ogryzekzycia

Nauczyć się być radosnym, kiedy serce płacze… Nauczyć się płakać, kiedy serce się cieszy… Nauczyć się dawać, nie dając… Nauczyć się brać, nie biorąc… Nauczyć się żyć, nie czując życia.. Nauczyć się ….miłości nie kochając… Nauka jest sztuką!!!!

  • Bombardowani jesteśmy wiadomościami na komórki, emailami, ulotkami a także pukaniem/dzwonieniem do drzwi.

    Jak słyszę większość znajomych ma dylemat i aby się go pozbyć, na głosowanie raczej nie pójdą. Dwóch kandydatów, dwa asy, dwie dziwne głowy i osobowości. Co z tego wyniknie? Nikt nie przewidzi.

    Nie wiem czy pójdę na głosowanie, ponieważ postawili obywateli pod ścianą, nie dając wyboru. Oczywiście wybór jest, bo dwóch kandydatów. To jest wybór pomiędzy granatem a miną.

    Tak czy owak, giniesz. I to ma być wybór?

    Zło jawne i zło ukryte, co wolisz?

    Wszystko wskazuje, że nie pójdę ale…zastanawiam się, może mój głos uchroni kogoś przed złem jawnym lub złem ukrytym.

    Mimo że nie zajmuję się polityką na co dzień, tak od święta jak najbardziej ale z okazji wyborów zagłebiam się w obietnice i programy. Czym głębiej tym ciemniej i nawet światełka w oddali nie widać. Nie widać też tego o czym nie mówią, a później będzie króliczek z kapelusza.

    Kto będzie rządzić? Kto wygoni emigrantów a kto rozda nie swoją kasę. Kto to a kto tamto zrobi. Ostatecznie kto przyciśnie guzik i po nas zostanie tylko popiół.

    Te wybory to ogromna odpowiedzialność którą biorą obywatele na swoje barki.

    Zastanawiam się…….

  • z wordpress, ale ostatecznie zostały one pokonane.

    Problemy zdrowotne? Można powiedzieć, wszystko dobrze w tym momencie i nikt nie może nikomu dać gwarancji, że za minutkę będzie gorzej lub lepiej.

    Remoncik posuwa się do przodu. Z remontem jestem na hollu. MM pakuje swój office bo będę malować jednocześnie. Czasami wyskocze na moje rabatki, zarasta bardzo szybko bo jak to u mnie na wiosnę i jesień, deszcz leje każdego dnia.

    7:25am jestem na decku/tarasie. Słuchając świergotu ptaków i warkotu helikopterów popijam poranną kawę. Do pracy wyjeżdżam za godzinkę, więc mam ciutkę czasu nacieszyć się spokojem, powietrzem i widokiem. Wszędzie zielono. Tulipany dawno przekwitły a letnie kwiaty jeszcze w pąkach.

    Pozdrawiam życząc miłego dnia🌺

  • Przestawiło mi się znowu ale myślę,  ponieważ nie miałam wolnej niedzieli. Przebudziłam się z myślą….jak dobrze, że dziś sobota a jutro niedziela.

    Zastanawiałam się jaki dzień tygodnia był wczoraj. No i demencja mnie dopadła, nie mogłam przypomnieć. Gdy wylazłam z łóżka to pamięć szybko powróciła. To nie sobota a wtorek. Na pewno jutro nie będzie niedzieli. Minioną niedzielę przepracowałam przy remoncie, więc i takie zawirowania w głowie nastąpiły. Potrzebuję prawdziwej ale takiej wypoczynkowej niedzieli, a nie pracującej, to i zawirowań nie będzie. Cały dzień męczyło mnie to zawirowanie, sobota i sobota.

    Aby nie popaść w jakąś paranoidalną chorobę, wzięłam się za remont. Rozpoczęłam od zdejmowania luster ze ściany na korytarzu. Dawno temu przykleiłam jakimś dobrym klejem do ściany. No cóż, chciałam tak zrobić i zrobiłam. W końcu po to te lustra kupiłam. Lubiłam patrzeć na nie i przyglądać się w nich. MM gdy je zobaczył już przyklejone so ściany, nie był zadowolony ale jakoś to przeżył. Po 13 latach nadszedł kres moich luster, czas na zdjęcie. Gdyby to byłoby zdjęcie to mała bieda, ale klej był bardzo silny ale z pomocą przyszedł mi alkohol. W niewielkich ilościach spejowałam za luterka. Nie dało się zdjąć luster bez uszczerbku dla ściany.

    Powstały mniejsze lub większe ubytki, które należało za szoachlować. Po zdjęciu luster na hollu zrobiło się bardzo pusto, dziwnie i łyso.

    No coż, po remoncie coś wymyślę, może widzące lustro w delikatnej lecz ozdobnej ramce. Wszystko możliwe, że zostanie pusta ściana.

    Lustra po prawej stronie.

    Ściana w nie najlepszym stanie.

    Będzie szpachlowanko.

  • Z pracy wróciłam z uczuciem jakby ktoś spuścił ze mnie powietrze. Nie chciało mi się cokolwiek robić w zakresie remontu. Tym bardziej, że wtorek mam wolny, to lenistwo wkradło mi się do głowy tak silnie, że padłam na kanapę w ubraniu i obuwiu, przykryłam się kocykiem, nawet nie wiem kiedy usnęłam. Zbudził mnie odgłos szykującego się MM do pracy. Nawet nie wstałam żeby go pożegnać jak każdego dnia to czynię. Z pozycji leżącej pomachałam mu ręką i zagłębiłam się ponownie w sen.

