W młodości denerwowały mnie przysłowia. Nie przywiązywałam wagi do takich rzeczy. Żyłam swoim życiem, zresztą jak każdy młody człowiek. Lubiłam za to cytaty. Miałam gruby zeszyt i co ciekawsze zapisywałam. Zapodział się gdzieś.
Wczoraj siedziałam nad polskimi fakturami i opłacałam wszystko online. Kilka zostało na dziś/poniedziałek, bo bez uzgodnienia telefonicznego ani rusz. Szczególnie internet. Zawiesiłam użytkowanie internetu w 2019 roku ale nie dałam dostępu na odebranie urządzenia światłowodowego. Ot i powstał problem. Wcześniej komunikowałam się emailami ale zaprzestałam. Kwoty rosły i rosły, a mnie jak by zamurowało. Tak jak do tej łazienki brak chęci. Wczesnym porankiem otrzymałam od firmy internetowej emaila a w nim tabelki i kwoty. Doliczyłam się do 1800zł i zaprzestałam. Nie chciałam się bawić w jakieś tabelki, potrzebowałam ostatecznej faktury do zapłaty, która pozwoliłaby mi podjąć decyzję, płacić czy negocjować. W kilkakrotnych poróbach dodzwonienia się do firmy internetowej, odezwał się milusi głos. Po podaniu imienia i nazwiska, zostałam bardzo miło powitana. Poinformowano mnie też, że faktura została wysłana przed kilkoma sekundami. Już miałam wyjeżdżać z garażu, ale zatrzymałam się i sięgnęłam do poczty e_mailowej. No tak jest faktura ale kwota się nie zgadzała. Uważałam, że nastąpiła pomyłka albo kaczka dziennikarska. Po drugiej stronie cisza, tłumaczę, że nie to, że nie zgadzam się z podaną kwotą na fakturze, bo jest chyba nieprawidłowa. Miły głosik poinformował mnie, że po naradzie z decydentami postanowili, właśnie taką kwotą mnie obciążyć. Więc, zaczęłam rozpływać się w podziękowaniach i przeprosinach za kłopoty jakie im sprawiłam.
Dziś po pracy sporządziłam przelew na 100, 00 zł (słownie: sto złotych polskich) w tytule opłaty oprócz niezbędnych danych, zamieściłam słowo, DZIĘKUJĘ.
Bardzo miłe zdarzenie mi się dziś przytrafiło. Aby i Wam, ktoś zrobił DZIŚ NIESPODZIANKĘ.
Nich będzie Dzień dobry, Dziękuję, Piękna pogoda nieprawdaż?
Lub taki zwykły i niezwykły Uśmiech, sąsiada, przechodnia, kasjerki w sklepie.
A może to TY pierwsza/y Uśmiechniesz się, powiesz dzień dobry nieznajomej osobie. To przecież nic nie kosztuje.
Kilka godzin później dowiedziałam się, że mój dom w POLSCE ktoś sprzedaje. Tym razem się poddenerwowałam. Bo niby, jak, kto i kiedy. Jeszcze nie zdecydowałam, ale wiem, że będę musiała sprzedać. Za późno już wracać. 21 lat minęło od kiedy tu przyjechałam. Młody człowiek który opiekuje się moim domem nic nie wiedział, bardzo zdziwiony moją informacją. Mecenas tel nie odbierał, zapewne w rozjazdach. Ale po przeanalizowaniu wszystkich plotek, uspokoiłam się. To prawda kradną domy, sprzedają nawet z dziadkami. Mogę powiedzieć, że mój dom będzie bardzo trudno sprzedać osobie nie posiadającej aktu własności.
Mogę spać spokojnie.
Ale… o sprzedaży coraz częściej myślę.
Reasumując: pierwsze zdarzenie wywarło na mnie bardzo wielkie wrażenie, zdarzenia następujące po nim nie miały większego znaczenia, i nie zaburzyło mego pozytywnego myślenia.
Pozdrawiam
Leave a reply to ogryzek zycia Cancel reply