Pierwszy raz w moim życiu, nie zrobiłam sałatki jarzynowej na święta. Nie było jej również na Nowy Rok. Wprawdzie po raz pierwszy na Nowy Rok ugotowałam zupę i do tego ogórkową, ale mimo to… sałatki nie było. Była na Thanksgiving, taka jakaś nie udana, taka jakby zrobiona od niechcenia, taka … a co tam niech będzie. No i była, nie zjedzona i popychana, odpychana widelcem na talerzu. Ostatecznie wyrzucona do kosza na śmieci.
A miała być na święta, chciałam takiej smaczniutkiej z sercem i uśmiechem robionej. Warzywa na parze ugotowałam. Mimo to, zabrakło czasu. Inne dania dopieszczałam.
Dzisiaj zrobiłam!! Po spróbowaniu i ocenie, stwierdziłam.
No takiej jeszczcze nie jadłam!!!
Lubię ją jeść z czarnym chlebem (żytni chleb razowy) krojonym w cieniusieńkie kromeczki.
Jutro, pierwszą niedzielę w tym nowym roku powitam śniadaniem na którym będzie sałatka i czarny chlebek. Czy będzie kawa? Nie wiem. Zimową porą piję więcej herbat.
Będzie uczta dla podniebienia.
Leave a reply to mmzd Cancel reply