    Obudziłam się po 8 pm, stwierdzając, że przebieram się w remontową odzież i zabieram się do roboty. Jak postanowiłam tak zrobiłam. Sumiennie bo 3 godziny, pracowałam nad detalami. Jakaż ta robota marudna. Tam doczyścić, tam zaszpachlować, tam domalować i tak tam i tam, zakończyłam prace nad detalami.

    Z korytarza zabrałam cały remontowy bajzel, układając na blacie umywalkowym, że jest podwójnie długi to mi się wszystko zmieściło. Na podłodze na korytarzu zostawiłam jedynie listwy podłogowe do ułożenia.

    Oj, oj dumna z siebie byłam, że nie zmarnowałam czasu na przewracanie się na kanapie.

  • Wiem, wiem 7 dnień tygodnia …. ale muszę podgonić prace remontowe. Nie zawsze można pozwolić na odpoczynek. Nie mam za dużo czasu, a detale w remontach są szczególnie ważne i czasochłonne. Mam nadzieję zakończyć dziś łazienkę bez układania podłogi w części umywalkowej.

    Wykonałam dużo roboty remontowej ale … nie zapomniałam też o odpoczynku. Nie znaczy, że jak lubię prace fizyczne to trzeba się od razy zabijać.

    Nieoczekiwanie dla męża, a oczekiwał, że w pewnym momencie zostawię prace remontowe i do do niego dołączę, zakończyłam prace. Zagłębił się w fotelu i się relaksował, ostatecznie niedziela. Oczywiście dołączyłam, z głowa pełną rozmyślań … co następne… Chciałabym zakończyć prace do sierpnia na nasze wspólne urodziny. Chociaż ludzie w pewnym wieku nie powinni już obchodzić urodzin, ale dlaczego nie. Nie mam planów wyjazdowych związanych z urodzinami, ale fajnie byłoby spędzić czas w domu w którym nie trzeba przeskakiwać nad wiaderkami z farbą i gipsem. Wstać rano i nie wąchać oparów schnącego gipsu i farb. Nie twierdzę, że to jest jakoś specjalnie uciążliwe, ale MM bardzo często coś tam mamrocze pod nosem, że za mało miejsca na przejście korytarzem zostawiam. No ja się mieszczę i taki przesmyk zostawiam, MM jest słusznej postury i nie zawsze ma miejsce na przemieszczenie się, zmieszczenie, prześlizgnięcie. Gdy słyszę te jego niezadowolone stękanie, to lecę na skrzydłach anioła stróża i odsuwam co się da, spod jego nie lekkich stóp. Wprawdzie mówi, że jest OK, w tym momencie jest miły i nie wywołuje we nie diablicy strzelającej piorunami, dobrze że nie wywołuje, ale wiem i oczywiście słyszę jego niezadowolenie. Staram się być pomocna w przemieszczaniu, a po za tym, to mnie nie za bardzo to interesuje. Pracuję za dwoje więc … nabrać powietrza w usta i milczeć, no i właściwie tak robi. Osobiście to mnie też czasami wnerwia ten remontowy bałaganik.

    Ale jak zrobić remont bez bałaganu? Gdy w między czasie dopadły mnie problemy zdrowotne i rodzinne, które wyłączyły mnie całkowicie z życia i rozumienia co się wkoło dzieje.

    MM po cichaczu zaczął szukać już firmy remontowej, która to by zakończyła MÓJ remoncik. Nie nie byłam jakoś specjalnie niezadowolona lub zła. Stwierdziłam, że to byłby dobry pomysł..,ale troszkę za wcześnie na takie decyzje. Trzeba poczekać na wyniki wszystkich badań. Jeśli jestem chora, to jak najbardziej, ktoś musi dokończyć remont. Jeśli to tylko stres, a z nim związane są te ataki to … chwilę poczekamy i powinnam brać się do roboty.

    Stawiałam na zatrucie i stres. Ostatni wynik wydrukowałam dziś wieczorkiem. Wszystko w normie, żadnych zmian od ostatniego badania, a było 6 miesięcy temu.

    A więc do roboty i nie marudzić.

    Oświetlenia zainstalowane.

    W części wannowo-sedesowej

    W części umywalkowej
  • Po wielu zmaganiach i problemach nie tylko zdrowotnych powoli powracam do normalnego życia. Może moje normalne jest nienormalnym dla Ciebie, ale fajnie, że się różnimy. To tworzy ciekawy świat.

    Mój świat był i jest bardzo różnorodny. Wszystko w nim było i ciągle jest.

    W moim świecie zdarzają się zdarzenia których przenigdy nie przeżyjesz w swoim życiu, w tv oczywiście możesz zobaczyć. Nie na darmo córcia prosi o spisanie przeszłości oraz teraźniejszości. Jakoś nie spieszno mi jest do ślęczenia nad klawiaturą, więc odkładam. Może kiedyś…

    Dziś powracam do zdrowej rzeczywistości. Na czym będzie polegać?

    Na dokończeniu remontowania łazienki na piętrze. Planowałam podłączyć spłuczkę do wodociągu ale … to będzie 4 podejście MM na kupienie prawidłowego wężyka. No jakoś mu to nie wychodzi, pomimo że dałam mu stary wężyk. Jak on to robi że nie potrafi kupić odpowiedniego …. moim zdaniem ma ten wyjątkowy spryt. Za małe nakrętki, lub z obu stron jednakowe nakrętki lub też za duże albo … po obu stronach metalowe. Nie mogę przykręcić metalowej nakrętki do ceramicznej spłuczki.

