Popieram!!!!!!

Szaleństwo świateczne na całego!!!!
Nauczyć się być radosnym, kiedy serce płacze… Nauczyć się płakać, kiedy serce się cieszy… Nauczyć się dawać, nie dając… Nauczyć się brać, nie biorąc… Nauczyć się żyć, nie czując życia.. Nauczyć się ….miłości nie kochając… Nauka jest sztuką!!!!
Popieram!!!!!!

Szaleństwo świateczne na całego!!!!
Wczoraj wieczorkiem posprzątałam bałaganik po pakowaniu prezentów. Zamówione prezenty przybędą już w świątecznym opakowaniu.
Podczas wczorajszego sprzątanka rozbiłam talerzyk świąteczny, który służyl mi kilka lub kilkanaścia lat. On był ze mną na każde święta Bożego Narodzenia i oblizywał łyżeczki po kawie lub herbacie. 😋😋😋🥲😢


Próbuję skleić ale….to już nie to. Po sklejeniu go wyrzucę. Muszę stratę przeboleć.
Kładąc na parapeciku bo w ameryce nie ma parapetów (mówie o moim regionie) okiennych jak w Polsce, na którym stoją kwiatki. Zostawiając na tym marnym parapecie talerzyk, coś mi przez myśl przeleciało, że upadnie. No i upadł.
Poszukwania w internecie nie dały zadawalającego skutku, bo identycznego talerzyka nigdzie nie ma. Nawet używanego nikt nie sprzedaje.
Kupiłam dziś inny.


Dokupiłam większy talerzyk na ciasteczka serowe, które piekę na każde święta.
Teraz czeka mnie odkurzanie całego piętra. Ufff.
Dom wysprzątany, tylko siedzieć i podziwiać choineczkę popijając winko i zagryzając ciastem.

Ciasto powinno być serwowane osobom (w Ameryce) powyżej 21roku życia. Ciasto jest wyśmienite i sprzedawane online bezpośrednio u producenta jedynie w okresie świąt. Możliwe, że pisałam w ubiegłym roku, ale to nie ważne, warte polecenia. Inne doznania smakowe.
„Gdy w grę wchodzi ciasto, ludzie tracą poczucie wstydu”.
Becky Albertalli
Tatuś zmarł w 2009 roku.
Tak, powiesz dawno.
Zależy jakie więzi miałaś/eś Ojciec – Ty oraz Ty i Ojciec.
I co z tego, że dawno, to znaczy że nie tęknię, nie myślę?
Tęsknię, myślę, wspominam i rozmawiam, nie tylko w myślach.
Mamusia żyje, nie miałam i nie mam żadnych informacji, również rozmawiam w myślacj i na głos.
W dzieciństwie i jako nastolatka przysparzałam im kłopotów. Ale nigdy nie pozwoliłam powiedzieć komuś na moich rodziców starzy, zgredy czy wapniaki. Sama też nie używałam tych określeń do swoich ani kolegów-koleżanek rodziców. Mogłam być zła na rodziców i trzaskać drzwiami, nie odzywać się przez kilka dni i odmawiać posiłków, a Oni czekali, cierpliwie czekali. Dawali mi czas i przestrzeń.
W dorosłym moim życiu, nie obciążałam ich moimi problemami. Dzieliłam się radościami.
I dziś, kiedy chciałabym się podzielić radością, staję przed Tatusia i Mamusi zdjęciem, dotykam lekko moich rodziców mówiąc…. zobaczcie, zobaczcie, wszystko mi się układa.
Łzy napływają do oczu, bo nie mogę do Nich już zadzwonić i usłyszeć Ich głos.
„W najszczęśliwszych wspomnieniach z dzieciństwa nasi rodzice też byli szczęśliwi”. – Robert Brault
Dziś po pracy podobnie w tygodniu, pierogów nie robiłam. Mąkę ruską kupiłam, ale nie było możliwości jej wypróbowania. Pieczarki „wyparowywały”


Tak smaczniutkie były, że nie sposób było się powstrzymać aby nie dodać ich na talerz do innego dania.
Nie ma problemu, w sklepie są ciągłe dostawy pieczarek. Kupię jutro, pojutrze lub po niedzieli. zamrażarka i tak jest zapełniona, więc nie dałabym radę upchnąć pierogów.
Zajadamy się równueż kiełbasą PUłASKI.
Kazimierz Pułaski, właściwie Kazimierz Michał Władysław Wiktor Pułaski herbu Ślepowron (ur. 4 marca[1]lub 6 marca[2] 1745[3][4] w Warszawie, zm. 11 października 1779 pod Savannah) – bohater walk o wolność dwóch narodów, polskiego i amerykańskiego[5], jeden z dowódców i marszałek konfederacji barskiej, generał i bohater wojny o niepodległość USA, wolnomularz. Nazywany „ojcem amerykańskiej kawalerii”. W 2009 roku amerykański kongres przyznał mu honorowe obywatelstwo USA.
Kiełbasa wyśmienita, kupiona w Farmers Market ale … żeby nazwać kiełbasę Pułaski to jest jakieś nieporozumienie. Czy ktoś kiedyś kupił kiełbasę… Sobieski, Batory, Mieszko I ?
Po prostu brak szacunku dla naszych przodków. Może nasi polscy emigranci są niedouczeni lub goniący za $ za wszelką cenę i po trupach. Nie zbojkotowałam kiełbasy bo ona jest warta ceny i kiełbasa niczemu nie jest winna, w tym wypadku ludzie zawinili, zresztą jak zawsze.
Wracając do pierogów, muszę kupić pieczarki i pierogi będę robić w następnym tygodniu. Od wtorku mam wolne, więc mam czas.
Dziś po pracy pakowałam prezenty.


