ogryzekzycia

Nauczyć się być radosnym, kiedy serce płacze… Nauczyć się płakać, kiedy serce się cieszy… Nauczyć się dawać, nie dając… Nauczyć się brać, nie biorąc… Nauczyć się żyć, nie czując życia.. Nauczyć się ….miłości nie kochając… Nauka jest sztuką!!!!

Staram się być “zosią samosią” i chyba dobrze mi się to udaje. W Polsce nawet ściany murowałam, parapety zewnętrzne kładłam, obódowę nowych plastikowych okien robiłam. Wiele rzeczy nie robiłam sama, po pierwsze brak czasu, po drugie brak odpowiednich narzędzi skłaniało mnie do poszukiwań odpowiednich specjalistów.

Pamiętam, że malowałam Tatusiowi włosy. To był prearat, Odsiwiacz. Czasami wychodziły niestety, ale granatowe. Nie to, że nie umiałam posmarować włosy, inny producent i….niespodzianka gotowa. Tatuś nie lubił siwych włosów, a miał je bieluśkie, zamiast siwych.

Byłam też rodzinnym fryzjerem. Dobrze mi szło tak jak wujkowie mówili, ale to nie były moje zapędy. Próbowałam naprawiać żelazka, prodiż, wymieniać lub instalować włączniki elektryczne itd. Lalkami nigdy się nie bawiłam, chyba że w chirurga, obrywając ręce, nogi i głowy.

Od jakiegoś czasu mój drugi laptop “chorował”. To było wyzwanie. Jeśli do końca nie zepsuję to naprawię, jeśli zepsuję do końca do oddam do naprawy – to było moje postanowienie. Męczyłam się, nie powiem, że jestem spec w tej dziedzinie, ale jakąś wiedzę posiadam. MM zaglądał co jakiś czas do mnie.. i co jak ci idzie… pytał. Trudno było powiedzieć, że dobrze lub ok, jeśli stałam w jednym miejscu lub krok do tyłu. Zamiast po pracy kłaść podłogę, rozwiązywałam problemy informatyczne. Czy MM był zadowolony, czy nie, nie pytałam. Chyba nie ale…. po kilku popołudniach… UDAŁO SIĘ!!!! MM pogratulował i … wierzyłem w ciebie…powiedział.

Super usłyszeć taką pochwałę.


Oct 3-4, 2023 (środa)

Po pracy przycinałam panele przy drzwiach. Napracowałam się, robiłam tak aby jak najmniejsza szczelina była między futryną a podłogą . Udało się. Następnego dnia gdy już wróciłam czekała na mnie cała pięknie poukładana góra paneli na całe pierwsze piętro. MM pięknie poukładał w garażu, że zostało bardzo dużo miejsca na parkowanie samochodu.

W piątek przyszła dostawa pierwszych prezentów pod choinkę. Miałam zabawę z rozpakowywaniem.


Nastała sobota, a z nią, ostatnie wykańczanie garderoby.

Nawet nie spodziewałam się, że MM zrobi jakiekolwiek zdjęcie i to przez kuchenne okno. Jak widać skupiona i zapracowana byłam. Palców nie poobcinałam, chociaż one były daleko od piły, na zdjęciu widać inaczej.

Nie udało się przybić listew kryjących. Pistolet pneumatyczny do gwoździ odmówił posłuszeństwa. Dziś raniutko MM pojechał po zakup nowego, ale… dziś niedziela i zdecydowałam, że odpoczywam.

Jutro też jest dzień, po pracy przybiję, silikonem zakryję wszelkie szczelinki.

Jutro będzie koniec z garderobą!!!!!!

Posted in

2 responses to “tydzień zleciał nie wiadomo kiedy…”

  1. artdecozbloxu Avatar

    Ja nie grzesze pracowitoscia wiec podziwiam, chociaz takie prace znam bo ciagle musze towarzyszyc S, on niestety tak jak ty nie moze usiedziec bezczynnie.

    Like

    1. ogryzek zycia Avatar

      To się uzupełniacie. Pomagasz, to jest dużo. 👍

      Like

Leave a reply to ogryzek zycia Cancel reply