    Nie spieszno mi z podłączeniem ale jedno byłoby zrobione.

    A na moim kuchennym stole dziś o poranku. Miejsce na kubek jeszcze się znalazło.

    Wyczyściłam stary silikon wokół wanny i przy sedesie. Wyczyściłam szczeliny alkoholem a jak już alkohol był w użyciu to wymyłam dokładnie płytki na podłodze w łazience.

    Uszczelniłam silikonem wszystko co się dało i zużyłam jedno opakowanie. Drugiego nie otwierałam, potrzebuję zasilikonować szparki w futrynie okiennej. Po zdjęciu drewnianych okiennic, odkryłam że majstry/fachmani za bardzo się spieszyli żeby zrobić dokładną robotę.

    Pianki nie użyłam, samo powietrze wyleciało. Trzeba zapiankować szparę pod szafkami łazienkowymi. Czy ona zawsze tam była? Możliwe, że zrywając wykładzinę zerwałam kawałek listewki.

    Żaden kłopot, potrakuję to pianką i silikonem a na to pójdzie farba. Możliwe, że do wtorku coś innego wymyślę.

    Sobotka mija w przyjemnej atmosferze.

    Wszystkim życzę miłej niedzieli.

  • Staram się nie brać środków uspokajających. W tym trudnym okresie najbardziej pomogło mi szydełkowanie i Netflix. W szydełkowaniu nie było postępów. To co zrobiłam od razu prułam. Błąd na błędzie, liczenie oczek sprawiało mi ogromne trudności, nie poddawałam się, zmuszałam siebie do bezmyślnego szydełkowania. MM patrzył na mnie nie odzywając się, nic nie było do powiedzenia, ale był przez ten czas ze mną, chociaż czasam wyartykułował jakiś komentarz, zupełnie niepotrzebnie.

    Nie słuchałam, myślami byłam bardzo daleko.

    Minęło, co nie znaczy, że wszystko dobrze. Mam nadzieję, na to DOBRZE.

    Życie powolutku toczy się dalej, ale remont wstrzymany. Nie było mi do malowania i układania podłogi. Ten i następny tydzień jeszcze będę odpoczywać i leczyć się od stresu. A stres był ogromny. Odsypiałam kilka dni.

    Pozdrawiam

  • Bezradność która nie wynika z tego że nie potrafisz, ale nie tyle z braku możliwości co systemu, jest najgorsza co ciebie może spotkać. Można byłoby coś zrobić, ale system nie pozwala. W oczach systemu jesteśmy niczym.

    Teraz wiem czym jest bezduszność ludzka i do czego prowadzi.

  • imię nadane dziewczynce. Mogło by być, brzmi ciekawie. Kiedy dostałam skierowanie na to badanie, nie wiedziałam na czym będzie polegać. Nie sprawdzałam w internecie, w zasadzie mnie to nie interesowało.

    Leżałam 2 godziny pod maszyną. Przed położeniem się wstrzykneli w żyłę kontrast. Kegłam na to łóżko a maszyna najechała na mnie z góry. Doktor przesunął trichę monitor bliżej mojej głowy abym mogła obserwować pracę swoich narządów. Po godzinie dano mi do picua jogurt. Obraz na monitirze się zmienił, wyraźniejsze były moje organy, mogłam obserwować ruch jelit. Leżałam w bezruchu a wnętrzności pracowały.

    Wyniki? Zdrowa! Wszystko prawidłowo funkcjonuje.

    A jednak nie do końca. Bo ponownie miałam atak.

    Szukamy dalej co mi dolega.

  • Gofry i inne prace

    Wczoraj miałam bardzo luźny dzień. Wstałam wprawdzie wcześnie ale w zasadzie nic pożytecznego nie robiłam. Ewidentny brak chęci, mobilizacji i organizacji. Wszystkie plany zostały na etapie planowania i nie w początkowej fazie ich realizacji.

    Trudno stwierdzić, że dzień stracony. Przeżyty, więc już sukces.

     „Cel to nic innego, jak marzenie z terminem realizacji.”
    Joe L.Griffith

    Moim dzisiejszym celem było pomalowanie sufitu w łazience.

    Zanim się za ten cel zabrałam, wykonałam tysiące innych małych prac. Możliwe, że chciałam odwlec prace malarskie w czasie.

    Ostatecznie pomalowałam. Malowanie sufitu nie jest najlżejszą pracą. Cały czas trzeba trzymać głowę do góry.

    Po części wannowej zrobiłam przerwę na tel rozmowy z wujkiem. Oczywiście wujek odwiedził swoją siostrę, a moją mamusię. Z jego ralacji: mamusia trzyma się dobrze. Nawet nie używa pampersów jak to było w ubiegłym roku. Odległość z pokoju do łazienki pokonuje przy pomocy specjalnej balustrady. Ludzi poznaje, ale potrzebuje trochę czasu aby rozpoznać twarz. Trzeba pamiętać, że wzrok już miała słabiutki kilka lat temu.

    Wujek powiedział abym dbała o siebie a moja Mama ma się dobrze i krzywda jej się nie dzieje.

    Pocieszające są dobre wiadomości.

