ogryzekzycia

Nauczyć się być radosnym, kiedy serce płacze… Nauczyć się płakać, kiedy serce się cieszy… Nauczyć się dawać, nie dając… Nauczyć się brać, nie biorąc… Nauczyć się żyć, nie czując życia.. Nauczyć się ….miłości nie kochając… Nauka jest sztuką!!!!

Tydzień miną jak z bicza trzasnął. Od poniedziałku do piątku. Praca i jeszcze raz praca.

Spodziewałam się, że w poniedziałek na drogach będzie luźniej ale niestety, luźniej nie było. W niektórych county kursowały szkolne autobusy. W moim county szkoły były zamknięte.

W powrotnej drodze z pracy do domu, również było tłoczno. Nie lubię Tesli na swojej drodze. Nie wiem czy to kierowcy oszczędni, czy samochody takie toporne. Poruszają się jak traktory. Pozostali użytkownicy autostrad zmuszeni są je wyprzedzać. Moim zdaniem, jeśli są tak powolni to powinni jechać prawym pasem względnie okrężnymi drogami.

Po pracy pomalowałam po raz pierwszy ściany kolorem neutralnym, a więc catton grey. W zależnści od producenta kolor może mieć lekko inny odcień, zresztą z pozostałymi kolorami również. Nie miałam kłopotu z doborem koloru, pozostały mi prawie 2 galony tej farby z poprzedniego malowania. Szkoda nie wykorzystać. Myślę, że wykorzystam ten kolorek do pomalowania małego pokoju „napięć”. Łazienkę pomaluję już innym kolorem, którego jeszcze nie wybrałam.

Wtorek po pracy przeznaczyłam na odpoczynek.

Natomiast w środę mieliśmy w pracy maciutką uroczystoś z okazji ślubu (w czwartek)naszego kolegi. Fajny facet i dostał od nas bardzo dużo przytulasów. Od czwartku jest na urlopie i opala się na Hawajach.

Nie wiem co się stało ale po pracy normalnie padłam na kanapę. Zziębnięta opatuliłam się kocami ale niestety nic mnie nie rozgrzało, więc pobiegłam do łóżeczka dość wcześnie.

Czwartek i piątek, w pracy było urwanie głowy. Ale głowy nie urwało bo w piąteczek zadzwoniłam do MM żeby się szykował bo jedziemy na piwko i pizze do Fellini’s. Wiadomo piątek wieczór, kolejka za wolnym miejscem przy stoliku. Swoje odstaliśmy ale warto było, z głośników leciała muzyka lat 80-90tych. Sałatka jak zwykle wyśmiemita, moje piwo na które wszyscy narzekaja a ja je piję Budweizer. Niestety ale w moim stanie nie ma Żubra, ale jest w Toronto i NYC. Nie, nie zamamwiam, nie ma takiej potrzeby, jest tak wiele gatunków piwa z różnych krajów, że warto je spróbować.

Sobota pracowita. Pomalowałam ściany w closet/szafa po raz drugi i ostatni. Nie udało mi się więcej prac remontowych podgonić. Upiekłam chlebek na zakwasie, palce lizać. Zakwas karmię, bo już MM zamówił chlebek na sobotkę. Własny chlebek jest najlepszy, nawet nie ma porównania z Panera czy innych sklepopiekarni.

Dziś miałam pracowitą niedzielę.

Przyszykowałam oświetlenie do zawieszania przy suficie. Niespodziewałam się, że będą jakiekolwiek niespodzianki, trudności kłopoty. Pierwsza część oświetlenia w dłoni, przewody połączyłam, śruby kręcę, kręcę i kręcę ale nie tylko się kręcą ale po prostu wchodzą w miejsca na śruby jak w powietrze. Przewody elektryczne rozkręciłam. Patrzę na otwory na śruby, wszystko jest w najlepszym porządku. Doszłam do wniosku, że śruby mam innych rozmiarów niż powinnam mieć.

Dziwiłam się bardzo, śruby dostałam w zestawie z oświetleniem. Puszka rozdzielcza sufitowa typowa, żadnych wymyślnych rozmiarów. Przyniosłam z garażu większe śruby, wchodzę po raz kolejny na drabinę i znów próbuję. Śruby za duże, wracam do oryginalnych ale tym razem okręcam śruby cieniutką taśmą stosowaną do łączenia rur przy zlewach, prysznicach.

Wsadzam śrubę w otwór lecz wchodzi w powietrze, dokładam taśmę izolacyjną jeden tylko obrót. Wchodzi śruba w powietrze. Już wiedziałam, że puszka rozdzielcza jest zepsuta, a mi sie tak jej nie chciało wymieniać, tak bardzo jak bardzo jeszcze nie było. Pięknie uszczelniłam wokół puszki, a teraz… zrywać wszystko. Nie wiedziałam jak puszka została tam w środku przymocowana, nie wiedziałam czego można się spodziewać, Jeszcze kombinowałam, że…. dotknęłam puszki, a ona w miejscu dotknięcia jak popiół, posypała się, nie nie cała, tylko część. Przy powtórnym dotknięciu trochę się pokruszyło. Niestety ale nie rozpadła się na tyle aby nie trzeba było użyć młotka i dźwigni, bo metalowym paskiem była przymocowana do belki sufitowej. Puszki rozdzielczej nie mam, mam ale metalową, a takiej zainstalować nie mogę. W tygodniu podjadę po zakup puszki do budowlańca. Trochę się napracowałam. Zalałam też cementem nierówność przy ścianie.

Jutro do pracy ale tylko na 5-6 godzinek. No tak, nie jeden raz mówiłam krótko będzie, a wyszło jak wyszło.

Posted in ,

4 responses to “Tygodniówka”

  1. artdecozbloxu Avatar

    zawsze po twoich wpisach dopadaja mnie wyrzuty sumienia, w tym tygodniu nawet nie sprzatalam, snuje sie po domu bez celu, na nic nie mam ochoty; niby mam wymowke, bo slubny znowu chory.

    Like

    1. ogryzek zycia Avatar

      To nie jest wymówka, to dbanie o chorego. Choremu należy się cisza, spokój i wypoczynek.
      Nie wolno i nie trzeba latać z odkurzaczem, mopem i garnkami trzaskać. Ty też usiądź i odpoczni. Nabierz sił. Chory wydobrzeje to znów gdzieś was wiatry zawieją a zwiedzanie potrzebuje kondycji.
      Zdrówka życzę😷😷😷

      Liked by 1 person

  2. Joanna Avatar

    U mnie też ogrom pracy, a miasto rozkopane…..

    Like

    1. ogryzek zycia Avatar

      Rozumiem i współczuję. Jak biorą się za remonty, to one ciągną się latami, bez względu na kraj.

      Like

Leave a reply to Joanna Cancel reply