Nauczyć się być radosnym, kiedy serce płacze… Nauczyć się płakać, kiedy serce się cieszy… Nauczyć się dawać, nie dając… Nauczyć się brać, nie biorąc… Nauczyć się żyć, nie czując życia.. Nauczyć się ….miłości nie kochając… Nauka jest sztuką!!!!
Nikt, dosłownie, nikt nie umie żyć. Nie ma takiej książki aby nauczyła nas życia. Nawet jeśli byłaby możliwość ponownego urodzenia, wciąż popełnialibyśmy błędy i wciąż mielibyśmy nadzieję na lepsze jutro. Szczęścia na następne chwile jakie mamy do przeżycia.
Jak zwykle bywa, w wolny dzień od pracy, zamiast spać do południa, przed 7am byłam już w kuchni. Oddałam MMowi swój zegarek i telefon ze wszystkimi niezbędnymi danymi spisanymi na kartce.
Na połączenie z operatorem telefonicznym czekaliśmy około 15 minut. Miły młody głos męski w słuchawce. Akcent brytyjski, ale mieszkaniec Texasu. Bardzo profesjonalna pomoc. Miły młody człowiek był bardzo pomocny.
Dlaczego zegarek nie działał, przenoszono zasięgi na inny maszt. Niektóre urządzenia straciły zasięg. Żeby dojść do tego rozwiązania, należało sprawdzić wszelkie ustawienia na telefonie i zegarku pod czujnym okiem młodego człowieka na videokamerze.
MM pojechał do pracy, ale ja nawet nie weszłam do łazienki. Rozpoczęłam porządki w szafkach kuchennych. Przeglądałam mąki, kasze, makarony, jeśli termin przydatności minął, wszystko trafiało do kosza. Galaretki, żelatyny, proszki do pieczenia itp. lądowały również w koszu. W kuchni powstał bałagan i w tym bałaganie ugotowałam obiad. Nakarmiłam MM, który już zdążył wrócić z pracy.
Nie wierzyłam, że to posprzątam, za dużo, bo zmieniałam szafki na niektóre rzeczy, przemieszczanie zajmowało dużo czasu.
Ukończyłam, nie padłam, usiadłam, ale kuchnia czyściutka i w szufladach czyściuteńko.
Jestem gotowa, z kuchnią oczywiście, na świąteczne gotowanie.
Z technologią nigdy nie miałam na bakier. Bardzo lubiłam czytać nowinki i posiadać coś nowego lub nie nowego ale lepszego. Pamiętam swoją „cegłę” z antenką. To był hit.🤣
Cały zestaw komputerów z drukarkami jeszcze w Polsce zatrzymałam na pamiątkę. Pierwsza drukarka igłowa, ekran komputerowy bez filtra, programy wgrywane z dyskietek, dane zapisywano na dyskietki. To były czasy bez internetu.
Pierwsze połączenie z austriackim bankiem w moim mieście, to wydarzenie było na skalę niemalże światową. 😀
Informacja dla pracowników, że teraz będzie telefon zajęty! I cudny odgłos połączenia z internetem poprzez modem. Trzeba było pokonać masę zabezpieczeń i pokazały się dane konta bankowego, wykonane przelewy, pobrane gotówki, stan konta itp. Pamiętam, że robiłam przelew online. Z ogromną trudnością przypomniałam nazwę Raiffeisen. Sprawdziłam w internecie – bank ten został przejęty przez inne banki, a więc nie istnieje.
Nie mamy już śpiewająco/piszczących modemów. Teraz internet mamy wszędzie.
No właśnie.
Zabrakło mi internetu w zegarku apple. Brakowało wciąż czasu aby osobiście odwiedzić Apple. Gdy zegarek był w pobliżu iphona, działał bez zarzutu. Wystarczyło odejść do drugiego pokoju, nie odbierał i nie wysyłał żadnych połączeń. Po prostu, bezużyteczny. Już miałam go odłożyć i zacząć nosić normalny zegarek. MM gdy usłyszał, że mam problem…jedziemy do apple…
Więc po pracy, pojechaliśmy. Byliśmy tam przed 1pm. Tłoku nie było lecz gdy po dwóch godzinach wychodziliśmy, stworzyła się kolejka. Każda osoba wchodząca musi być zarejestrowana i przekierowana do odpowiedniego pracownika, ewentualnie sprzedawcy. Ilość osób kupujących rownież jest kontrolowana, stąd ta kolejka przed wejściem. Sklep znajduje się w galerii handlowej, nikt nie był narażony na kapryśną pogodę.
Dostaluśmy informację, że winny jest dostawca telefoniczny. Dwie ulice dalej pojechaliśmy do naszego dostawcy telefonicznego. Tłumów nie było.
Ale to nie znaczy, że nie mają co robić. Klienci są umawiani na wizyty. Nam się udało wcisnąć się bez umówienia, ale nie udało się z załatwieniem sprawy. ponad 2 h do tyłu.
MM nie poddał się i zapowiedział, że będzie dzwonić do dostawcy z rana przed wyjazdem do pracy.
Nie mogłam zrozumieć. Specjaliści i nie potrafią pomóc. Niby wszystko z zegarkiem jest dobrze ale nie ma połączenia z telefonem gdy telefon jest poza zasięgiem. Coś, gdzieś się stało, na mój chłopski rozum, z internetem, bo wszystkie ustawienia w iphonie i zegarku są prawidłowe.
Poszłam spać wcześniej, poprzedniej nocy bawiłam się do 2 w nocy. Aż telefon spadł na nos, wtedy dopiero zdecydowałam wyłączyć telefon i światło.
Ciemno i jesiennie za oknami w poniedziałkowy poranek. 7C nie jest gorącem, a najwyższa temparatura jaka dziś będzie, to 24C. W domu włączone już grzanie. Chociaż grzejnik elektryczny w sypialni grzeje na okrągło bez względu na sezon. Latem włączone jest chłodzenie, które podgrzewam grzejnikiem. MM lubi chłodniej lecz to nie znaczy, że lubi zimę i śnieg. Ja lubię ciepełko, ale też uwielbiam zimę z mrozami i śniegiem.
W moim południowym stanie ameryki, śnieg pojawia się raz na 5-7 lat. Przymrozki częściej, a mrozy chyba każdej zimy. Kilka dni pomorozi do -8C i potrafi zniszczyć wiele. Tak był ostatniej zimy.
Po pracy, w tempie błyskawicy, przebrałam się w robocze ubranie i….
garderoba skończona. Teraz tylko poprzesunąć szafki.