    Następnie podzwoniłam po urzędach miejskich i wojewódzkich. Podatki w Polsce też trzeba płacić.

    Koleżanka z Kanady zadzwoniła, też troszkę porozmawiałyśmy.

    Czas szybko zleciał.

    Około 5pm rozpoczęłam malowanie sufitu w drugiej części łazienki.


    Dostarczono gofrownicę. Z informacji na stronie internetowej gofrownica powinna mieć 1250 wat a tak na prawdę ma jedynie 1000.

    Najnormalniejsze oszustwo. Aby zbyć towar sprzedawca wszystko zrobi począwszy od podania nierzetelnych informacji o towarze do sprzedania podróbek.

    Upiekłam chrupiące gofry w nowej gofrownicy. Pychotka.

    1000wat w zupełności wystarcza a nawet i za dużo.


    Podlałam po raz drugi w tym roku rabatki kwiatowe. I jak to u mnie często się zdarza, z rozpędu wydmuchałam liście po obu stronach podjazdu aż w dół ulicy.

    Zatrzymałam się z sąsiadami po przeciwnej stronie ulicy na pogaduszki.

    Gdy księżyc pokazał się formie rogalika to uwieczniłam go na zdjęciu.

    Dobranoc 🌜

  • Dosłownie tydzień temu kupiłam na amazonie gofrownicę.

    Jestem amazonowa, kupuję prawie wszystko na amazonie, zakupy łatwe, dostarczone pod drzwi. Jeśli coś nie odpowiada jedziemy do punktu w sklepie ze „zdrową żywnością”, który obecnie jest własnością Amazona. Najczęściej kupuję tam, kasze, mąkę ziemniaczaną i czasami chlebek. Ceny z kosmosu a tak samo się psują jak z innych spożywczaków.

    Gofrownica mini stała i czekała na dzień chrztu. Marudziłam z tym troszkę, a to przepisu perfekcyjnego na gofry nie mam, nie jestem głodna, kto będzie zmywać naczyńka i łopatki po tym cieście, jednego gofra przecież nie upiekę…..

    Przemyłam, wyczyściłam z maszynowych smarów. Pierwsze włączenie czyszcząco-osuszające.

    I do dzieła.

    Jesli gofrownica mini to czego można się spodziewać? Watt nie wsadzą 1600 bo ta moc nie tylko spali gofra w tej gofrownicy ale i ją samą. Malutkie z ogromną mocą to może być tylko petarda.

    Pewnie że się upiekły, ale blade, a zarumienienie to trzeba szukać pod mikroskopem. W smaku jak mniejszy i grubszy naleśnik.

    Ponownie wyszyściłam, osuszyłam, włożyłam do pudełka i pojedzie w drogę powrotną.

    Ale….już mam w koszyku amazona, większą i 1250watt. Gofrownica na 4 kwadratowe gofry.

    Tylko mam prośbę.

    Panie i panowie, potrzebuję przepisu (wypróbowanego) na chrupiące gofry.

    Proszę, podzielić się przepisem. 😊

  • DZIEŃ MĘŻCZYZN

    Wszystkiego naj …. najwiecej zrozumienia od kobietek i dużo cierpliwości dla nich

  • Powinno

    być 7:17am

    ale jest 8:17am

    Godzina mi uciekła.

    Czy takie przestawianie zegarków na siłę i ta ingerencja w przyspieszanie i zwalnianie czasu jest dobra?

    Kiedyś … może, oszczędność energii.

    Globalna porodukcja przeniosła się do Chin, więc co my oszczędzamy?


    Słońce już zagląda do sypialni….


  • Premie powinni dać pogodynce, trafił/a w 10 tkę. Padało i lało całą noc, a zaczęło się wczoraj po południu.

    Wczoraj wieczorem ugotowałam rosołek z kurczaka. Moi dwaj panowie coś zaczęli niedomagać. Starszy zmobilizował się i do pracy pojechał, młodszy bez mobilizacji bo w wojsku nie był, powrócił do łóżka ledwo ruszając nogami.

    A dziś…..

    ręka do góry, kto w tym domu naj… naj …naj✋🏼

    Jak naj … i ręka w górze, to powróciłam z rana szybko do łóżka, a co będę się od rana wychylać.

    Zdążę pomalować łazienkę.

    Zamiast łazienki, wyszłam na podwórze. Ziemia mokrusieńka, zdecydowałam wysadzić resztę cebulek tilipanów. Niektóre już niestety nie nadawały się do zakopania w ziemi. Wyschły.

    Jednak przed południem zdecydowałam się na pomalowanie sufitów. Przebrałam się w robocze ubranie. Okazało się że nie mam czystej kuwety do farby. Tę co używałam należy wymyć i napotkalam trudności związane z wężem ogrodowym. Żadnych narzędzi po robotach remontowych nie wolno myć w domu pod zlewem. Rury są za wąskie, nie wolno ryzykować, koszty hydraulików są bardzo wysokie.

    Pojechaliśmy z MM po zakupy i przy okazji przysiedliśmy w „swojej” kafejce. Zagadaliśmy się, czas szybko zleciał, pociemniało, do sklepu nie zdążyliśmy, zamknęli.

    Tak, że z prac remontowych nic nie wyszło ale spędziliśmy milutko czas we dwoje.

    Sobotka zakończyła się wichurą.

    Dachów nie zrywało ale w gałęziach groźnie szumiało.