Nie szło mi tak jak bym chciała, bo … MM zawrócił z drogi – zapomniał telefonu. A przecież teraz wszystko jest w tel nawet weście do zakładu pracy … jaki by on był, musi człowiek mieć telefon/komórkę. Normalka można powiedzieć. Ale 20 lat wstecz, normalką była chyba Nokia. Wcześniej „cegła” z anteną powyzej 😆mojej głowy.
Ok. MM wziął swojego iphona, bo w Ameryce prawie każdy ma iphona, po raz drugi spróbował pojechać do pracy.
Chata wolna!!!!
Jedno dziecko zadzwoniło, do drugiego dziecka zadzwoniłam, tak między jednym a drugim tel zawiązywałam kokardki. Nie mam jeszcze wszystkich prezentów, Amazon oblężony, jeden prezent dostarczony będzie pomiędzy 28 grudnia a 4 stycznia. No cóż nie Amazona wina, tylko ja zwlekałam.
Jutro wyruszam na zakup prezentu dla MM.
To będzie dla niego wielka niespodzianka.
Zachciało mi się pierogów z pieczarkami.
Pieczarki posmażyłam już wczesnym porankiem. Właściwie to planowałam zrobić pierogi i położyć do zamrażalnika. Zawsze tak robię. Tym razem, miałam ochotę na zjedzenie.
Mąka dziwnie wchłaniała mleko, dodałam 1/2 porcji więcej niż zwykle, a ciasto było jak kamień. Ciasto w maszynie dziwnie się rwało. Nie zniechęcałam się, po odleżakowaniu w lodówce, ciasto cudownie nie „wyzdrowiało”. Wałkowanie? Dosłownie rwało mi się pod wałkiem. Lepienie pierogów też nie było łatwe.
Wrzuciłam w sumie 17 pierogów do gotowania. Niektóre miały podwójne porcje ciasta i w ogóle nie dlatego, że cieniutko rozwałkowałam. Nie udało mi się cieniutko ale i to grubiutki się rwało. Mimo moich zabiegów uratowania kilku pierogów, z garnka łowiłam pieczarki osobno, a kawałki ciasta oddzielnie. Tego nie dało się jeść.
Włożyłam kawałek ciasta z pierogów do ust, dobrze że otworzyłam buzie, bo się zakleiła.
Co to było? Nie wiem. Czy ta mąka była mąką? Możliwe, że coś syntetycznego bez zapachu i smaku ale z klejem.
Pozostała mąka, jak też nie wykorzystane ciasto na pierogi trafio do kosza na śmieci.
Zauważyłam, że po 2020 roku, mąka jest gorszej jakości i nie ma znaczenia cena. Bułeczki drożdżowe, które uwielbiałam wypiekać mojej rodzinie, czasami wychodzą jak kamienie lub beton, ale nigdy takie jak przed 2020 rokiem.
Zresztą wszyscy tutaj wiedzą, że amerykańska mąka jest chyba najgorsza na świecie. Amerykanki wypiekają pie z różnymi owocami, warzywami i mięsem. Drożdżówki to dla nich za wysokie progi, więc nie mają problemów z mąką, bo pie wydzie/upiecze się i na ryżowej mące. Oczywiście jest tutaj mąka tortowa którą wypróbowałam, ale … za taką cenę to mogę zamówić tort.
Pieczarki wstawiłam do lodówki i jutro pojadę z MM do Farmers Market po mąkę rosyjską.
Na ruskiej mące też się zawiodłam ale to było w czasie covida, może teraz będzie lepsza, muszę wypróbować.
Trzeba spróbować wielu rzeczy, żeby odkryć właściwy smak (z internetu)
Nie mam czasu się nudzić. Indyk już dawno minął. W towarzystwie mojego syna spędziliśmy miło czas bez indyka ale z gołąbkami. MMa córki nie zjawiły się, moja córcia wyjechała do innego stanu do rodziny swojego chłopaka. Moja córcia miała trudny wybór ale szybko go rozwiązałam, mówiąc aby jechała i żyła swoim życiem. Nasze życie jest każdego dnia.
Dzwonimy, jesteśmy na FaceTime i oczywiście widzimy się co jakiś czas.
Tak jak w życiu, problemy mnie nie omijają ale… nie umiem dzielić się nimi i blog nie jest moim odstresowaczem. Staram się rozwiązywać problemy w ciszy i z dala od ludzi.
Tak jak obiecywałam MMowi remont/odnowienie łazienki zakończyłam przed indykiem. Do zawieszenia lustra potrzebowałam pomocy mego syna. Oświetlenie, kran z odprowadzeniem wody, uchwyty do szafki, powieszenie obrazów zrobiłam sama. MM był niestety ale niepomocny, więcej marudził i jego pomoc polegała na nie wchodzeniu mi w drogę i za to jestem mu bardzo wdzięczna.


Miałam inne plany odnośnie łazienki ale…podoba mi się to co stworzyłam. Nie jest źle, tym bardziej, że weny nie miałam.
Bożenarodzenie zbliża się wielkimi krokami, więc i ja spieszę się z dekoracjami. Na zewnątrz skończyłam, w domku 50/50%.
Choinka już ubrana i to najważniejsze. Trochę bałaganu świątecznego w moim domu jest, ale ten bałagan bardzo lubię. W tym roku nie będzue dekoracji na full. Bardziej delikatnie, dość upychania, bo mam ozdoby. Przecież nie ma musu wszystkie ozdoby ekspnować które się posiada.


Dziś córcia wskoczyła po odbiór przyszykowanych bąbek. Mam tak dużo, że mogę obdzielić nie tylko rodzinę ale i kilku sąsiadów.
Na mojej choince jeszcze brakuje płatków śniegu.

Jeden zawieruszył się, pozostałe na poddaszu ale to jutro rano.
A teraz o zdrowiu. Ręki w miejscu przecięcia skalpelem dotykać nie mogę, jest nad wyraz delikatna. Bardzo często spuchnięta i boląca, tak będzie do około roku po operacji.
Zegarek noszę na prawej ręce i już się do tej sytuacji przyzwyczaiłam. Jeden jedyny raz nałożyłam zegarek na lewą rękę, widziałam jak w oka mgnieniu ręka spuchła i zaczęła bardzo boleć. Tak spanikowałam, że miałam trudności z odpięciem paska zegarka. Nie robię już takich eksperymentów. Ma być rok od operacji, to ma być rok.
Wszystkich serdecznie pozdrawiam i do zobaczenia wkrótce. 🌲
Serwetkę dziergałam osobiście, kiedy byłam chora, a więc już dobrych kilka lat temu. Czasami patrzę na moje robótki ręczne i zastanawiam się….jak ja tego dokonałam.
Były czasy, że szydełkiem robiłam spódnice, żakiety, sukienki, swetry, bluzki i bluzeczki.
Ale zacięcia do sewetek nigdy nie miałam, bo gdzie to położyć, jeśli za taką dekoracją domu nie przepadam.
„Uziemniona” miała czasu tak wiele, że mogłabym go sprzedawać. Białą sewetkę zrobiłam „z głowy”.
Dziś siedząc przy stoliku, a na nim masę innych rzeczy już świątecznych, niezgrabnie poruszyłam kieliszkiem wina. Wino czerwone Italy DOLCE, popłynęło po białej serwetce. Szybciutko chciałam zmyć plamę. Nie wierzę, że to naturalne, w tempie błyskawicy kolor wżarł sie w serwetkę. Próbowałam zmyć. Próby się nie powiodły.
Co mi zostało?
Zalałam serwetkę winem z butelki i mam teraz….piękną liliową serwetkę.
Piękny kolor!!!!

Nie będę wyciskać serwetki aby pozyskać resztki wina.
Otworzyłam następną butelkę.

Po wypłukaniu serwetki w ciepłej wodzie, kolorek zrobił się bardziej subtelny. I niech już tak zostanie, bo mi to bardzo odpowiada. ❤️
Tak jak w wolne dni, dużo za wcześnie obudziłam się.
Mile dzień dobry

Ten czarnuszek nie jest mój. Domyślam się, że u mnie nocował.
Był czas na przeciąganie się, wyciąganie, jakąś lekką gimnastykę, którego nie wykorzystałam. Wzięłam komórkę w dłonie i czytałam.
Zdaje się, że wiem, rozumiem i zdaje sprawę ale…warto przypomnieć jakimi prawami rządzi się internet. A właściwie jak bardzo bezprawie rządzi internetem.
Komputer powstał dużo, dużo wcześniej. Ciekawym i nieznanym były początki powstawania internetu. Nowa technologia owładnęła świat i nikt już tego nie zmieni. Będzie wykorzystywana w dobrych i złych celach. Korporacje będą się powiększać i rosnąć w siłę a my, użytkownicy technologii im w tym pomagać, zaciskając pasa bo na nasze miejsce jest 100 młodych, chętnych do wspinania się po już nadwyrężonej drabinie zawodowej. Czy dostaniemy się na szczyt? Tak, na tyle na ile korporacja na to pozwoli.
Dawniej nie było inaczej, tylko wszystko mieliśmy na biurki, sztalugach, desce projektowej. Wykraść dane i projekty mógł współpracownik, kolega lub pracownik biura. Teraz może wykraść cały świat!!!
Zamieszczam link do światowego zegara.
Ciekawe narzędzie, lubię popatrzeć, jak dużo ludzi się rodzi i w jakim tempie wycinane są lasy, ilu jest użytkowników internetu a ile tv sprzedano.
https://www.worldometers.info/pl/
Wnioski same dię nasuwają.
Dziś będę kończyć łazienkę na parterze.
Oj, oj zaplanowałam kończyć łazienkę:
Powiesić lustro
Zainstalować kran wraz odpływem wody ze zlewu
Pomalować listwy przypodłogowe
Zamalować kilka maźnięć na suficie farbą od ścian.
Kupić szafeczkę wrożną i chodniczki
Najpierw pojechałam do banku. Wchodząc spytałam pracowników, krórą klientką jestem o tym pięknym poranku. Jako druga klienka przewitałam wszystkich uśmiechniętym 😁 dzień dobry. Jak miło było patrzeć na ich uśmiechy. Jeszcze nie doszłam do kas a menager wypowiadając moje imię powitał mnie osobiście.
Po załatwieniu swoich spraw wychodząc życzyłam wszystkim miłego dnia. Przez oszklone szyby widziałam uśmiechy, a przez otwarte drzwi słyszałam …. Tobie też Krystyna…. Na takie powitanie i pożegnanie pracowałam kilka lat. Pracownicy zmienieniają się dość często, Anna była długoletnim pracownikiem, kupiła dom i odeszła do placówki bliżej domu. Jamal awansował i został przeniesiony. Jaśmina jest już ze 2 lata a menager Józef też już kilka lat. Zawsze jak zmieniają obsadę, pozostawiają kilku starych pracowników, którzy wprowadzają tych nowo zatrudnionych. Nie łatwo stworzyć tak miłą atmosferę.
Przypomniała mi się Polska kiedy byłam miło, naturalnie witana. Nie było sztuczności.
Ten miły akcent w banku pozwolił mi uwierzyć, że ludzie potrafią być mili i się uśmiechać. Potrzebują tylko naszego uśmiechu i ciepłego słowa.
Drzew mam dużo i dużo liści, więc dmuchałam. Tym bardziej, że pogoda była cudowana i szkoda zmarnować było czas na wykańczanie łazienki. Syzyfowa praca. Gdzieś tam w górze zawiał wiatr i liście z szumem opadały i moje już czyste mejsca, zaśmiecały.
Miałam skończyć do „indyka” , to skończę a jeśli nawet nie skończe to będzie po Indyku.