Teraz czeka mnie, łazienka przy kuchni. Tylko ja wiem, jak mi się nie chce.
Trzeba ściany szlifować. Mam szlifierkę z pojemnikiem na kurz, ale kurz wydostaje się przez ten worek z mateiału i pyli się wszędzie. W masce i okularach jest ciężko pracować. Jak się spocę, bo się przecież spocę to kurz mnie oblepi i będę psioczyć.
Staram się być “zosią samosią” i chyba dobrze mi się to udaje. W Polsce nawet ściany murowałam, parapety zewnętrzne kładłam, obódowę nowych plastikowych okien robiłam. Wiele rzeczy nie robiłam sama, po pierwsze brak czasu, po drugie brak odpowiednich narzędzi skłaniało mnie do poszukiwań odpowiednich specjalistów.
Pamiętam, że malowałam Tatusiowi włosy. To był prearat, Odsiwiacz. Czasami wychodziły niestety, ale granatowe. Nie to, że nie umiałam posmarować włosy, inny producent i….niespodzianka gotowa. Tatuś nie lubił siwych włosów, a miał je bieluśkie, zamiast siwych.
Byłam też rodzinnym fryzjerem. Dobrze mi szło tak jak wujkowie mówili, ale to nie były moje zapędy. Próbowałam naprawiać żelazka, prodiż, wymieniać lub instalować włączniki elektryczne itd. Lalkami nigdy się nie bawiłam, chyba że w chirurga, obrywając ręce, nogi i głowy.
Od jakiegoś czasu mój drugi laptop “chorował”. To było wyzwanie. Jeśli do końca nie zepsuję to naprawię, jeśli zepsuję do końca do oddam do naprawy – to było moje postanowienie. Męczyłam się, nie powiem, że jestem spec w tej dziedzinie, ale jakąś wiedzę posiadam. MM zaglądał co jakiś czas do mnie.. i co jak ci idzie… pytał. Trudno było powiedzieć, że dobrze lub ok, jeśli stałam w jednym miejscu lub krok do tyłu. Zamiast po pracy kłaść podłogę, rozwiązywałam problemy informatyczne. Czy MM był zadowolony, czy nie, nie pytałam. Chyba nie ale…. po kilku popołudniach… UDAŁO SIĘ!!!! MM pogratulował i … wierzyłem w ciebie…powiedział.
Super usłyszeć taką pochwałę.
Oct 3-4, 2023 (środa)
Po pracy przycinałam panele przy drzwiach. Napracowałam się, robiłam tak aby jak najmniejsza szczelina była między futryną a podłogą . Udało się. Następnego dnia gdy już wróciłam czekała na mnie cała pięknie poukładana góra paneli na całe pierwsze piętro. MM pięknie poukładał w garażu, że zostało bardzo dużo miejsca na parkowanie samochodu.
W piątek przyszła dostawa pierwszych prezentów pod choinkę. Miałam zabawę z rozpakowywaniem.
Nastała sobota, a z nią, ostatnie wykańczanie garderoby.
Nawet nie spodziewałam się, że MM zrobi jakiekolwiek zdjęcie i to przez kuchenne okno. Jak widać skupiona i zapracowana byłam. Palców nie poobcinałam, chociaż one były daleko od piły, na zdjęciu widać inaczej.
Nie udało się przybić listew kryjących. Pistolet pneumatyczny do gwoździ odmówił posłuszeństwa. Dziś raniutko MM pojechał po zakup nowego, ale… dziś niedziela i zdecydowałam, że odpoczywam.
Jutro też jest dzień, po pracy przybiję, silikonem zakryję wszelkie szczelinki.
jeśli to tak można nazwać. Dwa dni (powrót po pracy) snułam się jak duch po domku. W głowie było dużo projektów, małych i dużych, do realizacji było brak możliwości fizycznych. Przenoszenie, przeciąganie i przesuwanie mebli oraz dekoracja (nieukończona), to może być i projekt lecz nie na tym etapie, ustawiania kilku mebli pod ścianą.
W piątek, wyskoczyliśmy po pracy do meksykańskiej restauracji, tej dzielnicowej. Nie przepadam za meksykańską kuchnią. Właściwie to jem jedynie krewetki i kuczaka z ryżem. MM zamawia jedną większą porcję „ czegoś” a ja na swój talerz odkładam co mi po prostu pasuje. W piątek nie miałam ochoty na jedzonko. Zmówiłam jedynie Pina Colada. Porozmawialiśmy o dalszych planach z podłogą i jak zwykle miałam rację. Trzeba było kupić na całe piętro panele, a nie tylko na mój office i garderobę. Wiem, MM nie ufa w moje możliwości, a przecież znamy się 20 lat 18 lat po ślubie (no prawie). Rozumiem jego rozterki, roboty remontowe rozpoczęłam już z boląca ręką, pracowałam z gipsem. Ale to nie było tak, że coś na siłę, jeśli boli to znaczy BOLI. Nie okłamuję, jeśli mówię, że muszę odpocząć to odpoczywam. Nic na siłę nie robię. Jak każdy człowiek mam złe chwile i dobre. O tym można porozmawiać, i o tym rozmawialiśmy. Stanęło na tym, że trzeba kupić panele na całe piętro. Poruszyłam temat „nadzoru” prac remontowych przez MM. Po raz kolejny spytałam, czy kiedykolwiek ukladał jakąkolwiek podłogę. Odpowiedź była przacząca.
– to proszę nie pouczaj mnie jak mam to robić
– Ale w sklepie sprzedawca doradza…..
przerwałam dalszy ciąg jego wypowiedzi.
– czy uważasz, że sprzedawca układał jakąkolwiek podłogę… spytałam
– nie wiem
– pojedziemy jutro, i o to spytamy, jak może on radzić jeśli nie ma żadnego doświadczenia…odpowiedziałam
W sobotę położyłam w garderobie izolację pod panela i próbnie położyłam kilka paneli.
Będzie ładnie.
Gdy pracowałam nad posadzką i jej poziomem nie miałam nad głową „specjalisty„ Podłoga poziom trzyma i będzie łatwiej z układaniem.
Niedziela
Dziś kupiliśmy panele na całe piętro. Sprzedawca był rozgadany facet i miał tysiące porad. MM spytał sprzedawcę, czy układał podłogę a może komuś pomagał przy układaniu.
NIE!!! brzmiała odpowiedź sprzedawcy.
No właśnie – pomyślałam. Fajnie radzić … rąbek do rąbka to się szybko układa.
Przygotować starannie podłoże. Później rąbek do rąbka i nie pasuje.
