Całą noc bardzo lało, trochę wiało, bardziej niż zazwyczaj, nad ranem gałąź z hukiem spadła na dach i potoczyła się po nim. Okazało się, że nie gałąź ale gałązka. Odgłos był taki jakby całe drzewo spadło.
Miałam do wyboru, jechać do pracy dziś lub w poniedziałek. Gdy otworzyłam garaż to wiało i lało ale nie zawróciłam do domu. Autostrady prawie puste, Nie rozpędziłam się za wiele, jedynie 100 km/h. Najgorzej było w “tunelach” dźwiękochłonnych. Po obu stronach wysokie płyty a nad głową niebo, no i wiatr hula. Droga prawie pusta ale i na pustej drodze można zaliczyć mur, więc kontrolowałam prędkość aby mnie nie poniosło. Rozsądek jeszcze mnie całkowicie nie opuścił.
Helene wiała groźnie ale zanim do nas dotarła był leciutki wiatr. Po 3 pm gdy już wracałam do domku wyszło słoneczko i osuszyło drogi.
Florida ucierpiała i to bardzo. W moim stanie takiej wichury i powodzi już nie było. Ale podtopienia były.
Ucierpiała starsza córka MMa. Jeszcze nie dokończyła remonu po zalaniu sąsiadki, zalała ją ulewa.
Przykre.
Moja córcia odprowadziła wodę z rynien dalej od domu i jest sucha.
Mój dom na a górzu to woda nie jest grożna, chyba taka co domy porywa. Czytam o polskiej powodzi i to jest prawdziwa tragedia.
Współczuję ludziom doświadczającuch takiego kataklizmu.
Leave a comment