W między czasie szukałam pięknej jesieni na moich włościach. Jest już czerwono i żółto, brązowo i jeszcze zielono.

Zmęczona padłam na kanapę ogrodową. Po siedmiu godzinach dmuchania liści to odpoczynek mi dię należy.
W młodości denerwowały mnie przysłowia. Nie przywiązywałam wagi do takich rzeczy. Żyłam swoim życiem, zresztą jak każdy młody człowiek. Lubiłam za to cytaty. Miałam gruby zeszyt i co ciekawsze zapisywałam. Zapodział się gdzieś.
Wczoraj siedziałam nad polskimi fakturami i opłacałam wszystko online. Kilka zostało na dziś/poniedziałek, bo bez uzgodnienia telefonicznego ani rusz. Szczególnie internet. Zawiesiłam użytkowanie internetu w 2019 roku ale nie dałam dostępu na odebranie urządzenia światłowodowego. Ot i powstał problem. Wcześniej komunikowałam się emailami ale zaprzestałam. Kwoty rosły i rosły, a mnie jak by zamurowało. Tak jak do tej łazienki brak chęci. Wczesnym porankiem otrzymałam od firmy internetowej emaila a w nim tabelki i kwoty. Doliczyłam się do 1800zł i zaprzestałam. Nie chciałam się bawić w jakieś tabelki, potrzebowałam ostatecznej faktury do zapłaty, która pozwoliłaby mi podjąć decyzję, płacić czy negocjować. W kilkakrotnych poróbach dodzwonienia się do firmy internetowej, odezwał się milusi głos. Po podaniu imienia i nazwiska, zostałam bardzo miło powitana. Poinformowano mnie też, że faktura została wysłana przed kilkoma sekundami. Już miałam wyjeżdżać z garażu, ale zatrzymałam się i sięgnęłam do poczty e_mailowej. No tak jest faktura ale kwota się nie zgadzała. Uważałam, że nastąpiła pomyłka albo kaczka dziennikarska. Po drugiej stronie cisza, tłumaczę, że nie to, że nie zgadzam się z podaną kwotą na fakturze, bo jest chyba nieprawidłowa. Miły głosik poinformował mnie, że po naradzie z decydentami postanowili, właśnie taką kwotą mnie obciążyć. Więc, zaczęłam rozpływać się w podziękowaniach i przeprosinach za kłopoty jakie im sprawiłam.
Dziś po pracy sporządziłam przelew na 100, 00 zł (słownie: sto złotych polskich) w tytule opłaty oprócz niezbędnych danych, zamieściłam słowo, DZIĘKUJĘ.
Bardzo miłe zdarzenie mi się dziś przytrafiło. Aby i Wam, ktoś zrobił DZIŚ NIESPODZIANKĘ.
Nich będzie Dzień dobry, Dziękuję, Piękna pogoda nieprawdaż?
Lub taki zwykły i niezwykły Uśmiech, sąsiada, przechodnia, kasjerki w sklepie.
A może to TY pierwsza/y Uśmiechniesz się, powiesz dzień dobry nieznajomej osobie. To przecież nic nie kosztuje.
Kilka godzin później dowiedziałam się, że mój dom w POLSCE ktoś sprzedaje. Tym razem się poddenerwowałam. Bo niby, jak, kto i kiedy. Jeszcze nie zdecydowałam, ale wiem, że będę musiała sprzedać. Za późno już wracać. 21 lat minęło od kiedy tu przyjechałam. Młody człowiek który opiekuje się moim domem nic nie wiedział, bardzo zdziwiony moją informacją. Mecenas tel nie odbierał, zapewne w rozjazdach. Ale po przeanalizowaniu wszystkich plotek, uspokoiłam się. To prawda kradną domy, sprzedają nawet z dziadkami. Mogę powiedzieć, że mój dom będzie bardzo trudno sprzedać osobie nie posiadającej aktu własności.
Mogę spać spokojnie.
Ale… o sprzedaży coraz częściej myślę.
Reasumując: pierwsze zdarzenie wywarło na mnie bardzo wielkie wrażenie, zdarzenia następujące po nim nie miały większego znaczenia, i nie zaburzyło mego pozytywnego myślenia.
Pozdrawiam
Takie spanie mogłabym mieć każdego poranka. Do 11am.
Mam teraz problem. Po ostatnim wpisie Eli, zastanawiam się…stawiać kropkę na końcu zdania czy z niej zrezygnować Jak będzie zdanie wglądać bez kropki? Czy będzie to odebrane jako brak szacunku do czytelnika, czy też zalegające wapniactwo u piszącego? Czy język polski całkowicie schodzi na psy? Czy te wszystkie zmiany się przyjmą?
Zegarmistrz – zegarmistrzyni, zegarmistrzka, zegarka
Polewacz – polewaczka
Budowlaniec – budowaczka
Spawacz – spawarka, spawaczowa, spawaczyni
Nie rozumiem tego, jak na razie trochę razi, ale jak tak ma być to będzia. Odnośnie znaków interpukcyjnych, jestem przeciwna ich nie stosowania. Brak przecinka czy kropki zmienia sens zdania. Programy komputerowe automatycznie wstawiają dużą literę po kropce. Brak kropki spowoduje bałagan w wypowiedziach. Może młodym potrzebny jest bezsens.
Poczekamy zobaczymy.
12pm zegar oddzwonił, a ja wciąz w pidżamie.
Bardzo spokojna niedzielka, bez wzniosłości i upadków. Posprawdzałam swoje dok. podatkowe za poprzednie lata, odłożyłam niektóre do zniszczenia. Nie ma obowiązku podatkowego na przetrzymywanie tak długo. Ogólnie niedziela przebiegała na organizowaniu papierów.
Ani razu i wyszłam na zewnątrz. Nie czułam takiej potrzeby. Na wyjeździe nawdychałam się świeżego powietrza, bo nawet jedliśmy na zewnątrz.
Po suto zakrapianej kolacji przy dźwiękach muzyki płynącej z głośników różnych restauracji, potoczyliśmy się do hotelu. Drugie piętro po amerykańsku, a nasze pierwsze to nie tak wysoko, ale dla bezpieczeństwa wsiedliśmy do windy.
MM runął na łóżko i zanim odpaliłam swojego iphona i dodatkową klawiaturę do niego, MM zachrapał tak, że musiałam go zbudzić. Dawało się słyszeć z każdej strony pokoju, że ludziska jeszcze się bawią i nie mają zamiaru przestać tak szybko. MM chrapał jak sto niedźwiedzi polarnych. Miałam nadzieję, że około 1am będzie z chrapankiem koniec. Nie, nie było. Kiedy położyłam się do swego łóżka obok, MM rozpoczął “orkiestrę”. Nie pomogły tabletki, syrop na sen, stopery w uszach i wypity alkohol. wcisnęłam na głowę poduszkę, a ich było pięć szt. Budziłam, mówiłam…przestań chrapać… no już przestań!!!… Zasypiałam na troszkę i znów chrapanie budziło mnie. Obiecywałam sobie, że już z MM nigdzie nie pojadę i oczami wyobraźni widziałam jak zamawiamy dwa oddzielne pokoje. Zła na cały świat, o godz. 6 rano …..Czas abyś poszedł już do lobby… Już czas??? -spytał… Idź już bo chcę spać!!!.. Spałam 2 godzinki i zeszłam na śniadanko. O tym że się wymęczyłam chrapanuem MM nie było śladu i żadnego złego nastroju. Ale z tymi dwoma hotelowymi pokojami no nie jest taki zły pomysł.
Pojechaliśmy do tego zamku, którego budowę rozpoczęto w 2008 roku, a więc żadnej historii nie posiada, ale pełni misję filozoficzną, produkcji żywności oraz przyrodniczą.
Zrezygnowaliśmy z busika, który zawozi turystów na szczyt niedużej góry. Spacerkiem w promieniach słonecznych, które przedzierały się przez drzewostan, podążaliśmy na wzniesienie. Zawsze byłam kilkanaście kroków przed MM. Zatrzymywałam się i czekałam aż do mnie dołączy. Ponownie taka sama sytuacja, on w tyle a jak daleko w przodzie. Bo coś zobaczyłam, coś mnie zainteresowało. A to listek piękny, innym razem, gałązka przecudowna. Kiedy poprosił abym stanęła przy lampie bo sprawdza swój aparat. No niestety, zaczęłam się wygłupiać. Podobnie było na zamku.
Nie dołączyłam do żadnej grupy wycieczkowej. Nie interesowały mnie meble, wyrobione na wzór mebli naszych polskich królów lub angielskich lordów. Niestety ale MM nie nadążał i nie wspinał się po schodach na wieżyczki. Czekał na mnie na dole.