– podaj inną panel bo ta nie wchodzi …..😀
A powinna. No nie wchodzi, może w inną wejdzie. A co zrobić z panelem bez rąbków po jednej dłuższej stronie? Co zrobić kiedy straciliśmy poziom, bo podłoże to były fale dunaju? W trakcie układania pojawiają się nieoczekiwane problemy.
I taki „doradzca” nie jest wcale potrzebny. Youtube? Tak są filmiki, ale to co ważne, to jest ukryte. Mówią …krok po kroku… a za chwilę jest rozkrok albo krok w bok i filmik skończony.
Kiedy robiłam sufit podwieszany, kładłam elektrykę i podłogę w podpiwniczeniu, to był rok 2011. Na youtube filmiki były rzetelne i bardzo pomocne, takie krok po kroku, od A do Z. A musiałam się posiłkować filmikami bo w Polsce inne materiały, narzędzia i… domy murowane.
Tutaj aby zrobić większy pokój w podpiwniczeniu, musiałam zlikwidować jedną ścianę. Namęczyłam się przy sprawdzaniu czy dom się nie zawali, a nie przy rozbijaniu. W Polsce nigdy nie podjęłabym takiej decyzji. To są różne światy budownictwa i gdy podejmuję się remontu, wiem że będę sama z problemami, ewentualnie pomoc napłynie w postaci wymądrzania się, a nie z doświadczenia.
Panele będą w czwartek. To wcale nie znaczy, że będę od razu układać. Układanie będzie już po świętach. Kupiliśmy ponieważ, będą remanenty. Po nowym roku może (może ale nie musi) być tak, że będzie ciutkę inny odcień, zrobią krótsze lub węższe panele. Poleżą przez święta w garażu.
Nie będzie już odliczania dób. Gips został zdjęty.
Pielęgniarz był bardzo zdziwiony, że mam na ręce inny bandaż, niż pooperacyjny. Wyjaśniłam, miałam ektrymalne palenie ręki. Gdy mówiłam o tym wkłuwaniu się czegoś w miejscu operacji, miał oczy wytrzeszczone. Nie wierzył. Mnie to nie wzruszyło, wiedziałam co czuję i o tym mówiłam.
Następny wszedł doktor. Powtórzyłam to, o czym poinformowałam pielęgniarza. Rozciął bandaże, gips i ponownie bangaże. Gdy ręka została z opatrunkami pojedyńczymi, powolutku zaczął wyciągać je ze skóry. Pokazała się ręka czerwona i lekko spuchnięta. Tym razem ja byłam zdziwiona, nie zauważyłam szwów. Ale one były bo sterczały plastikowe cieniutkie niteczki. Podobno za kilka dni się rozpuszczą.
Okazało się, że jestem uczulona na klej medyczny w którym jest propolis. A, że miałam uczucie klucia? Spuchnięta skóra szukała ujścia i powrzynała się w maleńkie dziurki bandaża. No i te plastilowe wystające niteczki również mogły mnie kłuć.
W wywiadzie przedoperacyjnym, pytano o wszelkie alergie, ale całkowicie zapomniałam. że pająk (nie widziałam owada) ugryz i przedramie puchło i drętwiało, pomogli w ośrodku szybkiej pomocy, zastrzyk domięśniowy. Pszczoła czy osa ugryzła, zastrzyk steroidowy. I kuracja tygodniowa.
W Polsce pszczoła ugryzła w policzek, spuchło ale obeszło się bez lekarza. Kiedyś kupiłam krem do twarzy, spuchłam bardzo mocno, wraz z językiem. Nie obeszło się bez pogotowia ratunkowego.
Testów na alergię nie robiłam. Więc, nie uważałam się, za alergiczkę na propolis i jego pochodne. Względnie na inne robactwa, które podczas wkłuwania się w nasze ciało, obdarowują nas swoim jadem. Jednym słowem, propolis ma być zabroniony dla mnie. Ogólnie, doktor był bardzo zadowolony, że wszystko pięknie się zagoiło i żadnych bóli nie mam po zdjęciu gipsu o dwie doby przed terminem.
Doktor odznaczył w kartotece online, moją alergię, zalecił krem do smarowania.
Z fizykoterapii zrezygnowałam. Sama dam sobie radę z ćwiczeniami. Doktor nie dyskutował i nie nakłaniał. Sama wiem co dla mnie najlepsze.
Ręka ma ograniczenia oczywiście, ale najważniejsze, gips zdjęty.
REMONT
Dziś właściwie nic takiego specjalnego nie robiłam. Przenosiliśmy meble rozproszone po sypialniach. Położyłam dywan i bardziej skupiłam się na drobiazgach. Lustro w złotej ramce nie pasowało ale mam inne. Zegar jeszcze nie powieszony. Samo przykładanie zegara do każdej ściany zabrało mi trochę czasu. Jak już byłam gotowa, okazało się, że zapodziały się gdzieś haczyki do zawieszania obrazów. Pojechaliśmy do sklepu, powrót trwał 2 godziny. Niesamowite korki.
Jutro jadę do pracy, więc oprócz pstryknięcia kilku zdjęć nic więcej nie robiłam.
Uskuteczniałam płaskoleż kanapowy.
Rano ręka wyglądała lepej niż po 7pm. Mam wysypkę wokół cięcia skalpelem.
Nie wygląda to dobrze. Mam nadzieję, że do rana będzie lepiej.
zmagań z ręką rozpoczęta. Moja doba nie jest od 12pm do 24. U mnie mierzona jest od zakończenia operacji. Jutro o tej porze będę w gabinecie lekarskim. Zanim to nastąpi mam 24 godziny do wykorzystania, w sposób jaki sobie ustalę.
Pogoda wciąż była zachęcająca do przebywania na zewnątrz. No, najpierw śniadanko, gadu-gadu z MM. Trochę o polityce, ludzkich zachowaniach i tak ogólnie o wszystkim i niczym. Oczywiście nie pominęliśmy tematu mojej RĘKI. Bo jak pominąć?, kiedy ona, ta lewa ręka, jest najbliższa naszemu sercu. Po śniadanku przyjęłam przeciwbólową, bo wciąż skóra wierzchniej strony dłoni piekła. Gdyby swędziała to rozumiem, ale uczycie pieczenia z niczym mi się nie skojarzyło. Chyba tylko z grillem.
A, że kupiłam jakiś czas temu, krem Nivea memu synowi, to tymże kremem posmarowałam. Ulżyło, ale nie na tyle, żeby przestało piec.