    Życzę milusiej niedzielki. ❤️❤️🌷

  • Dzień Kobiet

    Lubiłam, lubię i będę lubić ten jakże piękny i jedyny w swoim rodzaju dzień.

    Pamiętam jak był bojkotowany przez kobiety. Domagały się, aby każdy dzień był „dniem kobiet”. Chciały dostawać kwiaty nie tylko tego jednego dni. Nie lubiły kwiatów pracowych i wyrzucały je do kosza. Pończochy czy rajstopy ich nie cieszyły, chciały więcej … uznania i szacunku….na każdy dzień.

    Następne Dzień Kobiet były skromniejsze i wydatki na dzień kobiet w zakładach pracy zostały wykreślone z planowanych na następne lata.

    Nie chciały komunistycznego święta to nie miały żadnego.

    Cieszyłam się na ten dzień i w tym dniu. Sama składałam panim życzenia a dla mamusi dawało się kwiatki prosto z ogródka.

    Teraz powoli w Polsce powraca „Dzień Kobiet” tylko… nigdy już nie będzie taki jak kiedyś.

    Mimo, że Dzień kobiet powstał wiele wiele lat temu, w USA, nie obchodzi się go tutaj.

    Dziś podjadę do sklepu i kupię sobie piękne kwiatuszki. Nie, nie jestem i nie będę zawiedziona.

    Od zawsze lubię sobie kupować kwiatki i siebie nimi obdarowywać.

    Jestem dla siebie najważniejsza.



    Niestety ale nie mogłam się oderwać od robót remontowych.

    Położyłam pierwszą kryjącą warstwę. Jutro będę malować kolorem.

    Ciutkę umazana nie chciałam jechać po kwiatki.

    Poprosiłam MMa czy może podjechać i kupić mi kwiatki.

    Pojechał i przywiózł.

    Jak nie być szczęśliwą?❤️

  • Nie trudno było odnaleźć dom w którym cieszą się z narodzin dzidziusia.

    Ustawiony transparent z oddali był widoczny. Takie powitanie mi się bardzo podoba. Nie było tradycyjnie balonów przypiętych do skrzynki pocztowej, ale ten napis był wystarczający.

    W progu powitał nas gospodarz domu, oczywiście od ucha do ucha uśmiechnięty, a oczy promieniały szczęściem. Dziadek ( ojciec Michaela) kangurował maleństwo. Podeszłam nie za blisko aby na niemowlaczka nie chuchać i nie za daleko, bo przecież ciekawości zabić w sobie nie mogłam. Piękny niemowlaczek i podobny do tatusia.

    Poprzytulałam Michaela. Gdyby był pawiem, rozpostarł by swoje pięknie lśniące pióra i dumnie przechodził się serwując popołudniową kawę.

    Naszą biesiadę przerwał dzwonek do drzwi. To był sąsiad z prezentami od siebie i sąsiada obok jego domu. Jak dowiedziałyśmy się, wczoraj również inni sąsiedzi odwiedzali ich, wręczając prezenty. Miłe zdarzenie.

    Dzidziuś spokojniutko spał, a ja jeszcze uściskałam Kelly, żonę Michaela. Nad wyraz delikatna i skronma osóbka. Michael tak cieszył się z przyjścia na świat drugiego syna, że nawet nie powiedzial nam wcześniej, że żona miała cesarkę. Właściwie ta wiadomość nic nie zmienia, ale dobrze wiedzieć, że jest nas więcej. Dzidziuś urodził się zdrowy, jest zdrowy i to się liczy.

    Życząc młodym rodzicom dużo zdrowia i radosnych chwil w gronie rodziny, bo jest ich teraz więcej niż dwoje, pożegnałyśmy z koleżanką gospodarzy i za razem rodziców maleństwa.

    Początkowo miałyśmy jeszcze zatrzymać się gdzieś na coś słodkiego, ale na prawdę miałyśmy wystarczająco miłych wrażeń.

    Aby chłopczyk żył w zdrowiu i szczęściu, a jak przyjdzie okres buntu młodzieńczego, żeby dał tatusiowi do wiwatu, aby nie zapomniał, że jest tatusiem.😆

  • Jaki będzie nikt nie przewidzi. Można jedynie przypuszczać, że dzidziuś będzie miał dobre i ciekawe życie.

    Koledze z pracy urodził się dzidziuś. Pierwszy chłopczyk skończył już 2 latka. Tata jemu nieba uchyla. A kolega ma miłości w sercu bardzo dużo. Z mamą, ale nie żoną, rozstał się bardzo szybko. Przeżył dramat ale syna zabierał na każde weekendy. Kobieta narobiła sobie dzieci całą trójkę, każde dziecko od innego mężczyzny i stara się żyć z alimentów na dzieci.

    Kolega poznał przez internet obecną żonę. ( ja obecnego męża rownież poznałam przez internet ale to były inne czasy bo ponad 20 lat temu)

    Teraz mają dzidziusia. Jutro jadę z koleżanką, po pracy, odwiedzić dzidziusia.

    Bardzo cieszę się na to spotkanie. Dobry, miły i pomocny facet z Michaela. Trzymamy kciuki aby mu się tym razem powiodło.

    Jak widać różnie ludzim się układa. Kiedy kupowal dom był pełen nadziei, że będzie miał rodzinę. Ale jego marzenia to była bańka mydlana. Bardzo przeżył kiedy kobieta robiła mu problemy odnośnie widzenia syna. Teraz jest podobno dobrze.

    Cieszymy się w pracy, że nareszcie założył rodzinę.

