ogryzekzycia

Nauczyć się być radosnym, kiedy serce płacze… Nauczyć się płakać, kiedy serce się cieszy… Nauczyć się dawać, nie dając… Nauczyć się brać, nie biorąc… Nauczyć się żyć, nie czując życia.. Nauczyć się ….miłości nie kochając… Nauka jest sztuką!!!!

Brzydka pogoda, no może nie taka brzydka tylko mokra, bo nie deszczowa, tylko kapuśniaczek. Pomimo tego, otworzyłam szeroko okno w jadalni kuchennej. Oddychałam świeżym czystym powietrzem. MM musiał naciągnąć na siebie kurtkę. Ja siedziałam w cieplej podomce przy stole siorbiąc kawcie, która w szybkim tempie traciła swoją temperaturę. Wdychałam powietrze swoimi płucami, ciesząc się jego zapachem i chłodem.

Kawcie podgrzałam w mikrofali i wciąż trzymałam otwarte okno. Patrzyłam ma mój back yard obsypany mokrymi żółtymi i brązowymi liśćmi. Doszło wreszcie do mnie, że to już jesień. Znów następny rok mi ucieka a ja, żyjąc w pośpiechu nie mam czasu zauważyć i poczuć zmian pór roku.

A może ja mam tam gdzieś zapisanie, że swoje życie mam właśnie przeżyć w ten sposób, który dla mnie będzie mniej bolesny. Przeżyłam bardzo wiele bólu fizycznego i tego psychicznego. Ten fizyczny jest nieunikniony, psychiczny też raczej mnie nigy nie opuści. Jestem HSP i nie ma sposobu tego zmienić. Kontrolować można, ale to jest bardzo bardzo trudne, próbuję każdego dnia, każdej sekundy. Czy mam jakieś sukcesy? Więcej porażek kontolowania siebie niż sukcesów.

Własnej natury nie da się zmienić, to nie jest tak że wymiesz DNA poprzemieniasz, włożysz już naprawione i po kłopocie.

Od kilku tygodni mimo, że nie padało, w moim regione od tygodni susza. W moim domu jakaś dziwna wilgoć, dziwny zapach za mną „chodził”. Nigdy nie mieliśmy wilgoci. Dom na wzniesieniu wśród drzew, nigdy nas woda nie zalewała, a w domu wilgotno. Córcia będąc u mnie dwa tygodnie temu stwierdziła ….dziwny zapach… Dziwny ale skąd już wszystko przejrzałam od piwnicy po strych.

…szukaj mamusia…powiedziała.

MM nie ma węchu jak ja i nic nie wywącha. Od połowy tego tygodnia zapach był silniejszy. Zeszłam do piwnicy. Wszystko dobrze, żadnych przecieków. Podłogi nie pływały w wodzie a wykładzina nigdzie nie była mokra. Coś mnie zaniepokoiło przy wannie, zapach, jakiś zaciek. Coś czego przedtem nie widziałam. Jakoś tak ten zaciek na ścianie mnie bardziej przyciągnął. Dotknęłam ściany i…. pokruszyła się farba, a jak palca wsadziłam to i przez ścianę przeszedł.

MM zapytał co robię na dole. Niepotrzebnie go przyprowadziłam, bo z moim MM to lepiej nic nie zgubić i nie znaleźć. Ja już byłam w połowie zdejmowania płytek ceramicznych z podłogi. Jak zobaczył to … zamiast zastanawiać się jak przciek znaleźć to gadał, że lepiej w apartamencie wynajmowanym mieszkać. Nasłuchałam się już jego opowieści o namiocie w którym mógłby mieszkać. Ale i namiot trzeba konserwować. Nie konserwował to skleił się tak, że do śmieci wywaliłam.

Kazałam …jeśli nie pomagasz a przeszkadzasz to idź mi skąd, dam sama radę, nie potrzebuję ciebie.

Poszedł, a ja odinstalowałam sedes. Odstawiłam na bok, ale to nie był sedes. Zainstalowałam sedes. Co się dzieje i skąd jest przeciek nie mogłam zrozumieć. Znalazłam …. za kranem w ścianie był przeciek. Dlaczego wody nie było widać na podłodze?

Na posadzce betonowej była i jest specjalna folia, na niej legary podłogowe a na tym płyty paździerzowe, a na tym płytki ceramiczne podłogowe. Woda zbierała się pod podłogą z kafelkami. Połowę podłogi w łazience musiałam zerwać.

Piatek zbliżał sie ku końcowi i roboty remontowo – sprzątające były też na ukończeniu.

Płyty paździerzowe wraz z legarami również zostały wyrzucone. Na razie wszystko schnie. Co dalej? Czeka mnie praca nie z tej ziemi.

Po wyrzuceniu części mokrej i spruchniałej powietrze sie bardzo szybko zmieniło.

Tylko w sobotę rano gdy zeszłam do piwnicy, poczułam zapach zdechłego zwierzęcia. Zaczęłam tłumaczyć sobie, że sie nakręcam i żebym przestała wogóle o tym myśleć. Niedługo wytrzymałam bez myślenia, kiedy ogromna mucha omal mnie nie zabiła, wiedziałam, że w tym domu źle się dzieje. Tylko w której części. Chodziłam i wąchałam. Następna mucha omal oczu mi nie wybiła.

