To był czas pełen pracy fizycznej i umysłowej, żalu oraz poczucia niesprawiedliwości. Każdy aspekt mojego życia został naruszony i nadwyrężony do granic możliwości.
Widocznie takie doświadczenia są wpisane w moje życie.
Nie skarżę się, nie płaczę. Choć łzy leciały strumieniem. Moją walką z łzami jest opuszczenie „pola bitwy” i wyjście na świeże powietrze. Najlepiej nic nikomu nie mówiąc. Nie dlatego, żeby ktoś się martwił. W chwili żalu nie myślę o innych. Myślę o sobie, o obronie siebie i swojego zdrowia psychicznego.
Mam to po swoim Tatusiu. Kiedy był bardzo wzburzony, wychodził z domu. Szedł przed siebie, a ja biegłam małymi kroczkami za nim. W mojej małej głowie krążyły myśli o tym, jak chronić i bronić Tatusia. Z czasem dorastałam, stawiałam coraz większe kroki i wciąż byłam przy nim. To mi zostało. To mnie uspokaja. Iść przed siebie, dopóki serce i rozum nie powiedzą: Zawracaj.
Życie mojego chrześniaka, a zarazem syna mojej starszej siostry, zatrzymało się. To był ciężki okres. Krótki, ale bardzo intensywny w swoim znaczeniu. Kiedy usłyszałam płacz i głos starszej siostry w słuchawce:
– Krysia, przyjedź. Pomóż mi, proszę.
W ciągu kilku godzin byłam w Nowym Jorku. Moja córcia nie pozwoliła mi jechać samej. Znając moją siostrę, towarzyszyła mi wszędzie i przez cały czas. Otoczyła mnie najlepszą opieką. Nie udało się jej jednak obronić mnie przed słowną napaścią ze strony mojej starszej siostry.
Najdziwniejsze było to, że nie wracała do dawnych porachunków, lecz do wspomnień z mojego dzieciństwa, których sama nie pamiętałam. Za wszelką cenę chciała oskarżyć Tatusia o fizyczną napaść na moje trzyletnie ciało. Prosiłam, aby przestała i skupiła się na swoim umierającym synu. Jakby nie słyszała moich próśb. Po chwili obrała inną drogę. Chciała, żebym poczuła choć część bólu, który sama przeżywała. I tak zadała mi ból. Niepotrzebny i niesprawiedliwy.
Nie chciałam eskalować złych emocji. Zaprotestowałam. Wtedy zrozumiałam. Siostra się nie zmieniła. Ja się zmieniłam. Nie wdawałam się w puste dyskusje. Niczego nie tłumaczyłam i nie tłumaczyłam się.
Słuchałam w ciszy. Słuchałam niepotrzebnego krzyku, bezsensownych słów i zdań oceniających innych ludzi. Zauważyłam, że nie wpuszczam do siebie tego, co mogłoby mnie zranić. Byłam bardziej obok, bo nie zapomniałam, po co tam jestem.
Przestałam dawać siebie w 100%, nie wymagając od nikogo nawet 1% dobroci. Zawsze uważałam, że jeśli obdarowany jest szczęśliwy, ja również jestem. Tylko zapomniałam, że otworzyłam drzwi do swojego serca na oścież, nie oczekując niczego w zamian.
Gdy drzwi przymknęłam, zostałam tą najgorszą. Więc konsekwentnie zatrzasnęłam je na ponad 6 lat. To były lata tęsknoty i walki ze sobą. Bo jak przestać dawać, jeśli dawało się od urodzenia?
Teraz wiem, że można — bo to uczyniłam.
Siostra z rodziną, jaka jej została, planowała wyjazd do Polski. Zaproponowali, abym również pojechała. Rozumiałam ich propozycję, ale początkowo odpowiedziałam, że potrzebuję czasu do namysłu. Ostatecznie odmówiłam.
Już nie chcę poświęcać swojego czasu dla cudzych przyjemności. Nie chcę oddawać siebie w imię rodziny. Ten etap mojego życia minął bezpowrotnie.
Nie chcę już ofiarowywać swojego czasu ani samej siebie nikomu, kto nie potrafi tego docenić.
Siostra z rodziną jest już w Polsce, a ja zmagam się z ostatnią podłogą do ułożenia. Trzy razy zdemontowałam część tego, co wcześniej ułożyłam. Dwa razy niemal całość – aż 98%. Pracując, powtarzam sobie, że muszę być cierpliwa. Lecz cierpliwości nie mam już tyle, co na początku mojego projektu.
Plan jest prosty – ułożyć podłogę w przyszłym tygodniu. Ale…
Jutro biorę udział w biegu na 10 km. „Biegnę” to za duże słowo. Raczej przejdę trasę szybkim, wojskowym marszem. Nie jestem przygotowana do biegu. Biorę też poprawkę na pogodę, która nie będzie przyjazna uczestnikom. Gorąc leje się z nieba każdego dnia i jutro również nie odpuści.
Oczywiście, że miałam chwilę zawahania.
Zrezygnować czy podjąć wyzwanie? Ostatecznie zdecydowałam, że nie przebiegnę nawet chwili.
Pójdę. Tym razem bez wielkiego wiatraka na długim kijku. W dłoni będę trzymała mały bukiecik sztucznych kwiatków w kolorach amerykańskiej flagi.
Tym razem zadbam również o swój komfort.
Leave a comment