Teraz trochę zdjęć z pobytu w zamku z obecnych lat.
































Zamek nie ma ducha epoki Cesarstwa Rzymskiego, ani też Średniowiecza, ale ma swój urok. Można wspaniale spędzić czas zwiedzając i odpoczywając na ławeczkach.
Po wycieczce do zamku, wróciliśmy jeszcze do miasteczka na lunch i ostatni spacerek.
Czas powrotu do domu się zbliżał. Nie zdecydowaliśmy sie przedłużyć pobytu. Robiło się tłoczno na chodnikach, drogach i wszelkich restauracjach, oczekiwanie na stolik w restauracji zaczynał się od 40 minut i dłużej. To z głodu pod ławke można upaść. Tak żle by nie było co krok to restauracja, co pół kroku muzyka do tańca i różańca. Ludność wszelaka po chodnikach sunęła jak lawa. Więcej ludzi z pieskami niż dziećmi. I taka moja refleksja.
Łatwiej psa wytresować niż dziecko wychować.
Mimo tysiąca wrażeń najlepszy jest nasz własny domek, a w nim rodzinne ciepełko. Piesek nas obszczekał z każdej strony, Machał maciutkim ogonkiem jak wiatrakiem, wszystko jest piękne ale domu nic nie zastąpi.
Dziś śpię sama i nikogo chrapiącego obok mnie nie będzie.
Life is good!!!!😀🌷
Myślałam o Octoberfest, chciałam gdzieś się wyrwać. Podłoga, łazienka i praca to już mi, szczerze mówiąc obrzydło. Czegoś mi brakowało, a tak naprawdę rozrywki. Bo tylko praca dom i robota, to chyba każdego może wkurzyć. Zatraciłam się w tej robocie remontowej, to tak jakbym nie była sobą.
Październik jest Świętem piwa. Piwo wtedy leje się strumienieniami. To jest bawarskie święto, co nie oznacza, że amerykanie jego nie świętują. Podobnie świętują meksykański dzień niepodległości tylko nikt nie rozumie, dlaczego w innym dniu niż maksykanie w Meksyku świętują.
Nie zagłębiam się w historię i kulturę, jest jak jest. Sprawdzałam w internecie i wciąż wyskakiwały jedne i te same informacje dotyczące Helen. Chciałam coś innego.
W środę zadzwoniłam do córci z ogólnym zapytaniem o zdrowie itp… właśnie wyjeżdzali do Helen na Octoberfest. Wypad zrobiła jednodniowy. Po powrocie zdała relacje, które mnie zachęciły do wyjazdu. W czwartek już miałam zarezerwowany hotel na jedną noc, z piątku na sobotę, aby nie tłuc się po drogach po nocy.
Wyjechaliśmy lekko po południu. Początkowo korki na drogach i ciutkę ślimaczenia się ale jak droga nie była już szybkiego ruchu, można było nacisnąć na gaz.
Nie wiem jak MM to zrobił, że mógł prowadzić. Proponowałam, że ja przecież mogę, ale dobrze wiem, że boi się siedzieć na miejscu pasażera. No cóż, ja mam inny styl jazdy. W czwartek miał wycięte komórki rakowe z czoła, tym razem więcej. Skąd to się bierze nikt nie wie.
Zdecydował, że on będzie kierowcą. Nie protestowałam.







Dojechaliśmy szczęśliwie i zmeldowaliśmy sie w hotelu. Niestety ale pokój jeszcze nie był gotowy, to poszliśmy do miasteczka. Tłumy ludzi i masę samochodów. Nie ma co się dziwić. Piatek, początek weekendu.










Żeby zrobić zdjęcie musiałam dość długo czekać na przerwę w „ludzkiej rzece, podobnie z samochodami. Śiwąteczne ozoby były piekne ale niestety wszytkiego nie dało się sfotografować ze względu na ilośc przwechodzących ludzi/turystów. Corcia podpowiedziała, że jest sklep lub baro/restauracja ale w środę było zamknięte, więc zajrzałam do tego obiektu. Dlaczego nazwałam to objektem, bo trudno było sprecyzować co to było, raczej nic ciekawego. trzy stoliki przy nicj krzesła, pani za kotarą wyjrzała lae tak jak weszłam tak wyszłam bo oprócz tej pani/pracownicy/właścielki tam nie było. Nadziwniejsze, że i zapachu dań nie było. Co było oferowane moż danie pod nazwą powietrze na talerzu lub wylizany talerz.
Nie jestem okrutna ale po prostu, wstyd przynosza polsce, i to wszystko. WSTYD!!!!
Po śniadanio-obiedzie powróciliśmy do hotelu aby się rozpakować, przebrać, odpocząć i znów wyjść w miasto. Tym razem to było już ciemno. Zupełnie inny nastrój. Turyści pochowali się w restauracjach. My również, na zewnątrz zrobiło się bardzo chłodno.














Jutro jedziemy obejrzeć nowoczesny zamek i powrót do domu.

