, że to dziś zaczynam, nic mi nie wychodzi. Na wizytę mam udać się w razie jakiś komplikacji ostatecznie za 6 miesięcy. Tabletki przyjmować w razie konieczności. Przeciwbólowych prawdę mówiąc wogóle nie przyjmowałam będąc w Polsce. Miałam tych prochów ze sobą całą torbę. Nie wiele skorzystałam. 

Grupa budowlano – temontowa przyjechała dziś bez zapowiedzi. Układali glazurę w kuchni, instalowali piekarniki, pochłaniacz, mikrofalę i lodówkę – gotowe do użytku. Wstawili zmywarkę i płytkę gazową – w tygodniu podłączą. Zainstalowany wczoraj zlew czeka również na na podłączenie. Podoba mi się nowa kuchnia. Jeszcze nie mogę z niej korzystać ale……będzie mało że ładna ale i nareszcie funkcjonalna.  

Odkryłam, że lodówka jest cicha nie wydaje żadnych dźwięków. Zobaczymy jutro co z tego będzie. 

Jestem zmęczona dniem dzisiejszym. 

Pieski

Walczę z pchłami i MM. Podobno psów nie lubię i nie pozwalam im chodzić i brudzić wszędzie. Tak, tak najlepiej żeby załatwiały się w domu, brudziły i znosiły wszystko z podwórza. MM byłby wniebowzięty i spał wraz z psami w tym kale i brudzie. A pomyśleć, że tęskniłam będąc w Polsce za domem. Na drugi raz wezmę poprawkę. Popłakałam się z tej niemocy, niezrozumienia, że nie chcę psów w sypialni. Mów do księżyca, a właściwie wyj do księżyca. Teraz rozumiem dlaczego jego córki nie mogą się odnaleźć, szukają wciąż drogi życia dochodząc do 40tki. Pozwalanie na wszystko nie jest dobrym sposobem na wychowanie, żadnego żyjącego stworzenia na tej ziemi. Każdy musi znać swoje miejsce, obowiązki i swoje prawa. Jeśli nie jest to ustalone nawet w takim wąskim kręgu jakim jest dom, to zachwiana będzie wszelka równowaga. No i w moim domu zachwiało się, nawet muszka mi do kieliszka wpadła.

Upiekłam dziś chlebek pszenny na pszennym zakwasie i kajzerki. Córcia po te smakołyki jutro wpadnie. Chlebek pieczony był w stresie więc skórka za twarda ale do jutra rozmięknie, przykryję mokrą ściereczką.

MM napsuł mi krwi, jak to się mówi. Nie wiem o co mu chodzi ale… wiem, że mniej się mówi to i krótsza dyskusja. Dla mnie pasuje, MMowi nie bardzo. Mniejsz o to, ja na podwórzu z lampką wina, on w domu przed tv. Trzeba ochłonąć.

Nie trzeba tęsknić za czymś czego nie doświadczyliśmy.

Tak na przyszłość.

Bo miałam w swoim polskim domu źle? Chciałam lepiej, to mam, to lepsze.