    Jest dobrym człowiekiem i powinno mu się udać i ułożyć to życie.


    Relaksuję się przy robótkach szydełkowych. Namęczyłam się troszkę z przerysowywaniem 352 +3 oczek na papier w kratkę. Drugi rząd przerysowałam do połowy. Druga połowa taka sama, ale muszę mieć to na papierze w kratkę. Tak jak wspominałam, za trudny wzór wzięłam na robótki ręczne. Ostatni raz trzymałam szydełko w ręku, może 6-7 lat temu.

    Wtedy to było moje jedyne zajęcie. Choroba nie pozwoliła na wiele.

    Powiem, że idzie mi nie najgorzej. Jeśli się gdzieś pomylę, serwetka nie idzie na wystawę, więc wstydu nie będzie. 🤭🤭🤭🤭🤭

  • Dziś dokończyłam szlifowanie ścian w łazience, pomyłam ściany i zerwałam wykładzinę w pierwszej części łazienki.

    To w zasadzie był koniec na dziś i aż do piątku. Trzy dni mam pracowe zawodowo, więc nic szczególnego nie powinno się wydarzyć.

    Zdrowie dopisuje ale nie spożywam nic ciężko strawnego. Słodycze odstawione, moje winko również.


    Schemat serwetki muszę przerysować na większy papier, to co mam, to moje okulary nie ogarniają.


    Jak można zapomnieć o rocznicy ślubu?

    Widocznie można!!! Zapomieliśmy, a że to 19-ta to jakby była nieważna.

    Pomimo tego, że mało ważna zrobiłam MMowi szybki striptis i poleciałam pod prysznic. Dziś dokończyłam szlifowanie, bo zakurzona od stóp do czubka głowy.

    Jestem zadowolona z moich wszelkich działań.

  • Bezsenność, bezgraniczność, bezsens

    Jakoś mi się nie śpi. Po 2 w nocy się obudziłam, gotowa do działania. Przecież niedziela, powinnam przebudzić się po 9am. Ale nie, co ten mój organizm wymyśla to na prawdę nie wiem. Jak się z nim zaprzyjaźnić, aby był bardziej łaskawczy, koleżeński, bardziej uległy, no i posłuszny.

    Zrezygnowałam lub …wstrzymałam się przed spożywaniem niektórych produktów. Nie ukrywając, słodyczy. Waga lekko spada. Jakby miała z czego, ale jednak spadła. Lampkę wina zastąpiłam kubkiem herbaty owocowej. Więcej owoców jest w moim niepisanym jadłospisie. A jednak, coś jest nie prawidłowego, jeśli budzę się o 2am.

    4:38 am oczy szeroko otwarte.


    A jednak bezsenna noc.

    Zmusiła mnie do zastanowienia.

    Jak jestem postrzegana z kosmosu?

    Malusieńki, niedostrzegalny punkcik. Nic nieznaczący punkcik. Nawet jak się poruszę nie zmienię ruchu powietrza na tyle aby być zauważoną. Jednym słowem, jednostką materialną biorącą udział w tworzeniu czegoś zbytecznego. Kosmos będzie istnieć bezemnie.

    Kim jestem dla wszechświata?

    W tej chwili, tam gdzie panuje pora nocna, jestem jedna z licznych osób przewracających się na łóżku w ciemnościach swojej sypialni. Niezauważalnych z wyższych partii nieba.

    Tu na ziemi możemy znaczyć wiele, ale niestety globalnie nic nie robimy ( jako ludzkość tylko bałagan) i nic nie znaczymy.

    Wszystko co robimy, robimy dla zaspokojenia swoich potrzeb.


    6:41am

    Jeszcze trochę i pobiegnę do kuchni na kawę. Po co się mordować?


    cdn….…………..

    Zrobiłam przerwę.

    Przesadzam kwiaty doniczkowe. Nie mam ich wiele. W lecie chodzi chłodzenie w domu króre nie sprzyja roślinkom a na zewnątrz ukrop i deszcze.

    Jedne giną, kupuję następne.


    Przyniosłam skrzyneczkę z nićmi i sznurkami. Sznurki zostawię w spokoju może kiedyś do nich wrócę ale …. zaczęłam robić serwetkę elipsową. Na początku zaczęłam robić łańcuszek o 352 oczkach.

    Co dalej? Też chciałabym wiedzieć

    A jeśli się pomylę, toż to dużo tych oczek.

    Spinkami zaznaczam każde 20 oczek.

    Za trudny wzór wzięłam do przerobienia ale … muszę to rozgryźć.

    Będę miała dobry relaksik, albo drogę przez mękę.

    Oj wiem, porywam się z motyką na księżyc, jak nie wyjdzie to będę pruć.

    Ale nie tak szybko zacznę, skończę koło zimy. Hahaha jeśli skończę.

    Grunt to dobry plan a wykonanie już nie koniecznie może być dobre.

  • Deszczowa sobota

    Otworzyłam drzwi do remontowanej łazienki. Nie spodziwałam się, że ktoś ukończył jej remont. Tym ktosiem mogę być tylko ja.

    No cóż, w między czasie (gdy chorowałam) MM porozkręcał moją szlifierkę kątową, w chwili obecnej, narzędzi do pracy brak. Po kiego licha to zrobił to tylko kosmos może odpowiedzieć. Nie mam wszystkich części aby ją skręcić do stanu używalności.