Bilety wstępu już MM kupił, nie ma odwrotu.
To był wspaniały dzień.
Jakiś czas temu, przerwałam prace nad łazienką na parterze. Od kilku dni po pracy, szpachluję dziurki. Po zerwaniu staromodnej/antyk tapety okazało się, że nie będzie z tą łazienką tak łatwo jak przypuszczałam, stąd ten ponad roczny poślizg. Nie miałam serca do niej i nie mam, ale zrobić trzeba. MM nie raz proponował wezwanie fachowca i będzie po kłopocie. Moja odpowiedź…nikt mi się po domu plątać nie będzie, i za zaszachlowanie i pomalowanie inkasować kasy też nie będzie….
Zakończyłam szpachlowanie. Najgorzej było przy suficie. Papier wszystko ukrył i nikt tego nie widział co było pod papierem.
Dziś po pracy gotowa byłam na szlifowanie. Ściany obowiązkowo trzeba wygładzić. Dobrze pamiętałam, szlifierki używałam na pietrze, gdy szlifowałam cementową wylewkę.
Tylko…ze znalezieniem szlifierki, miałam problemy.
Przeryłam garaż, od posadzki do sufitu, wzdłuż i wszerz. Otwierałam wszystkie walizeczki które skrywały różne narzędzia elektryczne i te na baterie. Szukałam na półkach i pod półkami. Nie było, po prostu nie było. MM twierdził, że musi gdzieś być, a że siedział przed monitorami to kontakt z nim był znikomy.
Dałam spokój ze szlifierką bo w pewnym momencie moje okulary zniknęły. Zamiast szlifować łazienkę, krążyłam po domu i garażu w poszukiwaniu okular. Aby nie zwariować, nalałam sobie dużyyyy kieliszek wina i dalej wędrowałam.
Co do kieliszka. Jestem amazonowa. 90% moich zakupów robię na amazonie. 5 procent w sklepach w realu, 5% na pozostałych stronach inernetowych.
Ulubioną moją rozrywką są zakupy interneowe. Pewnego wieczoru …. Eureka!!!! Kupuję kieliszki do piwa z Krosna….
Więc, dziś nalałam do kieliszka do piwa z Krosna, mego wina. Bo od stresu mogę wybuchnąć. Szlifierki nie znalazłam, a okulary gdzieś zapodziałam.
Chodziłam z tym kieliszkiem w dłoni popijając Mrtini Rossi, gdy MM woła do mnie z piętra z pytaniem … czego szukam. Jak to czego… pierwsze szlifierki okrągłej nie kątowej, takiej żółtej…!!!! I zgubiłam okulary też….Otwiera walizeczkę…czy tego szukasz pyta
Niech to diabli TAK!!!!
Ale z okularami ci nie pomogę, sorry…powiedział i już znikł mi z pola widzenia.
Ja tu gadu gadu a mięso mielone rozmrożone. Idę smażyć kotlety.
Już po kolacji.
Z okularami MM, faktycznie nie pomógł i ich nie odnalazłam. A to wszystko przez szlifierkę. Nie zawsze potrzebuję okular, więc zdjęłam je z nosa i żeby nie zgubić położyłam na….. no właśnie na czym i gdzie.
Pamięć ludzka jest zawodna.
Tylko diabeł się cieszy.

Poszłam spać już po północy. MM potrzebował masaży i tabletek, Nie czuł sie wyśmienicie. Usnął jak na niego to bardzo późno bo przed 11pm. On jest z tych co jest już w łóżku o 9pm a wstaje 4-5 am. Nie raz zastanawiałam się po jakiego diabła tak wcześnie iść spać, żeby tak wcześnie wstawać. Czas o wczesnym poranku jest zmarnowany. Nic zrobić nie można bo jeszcze obowiązuje cisza nocna. Czytać ksiązki, informacje lub krzyżówki rozwiązywać? O 4am to jest za wcześnie na informacje z kraju i ze świata. Ludzie jeszcze śpią. Ksiązki czyta się wieczorkiem dla relaksu, przynajmniej ja tak robię, no oczywiście jeśli nic innego nie mam do zrobienia. Krzyżówki? Rozwiązywałam jak byłam nastolatką aby rozwinąć skrzydła mózgowe. Teraz? Nie jestem jeszcze na tym etapie, aby martwić się o demncję.
A więc poszłam spać po 12 pm. Z tym, że musiałam najpierw sprawdzić co w polityce słychać.
Idzie ku dobremu. 😁
Nie przespana noc. Powodem były wybory.. Do godziny 3 nad ranem śledziłam słupki oddanych głosów na poszczególne partie.
Martwiłam się, że ktoś zamiesza i … będzie po sprawie. Jeśli niektórzy politycy mówili o wojsku na ulicach, więc wszystkiego było można się spodziewać.
Do pracy pojechałam dosłownie padnięta. Trzy godziny spania to troszke za mało, ale nie takie sytuacje miałam przed colokwiami, wogóle się nie spało i człowiek dawał radę dwie noce pod rząd się uczyć. Ale to było dawno i młodość rządzi sie swoimi prawami, a „odpowiedni” wiek swoimi. Do spania z kurami i wstawanie z kogutami. Nie mam żadnego reżimu spaniowego, jedzeniowego, odpoczynkowego etc. Po prostu żyję, płynę z falą lub lecę z wiatrem. Zimą nie zamarzam a latem się nie spalam. Biorę życie jakim jest, tak jest łatwiej.
Cieszę się, że ludzie poszli na wybory a nie tylko o nich gadali lub nawet i nie gadali. Frekwencja swoje zrobiła i jest nadzieja, że po latach niewoli, straszenia i uciemięrzenia coś się zmieni. Zmieni sie na lepsze. Z tym, że trzeba brać poprawkę, nie będzie łatwo od pierwszego dnia. Na to lepsze trzeba będzie poczekać, to lepsze nie będzie dla nas, ono będzie dla naszych dzieci i wnuków. To nie szkodzi, że wnuków nie mam, mówię tak …ogólnie. To nie szkodzi, że mieszkam za oceanem i nigdy nie piszę o polityce. Jest obecna w moim życiu ale nie na tyle aby była moim hobby.
Po powrocie z pracy zainstalowałam próg pomiędzy garderobą i łazienką. Próg pomiędzy moim office a garderobą zainstalowałam wczoraj,
Woieczorkiem poczułam zmęczenie i nie mogłam zrozumieć z jakiego powodu jest to zmęczenie, dlaczego dobry humor mi znika i staję się drażliwa. Już myślałam o tabletce na uspokojenie nerwów, Valerianka, ale rozmawiając z MM … odkryłam. Toż 3 godziny spania nie jest wystarczające dla człowieka. No i problem rozwiązany.
Czy pobiegłam do łóżka? O nie!!! Senność odeszła i dobry humorek powrócił bo znałam przyczynę mojego złego któtkotrwałego nastroju. MM od razu zauważył, że coś się stało, bo jest to nie normalne abym była niechętna do wszystkiego i wszystkich.
Jutro nowy dzień.
PLANUJĘ!
ROZPOCZĄĆ WALKĘ Z ŁAZIENKĄ NA PARTERZE.
Planować nie lubię, chyba jakiś wyjazd, wczasy to co innego, ale planować co jutro zrobię, ugotuję to nie mieści mi się w głowie. Moje plany zawsze, to są niewypały.
Pozwoliłam sobie zaplanować.
Ciekawa jestem co z tego wyjdzie.
Jak zwykle bywa, w wolny dzień od pracy, zamiast spać do południa, przed 7am byłam już w kuchni. Oddałam MMowi swój zegarek i telefon ze wszystkimi niezbędnymi danymi spisanymi na kartce.
Na połączenie z operatorem telefonicznym czekaliśmy około 15 minut. Miły młody głos męski w słuchawce. Akcent brytyjski, ale mieszkaniec Texasu. Bardzo profesjonalna pomoc. Miły młody człowiek był bardzo pomocny.
Dlaczego zegarek nie działał, przenoszono zasięgi na inny maszt. Niektóre urządzenia straciły zasięg. Żeby dojść do tego rozwiązania, należało sprawdzić wszelkie ustawienia na telefonie i zegarku pod czujnym okiem młodego człowieka na videokamerze.
MM pojechał do pracy, ale ja nawet nie weszłam do łazienki. Rozpoczęłam porządki w szafkach kuchennych. Przeglądałam mąki, kasze, makarony, jeśli termin przydatności minął, wszystko trafiało do kosza. Galaretki, żelatyny, proszki do pieczenia itp. lądowały również w koszu. W kuchni powstał bałagan i w tym bałaganie ugotowałam obiad. Nakarmiłam MM, który już zdążył wrócić z pracy.
Nie wierzyłam, że to posprzątam, za dużo, bo zmieniałam szafki na niektóre rzeczy, przemieszczanie zajmowało dużo czasu.
Ukończyłam, nie padłam, usiadłam, ale kuchnia czyściutka i w szufladach czyściuteńko.
Jestem gotowa, z kuchnią oczywiście, na świąteczne gotowanie.
Remont łazienki? Brak weny! 🙃
Z technologią nigdy nie miałam na bakier. Bardzo lubiłam czytać nowinki i posiadać coś nowego lub nie nowego ale lepszego. Pamiętam swoją „cegłę” z antenką. To był hit.🤣
Cały zestaw komputerów z drukarkami jeszcze w Polsce zatrzymałam na pamiątkę. Pierwsza drukarka igłowa, ekran komputerowy bez filtra, programy wgrywane z dyskietek, dane zapisywano na dyskietki. To były czasy bez internetu.
Pierwsze połączenie z austriackim bankiem w moim mieście, to wydarzenie było na skalę niemalże światową. 😀
Informacja dla pracowników, że teraz będzie telefon zajęty! I cudny odgłos połączenia z internetem poprzez modem. Trzeba było pokonać masę zabezpieczeń i pokazały się dane konta bankowego, wykonane przelewy, pobrane gotówki, stan konta itp. Pamiętam, że robiłam przelew online. Z ogromną trudnością przypomniałam nazwę Raiffeisen. Sprawdziłam w internecie – bank ten został przejęty przez inne banki, a więc nie istnieje.
Nie mamy już śpiewająco/piszczących modemów. Teraz internet mamy wszędzie.
No właśnie.
Zabrakło mi internetu w zegarku apple. Brakowało wciąż czasu aby osobiście odwiedzić Apple. Gdy zegarek był w pobliżu iphona, działał bez zarzutu. Wystarczyło odejść do drugiego pokoju, nie odbierał i nie wysyłał żadnych połączeń. Po prostu, bezużyteczny. Już miałam go odłożyć i zacząć nosić normalny zegarek. MM gdy usłyszał, że mam problem…jedziemy do apple…
Więc po pracy, pojechaliśmy. Byliśmy tam przed 1pm. Tłoku nie było lecz gdy po dwóch godzinach wychodziliśmy, stworzyła się kolejka. Każda osoba wchodząca musi być zarejestrowana i przekierowana do odpowiedniego pracownika, ewentualnie sprzedawcy. Ilość osób kupujących rownież jest kontrolowana, stąd ta kolejka przed wejściem. Sklep znajduje się w galerii handlowej, nikt nie był narażony na kapryśną pogodę.
Dostaluśmy informację, że winny jest dostawca telefoniczny. Dwie ulice dalej pojechaliśmy do naszego dostawcy telefonicznego. Tłumów nie było.

