Po przebudzeniu przeciągnęłam się jak kocica. Wolniutko, słuchając każdej kosteczki, czy aby nic nie gruchnie w tym moim spracowanym ciałku.
Dziś zrobiłam przerwę od cementu.
Wczoraj córcia jak i MM spytali…jak długo robię ścieżkę….
I to było pytanie za milion.
Przed Arubą czy po, rozpoczęłam? A może jesienią ubiegłego roku?
Zdawało mi się, że nad ścieżką klęczę, kucam i się pochylam od jesieni ubiegłego roku i wydawało się, że robię całą wieczność!
Sięgnęłam do notatek i ….. wielkie zdziwienie. Po ciśnieniowym myciu podjazdów, patio, decku i starej ścieżki, prace z cementem rozpoczęłam po 10 maja. Wyłączając lipiec ( stres związany z pogrzebem), nad ścieżką pracowałam tylko 3 miesiące.
Do ukończenia zostało mi jedynie 2,5-3m.
Poranek wspaniały ale robi się gorąco i nie tak praca fizyczna wykańcza jak gorąco lejące się z nieba.
Dokończę w piątek po pracy lub sobotę.
Czym bliżej końca tym bardziej zmęczona jestem fizycznie i psychicznie.
Amber jedzie dziś na zdjęcie szwów. Jeszcze dywan w jadalni kuchennej musi być zabezpieczony specjalnym materiałam jaki używany jest do zabezpieczeń podłóg przed malowaniem sufitów i ścian.
Nie ciekawy to widok ale…dywan jest pluszowy i gruby, ciężko jest taszczyć go do prania.
A więc, dziś “odpoczywam”🤪
MM pomóg mi poprzenośić wielkie donice z tarasu. Malowanie tarasu wciąż trwa.
Po obejściu moich “hektarów” koło południa skryłam się w domku i teraz, odooczynek.
Nareszcie.
Leave a reply to stopociechblog Cancel reply