    A więc z prac remontowych na dziś to wszystko. Mogłabym pomyć ściany w remontowanej łazience, z kurzu wcześniejszego szlifowania ścian, ale to będzie bezsens, jeśli muszę kąty szlifować.

    Poczekam na MMa aż zjawi się w domu i skręci szlifierkę. Gdybym znalazła brakujące części….ale nie znalazłam…


    W takim razie dziś będzie bardziej kuchennie i wypoczynkowo.


    6:53 PM

    Znalazłam części do szlifierki i zanim MM przyjechał z zakupów, szlifierka była skręcona. Tylko, że do brudnej kurzowej pracy nie było mi spieszno.

    Ugotowałam, barszcz NIEukraiński bo dodałam pieczarek. Pieczarki kroiłam na 4 części. Pychotka.

    Upiekłam bułeczki z serem białym który sama zrobiłam. Od wczoraj czekał na spożycie. Pychotka.

    Zrobiłam też sałatkę jarzynową. O tak z rozpędu. Pychotka.

    Życie jest piękne!!!!❤️🌷🤣

  • Marzec

    Rozpczął się na mokro. Do pracy jechałam w ulewie. Byli śmiałkowie którzy przy bardzo złej widoczności jechali 100km/h. To było niebezpieczne, nie ryzykowałam. Niektóre samochody miały włączone światła awaryjne a inne jeden z dwóch kierunkowskazów.

    Spokojnie i bez żadnych zrywów dojechałam do pracy. Zabezpieczyłam się w kalosze i obuwie wzięłam sobie na zmianę.

    Mokre nogi to zapraszanie kataru.

    Wieczorkiem upiekłam biszkop z jabłkami. Nawet nie wiem czy dobry. Jakoś nie miałam ochoty na spróbowanie.

    Samopoczucie bardzo dobre. Ale czasami jakoś dziwnie się czuje. Mam nadzieję, że wszystko się ustabilizuje.

  • Wzięłam dziś na wizytę lekarską ze sobą MMa do towarzystwa. Bardzo martwił się o mnie, należą mu się informacje o moim stanie zdrowia, w pierwszej kolejności. Za razem potrzebuję tłumacza określeń medycznych. Tłumaczył z angielskiego medycznego na angielski prosty.

    Jako nowy pacjent dostałam ipada z wyświetlonymi formularzami do wypełnienia. Doszłam do numeru telefonu i …. blokada. W dół, górę ani na boki nie chciało to ruszyć.

    Pani z recepcji wręczyła mi formularze w papierowej postaci. Na papierze doszłam do objawów wyszczególnionych w trzech kolumnach, napisanych minimalną trzcionką. Nie wiedziałam, że można aż tak bardzo chorować. Z ponad 60ciu objawów zaznaczyłam, kilka, chyba 5. Z czego nasuwa się jeden wniosek.

    Nie jestem aż tak bardzo chora. Przynajmniej tak myślałam, kalkulowałam.

    Po jakimś czasie oczekiwania przyszła lekarka. Opowiedziałam o mojej sytuacji zdrowotnej. Opuściła gabinet aby sięgnąć do wszystkich badań i zdjęć jakie mi zrobiono na pogotowiu.

    Trwało to 5-8 minut. Nie byłam badana, dotykana, kładziona na kozetkę.

    Klarownie przedstawiła moją sytuację, na podstawie wszystkich dostępnych i zrobionych testów, wyników badań i zdjęćRTG oraz USG

    W ciągu ostatnich 2 tyg pobrano mi morze krwi ( tak na marginesie).

    Specjalista stwierdził (kobieta), że nie ulega wątpliwości mam podrażnione dwa organy, żołądek i woreczek żółciowy. Wyniki badań laboratoryjnych jak też USG nie wskazują na istnienie cysts, guzów, kamieni lub piasku. Bóle jakie w tej chwili odczuwam są skutkiem podrażnienia. Nic po za tym. To co mi się przytrafiło przypisuje delikatności moich organów i mojej osobie, ponieważ ma także opinię rodzinnego lekarza. Moja recepta jest już w aptece. Lekarstwo przyjmować do momentu ustąpienia najmniejszego bólu. Za miesiąc przychodnia skontakuje się ze mną i jeśli będzie potrzebna pomoc specjalistyczna, wyznaczona będzie data wizyty. Jeśli coś złego by się działo mam dzwonić i ustalić wizytę lub po pogotowie.

    To była wizyta lekarska przeprowadzona na najwyższym poziomie profesjonalizmu.


    Dwa dni temu byłam u lekarza, wizyta mniej niż profesjonalna. Lekarz nie miał wglądu do moich zdjęć RTG oraz USG. Nie zadbał aby je pobrać z EMR. Miałam tylko wypisy papierowe z Urgent i EMR. Łypnął jednym okiem, pomacał i pougniatał mnie. Ugniatanie doprowadziło do tego, że zaczęło mnie boleć w ugniatanych miejscach.

    Stwierdził, że trzeba wyciąć woreczek żółciowy. A tak wogóle stwierdzono …. że mam szczęście, że żyję.

    To było pierwsza nieprofesjonalna informacja.

    Druga – że matka lekarza zmarła mając tę samą przypadłość. Kamienie zablokowały coś tam….

    Lekarz nie zastanowił się ani chwili, jak może zareagować pacjent po usłyszeniu….

    Krystyna masz szczęście, że żyjesz.

