Po zmianie czasu 2 tygodnie temu, nareszcie mogę stwierdzić, że organizm się przyzwyczaił. Przebudziłam się o przyzwoitej porze, nie mając pomysłu na śniadanie.
Po otwarciu lodówki, zakomunikowałam MMowi, że chcę boczek. Oczywiście, że upiekł, to jest jego zajęcie, jak w domu przebywa.
Śniadanie: kawa rozpuszczalna z mlekiem i słodzikiem. 6 plastetków boczku.
Przed południem wyszłam na yard, powciągać ostatnie liście, które powinny być dawno uprzątnięte.
Po około godzinie, zrobiłam przerwę, maszyna hałasuje i liście pod warstwą suchych były mokre. Mokre liście zapychają maszynę i ziemia osadza się na ściankach rury do wciągania. Przerwa jak najbardziej mi się należy. Zdjęłam jedną dłuższą część rury i jak wsadzam rękę żeby wyciągnąć zapchnięte liście, muszę uważać aby ręki nie wsadzić za daleko, bo mi zmieli palce jak mieli liście, na drobne kawałeczki. Wprawdzie druga ręka będzie sprawna, jeśli uniknę zakażenia i nie amputują mi obu rąk.
OK, to koszmarny scenariusz.
Przed południem MM wyszedł na yard.
Hurrrrra!!!!!Mam pomocnika!!!! Będzie zbierać gałęzie!!!!!!
Lunch:
sałatka warzywna z dodatkiem jogurtu i majonezu light.
Składniki sałatki: pomidor, sałata, biała cebula, żółta papryka, ogórek szklarniowy, por naciowy, potarkowana na grubrch oczkach marchewka, listeczki szpinaku. Sól i pieprz.
Smakowało? Oczywiście!!!!
Po lunchu wyszliśmy dokończyć dmuchanie. SKOŃCZONE!!!!
MM pomógł mi bardzo, żeby nie pomoc, zostałoby na cały dzień pracy, ciężkiej pracy. W nagrodę wyszorowałam mu plecki. 😀🚿🚿🚿🚿🚿🚿🛀🏽😀
Kolacja: sałatka z lunchu.
Warzywa pokrojone na sałatkę nigdy nie doprawiam wcześniej. Nabieram do salaterki tyle ile planuję do zjedzenia i dodaję dodatki. Wiadomo, nawet sałata doprawiona śmietaną po godzinie pływa w wodzie powstałej ze śmietany.
Zawsze lepiej warzywa przyprawić przed samym jedzeniem lub podaniem.
Czuję się wyśmienicie.
Leave a comment