Przed pracami remontowymi, zabezpieczyłam rękę przed wszelkimi urazami i kurzem. Najpierw, przycięliśmy wszystkie listwy. Gdy listwy kryjące były gotowe, pisoletem sprężarkowy przybiłam je do podłogi. Podłoga wygląda świetnie. Dokonałam ostatnich poprawek kosmetycznych. Zostały do zamontowania 2 progi. Jeden poczeka, drugi również poczeka na ułożenie podłogi w garderobie. Ten pierwszy zamontuję za kilka dni. Jestem też człowiek i czasami po prostu ….. nie chce mi się czegoś robić. I wcale nie z tego powodu, że nie wiem jak, tak po prostu musi przyjść na to czas. Czasami jest to godzina, dzień a nawet i miesiąc. A w przypadku łazienki na parterze, kilka lat. Chyba to już drugi rok, jak rozbebrałam. To nic, jeszcze poczeka. Po skończeniu garderoby, jestem zmuszona do zakończenia łazienki. A ja nie mam WENY. Bo ten projekt ma być zakończony wbrew moich pomysłów. No proszę powiedzieć, jak „ artysta” może tworzyć coś, co jest nie zgodne z jego wyobrażeniem. To po prostu gwałt na jego uczuciach.
W przypadku progu drzwiowego, nie będzie to miesiąc. Zakładam, że kilka dni, najpóźniej w następnym tygodniu.
Deszczyk wygonił nas z tarasu. A tak przyjemnie było posiedzieć.
Wiatr jest przyjacielem plotek, deszcz przyjacielem uczuć, mgła przyjacielem fabuł. (Ma Changsan)
Przbudziłam sie 2:12am. Czy można nazwać przebudzeniem, jeśli następuje pod wpływem silnego uderzenia w plecy na wysokości tali. Bólu nie było, tylko tak „strzeliło”, że nie wiedziałam przez chwilę, co się stało. To byl zryw mięśniowy zwany Mioklonie. Przynajmniej tak przeczytałam w internecie.
Na mięśnie najlepszy magnez, mam w płynie i rozpoczęłam już wstrzymaną wcześniej „kurację”.
RĘKA
Część bandażu musiałam wyciągnąć i wyciąć. Dłoń z zewnątrz pod bandażem bardzo palia, (ogniska nie było). Uczucie palenia/pieczenia było na tyle silne, że nie zważając na nic, obcięłam opatrunek, pozostawiając gips. Wierzchnia dłoń była czerwona i bardzo wrażliwa na dotyk.
W miejscu cięcia i szwów, wciąż mam czucie kłucia plastikowej żyłki w rękę no i pieczenia. Czym bliżej do zdjęcia gipsu tym gorzej, więcej nietypowego bólu. Na zdjęcie gipsu idę w środę rano.
Termin wizyty lekarskiej zmieniłam bo do piątku sama ten gips zdejmę. Kłucie jest tak bolące, że strasznie mnie wymęczy w ciągu dnia, pod wieczór jestem jak balon bez powietrza. Dziś na noc przyjęłam tabletki przeciwbólowe.
Do środy włącznie mam wolne. Mogę brać nasenne i spać do południa.
Pogodę mamy wspaniała ale jako osoba cierpiąca, nie raduje mnie to za bardzo.
Ponownie wyszłam z kawusią na deck/taras, dziś na plecy narzuciłam bluzę z kapurem. Właściwie to MM napomknął. Bo faktycznie nie było ciepło. Prawa ręka w rękawie prawidłowo umiejscowiona. Lewa przez mankiet nie przeszła. Nawet palców nie było widać. Do podniesienia kubka z kawą, w zupełności wystarczyła mi tylko jedna ręka ze zdrową dłonią.
Jeszcze tylko 5 dni i aż pięć. Czerwonego bandaża uciskającego nie nakładam. Po ściśnięciu czuję kłcie. Przypomina mi to kłucie żyłki plastikowej. Scisk bandażem mocniejszy, kłucie bardziej bolesne. Przy pracach remontowych zabezpieczam regularnym bandażem.
Ogólnie nic nie boli i śmiało mogłabym zdjąć już ten gips. Prawdę mówiąc to on przy moich remontowych pracach sam odleci. 😁
Po południu temp. 31C, ale to już nie to słońce. Przesiedziałam na decku prawie cały dzień.
Z prac remontowych, uzupełniłam jedynie silikon w mniejscach gdzie było za mało.
Nic więcej nie robiłam. Właśnie dlatego nie lubię planować. Lubię jak życie się toczy po swojej drodze a ja za nim podążam. Wybieganie na przód nic nie przespieszy.
Przyjemny relaksujący dzień.
Ręka bardzo dobrze. Chwytam ucho kubka. Bez uczucia bólu mogę podnosić i dźwigać. Jednym słowem super.
Ósmą dobę przeskoczyłam. Byłam w pracy i wróciłam dość późno. Długa rozmowa z przyjaciółką z Kanady , kolacja, odpoczynek i dzień się skończył.
Sobotni poranek.
Pogoda cudna i wyszłam z kawą na deck. Nareszcie, mogę to powiedzieć.
Lato bylo upalne i wyjątkowo mokre. Mój ogródek kwiatowy, również wyjątkowo zaniedbany. Nic już nie kwitnie. Powinny być piękne astry w ogródku. Nie będzie, nie mogę grzebać się w ziemi ze względu na rękę. Nie chcę pobrudzić, a wiadomo praca w ogródku nie należy do czystych i o dodatkowe bakterie nie jest trudno.
W moim ogrodzie już jesiennie.
Moje hektary potrzebują dodatkowej pary rąk.
A zielsko rośnie i ma się dobrze.
Po obiedzie zasilikonowałam wszelkie szczeliny pomiędzy podłogą a listwą przypodłogową. Jutro tylko listwy kryjące położymy z MM. Skręcimy moje biurko. Przesuniemy szafkę, położymy dywan, zawiesimy lustro i zegar na ścianie.
Dziś byłam w pracy. Myślałam, że będę miała trudności z utrzymaniem kierownicy w samochodzie. Chwyt może nie był pełny jak bez gipsu, ale było ok, ale najważniejsze, nic nie bolało.
Po powrocie z pracy, a w domu byłam przed południem, położyłam się na chwilę, przespałam 2 godziny. Po obudzeniu nawet nie planowałam, żadnych prac z podłogą, ale MM napomknął, że chyba dziś nie powinnam pracować, bo jest już za późno cokolwiek rozpoczynać.
Przebrałam się w robocze ubranie i … jednak rozpoczęłam. To była najgorsza robota, przygotować panel który środkiem miałaby wchodzić między futrynę drzwi.
