Myślałam o Octoberfest, chciałam gdzieś się wyrwać. Podłoga, łazienka i praca to już mi, szczerze mówiąc obrzydło. Czegoś mi brakowało, a tak naprawdę rozrywki. Bo tylko praca dom i robota, to chyba każdego może wkurzyć. Zatraciłam się w tej robocie remontowej, to tak jakbym nie była sobą.
Październik jest Świętem piwa. Piwo wtedy leje się strumienieniami. To jest bawarskie święto, co nie oznacza, że amerykanie jego nie świętują. Podobnie świętują meksykański dzień niepodległości tylko nikt nie rozumie, dlaczego w innym dniu niż maksykanie w Meksyku świętują.
Nie zagłębiam się w historię i kulturę, jest jak jest. Sprawdzałam w internecie i wciąż wyskakiwały jedne i te same informacje dotyczące Helen. Chciałam coś innego.
W środę zadzwoniłam do córci z ogólnym zapytaniem o zdrowie itp… właśnie wyjeżdzali do Helen na Octoberfest. Wypad zrobiła jednodniowy. Po powrocie zdała relacje, które mnie zachęciły do wyjazdu. W czwartek już miałam zarezerwowany hotel na jedną noc, z piątku na sobotę, aby nie tłuc się po drogach po nocy.
Wyjechaliśmy lekko po południu. Początkowo korki na drogach i ciutkę ślimaczenia się ale jak droga nie była już szybkiego ruchu, można było nacisnąć na gaz.
Nie wiem jak MM to zrobił, że mógł prowadzić. Proponowałam, że ja przecież mogę, ale dobrze wiem, że boi się siedzieć na miejscu pasażera. No cóż, ja mam inny styl jazdy. W czwartek miał wycięte komórki rakowe z czoła, tym razem więcej. Skąd to się bierze nikt nie wie.
Zdecydował, że on będzie kierowcą. Nie protestowałam.







Dojechaliśmy szczęśliwie i zmeldowaliśmy sie w hotelu. Niestety ale pokój jeszcze nie był gotowy, to poszliśmy do miasteczka. Tłumy ludzi i masę samochodów. Nie ma co się dziwić. Piatek, początek weekendu.










Żeby zrobić zdjęcie musiałam dość długo czekać na przerwę w „ludzkiej rzece, podobnie z samochodami. Śiwąteczne ozoby były piekne ale niestety wszytkiego nie dało się sfotografować ze względu na ilośc przwechodzących ludzi/turystów. Corcia podpowiedziała, że jest sklep lub baro/restauracja ale w środę było zamknięte, więc zajrzałam do tego obiektu. Dlaczego nazwałam to objektem, bo trudno było sprecyzować co to było, raczej nic ciekawego. trzy stoliki przy nicj krzesła, pani za kotarą wyjrzała lae tak jak weszłam tak wyszłam bo oprócz tej pani/pracownicy/właścielki tam nie było. Nadziwniejsze, że i zapachu dań nie było. Co było oferowane moż danie pod nazwą powietrze na talerzu lub wylizany talerz.
Nie jestem okrutna ale po prostu, wstyd przynosza polsce, i to wszystko. WSTYD!!!!
Po śniadanio-obiedzie powróciliśmy do hotelu aby się rozpakować, przebrać, odpocząć i znów wyjść w miasto. Tym razem to było już ciemno. Zupełnie inny nastrój. Turyści pochowali się w restauracjach. My również, na zewnątrz zrobiło się bardzo chłodno.














Jutro jedziemy obejrzeć nowoczesny zamek i powrót do domu.

Bilety wstępu już MM kupił, nie ma odwrotu.
To był wspaniały dzień.
Leave a comment