Coś dzieje się złego, myśłałam. Wchodziłam do łazienki i wąchałam. Nic, Tv room – nc. Sypialnia – coś czułam. Siłownia więcej złego zapachu. Magazynowa część – trudno mi było określić bo już byłam nakręcona. Mamy jeszcze jedną część tzw kraul. Oznacza to, że nie ma możliwości stania czy kucania, Można tylko poruszać się na leżąco kraulem,

Taka część podpiwniczenia jest w moim domu pod jadalnią kuchenną i pralnią. Prowadzi do niej otwór który nigdy nie jest i nie był zamknięty czy też zabity jakąś płytą. Musi być przewiew powietrza.

Aby dostać się do tego otworu który jest pod sufitem, musiałam najpierw poodsuwać pudełka i nawet nie moje bo pudełka są młodszej córki MM. Zeby to pudełka gradobicie łącznie z jakimś starym konikiem na biegunach. Mebelki dla latek i różności. Kiedy już to zrobiłam postawiłam drabinę i zawołałam MMa. Niech powącha a nie tylko narzeka. Bo ja już wiedziałam tam w temtej części coś umarło/zdechło i pytanie kto tam wlezie i oczyści.

MM zawsze myśli, że jest lekki jak pióreczko modliłam się żeby nic się nie zawaliło pod jego ciężarem. No cóż wsadził tylko głowę. Szybko ją wyjął, twierdząc, że śmierdzi i to bardzo. Poszedł do komputera szukać firmy która nam to wyczyści. A zapach już był w jadalni kuchennej, i wogóle to nie pachniało. Niestety nie znalazł bo mamy długi weekend.

Zdecydowałam, że ja tam wlazę, ale jak to zrobię to ja nie wiedziałam. Byłam w strachu bo nie wiedziałam co mogę tam zastać. Najpierw ubrałam się w ubranie takie które jakby co, to od razu trzeba byłoby wyrzucić. Dwie pary rękawic i 3 maseczki na twarz. Czapka na uszy nasadzona. Wcisnęłam się przez ten otwór tylko do połowy Leżąc na brzuchu, szukałam teleskopowym kijciem, ale po prawej stronie nic nie było. Wycofałam się z pozycji leżącej musiałam sięgnąć drabiny nogami w czym pomagał MM. Po odpoczynku, zmieniłam maski na twarzy i …wślizgnęłam się przez otwór do końca. Leżąc na brzuchu prześwietlałam swoimi oczkami sytuację, o przewróceniu się na bok nie nyło nawet żadnych myśli. Mogłabym sie zaklinować, nikt by mi nie pomógł. Poeołutki kraulem przesuwałam się do przodu. Temperatura panowała tam, mogę powiedzieć komfortowa. Podłoże przykryte specjalną foliją ale przy brzegach poodkrywane, coś robiło sobie gniazdo. Przesunęłam się kraulem dalej i jeszcze dalej, aż do kratki wentylacyjnej. Kratka od zewnątrz była w stanie nienaruszonym, podobnie od wewnątrz w bardzo dobrym stanie. Już chciałam się wycofywać bo było mi bardzo niewygodnie w pozycji całkowicue leżącej na brzuchu. Ale gdy podniosłam głowę i przestawiłam oświetlenie zauważyłam zerwaną folię oraz dużo waty izolacyjnej oraz jakby skorupki żołędzi. Mając trzy maski na twarzy nie czułam żadnego zapachu. Podsunęłam się bliżej i zaczęłam zabierać do reklamówki części gniazda, które było dziwnie mokre i wtedy odsłoniło mi się ciałko myszy z dużym brzuszkiem. W ciąży raczej nie była, możliwe, że to gazy się już zebrały. Mysz była częściowo mokra. Musiałam się wycofać do otworu podałam dwa sklepowe worki foliowe. Poprosiła MM o jeden więcej. Posprzątałam na ile miałam jeszcze siły srzątać w pozycji leżącej z podniesioną głową do góry.

Mąż pomógł mi się wycofać przez otwór a lekko nie było, poszedł wyrzucić „znalezisko” a ja szybko do przebierania sie i pod prysznic.

Zaooszczędziliśmy dzięki mnie około 1tys$. Nie wiem kto by sie tam przecisnął, nie wiem kto takie coś pobudował.

Mieszkamy w tym domu ponad 14 lat. Nie mieliśmy myszy. Ale wieworkę w kominie w dniu kiedy przyjechaliśmy oglądać dom. Wypadła z komina już zasuszona. Kiedyś znów wlazła przez komin i dostała się do mieszkania i chcąc wyjść przegryzała okno. Trzeci raz tez wlazła przez komin ale wygoniliśmy i zainstalowaliśmu specjalny ochraniacz na komin.

Ale żeby mysz? I w takim miejscu, że nawet nie mamy pomysłu na to skąd i jak się u nas wzięła.

Po doprowadzenia się do stanu wyjściowego. Pojechaliśmy do naszej osiedlowej restauracji rozpuszczać zaoszczędzone dolarki.

Dziś niedzielka i dotarła paczka z osuszaczem powietrza.

Niestety ale dostarczono nam uszkodzoną.

MM zmaówił już następną, a ta jutro zostanie odesłana do amazon.

Szkoda bo mślałam, że już dziś włączę.

Żadnych już złych zapachów nie ma bo w otwór do części kraulowej wstawiłam wiatrak który na okrągło pracuje.

Wilgoci też nie czuję ale….niech maszyna będzie.

Dobrze mieć czuły nosek.🙂

Posted in , , ,

Leave a comment