Zajęło mi to prawie dwie godziny. MM zaczą się denerwować, bo jako pomocnik miał za zadanie wykrojenie wg formy jaką przygotowałam. Z jednej strony poszło dobrze, z drugiej gorzej. Nie martwię się bo uzupełni się silkonem o kolorze podobnym do podłogi, ewentualnie białym, w kolorze futryn. MM zaczął znów marudzić i jeśli bym nie powiedziała, żeby zamilkł, kłótnia byłaby na 100 fajerek. Czasami zachowuje się jak przekupa na bazarze, a nie jak facet.
Klótni nie było i miłość kwitnie, jak ja to mówię.
Jutro, ostatecznie w sobotę, mój office będzie skończony.
Wyposażenie mam, wymieniłam tylko to co uważałam za potrzebne. Biurko, mimo namowy do wymiany. Nie wymieniam. Podoba mi się i lubię przy tym biurku pracować. Że stare? Funkcjonalne i wygodne. Jeszcze muszę zamówić żaluzje, takie jakie mam w Polsce. Już znalazłam firmę.
Lustro z ładną złotą ramą, prawdę mówiąz z łazienki na parterze, powieszę nad szafką.
Nie mam pomysłu co powiesić na ścianie nad biurkiem. Może coś wymyślę, a może nic nie będzie wisieć na tej ścianie. Jak już office urządzę to się zobaczy co potrzebuję. Wcześniej miałam dużo zdjęć ze swoich wojaży, ale nie wiem czy wrócą na swoje miejsce.
Kolejny raz miałam tel od lekarza, czy wszystko dobrze. Wszystko z ręką dobrze, tylko już chciałabym pozbyć się tego gipsu. Ręka w niewoli już mi ciąży. Jeszcze tydzień, 29 sierpnia zdejmą.
Nie powiem, że lekko żyć z tym gipsem. Jest bardzo niewygodnie. Oczywiście, że daję radę. Nie mam wyjścia.
Wczoraj, a właściwie do dziś 1:30am pracowałam na komp. Kciuk lewj ręki potrzebny mi jest na klawiaturę. Toż nie odetnę i nie położę, zdrowy i gotowy do pracy, takiego potrzebuję. A on zablokowany. Lekarz powiedział…będziesz mogła kilkoma palcami stukać w klawiaturę…. To dzięki wielkie i za te 4 które nie mieszczą się na klawiaturze bo gips ogranicza ruchy.
Dziś boli tylko miejsce przecięcia i zszycia, to już progress. Nie mam bólu całej ręki.
8:37am
Będę jeszcze drzemać.
MM wrócił od rodzinnej lekarki, która zablokowała mu lekarstwa na receptę bo nie chciał stawiać się na badania okresowe. Rad niewola, pojechał niezadowolony … bo jak ona mogła…
Mogła, mogła, jeśli pacjenta nie widziała przez 2 lata. Wysyłane powiadomienia i telefony nie dawały rezultatu. To co miała robić? Zablokowała lekarstwa i starego dzidziusia zmusiła do wizyty lekarskiej. Biedny mój stary/ dzidziuś, niezadowolony, bo krew pobrali i w korkach w drodze powrotnej stać musiał.
O jeju, w końcu go ktoś zdyscyplinował.
A korki jak korki, trudno ich nie mieć jeśli żyje tutaj 7 mln ludziska. Każdy ma samochód od 15 roku życia do ukończenia 91 lat.
Nie chce mi się dziś przebierać. Chyba tak zostane w pidżamie na cały dzień. W końcu cierpiąca jestem. 😁
Cierpiąca, ale przebrałam się bo sama sobie w lustrze nie spodobałam się, nie jestem już taka bardzo chora, jeśli jutro wybieram się do pracy.
A żeby nabrać formy skrzyknęłam MMa że potrzebuję pomocy, będę układać podłogę. Był bardzo ostrożny z podjęciem decyzji. Masę pytań mi zadał. Ostatatecznie … możemy spróbować… powiedział.
Wskazałam miejsce gdzie ma usiąść i czekać, aż go zawołam. Ułożyłam 3 rzędy. MM przycinal i chodził po listwach. Potrzebna była mi jego waga. Nareszcie się przydała. Został ostatni najgorszy rząd, bo trzeba przycinać wzdłuż. Ale to jutro zrobimy po pracy.
Oprócz układania podłogi skręciliśmy fotel do biurka. Ja byłam tylko obserwatorem. MM sam świetnie sobie poradził.
Dzięki deszczom zielone liście mocno trzymają się gałęzi, ale temperatura dzisiejszego poranka nie przypomina lata. 17C też nie zachęcało na wkoczenie w bikini i kąpiel w promieniach słonecznych.
Brrr zimno.
Podjęłam prawidłową decyzję o odstawieniu przeciwbólowych tabletek. Po około 2 godzinach od zażycia ich, miałam odlot. Dziwne ale lekkie uczucie zawrotów głowy, spowolnienie mówienia, chodzenia. Zapadałam w 2 godzinny sen.
O północy, zgodnie z zaleceniem lekarza, nie przyjęłam tabletki. Nie było takiego bólu aby ratować się przeciwbólowymi na receptę lub kupywanych bez recepty.
Dziś o 6 rano również ominęłam. Ten ból jaki jest można wytrzymać. Przecież to dopiero 4 doby minęły od operacji. Trzeba tylko uważać i niepotrzebnie ręki nadwyrężać. Nie rwę się do żadnych prac fizycznych, choć pogoda mnie wprost woła. Zamiast wychodzić na zewnątrz, otworzyłam okna.
Będzie dobrze.
Z ręką będzie dobrze ale od leżenia i siedzenia w łóżku, plecy bolą.
Dziś pościelę łóżko i żadnego w nim leżenia.
Większość dnia spędziłam przed monitorami i … w pewnym momencie zauważyłam, że na klawiaturze mam więcej palców. Kciuka lewej ręki nie mogę używać bo jeat zagipsowany, ale pozostałe palce jak najbardziej.
Taki szaro- bury dzień, można przespać. Ręka jest w dobrej kondycji, jeśli jej nie używam – boli ale ten ból jest już minimalny.
Dziś mam postanowienie: nie używać ręki w 100%.
Taka głupia czynność, podłączenie telefonu do ładowarki. Wsadzając przewód do tel. on się przesuwa, trzeba przytrzymać. Do przytrzymania użyłam łokcia. Odkręcenie butelki z wodą, użyłam zębów. Do przekrojenia bułki, użyłam przedramienia. Kombinuję. Bo gdybym mieszkała i była sama, byłabym zdana tylko na siebie.
