Czwartkowa SOBOTA.

Wrażenie SOBOTY nadal jest ze mną. Myślę, że powinnam się do tego przyzwyczaić. Przecież to nie boli. Jest czwartek ale jest SOBOTA. Jak już to odejdzie, to nawet nie zauważę i możliwe, że zatęsknię. W obecnej chwili to jest bardzo dziwne uczucie.

Obudziłam się bez bólu!!!!!wspaniałe uczucie!!!!chce się krzyczeć, skakać i obwieścić całemu światu tę cudowną (nawet chwilową) nowinę. 😁😁😁😁😁

Muszę pomyśleć o kreacji na sylwestra. MM zarezerwował już miejsca. Oj oj … to będzie jazda. Chociaż i bez ekstra balu dawałam czadu, miesiąc temu na festynie. 😁

Jak można było usiedzieć przy stoliku, kiedy orkiestra grała.

Były też tańce grupowe. Pozostały miłe wspomnienia i kilka zdjęć.


Wracając do dnia dzisiejszego, jestem do dobrej formie i żeby tylko nie zapeszyć.

Od starszej córki MM jeszcze nic nie słychać. Przyjedzie na kawę czy nie. Za wcześnie aby dzwoniła. Kto w wolny dzień od pracy i na dodatek świąteczny zrywa się z łóżka. Znając życie, nie zechce się jej zrywać z łóżka w ten ponury, pochmurny dzień. Zapowiadany jest cały dzień pogodowo smutny😞.

Wiele rzeczy w naszym życiu możemy zmienić. Pogody nigdy.

Zapowiada się…

następny durny tydzień.

PONIDZIAŁEK

Bo jak to przyjąć, potraktować? Wróciłam z pracy. Odpoczywam na swojej sofie i eureka.

-jak dobrze, że jutro sobota – myśl szczęśliwa rozbłysła w moim mózgu. Pytam MM, jaki dziś dzień?

– znów masz sobotę jutro? – pyta z niedowierzaniem

– no tak, a tak się chwilę cieszyłam.

– jaka szkoda, że dziś nie jest sobota – myślę.

WTORKOWY poranek. Budzę się, jeszcze z zamkniętymi oczętami, cieszę się, że dziś sobota. Tylko sekunda radości, mózg wraca do rzeczywistości i podpowiada żebym wstawała bo dziś nie jest sobota.

Wyłażę z cieplutkiej pościeli i ….i nie jest to sobota.

Poleżałabym, pospała, poleniuchowała, pomarudziła i jeszcze dużo określeń na po… które pokazują mój stan istnienia i ducha na dzisiejszy dzień. Ale jutro nie będę musiała wcześnie wstawać, Do poniedziałku mam urlop. Nie, nie mam żadnych planów. Żyję na spontanie.


A żeby było bardziej spontanicznie, miałam w pracy być tylko do 3 -3:30. A byłam do 5pm. Człowiek jak chce 2 dni urlopu to musi na nie zapracować, czy to jest taki tok myślenia? Może, ale nie mój. Na ten urlopik pracowałam cały rok.

W domku byłam po 6pm. W międzyczasie rodzinka się martwiła. Na appce widzieli gdzie się znajduje, ale było trochę korków. Jak tak stałam w korku znów miałam wrażenie, że dziś jest piątek a jutro będzie sobota.

Czy ze mną coś nie tak?

A może to jakaś demencja do mnie puka?

Podczas badań, lekarka nie stwierdziła, że moja głowa może robić psikusy.


ŚRODA – budzę się i dokładnie wiem, że dziś mam wolny dzień bo jest SOBOTA. Zmuszam mozg do pracy i zaczynam rozumieć jaki jest dzisiaj dzień. Sytuacja co najmniej nie spotykana.

Kiedyś oglądałam film o różnych przepowiedniach, ludzkich przewidywanich i odczuciach. Wiem, że to coś oznacza. Tylko nie wiem co. Czego mam się spodziewać. Dobrego czy złego? Co ma się wydażyć w sobotę? W którym tygodniu lub miesiącu? Zaczynam się na prawdę niepokoić.

Z racji tego, że jutro na pewno CZWARTEK świąteczny, ogarnę troszkę domek. Ile posprzątam tyle posprzątam. Nikt nie oczekuje cudów, a i nikt na Thanksgiving nie zawita. Pozwoliłam córci jechać do rodziców jej chłopaka. Syn będzie pracować, starsza córka MM wskoczy do nas na poranną kawę, młodsza córka MM przyleci z LA na Bożenarodzenie, więc MM przyszykuje (jak zwykle na idyka on gotuje) kolację tylko nam, ja i on.


Dziś będę piekła ciasto żurawinowe. Zrobię oczywiście, sałatkę jarzynową (MM nazywa ją, majo salad). To wszystko w czym mogę pomóc MMowi.


Ciasto żurawinowe z pistacjami z internetowego przepisu, palce lizać. Sałatka majo również wspaniała.

Nawet jeśli usiądziemy obydwoje jutro przy stole to myślę, że damy radę pokonać te wszystki smakołyki jakie pojawią się na stole świątecznym.

Sobotka na ukończeniu…

Od poniedziałku miałam wrażenie, że następny dzień to SOBOTA.

Wtorek po pracy-jutro sobota – wołałam.

Środa i tak do piątku – jutro sobota !!!!!

To był dla mnie bardzo ciężki tydzeń. Każdego dnia czekałam na zkończenie dnia. Każdego dnia problemy zdrwotne. Bez przeciwbólowych, nie przetrwałabym.

Po powrocie z pracy, w ubraniu i obuwiu kładłam się na kanapie, owijałam się kocami i … zdychałam. No nie zdechłam, przetrwałam.

A dziś Sobotka wyczekiwana – bez znieczuleń. Nawet ciasto biszkoptowe z jabłkami upiekłam. Stół na Thanksgivng przygotowałam.

Dziś też zakończyłam ozdabianie domku na Boże Narodzenie. Na zewnątrz postaram się ozdobić frontowe drzwi, schody do nich prowadzące i kilka krzaczków. Jeśli się nie uda to tylko wianek świąteczny na drzwiach powieszę. Jeśli zdrowie dopisze to zrobię porządek z ozdobami, wyrzucając je do śmietnika.

Niestety, ale moje życie uległo drastycznej zmianie. Czy mnie to martwi? Oczywiście, ale takie jest życie, nieprzewidywalne. Planowaliśmy i planujemy bal sylwestrowy, tylko…. czy nam się to uda, czy zamiast przygotowywać się do wyjazdu w dzień sylwestrowy nie będziemy przygotowywać się do łóżka.

Oczywiście, że mam w sercu energi tyle, że mogłabym obdzielić całą swoją dzielnicę. Tylko ciało robi mi psikusa. Czy jeszcze potańczę, poskaczę jak koza?

Smutno mi i powiem … jest bardzo ciężko z bólem żyć.

Kurwa mać!!!!!

A przecież, ja się nie wyrażam, nie używam takich słów. W mojej rodzinie najgorszym przekleństwem bylo …cholera. Moje dzieci nie używają również takich słów….. ale….

niech będzie moim usprawiedliwieniem, że jest mi bardzo ciężko.