Tak mogę dziś napisać. Nareszcie.
MM mimo, że we wtorek rano wyjeżdżał, w poniedziałek był ze mną i się mną opiekował. Nie jest łatwo opiekować się mną, która niczyjej pomocy nie potrzebuje. Mimo że nie potrzebuję pomocy, potrzebuję jej. Od urodzenia byłam niezależna i dokładnie wiem jak ciężko żyć z takim człowiekiem. Mam bardzo wiele limitów w komunikacji i ze mną, tylko ten wie kto mnie poznał. Nie wspominam, że jestem uparta i zawsze dążę do celu. Nie, nie po trupach. W tym wszystkim cechuje mnie delikatność i empatia której mam tak wiele, że mogę obdzielić cały świat. Niesienie pomocy wszystkim i wszędzie ograniczyłam i całe życie pracuję nad tym aby nie być na granicy z naiwnością, która prowadziła do wykorzystywania mojej osoby.
To tak po krótce o mnie, mogę dodać, że nie łatwo mnie nie kochać.
We wtorek rano odwiozłam MMa do Marty (tak u nas nazywa się Metro). Po powrocie, wróciłam do łóżka. Nie byłam zdolna do jakichkolwiek prac. Ciśnienie od rana było podwyższone, ból głowy i szyi, no i te szumy wraz z “mgłą mózgową”. Bardzo dziwne uczucie i dziwna nazwa, która pozostała podobno po covidzie. Wtorek mijał na odpoczynku, spaniu i tak w kółko.
Środa – poczułam się lepiej i pojechałam do pracy na kilka godzin. Ciągnęło już do jakiegoś działania.
Czwartek – piesek na mycie i strzyżenie zawieziony, zanim zjadłam śniadanie trzeba było pieska odebrać. Gotowy do odbioru. Zdziwiłam się bo nie minęła godzina a oni już dzwonią. Czasami pieska trzymają nawet 4 godziny. No nareszcie piesek jest w swoim żywiole. Od wtorkowego poranka piesek nie chciał się bawić, jeść i był tak smutny, że żal było na niego patrzeć. Dopiero w czwartek wieczorem zjadł kolację. W czwartek wieczorem i ja dostałam energii, ugotowałam kolację.
Piątek!!!!
To jest dzisiaj. Ciśnienie w miarę ok ale…ciut za niskie. To jest dobra wiadomość bo kawcią mogłam podwyższyć.
Dziś mam kilka spraw do załatwienia, więc siedzieć w domu nie będę.
CDN…
Mój Mężuś wrócił.
Kilka dni nie było ale poczułam się samotna. Dom pusty, pies osowiały a ja miejsca sobie nie mogłam znaleźć. A może to ciśnienie skoczyło, że obawiałam się tej krótkiej samotności. Niby tak samodzielna ale… samotność nie ma nic z samotnością.
Przyjechał i powiedział …to jest najlepsze miejsce dla mnie ….
Cieszę się, że jest już ze mną. 🙂
Leave a reply to Lucia Cancel reply