Ale to nie znaczy, że nie mają co robić. Klienci są umawiani na wizyty. Nam się udało wcisnąć się bez umówienia, ale nie udało się z załatwieniem sprawy. ponad 2 h do tyłu.
MM nie poddał się i zapowiedział, że będzie dzwonić do dostawcy z rana przed wyjazdem do pracy.
Nie mogłam zrozumieć. Specjaliści i nie potrafią pomóc. Niby wszystko z zegarkiem jest dobrze ale nie ma połączenia z telefonem gdy telefon jest poza zasięgiem. Coś, gdzieś się stało, na mój chłopski rozum, z internetem, bo wszystkie ustawienia w iphonie i zegarku są prawidłowe.
Poszłam spać wcześniej, poprzedniej nocy bawiłam się do 2 w nocy. Aż telefon spadł na nos, wtedy dopiero zdecydowałam wyłączyć telefon i światło.
Prace remontowe? Stoją😀
Ciemno i jesiennie za oknami w poniedziałkowy poranek. 7C nie jest gorącem, a najwyższa temparatura jaka dziś będzie, to 24C. W domu włączone już grzanie. Chociaż grzejnik elektryczny w sypialni grzeje na okrągło bez względu na sezon. Latem włączone jest chłodzenie, które podgrzewam grzejnikiem. MM lubi chłodniej lecz to nie znaczy, że lubi zimę i śnieg. Ja lubię ciepełko, ale też uwielbiam zimę z mrozami i śniegiem.
W moim południowym stanie ameryki, śnieg pojawia się raz na 5-7 lat. Przymrozki częściej, a mrozy chyba każdej zimy. Kilka dni pomorozi do -8C i potrafi zniszczyć wiele. Tak był ostatniej zimy.
Po pracy, w tempie błyskawicy, przebrałam się w robocze ubranie i….
garderoba skończona. Teraz tylko poprzesunąć szafki.

Teraz czeka mnie, łazienka przy kuchni. Tylko ja wiem, jak mi się nie chce.
Trzeba ściany szlifować. Mam szlifierkę z pojemnikiem na kurz, ale kurz wydostaje się przez ten worek z mateiału i pyli się wszędzie. W masce i okularach jest ciężko pracować. Jak się spocę, bo się przecież spocę to kurz mnie oblepi i będę psioczyć.
Ale jak mus to mus.
Staram się być “zosią samosią” i chyba dobrze mi się to udaje. W Polsce nawet ściany murowałam, parapety zewnętrzne kładłam, obódowę nowych plastikowych okien robiłam. Wiele rzeczy nie robiłam sama, po pierwsze brak czasu, po drugie brak odpowiednich narzędzi skłaniało mnie do poszukiwań odpowiednich specjalistów.
Pamiętam, że malowałam Tatusiowi włosy. To był prearat, Odsiwiacz. Czasami wychodziły niestety, ale granatowe. Nie to, że nie umiałam posmarować włosy, inny producent i….niespodzianka gotowa. Tatuś nie lubił siwych włosów, a miał je bieluśkie, zamiast siwych.
Byłam też rodzinnym fryzjerem. Dobrze mi szło tak jak wujkowie mówili, ale to nie były moje zapędy. Próbowałam naprawiać żelazka, prodiż, wymieniać lub instalować włączniki elektryczne itd. Lalkami nigdy się nie bawiłam, chyba że w chirurga, obrywając ręce, nogi i głowy.
Od jakiegoś czasu mój drugi laptop “chorował”. To było wyzwanie. Jeśli do końca nie zepsuję to naprawię, jeśli zepsuję do końca do oddam do naprawy – to było moje postanowienie. Męczyłam się, nie powiem, że jestem spec w tej dziedzinie, ale jakąś wiedzę posiadam. MM zaglądał co jakiś czas do mnie.. i co jak ci idzie… pytał. Trudno było powiedzieć, że dobrze lub ok, jeśli stałam w jednym miejscu lub krok do tyłu. Zamiast po pracy kłaść podłogę, rozwiązywałam problemy informatyczne. Czy MM był zadowolony, czy nie, nie pytałam. Chyba nie ale…. po kilku popołudniach… UDAŁO SIĘ!!!! MM pogratulował i … wierzyłem w ciebie…powiedział.
Super usłyszeć taką pochwałę.
Oct 3-4, 2023 (środa)
Po pracy przycinałam panele przy drzwiach. Napracowałam się, robiłam tak aby jak najmniejsza szczelina była między futryną a podłogą . Udało się. Następnego dnia gdy już wróciłam czekała na mnie cała pięknie poukładana góra paneli na całe pierwsze piętro. MM pięknie poukładał w garażu, że zostało bardzo dużo miejsca na parkowanie samochodu.
W piątek przyszła dostawa pierwszych prezentów pod choinkę. Miałam zabawę z rozpakowywaniem.
Nastała sobota, a z nią, ostatnie wykańczanie garderoby.