MM czuwa i obserwuje, oczywiście, że proszę o pomoc. Tylko proszę gdy wiem , że sama nie podołam, a on będzie potrafił mi pomóc.
MM nie był i nie będzie „złotą rączką”, choć próbuje pomóc. Jak nic nie wychodzi to się denerwuje i przy okazji mnie doprowadza do szewskiej pasji.
Z jedną ręką daję świetnie sobie radę.
Nie wiem jak pójdzie mi gotowanie rosołu, ale zapowiedziałam MMowi, że będę jego pomocy potrzebowała.
Rosołek, palce lizać.
Zdecydowałam nie brać tabletki o północy.
Nie boli na tyle aby truć się opioidami. Jeśli będzie mocno boleć, przyjmę zwykłą przeciwbólową.
Dziś zamieniłam pidżamę na dresy. Dwa dni nie zdejmowania pidżamy z siebie, wystarczy. Trzeba wrzucić ją do prania wraz z pościelą, a ciałko wystawić pod prysznic. Taką rękawicę dla zabezpieczenie ręki przed zamoczeniem otrzymałam od szpitala.
Czas rozpocząć krótki ale i nowy etap życia z unieruchomioną ręką.
Nawet włosy ułożyłam. To znaczy, że żyć będę. Nie, nie szaleję z żadnymi pracami. Prysznic i zmiana pościeli na dziś w zupełności wystarczy.
Pozdrawiam
Ugotowałam zacierkę. Zrobiłam sałatkę i……
wczesnym popołudniem, wsunęłam się w pachnącej pidżamie do również pachnącego łóżeczka. Jeszcze mnie ono przywołuje. Jeszcze jestem osłabiona, poczekam do jutra.
Jutro będę o wiele zdrowsza.
Jeszcze nie jest jutro. Jest sobota, 6:08pm
Mnie już nosi, już wypoczęłam, wyspałam się i mam strach w oczach. Jak ja przeżyję następne dni.
Moja doba podzielona jest na 2 i 4. Co 12 godzin przyjmuję antybiotyk, o 12pm i 12am. Tabletka jest tak duża, że w nocy przed jej przyjęciem odprawiałam modły. Powtarzałam…bez paniki…. wszystko będzie dobrze….Gryźć nie wolno!!!telefon nastawiony był, tylko na przyciśnięcie na pogotowie ratunkowe. Pożułam dokładnie kawałek bułki aby przygotować gardło, na przełknięcie czegoś większego.
Położyłam tabletkę na język i połknęłam. W południe modłów nie było ale była asekuracja MM. Została jeszcze jedna i ostatnia tabletka na północ.
Przeciwbólową przyjmuję co 6 godz. Te są małe i żadnych problemów z przełknięciem nie mam.
Między przyjmowaniem lekarstw, ŚPIĘ.
Po obudzeniu, mam problemy z orientacją czasową. poczuję się lepiej to i to minie.
Ręka wie kiedy bardziej boleć. Godzinę przed przyjęciem tabletki przeciwbólowej, boli tak, że chce się gips zdjąć. Tylko się chce i nic poza tym.
Nie mam czasu się nudzić, więcej śpie niż filmy na ipadzie oglądam.
A myślałam, że będę się nudzić i jak ja to wytrzymam. Wytrzymuję, organizm osłabiony. Niby ręka była operowana, a jednak organizm potrzebuje rekowalescencji.
Kawy i świeżych bułeczek do łóżka, nikt mi nie przynosi. Wstałam dzis około 11am a kawa mi teraz nie smakuje. Bułeczkami deletuję się jadalni kuchennej.
Nie daleko mamy do szpitala i wszelkich lecznic. Nawet weterynarz jest pod bokiem. Przed wyjazdem przyjęłam tabletkę na nadciśnienie popijając 2 kroplami wody. Udało się przełknąć.
Na korytarzach szpitalnych jeszcze pusto, maszyny tylko pracują i czasami ktoś przejdzie obok, spiesząc się do pracy.
5:58am czas na podejście do drzwi pokoju przyjęć pacjentów.
6:02am podpisałam niezbędne papiery i za moment zostałam wezwana do środka wielkiego gmachu.
MM został w pczekalni. Dostałam fartuch niebieski w żółte kwiatuszki, skarpety ciemno niebieskie i czepek niebieściutki. Przeprowadzona zostałam do pokoju zabiegowego.
Za kaźdym razem gdy osoba z opieki medycznej wchodziła ( nawet ta sama pielęgniarka/pielęgniarz), byłam proszona o podanie imienia, nazwiska i daty urodzenia.
Usiadłam w fotelu i podpięto mnie do monitora. Ciśnienie było ok jak na mnie 146/88. Przy takim ciśnieniu piję lampkę czerwonego wina i za chwilę mam 128/67. Jak u noworodka.
W obie dłonie założono mi weflony. Drzwi do gabinetu zabiegowego były otwarte więc co jakiś czas ktoś zagadywał. Nawet nie wiem jak długo tam suedzuałam, bo zegarek i tel z całą zawartością torebki, zostawiłam u MM.
W sumie poznałam 3 astozjolowów, 2 pielęgniarki, 1 pielęgniarza i lekarz mój też mnie odwiedził.
Przeprowadzona zostałam do sali. Poproszono abym położyła się na białym łóżku. Wsadzono w nos rureczki i tyle pamiętam.
Nie było żadnego odliczania 1,2,3
Po obudzeniu, moja mowa była powolna, a było trochę pytań. 😁
Przy pomocy pielęgniarki przeniosł się na ruchome krzesło i zawieziono mnie do drzwi frontowych. Tam już czekał w zaparkowanym samochodzie MM.
To był teren szpitalny, a więc MM nie mógł mi pomóc. A było w czym. Pokonanie krawężnika było dla mnie ogromnym wyzwaniem. Przy pomocy pielęgniarki osiągnęłam sukses🏅
Podróż do domciu odbywała się, uch, ach z powodu mdłości.
Droga do sypialni była z przeszkodami, SCHODY do pokonania. MM mi pomógł. Pidżamka i spanko.
Po przebudzeniu, straciłam rachubę godzin i dni.
Pomimo silnego środka przeciwbólowego. Odczuwam ból i nie mały. Można wytrzymać.
Obudziłam się o 3 am. Zasnąć już nie mogłam. Jutro wyśpie się po operacji.
Ciemno wszędzie i głucho wszędzie.
