Na początku marca, mam z MM 20 lat pożycia małżeńskiego.
Jak było? Jak u wszystkich. Trzy razy pakowałam się, 2 na pokaz, trzeci – bez pokazówki, co mi jakiś amerykaniec będzie się stawiał i rządził.
-Zielona karta? Weź sobie i zupę ugotuj!!!
-Pomogę Ci….
-To pomagaj mi się pakować!!! Innej pomocy nie potrzebuję. Sama żyłam w tej hameryce bez ciebie i dam sobie radę.
Co wrzucałam do walizki rzeczy, on wyjmował.
-Wiesz co? Ja tych rzeczy nie potrzebuję. Jak zapracuję to kupię. To ty mi kupowałeś, to sobie weź!!!
Wiedziałam, że się przestraszył, że już nie wrócę, zostanie samotny jak palec. Krysię stracił, wszystko stanie się nieistotne. A ja? Potrzebowałam wolności i nie ważne jaka by ona była, ale na pewno nie takiej, żeby ktoś mi mówił co mam robić, na pewno nie przekupy z męskimi narządami.
Wyszłam z apartamentu, nawet drzwiami nie trzasnęłam. Tak jak na filmach, że drzwi z ramą wyskakiwały. Nie wyskoczyły nawet z zawiasów, awanturnicą nigdy nie byłam.
Dzwoniłam do swojej bossowej, żeby mnie odebrała. Czemu miałaby tego nie zrobić? Byłam najlepszym pracownikiem.
Szłam chodnikiem, obok jechał samochód, w samochodzie mój nowy ślubny.
Teraz wiem, że za dużo gada i komentuje jak przekupa na bazarze. Teraz nie zwracam uwagi. Wychodzę. Taka jego natura.
Nie umiem się kłucić. Schodzę z pola bitwy i wychodzę. Muszę pooddychać świeżym powietrzem.
Oj, MM nie lubi jak schodzę i wychodzę, bo przecież niedokończył jeszcze nadawania.
Nie często mi się to zdarza. Ostatni raz wyszłam na przewietrzenie głowy, chyba 2 lata temu. Moja córcia z nami jeszcze mieszkała. Przez 20 lat nauczyliśmy się siebie. Od 5 lat MM nigdzie nie wyjeżdza, pracuje z domu. Dla nas zupełnie nowa sytuacja, przez 15 lat byłam w zasadzie sama bo wracał z pracy na weekendy. Gdy pracował po za granicami, do domu wracał jeden raz w miesiącu. Sama o wszystkim decydowałam i nikt mi nie przeszkadzał i nie „pomagał”.
Kontakty telefonicznie lub face time. A mimo to były zdarzenia gdzie typu „niech to szlag trafi” były nieuniknione.
Opowiem jedno zdarzenie omal kryminalne.
Córka MM przyjechała z UTAH w odwiedziny. Nocowała u nas 3 noce. Odwiedziła koleżanki, pozwiedzała bary, po jej hałaśliwym zachowaniu i padaniu na ścianę, to nie były bary mleczne. Nie mam nic przeciw, sama lubiłam i lubię posiedzieć przy barze do pierwszego zawrotu głowy.
W ostatni dzień, niedziela rano jeszcze wyskoczyła z MM na śniadanko.
MM pakował się do pracy w Meksyku, a ona zniknęła gdzieś. Wróciła z paczką do wysłania ale jeszcze nie zaklejoną.
Widzę, że MM jest już gotowy do wyjścia. Ona też w wyjściu i kieruje słowa w moim kierunku.
-Wyślij tę paczkę jak najszybciej ja nie miałam czasu…..
Znalazła czas na pijaństwo ale paczki nie wysłała – pomyślałam
Podeszłam do paczki pytając ..dlaczego nie zaklejona? Kto to ma zrobić, co w niej jest…
Nic takiego, no zobacz, żelki, ciasteczka, lizaki..mówiła pokazując mi
-Do kogo jest zaadresowana? I przeczytałam, że do niej
-dlaczego tego do walizki nie zabrałaś-spytałam – kto jest nadawcą
-ty wysyłasz, ty jesteś nadawcą- usłyszałam.
MM na to …my nie mamy czasu ja się spóźnię na samolot, wyślij tę paczkę koniecznie.
Już ich nie było.
Zaciekawiona co to faktycznie może oznaczać, zaczęłam wyjmować te słodkości, oraz guma do żucia, w małych buteleczkach napoje ale…..wszystko bez etykiet, wszystko własnej roboty. A zapach? Zapach, na pewno nie misiaczków.
Zwołałam naradę. Ja – córcia -syn.
Orzeczenie: nie wysyłać. To produkty zakazane w UTAH, mamusia pójdzie siedzieć, za przemyt.
Paczka przeleżała od niedzieli do piątku.
W piątek wieczorem wrócił MM. Gdy zobaczył paczkę, diabeł w niego wstąpił.
-Pójdziesz siedzieć to kanapek nosić nie będę, adwokata proszę już teraz sobie znaleźć – powiedziałam na zakończenie.
W sobotę rano zabrał paczkę i gdzieś pojechał, co z nią zrobił, nie wiem. Temat zamknięty.
Wietrzyłam głowę przez całą sobotę. W niedzielę, MM poleciał do pracy.
Obecnie wiem na co jego córki stać i mnie już to nie dziwi, ale jestem daleka od oceniania. Komentować i opisywać mogę bo bezpośrednio i pośrednio ta sytuacja mnie dotyczyła.
Kupiłam żółtą sukienkę, zakup nie udany. Czeka na MM kiedy odwiezie do punktu Amazon. Materiał elastyk, źle się w niej czułam. Krój na oko ładny, ale wyglądałam w niej mniej niż proporcjonalnie. Tak bardzo chciałam żółtą. 