Nawet nie spodziewałam się, że MM zrobi jakiekolwiek zdjęcie i to przez kuchenne okno. Jak widać skupiona i zapracowana byłam. Palców nie poobcinałam, chociaż one były daleko od piły, na zdjęciu widać inaczej.
Nie udało się przybić listew kryjących. Pistolet pneumatyczny do gwoździ odmówił posłuszeństwa. Dziś raniutko MM pojechał po zakup nowego, ale… dziś niedziela i zdecydowałam, że odpoczywam.
Jutro też jest dzień, po pracy przybiję, silikonem zakryję wszelkie szczelinki.
Jutro będzie koniec z garderobą!!!!!!
jeśli to tak można nazwać. Dwa dni (powrót po pracy) snułam się jak duch po domku. W głowie było dużo projektów, małych i dużych, do realizacji było brak możliwości fizycznych. Przenoszenie, przeciąganie i przesuwanie mebli oraz dekoracja (nieukończona), to może być i projekt lecz nie na tym etapie, ustawiania kilku mebli pod ścianą.
W piątek, wyskoczyliśmy po pracy do meksykańskiej restauracji, tej dzielnicowej. Nie przepadam za meksykańską kuchnią. Właściwie to jem jedynie krewetki i kuczaka z ryżem. MM zamawia jedną większą porcję „ czegoś” a ja na swój talerz odkładam co mi po prostu pasuje. W piątek nie miałam ochoty na jedzonko. Zmówiłam jedynie Pina Colada. Porozmawialiśmy o dalszych planach z podłogą i jak zwykle miałam rację. Trzeba było kupić na całe piętro panele, a nie tylko na mój office i garderobę. Wiem, MM nie ufa w moje możliwości, a przecież znamy się 20 lat 18 lat po ślubie (no prawie). Rozumiem jego rozterki, roboty remontowe rozpoczęłam już z boląca ręką, pracowałam z gipsem. Ale to nie było tak, że coś na siłę, jeśli boli to znaczy BOLI. Nie okłamuję, jeśli mówię, że muszę odpocząć to odpoczywam. Nic na siłę nie robię. Jak każdy człowiek mam złe chwile i dobre. O tym można porozmawiać, i o tym rozmawialiśmy. Stanęło na tym, że trzeba kupić panele na całe piętro. Poruszyłam temat „nadzoru” prac remontowych przez MM. Po raz kolejny spytałam, czy kiedykolwiek ukladał jakąkolwiek podłogę. Odpowiedź była przacząca.
– to proszę nie pouczaj mnie jak mam to robić
– Ale w sklepie sprzedawca doradza…..
przerwałam dalszy ciąg jego wypowiedzi.
– czy uważasz, że sprzedawca układał jakąkolwiek podłogę… spytałam
– nie wiem
– pojedziemy jutro, i o to spytamy, jak może on radzić jeśli nie ma żadnego doświadczenia…odpowiedziałam
W sobotę położyłam w garderobie izolację pod panela i próbnie położyłam kilka paneli.

Będzie ładnie.
Gdy pracowałam nad posadzką i jej poziomem nie miałam nad głową „specjalisty„ Podłoga poziom trzyma i będzie łatwiej z układaniem.
Niedziela
Dziś kupiliśmy panele na całe piętro. Sprzedawca był rozgadany facet i miał tysiące porad. MM spytał sprzedawcę, czy układał podłogę a może komuś pomagał przy układaniu.
NIE!!! brzmiała odpowiedź sprzedawcy.
No właśnie – pomyślałam. Fajnie radzić … rąbek do rąbka to się szybko układa.
Przygotować starannie podłoże. Później rąbek do rąbka i nie pasuje.
– podaj inną panel bo ta nie wchodzi …..😀
A powinna. No nie wchodzi, może w inną wejdzie. A co zrobić z panelem bez rąbków po jednej dłuższej stronie? Co zrobić kiedy straciliśmy poziom, bo podłoże to były fale dunaju? W trakcie układania pojawiają się nieoczekiwane problemy.
I taki „doradzca” nie jest wcale potrzebny. Youtube? Tak są filmiki, ale to co ważne, to jest ukryte. Mówią …krok po kroku… a za chwilę jest rozkrok albo krok w bok i filmik skończony.
Kiedy robiłam sufit podwieszany, kładłam elektrykę i podłogę w podpiwniczeniu, to był rok 2011. Na youtube filmiki były rzetelne i bardzo pomocne, takie krok po kroku, od A do Z. A musiałam się posiłkować filmikami bo w Polsce inne materiały, narzędzia i… domy murowane.
Tutaj aby zrobić większy pokój w podpiwniczeniu, musiałam zlikwidować jedną ścianę. Namęczyłam się przy sprawdzaniu czy dom się nie zawali, a nie przy rozbijaniu. W Polsce nigdy nie podjęłabym takiej decyzji. To są różne światy budownictwa i gdy podejmuję się remontu, wiem że będę sama z problemami, ewentualnie pomoc napłynie w postaci wymądrzania się, a nie z doświadczenia.
Panele będą w czwartek. To wcale nie znaczy, że będę od razu układać. Układanie będzie już po świętach. Kupiliśmy ponieważ, będą remanenty. Po nowym roku może (może ale nie musi) być tak, że będzie ciutkę inny odcień, zrobią krótsze lub węższe panele. Poleżą przez święta w garażu.
Jak widać nudzić się nie będę.
Pozdrawiam🌹🌷
Nie będzie już odliczania dób. Gips został zdjęty.
Pielęgniarz był bardzo zdziwiony, że mam na ręce inny bandaż, niż pooperacyjny. Wyjaśniłam, miałam ektrymalne palenie ręki. Gdy mówiłam o tym wkłuwaniu się czegoś w miejscu operacji, miał oczy wytrzeszczone. Nie wierzył. Mnie to nie wzruszyło, wiedziałam co czuję i o tym mówiłam.
Następny wszedł doktor. Powtórzyłam to, o czym poinformowałam pielęgniarza. Rozciął bandaże, gips i ponownie bangaże. Gdy ręka została z opatrunkami pojedyńczymi, powolutku zaczął wyciągać je ze skóry. Pokazała się ręka czerwona i lekko spuchnięta. Tym razem ja byłam zdziwiona, nie zauważyłam szwów. Ale one były bo sterczały plastikowe cieniutkie niteczki. Podobno za kilka dni się rozpuszczą.
Okazało się, że jestem uczulona na klej medyczny w którym jest propolis. A, że miałam uczucie klucia? Spuchnięta skóra szukała ujścia i powrzynała się w maleńkie dziurki bandaża. No i te plastilowe wystające niteczki również mogły mnie kłuć.
W wywiadzie przedoperacyjnym, pytano o wszelkie alergie, ale całkowicie zapomniałam. że pająk (nie widziałam owada) ugryz i przedramie puchło i drętwiało, pomogli w ośrodku szybkiej pomocy, zastrzyk domięśniowy. Pszczoła czy osa ugryzła, zastrzyk steroidowy. I kuracja tygodniowa.
W Polsce pszczoła ugryzła w policzek, spuchło ale obeszło się bez lekarza. Kiedyś kupiłam krem do twarzy, spuchłam bardzo mocno, wraz z językiem. Nie obeszło się bez pogotowia ratunkowego.
Testów na alergię nie robiłam. Więc, nie uważałam się, za alergiczkę na propolis i jego pochodne. Względnie na inne robactwa, które podczas wkłuwania się w nasze ciało, obdarowują nas swoim jadem. Jednym słowem, propolis ma być zabroniony dla mnie. Ogólnie, doktor był bardzo zadowolony, że wszystko pięknie się zagoiło i żadnych bóli nie mam po zdjęciu gipsu o dwie doby przed terminem.
Doktor odznaczył w kartotece online, moją alergię, zalecił krem do smarowania.
Z fizykoterapii zrezygnowałam. Sama dam sobie radę z ćwiczeniami. Doktor nie dyskutował i nie nakłaniał. Sama wiem co dla mnie najlepsze.
Ręka ma ograniczenia oczywiście, ale najważniejsze, gips zdjęty.
REMONT
Dziś właściwie nic takiego specjalnego nie robiłam. Przenosiliśmy meble rozproszone po sypialniach. Położyłam dywan i bardziej skupiłam się na drobiazgach. Lustro w złotej ramce nie pasowało ale mam inne. Zegar jeszcze nie powieszony. Samo przykładanie zegara do każdej ściany zabrało mi trochę czasu. Jak już byłam gotowa, okazało się, że zapodziały się gdzieś haczyki do zawieszania obrazów. Pojechaliśmy do sklepu, powrót trwał 2 godziny. Niesamowite korki.
Jutro jadę do pracy, więc oprócz pstryknięcia kilku zdjęć nic więcej nie robiłam.
Uskuteczniałam płaskoleż kanapowy.
Rano ręka wyglądała lepej niż po 7pm. Mam wysypkę wokół cięcia skalpelem.
Nie wygląda to dobrze. Mam nadzieję, że do rana będzie lepiej.