Dziś muszę zawitać do pracy, nawet nie wiem ile to mi zajmie. Mam nadzieję, że o 5pm pieinnam być już w domu. Niestety niektótych prac nie da się odłożyć na jutro, tak jak odłożyłam układanie pidłogi na, po operacji. Oj, wiem, wiem, za duża jestem😁, aby nie wiedzieć, że nie ma ludzi niezastąpionych. Jedynie chcę innym ułatwić życie i to wszystko.
Nie myślę już, że operacja może się nie udać. W sumie to chyba już o niej nie myślę. Jutro o tej porze to już będę w szpitalu, mam stawić się o 6am z MM. Opiekun musi być. Po wybudzeniu z narkozy zostanę przetransportowana do domu.
Już jestem przygotowana. Po północy nic pić i jeść nie wolno. Czasami sok, herbatę popijam jak długo siedzę, ale żeby jeść w nocy, to nie posiadam takiego niezdrowego nawyku.
Ubranie, dokumenty i papiery, przygotowane.
Pościelka czysta i pachnąca już zalożona, podłogi odkurzone.
Dużo było złego. Między złym przeplatało się i dobre. Między czasie fruwałam do pracy a po niej do roboty układania podłogi.
Nie jest tak jak planowałam. Po zdjęciu wykładziny okazało się że podłoga a właściwie płyty paździerzowe ułożone, jakby pijany układał. Możliwe, że był pijany, bo normalnie to by w Polsce coś takiego nie przeszło. Jedna płyta wyżej druga niżej. Pomiędzy płytami szczeliny na szerokość palca.
Chwytałam się za głowę, nie spodziewałam się takiego odkrycia. O poziomie podłogi mogłam zapomnieć. Dziury musiałam załatać, kawałkami listewek drewnianych, w mniejsze dziury wciskałam silikon. Ale jak poziomu nie było tak nie było.
Zrobiłam pierwszą wylewkę ale… posłuchałam MM dla spokoju, że on nosi spodnie. Zrobiłam jak chciał.
– nie wylewaj po brzegach tam nie trzeba – powiedział. Moje tłumaczenia, że listwa jest od ściany do ściany, no pół lub mniej centymetra od niej. Nie dało się przetłumaczyć. Wylałam!!! Byłam zła na niego i siebie, że znów dałam dla spokojności ale przeciw sobie zrobiłam.
Kilka lat temu układałam chodnik z płyt kamiennych, a między nimi maciutkie kamyczki wkładałam. Nie pozwolił mi kłaść płyt kamiennych na cement i wlewać cement między płytami, W cement miały być wsadzane kamyczki. Sprzeczki, kłotnie, bo on fachowiec, pytanie od czego. Przyszła jesień, a z nią masa jesiennych liści. Podczas dmuchania liści, małe kamyczki przemieszczały się, po prostu były rozdmuchiwane przez dmuchawę. Wkurzał się. Na następny rok, musiałam wszystko przerobić. A płyty kamienne to nie piórka. Sama je nosiłam, ciągałam, przesuwałam i układałam.
No cóż, tym razem to samo się stało. Posłuchałam “fachowca”. Druga wylewka była przy ścianach. Trzecia wylewka… i wiedziałam, że już nic nie naprawię. Mój fachowiec się wściekał, bo praca rozgrzebana i nic nie idzie do przodu. Ja wściekła, że przychodzi i rzuca idiotycznymi pomysłami.
To co mogłam wyrównałam i ostatecznie zdecydowałam położyć izolację akustyczną, a że ona była cieniutka to położyłam jeszcze jedną, w nadzieji, że wypełni mniejsze ubytki w posadzce.
Nie miałam czasu tyle ile chciałabym poświęcić na moje prace remontowe.
Wiem, że nie skończę układania podłogi w pokoju przed operacją. Może ale listew kryjących już nie przybiję. Potrzebuję MM do pomocy przy cięciu listew i paneli, a on na wyjeździe. Ręka bardziej boli i częściej robię przerwy i niestety listwy ręką nie przytrzymam. Wiem, że to jest najwyższy czas na operację.
Operacja już w czwartek.
Oczywiście, że się boję.
Niby lewa ręka służy do pomocy ale bez niej to i prawa ręka staje się bezradna.
W związku z usztywnieniem mojej lewej ręki przez nieuwagę wykasowałam ciąg dalszy tego wpisu.
i nie będzie to opowieść o bursztynie lecz o piesku.
Ogłoszenia internetowe o sprzedaży lub oddaniu pieska, przeglądałam dość często ale moje godziny pracy oraz sprzeciw MM nie pozwalały mi na posiadanie czworonoga. W 2010 roku przeprowadziliśmy się do domu, który MM wynajął. Po przeprowadzce zmieniłam pracę i zdecydowałam… chcę pieska… MM w dalszym ciągu pracował na wyjazdach, więc nie brałby udziału w wychowywaniu.
Zdecydowałam się na adopcję pieska ze schroniska. Niestety do adopcji nie doszło, po kilku tel rozmowach, pracownik schroniska (pani z łamaną polszczyzną o polskich korzeniach) stwierdziła, że mój angielski nie jest wystarczający aby powierzyć mi pieska. MM był zbulwersowany, w tamtym momencie szykowałam się do testu na obywatelstwo i moj angielski był wystarczający i wyczerpujący do opieki nad starszymi osobami i małymi dziećmi. No cóż, nad psami opieki pełnić nie mogłam. Syn był również bardzo zdziwiony.
W mojej głowie krążyło pytanie….czyżby zadziałały, polskie korzenie…?
Dałam spokój z adopcją. Nie potrzebowałam już komisji, sprawdzającej moje warunki mieszkaniowe, w których mieszkałby piesek. A może tej z polskimi korzeniami, mieliśmy za duży metraż i piesek by w domu zaginął. Nie dowiedziałam się.
Powróciłam do internetowych ogłoszeń. Po wielu dniach przedzierania się przez gąszcz internetu, ZNALAZŁAM!!!
Pindcher Miniature (mieszaniec z czymś tam). Zakochałam się w piesku ze zdjęcia.
2,5 godziny jazdy na jakieś zadupie, nie obrażając przedmieść i wsi. Czasami nie można nawet porównać polskiej wsi do amerykańskich wieśniaków. Polak wygrywa w przedbiegach.
Trafiliśmy na farmę hodowli Chihuahua.
„Mój” piesek został wyjęty/wypuszczony z klatki i….tylko zawirowania powietrza po nim zostały. Skakał po wszystkim, był szybszy od błyskawicy.