Znalazłam śliczną sukienkę na stronie sklepu, gdzie kupowałam sylwestrową sukienkę. Po wczorajszym, na prawdę długim i trudnym dniu postanowiłam jednak podjechać do sklepu i kupić to cacko.

Niestety ale tylko i wyłącznie online dostępna. Ekspedientka była bardzo uprzejma i sprawdziła czy można przez sklep zamówić. Byłoby szybciej. Ponownie niestety. wszystkie kolory tej sukienki zostały wyprzedane.
Jeszcze miałam troszkę czasu do zmknięcia sklepu, więc chodziłam i oglądałam. Nic nie było nawet zbliżonego do tego co mogłabym kupić. Dwie sukienki wybrałam, tak na siłę. Jedna elastyczna z żółtymi kwiatami, tragicznie wyglądałam i tragicznie się czułam.
Druga z bordowymi wzorami na czarnym materiale. Nie moje kolory ale zmierzyłam. Pozostałe sukienki to suknie balowe dla bardzo wysokich pań. Ich nogi się kończą, gdzie moja głowa się zaczyna. Większość to są sukienki czarne i już wprowadzone są kolekcje wiosenno-letnie. A więc czas na plażę.
Po powrocie do domu, jeszcze chwilkę poszperałam w internecie i znalazłam oto taką sukienkę.

Zamówiłam. Nie spodziewam się rewelacji. Jutro wieczorkiem będzie już u mnie.
Powyższą niebieską również znalazłam dostępną lecz dostarczona mogła by być dopiero po 17 marca. Nie mam tyle czasu.
Dziś upiekłam chlebek. Przepis ciutkę zmodefikowałam, ale tak nieznacznie, nawet bym się zdziwiła żeby był inny w smaku niż zwykle.

7:23pm
Jem chlebek i popijam czerwonym winem.
MM wciąż pracuje w office. Nakarmiłam go rosołem. Oczywiście, że dostał pajdę świeżego chleba.
Trzeba dbać o ludzi pracy.
Leave a comment