Pozdrawiam😀❤️
zmagań z ręką rozpoczęta. Moja doba nie jest od 12pm do 24. U mnie mierzona jest od zakończenia operacji. Jutro o tej porze będę w gabinecie lekarskim. Zanim to nastąpi mam 24 godziny do wykorzystania, w sposób jaki sobie ustalę.
Pogoda wciąż była zachęcająca do przebywania na zewnątrz. No, najpierw śniadanko, gadu-gadu z MM. Trochę o polityce, ludzkich zachowaniach i tak ogólnie o wszystkim i niczym. Oczywiście nie pominęliśmy tematu mojej RĘKI. Bo jak pominąć?, kiedy ona, ta lewa ręka, jest najbliższa naszemu sercu. Po śniadanku przyjęłam przeciwbólową, bo wciąż skóra wierzchniej strony dłoni piekła. Gdyby swędziała to rozumiem, ale uczycie pieczenia z niczym mi się nie skojarzyło. Chyba tylko z grillem.
A, że kupiłam jakiś czas temu, krem Nivea memu synowi, to tymże kremem posmarowałam. Ulżyło, ale nie na tyle, żeby przestało piec.
Przed pracami remontowymi, zabezpieczyłam rękę przed wszelkimi urazami i kurzem. Najpierw, przycięliśmy wszystkie listwy. Gdy listwy kryjące były gotowe, pisoletem sprężarkowy przybiłam je do podłogi. Podłoga wygląda świetnie. Dokonałam ostatnich poprawek kosmetycznych. Zostały do zamontowania 2 progi. Jeden poczeka, drugi również poczeka na ułożenie podłogi w garderobie. Ten pierwszy zamontuję za kilka dni. Jestem też człowiek i czasami po prostu ….. nie chce mi się czegoś robić. I wcale nie z tego powodu, że nie wiem jak, tak po prostu musi przyjść na to czas. Czasami jest to godzina, dzień a nawet i miesiąc. A w przypadku łazienki na parterze, kilka lat. Chyba to już drugi rok, jak rozbebrałam. To nic, jeszcze poczeka. Po skończeniu garderoby, jestem zmuszona do zakończenia łazienki. A ja nie mam WENY. Bo ten projekt ma być zakończony wbrew moich pomysłów. No proszę powiedzieć, jak „ artysta” może tworzyć coś, co jest nie zgodne z jego wyobrażeniem. To po prostu gwałt na jego uczuciach.
W przypadku progu drzwiowego, nie będzie to miesiąc. Zakładam, że kilka dni, najpóźniej w następnym tygodniu.
Deszczyk wygonił nas z tarasu. A tak przyjemnie było posiedzieć.
Wiatr jest przyjacielem plotek, deszcz przyjacielem uczuć, mgła przyjacielem fabuł. (Ma Changsan)
Przbudziłam sie 2:12am. Czy można nazwać przebudzeniem, jeśli następuje pod wpływem silnego uderzenia w plecy na wysokości tali. Bólu nie było, tylko tak „strzeliło”, że nie wiedziałam przez chwilę, co się stało. To byl zryw mięśniowy zwany Mioklonie. Przynajmniej tak przeczytałam w internecie.
Na mięśnie najlepszy magnez, mam w płynie i rozpoczęłam już wstrzymaną wcześniej „kurację”.
RĘKA
Część bandażu musiałam wyciągnąć i wyciąć. Dłoń z zewnątrz pod bandażem bardzo palia, (ogniska nie było). Uczucie palenia/pieczenia było na tyle silne, że nie zważając na nic, obcięłam opatrunek, pozostawiając gips. Wierzchnia dłoń była czerwona i bardzo wrażliwa na dotyk.
W miejscu cięcia i szwów, wciąż mam czucie kłucia plastikowej żyłki w rękę no i pieczenia. Czym bliżej do zdjęcia gipsu tym gorzej, więcej nietypowego bólu. Na zdjęcie gipsu idę w środę rano.
Termin wizyty lekarskiej zmieniłam bo do piątku sama ten gips zdejmę. Kłucie jest tak bolące, że strasznie mnie wymęczy w ciągu dnia, pod wieczór jestem jak balon bez powietrza. Dziś na noc przyjęłam tabletki przeciwbólowe.
Do środy włącznie mam wolne. Mogę brać nasenne i spać do południa.
Pogodę mamy wspaniała ale jako osoba cierpiąca, nie raduje mnie to za bardzo.
Jeszcze dwie nocki i lekarz.
Dobranoc
Ponownie wyszłam z kawusią na deck/taras, dziś na plecy narzuciłam bluzę z kapurem. Właściwie to MM napomknął. Bo faktycznie nie było ciepło. Prawa ręka w rękawie prawidłowo umiejscowiona. Lewa przez mankiet nie przeszła. Nawet palców nie było widać. Do podniesienia kubka z kawą, w zupełności wystarczyła mi tylko jedna ręka ze zdrową dłonią.
Jeszcze tylko 5 dni i aż pięć. Czerwonego bandaża uciskającego nie nakładam. Po ściśnięciu czuję kłcie. Przypomina mi to kłucie żyłki plastikowej. Scisk bandażem mocniejszy, kłucie bardziej bolesne. Przy pracach remontowych zabezpieczam regularnym bandażem.
Ogólnie nic nie boli i śmiało mogłabym zdjąć już ten gips. Prawdę mówiąc to on przy moich remontowych pracach sam odleci. 😁
Po południu temp. 31C, ale to już nie to słońce. Przesiedziałam na decku prawie cały dzień.
Z prac remontowych, uzupełniłam jedynie silikon w mniejscach gdzie było za mało.
Nic więcej nie robiłam. Właśnie dlatego nie lubię planować. Lubię jak życie się toczy po swojej drodze a ja za nim podążam. Wybieganie na przód nic nie przespieszy.
Przyjemny relaksujący dzień.
Ręka bardzo dobrze. Chwytam ucho kubka. Bez uczucia bólu mogę podnosić i dźwigać. Jednym słowem super.
Do miłego