    Przekazanie takiej wiadomości pacjentowi, było extrymalnie nieodpowiedzialne. Jestem bardzo silną kobietą, a jednak mnie w pewnym stopniu załamało. A co by się stało gdyby tę wiadomość otrzymał inny pacjent. W najlepszym wypadku depresja, w najgorszym samobójstwo. Po co żyć, jeśli już odebrano w pewnym sensie, życie.

    W tamtym dniu,

    po powrocie od lekarza, przeleżałam w łóżku. Bałam się jeść, pić, a w ogóle oddychać. To nie o to chodziło, że umrę. Chodziło o to, że zostawię moje dzieci i MMa. Że oni będą bardzo cierpieć i tęsknić. I nie mogłabym im czegoś takiego, jak moja śmierć sprezentować. Jeszcze nie teraz. Podłoga na piętrze nie dokończona. Łazienka gościnna gotowa do malowania, a ja co? Umieram?.

    Kupiłam wiele kłączy i cebulek kwiatów, trzeba posadzić/ zakopać w ziemię. Dom w Polsce sprzedać. A ja co? Szykuję się umierać. Nie mogę moich najbliższych zostawić z tym wszystkim!!!! Mojej córci ślub w maju następnego roku. Syn wychodzi na prostą. Nie być z nimi w tak pięknych dla nich dniach? A co z wnukami? Nigdy babci Krysi nie poznają? Snułam się po domu w pidżamie i szlafroku. Bałam się, że za chwilę może być znowu ten moment, który jelita chce wypluć. EMR na wypisie polecał specjalistę, MM zadzwonił, najbliższy termin kwiecień.

    Do kwietnia to ja mogę się z tego świata zwinąć – myślałam. Wertowałam internet, nie poddawałam się, nie możliwym dla mnie było, że nie ma wcześniejszego niż w kwietniu wolnego terminu w żadnej przychodni.

    Chyba tylko Boziunia mi pomogła, wszystkie terminy zajęte, a czwartek na 9am był wolny. Ten czwartek (to znaczy dziś) na 9am jakby czekał tylko na mnie. Przez internet zabookowałam.

    W środę rano jeszcze przed wyjazdem do pracy poprosiłam MMa, aby potwierdził wizytę. Zawsze uważam, że jeśli coś jest bookowane przez internet, należy potwierdzić telefonicznie. Niby techologia gna do przodu, ale w tych sprawach nigdy nie wiadomo co może się przydażyć.

    Tak, tak pojechałam do pracy. To był dzień bardziej towarzyski niż roboczy.

    Dziś czwartek.

    Po orzeczeniu lekarskim, że to jest podrażnienie moich dwóch organów, pojechałam na 2 godzinki do pracy.

    W celach plotkarskich. 🤣


    A teraz będzie wisienka na torcie.

    Któregoś dnia, kupiłam marchewkę, taką zdrową i ogromną. Gotowałam kapuśniak.

    Jedną marchewkę kroiłam, drugą chrupałam. A że marchewka była słodziutka i wiellka, zjadłam 3 sztuki na oko 1kg a może i więcej.

    Po pierwszym rozstroju żołądka, MM zignorował moje informacje o marchewce. Po drugim rozstroju żołądka już w samochodzie, też zignorował. Mimo że widział dużo marchewki na obrzyganym żakiecie, leginsach i w samochodzie.

    Lekarz z Urgenta zlekceważyła marchewkę. EMR zignorowali marchewkę. Następny lekarz ( środa) marchewka została zignorowana.

    Dzisiejszy specjalista…możesz jeść marchewkę lecz w mniejszych ilościach…

    Wiedziałam, że marchewka jest winowajcą, ale nie mogłam zrozumieć jak można od niej aż tak zachorować.

    Ciśnienie krwi skakało z powodu uszkodzenia dwóch organów.


    Wracając z pracy.

    Głośniki na full.

    Śpiewy na całe gardło

    Na liczniku 130km/h


    Będę stosować delikatną dietę, aby nie przeciążać żołądka i woreczka żółciowego.

    Będę zdrowa tylko muszę mniej żreć jednego produktu w jednym i tym samym momencie.

    Odstęp czasowy bardzo wskazany.

  • w zasadzie nic nie bolało przez cały dzień. Mam na siebie uważać.

    Więc, uważam. Ustawiłam alarm SOS ( miałam wyłączony do tej pory) który uruchomiany jest poprzez (są opcje) naciśnięcie przycisku z boku iphona. Po zadzwonieniu/ naciśnieciu i zgłoszeniu operatora, EMR automatycznie widzi moje wszystkie niezbędne dane. Uzupełniłam też, moje przebyte choroby, obecne problemy medyczne, przyjmowane leki i kontakty w razie ….

    Gdyby coś mi się działo EMR będzie posiadać także moją lokalizację.

    Ustawienia zakończone i …. wskoczyłam pod prysznic, a po nim poczułam się jakoś źle.

    Noc i jestem sama w domu, możliwe że to stan paniki.

    Poodychałam głęboko, przeszło. Jak nigdy przedtem, nie lubię być sama.

    Normalnie się boję. Ja herod baba, nie zniszczalna, łamię się. A dlaczego? Boję się bólu. Normalnie boję się bólu. Już przeżywałam ból. Jeśli trochę boli to ok, ale są bóle, nie do wytrzymania.

    Boję się ataku, z którego mogę już nie powrócić do żyjących. A jeszcze tyle mam do zrobienia.

    Jutro mam wizytę u specjalisty.