Wiele lat temu, a może jeszcze więcej niż wiele, nie obchodziło się urodzin w Polsce. Popularnie świętowało się imieniny. Kiedy byłam mała to dzieci nie obchodziły imieniy. Imieniny zaczęłam obchodzić dopiero jak rozpoczęłam szkołę podstawową. Dzień moich imienin nie przypadał na 13 marca lecz na 5 grudnia. Częstowało się, a włąściwie na ławece każdego ucznia kładło się po 1 (jednym) cukierku. W zamian za słodycz zostawioną na ławce każdego ucznia, otrzymywało się podziękowanie. Piątą klasę szkoły podstawowej rozpoczynałam w innej nowo pobudowanej szkole. Naukę rozpoczęłam z miesięcznym opóźnieniem, ponieważ przebywałam w szpitalu. Już nie obchodziłam żadnych osobistych uroczystości. Ogłosiłam, że jestem lipcowa, koniec i kropka. Koledzy i koleżanki były niepocieszone, ale tak mi zostało na resztę mojego życia. Gdy zaczęłam piąć się po szczeblach kariery zawodowej. Moje imieniny nabrały rozpędu. Z marca przeskakiwałam na lipiec a z lipca na grudzień. Po prostu nie celebrowałam i nie maszerowałam z pokoju do pokoju aby złożyć jakiejś pracownicy nieszczere życzenia. Ciasta, torty i wszelkie słodycze miałam w domu a kawę też potrafiłam i potrafię sama sobie zaparzyć. No poprostu nie spędowa byłam.
Czasami w rodzinie nie wypadało nie iść, szłam jak na ścięcie głowy. Nie wypadało nie zorganizować u siebie imprezy imieninowej, szykowałam żarcie pół nocy. Później czekałam aż rodzina wyjdzie a ja zatrzasnę drzwi. U mnie i u mojego exa było przyjęte wszystko ma być posprzątane i odkurzone, dopiero po zakończeniu sprzątanka kładziemy się do łóżka. Lubię spotkania niezobowiązujące, lubię tańce i zabawy ale wychodzę z imprezy, kiedy ja mam na to ochotę.
Kilka dni temu dostałam od starszej córki MM, zaproszenie na urodziny PSA. Właściwie nie na urodziny lecz celebrowanie dnia jego adopcji. – no to co idziemy? MM spytał
Moja odpowiedź brzmiała następująco – jestem na tyle dojrzałą kobietą, a ..kilka dni temu obchodziłam swoje urodziny, więc pozwól mi nie wyrazić zgody na moje uczestnictwo w tej imprezie. Wiem co lubię i kogo lubię, widzę kto mnie lubi a kto mnie toleruje lub nie, więc jeśli chcesz iść na te urodziny to proszę bardzo. Pozwól, że zostanę w domu i spędzę ten czas w swoim własnym towarzystwie.
MM patrzył zaskoczony, no a jakże, zawsze uczestniczyłam w spędach. Tym razem coś się zmieniło. – zostaję z Tobą bo ja też źle się czuję w tym towarzystwie.
Jedynie pomyślałam….lubimy tęczę ale na niebie. Tolerowałabym gdyby Starsza MMa była tęczowa, ale nie jest, ona obraca się w takim towarzystwie + transy. Podobnie jak jego młodsza. A on się dziwi, że są samotne.
Starsza MM odwiedziła nas dzisiaj, a właściwie miała odwieźć MMa laptopa którego on wczoraj zapomniał wziąć ze sobą, ale…i ona zapomniała go zabrać ze sobą.
Grill był, kiełbaski wyśmienite.
Starsza ponowiła zaproszenie na psie urodziny.
Zaproponowała, że możemy przyjść wcześniej lub na śniadanie. Wstawać rano jechać w mury na śniadanie, też mi nie bardzo odpowiadało. – Krysia nikogo jeszcze nie będzie tylko moja mama i Lucinda którą znasz.
Już dalej nie słuchałam, tego mi wystarczyło. Jedynie potwierdziłam…- twoja mama będzie , tak?
Odpowiedź brzmiała potwierdzająco.
To ja też tam będę, bo lubię Twoją mamę.
MM stał zaszokowany … Ty ją lubisz? – spytał
Odpowiedź brzmiała TAK, dla niego to było niewiarygodne. Jak ja, jego obecna żona, mogę lubić jego pierwszą żonę.
Powiem więcej, żałuję że tak późno spotkałyś my się. Od chwil mego ślubu z MM. Jego teściowa i jej syn wszelkie uroczystości i święta spędzali w naszym domu i zawsze byli miło widziani. Kiedy teściowa MMa zmarła jej syn odwiedzał nas, aż do chwili umieszczenia go w ośrodku dla ciężko chorych.
Nie ważne są dla mnie powinowactwa, ważny jest człowiek i jego serce.
Cieszę się na to spotkanie bo jest to osoba wesoła i zawsze uśmiechnięta.
Rozwód MMa z byłą mnie nie interesuje, to ich sprawy i kto zawinił więcej lub mniej, mnie na prawdę nie interesuje.
Ja też się rozwodziłam, z udowodnieniem winy byłemu mężowi, ale chciałabym aby była taka Krysia która by mnie przyjęła z otwartym sercem. Niestety mój ex nigdy się nie ożenił, a ja po raz drugi nie chciałam wchodzić do tej samej rzeki z moim exem.
Gdy już umarł nie musieliśmy się już ukrywać, mogliśmy żyć spokojnie, bez drżenia rąk i serca. Ale to co zostało zniszczone w naszych sercach i uczuciach, nie jest do odbudowania.
Jego ciało sprowadziłam do Polski z Dublina i pochowałam na cmentarzu w naszym rodzinnym mieście.
Mój obecny mąż nie musiał się przed nikim ukrywać, emigrować, jego była żona również, więc można żyć razem w zgodzie. Nie musimy się kochać, czy lubić, ale możemy być dla siebie mili.
Nie mamy wiele życia do przeżycia i należy cieszyć się tym co nam zostało.
Postanowienia jedno, a życie drugie nam serwuje.

Leave a reply to Grazyna Witkowski Cancel reply