Nie mogłam tego pieska wziąć do domu, nie potrzebowałam pędziwiatru. Potrzebowałam pieska, któremu dałabym swoją miłość i troskę. Zrezygnowana kierowałam się do wyjścia.
Przy wyjściu z pomieszczenia, na skrawku wymęczonego dywanu leżał MM. Bawił się to za dużo powiedziane, głaskał, zaczepiał czarnego pieska. Gdy bliżej podeszłam usłyszałam jak coś do pieska mówił lecz w tym hałasie jakim było ujadanie, wycie i szczekanie ponad 100tki psów, nie sposób było zrozumieć wypowiadane przez MM słowa.
Podchodząc bliżej, wiedziałam, że tego trzęsącego się czarnuszka nie kupię sobie lecz MMowi. Był zaskoczony z mojej decyzji.
Przy zakupie dowiedzieliśmy się, że piesek był zakwalifikowany do uśpienia ze względu na chore oczy i inne choroby. Mimo wszystko zabraliśmy kruszynkę z tego miejsca. Podczas jazdy trzęsła się i wymiotowala. zamiast do domu, pijechaliśmy do weterynarza. Przy wypełnianiu pierwszej pieska dokumentacji zapytano mnie jak go nazwę.
Miałam wizytę przedoperacyjną oraz ustalony termin operacji. Właściwie to ja ustaliłam kiedy chcę i będę mogła. Podałam termin za miesiąc, bo prace remontowe podgonię i z pracą się wyrobię. Papierologię wypełniłam, podpisy złożyłam. Dokumetnom zdjęcia porobiłam i teczkę z innymi dokumentami otrzymałam. Lekarz poinformował co i jak zostanie zrobione w mojej ręce. Wiem, że 2 tygodnie będę miała rękę w gipsie, do połowy przedramienia. Teraz czekać na telefon od anestozjologa.
Trochę się boję tej operacji ale bez niej ani rusz. Może być tylko gorzej. Tak jak już pisałam, daję sobie jakoś radę, ale unieruchamiać lub bandażować już nie mogę. Każdy ucisk sprawia większy ból. Zawinięta ręka nie pozwalała mi o niej zapomnieć, po prostu było łatwiej. Pamiętałam i usztywnienie hamowało poruszaniem i wykonywanie niektórych obrotów.
Operacja przeprowadzona zostanie pod narkozą, tego typu zabiegi nie są przeprowadzane przy miejscowym znieczuleniu. Sama nie wiem co bym wolała gdyby był wybór. Narkoza jest bardziej komfortowa, nie czuję, nie istnieję, za mało dadzą obudzę się tak jak przy cesarce, za dużo nie obudzę się. Miejscowe znieczulenie, może być różnie, trochę boli lub nie boli, ale ze strachu i stresu to można narobić w majtki.
Po wizycie u lekarza jeszcze musiałam podjechać do pracy na 2 godzinki. A po pracy, poszalałam z wałkiem do malowania.
Pomalowałam już pierwszy raz wszystkie ściany. Jaki kolor wybrałam taki mam, podoba mi się ale powiem, że nigdy jeszcze takiego w życiu nie miałam. Co mnie napadło, nie wiem, ale wiem, że mogę przemalować zanim panele podłogowe przywiozą. Mam czas bo jeszcze nie zamawialiśmy.
Lecz czasmi koło zębate nie zaskakuje i jest przerwa.
U mnie taka była w poniedziałek
Ale od początku to jest od soboty.
SOBOTA
Pozwoliłam sobie troszkę dłużej pospać bo odpoczynek jest mi bardzo potrzebny. Z pracy do roboty to jest istny kierat ale … podjęłam się i mam dokończyć.
Nie ma czasu na nudę i marudzenie, na odpoczynek też nie mogę sobie pozwolić. Pomalowałam sufit dwukrotnie oraz pasek przy na ścianie przedłużający sufit. Dawno temu a może bardzo temu, tak się w Polsce malowało, przynajmniej w moim regionie. MM nie znalazł czasu na zakrycie dziury po domofonie.
NIEDZIELA
czekałam ma MM aż mi załata dziury.
Nie za bardzo palił się do tej roboty, a ja też nie miałam chęci tego robić. Wmówiłam jemu, że tylko on to może zrobić, i niech tak będzie. Niestety przechwaliłam bo największą dziurę spartaczył i musiałam poprawiać, a wiadomo poprawianie więcej czasu zajmuje niż zrobienie od nowego. No nic, poprawiłam i zaszpachlowałam pierwszy raz, drugi będzie po wyschnięciu szpachli.
Pojechaliśmy do sklepu budowlanego obejrzeć listwy podłogowe. Ogromny wybór, ceny różne jak i materiał różnorodny. Zdecydowaliśmy ale po przeliczeniu na metraż podłogi zrezygnowaliśmy. Gwarancja na nasze całe życie, a kto mi powie ile ja będę żyć? Stanęło na listwach o gwarancji na 50 lat.
Zaliczyliśmy jeszcze kawę i ciasteczka w francuskiej restauracji i czas do domku na odpoczynek.
Jakiś czas temu rozpoczęłam robić spinki do poszewek na poduszki. Niektóre poduszki mają sznureczki inne spinki, zameczki błyskawiczne lub guziki, są i takie że nie mają zapięcie a jedynie zakładkę z materiału. Tego materiału jest niewiele, więc poduszka podczas spania ucieka. Poduszki bez zakładek i zapięć w ogóle uciekają z poszewki. Godzina była jeszcze młoda, oglądając film w TV, o dziwo normalny film, instalowałam spinki w poszewkach.
PONIEDZIAŁEK
To był inny dzień niż zazwyczaj. Po pracy wróciłam wykończona, zmęczona, wymięta, przepuszczona przez magiel. Nawet nie pamiętam czy cokolwiek do ust włożyłam. Pamiętam, że o 7:20pm napisałam do córci i syna wiadomość, że jestem w łóżku i dobranoc. Dzieci w jednej sekundzie zadzwoniły z pytaniem … co się stało…nic się nie stało, potrzebuje odpoczynku…
odpowiedź… nareszcie….
Zasnęłam snem zmęczonego człowieka.
Ale muszę się przyznać. Z soboty na niedzielę usnęłam około 4 nad ranem i w niedzielkę wstałam już o 8am. Niewiele miałam tego snu. Co takiego robiłam? Bawiłam się na facebooku oglądając bzdurne filmiki. Jeden ciekawszy od drugiego. Tak mnie wciągnęły, że spanko odeszło w siną dal.
Kiedyś człowiek musi odespać, w poniedziałek odespałam.