ogryzekzycia

Nauczyć się być radosnym, kiedy serce płacze… Nauczyć się płakać, kiedy serce się cieszy… Nauczyć się dawać, nie dając… Nauczyć się brać, nie biorąc… Nauczyć się żyć, nie czując życia.. Nauczyć się ….miłości nie kochając… Nauka jest sztuką!!!!

Dużo było złego. Między złym przeplatało się i dobre. Między czasie fruwałam do pracy a po niej do roboty układania podłogi.

Nie jest tak jak planowałam. Po zdjęciu wykładziny okazało się że podłoga a właściwie płyty paździerzowe ułożone, jakby pijany układał. Możliwe, że był pijany, bo normalnie to by w Polsce coś takiego nie przeszło. Jedna płyta wyżej druga niżej. Pomiędzy płytami szczeliny na szerokość palca.

Chwytałam się za głowę, nie spodziewałam się takiego odkrycia. O poziomie podłogi mogłam zapomnieć. Dziury musiałam załatać, kawałkami listewek drewnianych, w mniejsze dziury wciskałam silikon. Ale jak poziomu nie było tak nie było.

Zrobiłam pierwszą wylewkę ale… posłuchałam MM dla spokoju, że on nosi spodnie. Zrobiłam jak chciał.

– nie wylewaj po brzegach tam nie trzeba – powiedział. Moje tłumaczenia, że listwa jest od ściany do ściany, no pół lub mniej centymetra od niej. Nie dało się przetłumaczyć. Wylałam!!! Byłam zła na niego i siebie, że znów dałam dla spokojności ale przeciw sobie zrobiłam.

Kilka lat temu układałam chodnik z płyt kamiennych, a między nimi maciutkie kamyczki wkładałam. Nie pozwolił mi kłaść płyt kamiennych na cement i wlewać cement między płytami, W cement miały być wsadzane kamyczki. Sprzeczki, kłotnie, bo on fachowiec, pytanie od czego. Przyszła jesień, a z nią masa jesiennych liści. Podczas dmuchania liści, małe kamyczki przemieszczały się, po prostu były rozdmuchiwane przez dmuchawę. Wkurzał się. Na następny rok, musiałam wszystko przerobić. A płyty kamienne to nie piórka. Sama je nosiłam, ciągałam, przesuwałam i układałam.

No cóż, tym razem to samo się stało. Posłuchałam “fachowca”. Druga wylewka była przy ścianach. Trzecia wylewka… i wiedziałam, że już nic nie naprawię. Mój fachowiec się wściekał, bo praca rozgrzebana i nic nie idzie do przodu. Ja wściekła, że przychodzi i rzuca idiotycznymi pomysłami.

To co mogłam wyrównałam i ostatecznie zdecydowałam położyć izolację akustyczną, a że ona była cieniutka to położyłam jeszcze jedną, w nadzieji, że wypełni mniejsze ubytki w posadzce.

Nie miałam czasu tyle ile chciałabym poświęcić na moje prace remontowe.

Wiem, że nie skończę układania podłogi w pokoju przed operacją. Może ale listew kryjących już nie przybiję. Potrzebuję MM do pomocy przy cięciu listew i paneli, a on na wyjeździe. Ręka bardziej boli i częściej robię przerwy i niestety listwy ręką nie przytrzymam. Wiem, że to jest najwyższy czas na operację.

Operacja już w czwartek.

Oczywiście, że się boję.

Niby lewa ręka służy do pomocy ale bez niej to i prawa ręka staje się bezradna.


W związku z usztywnieniem mojej lewej ręki przez nieuwagę wykasowałam ciąg dalszy tego wpisu.

Posted in ,

2 responses to “A co u mnie?”

  1. Kryska Avatar
    Kryska

    Krysiu, po co się tak szarpiesz? Skup się teraz na zdrowiu, niech operacja uda się jak najlepiej a potem rehabilitacja której nie lekceważ. Dbaj o siebie.

    Like

    1. ogryzek zycia Avatar

      Nie przekroczyłam tej magicznej linii życia, kiedy człowiek staje obojętny bo zostało tylko oczekiwanie na odejście z tego świata. Za dużo jeszcze mam do zrobienia. Nie zawsze się udaje, ale będę walczyć. Każdy ma swoją własną ścieżkę do przeżycia którą podąża. Moja jest wyjątkowo urozmaicona.
      Zdrowie? Jutro operacja. Fizycznie i psychicznie jestem przygotowana.
      Pozdrawiam

      Like

Leave a reply to Kryska Cancel reply