Po wczorajszej pracy na podwórzu, dotleniona spałam dość długo. Bez pośpiechu zeszłam do piesków na dół. Czekały przy bramce witając popiskiwaniem. Nakarmiwszy pieski, rozpoczęłam przyszykowywanie śniadania.
Dziś dzień warzywny.
Zrobiłam sałatkę z :
listków szpinaku, czerwonej papryki, ogórka, sałaty, pomidorka. Dodałam łyżeczkę majonezu light, oraz jogurt plain.
Na deser 7 truskawek.
Lunch:
przygotowałam talerzyk truskawek. W smaku nie przypominały truskawek z zapachu też i po zjedzeniu kilku wywaliłam do kosza. Nie ma sensu jeść coś, co z wyglądu jest owocem a w smaku dosłownie niczym.
A więc, na obiad były marcheweczki i pół czerwonej papryki.
Z uwagi na palące słońce, uniemożliwiające prace na yardzie, zrobiłam sobie godzinną sesję rehabilitacji.
3:15 pm ….byłam głodna!!!!!!!!! Nie na tyle, żeby zjeść surowego ziemniaka, chodził za mną kawałek szynki, ciastko albo snickersa, który leży mi dosłownie na oczach.
Snickers musi leżeć, ma przypominać o moich fałdkach, które mam dzięki wszelkim słodkościom.
Wróciłam z yardu, spojrzałam na snickersa i chciałam po niego sięgnąć, w ułamku sekundy mózg zadziałał….JESTEM NA DIECIE!!!!!…
Kolacja 5pm sałatka warzywna: pomidor żóly i czerwony, żółta papryka, cukinia, ogórek szklarniowy, majonez light i plain jogurt.
Smakowało wyśmienicie, dodałam sól cebulową.
Po “kolacji” wyszłam jeszcze popracować na yard. Słoneczko było z drugiej strony domu i nie grzało mocno, w miejscu gdzie wciągałam liście do maszyny.
Jutro trash day, zwiozłam 4 wielkie ciężkie wory z rozdrobnionymi liśćmi na dół, na ulicę, pozostałe pojemniki również. Poczułam się baaaardzo zmęczona.
Po 8pm usiadłam przed tv z lampką wina. Nie miałam ochoty na marchewki, pomidory czy paprykę. Bardzo często po ciężkiej pracy na yardzie, mam ochotę na lampkę wina lub drinka. Dziś miałam bardzo pracowity dzień i …. szczególnie dietetyczny.
Potrzebuję chwili relaxu.
Jutro trzeci dzień diety. Trudny dzień, bo trzeci jest zawsze tragiczny. Wiem, że dam radę.
Między jednym odcinkiem “House” a drugim, obejrzałam reklamę grubasów, którzy zrzucili, tonę kg? Nigdy tak nie wyglądałam i wyglądać nie będę. Zaczęłam się zastanawiać nad sensem mojej diety.
Czy muszę i czy chcę.?
Już się nie zastanawiam, za oknem wichura, zastanawiam się które drzewo z 30-tu, nie wytrzyma. Zwali się na dom, czy obok? Wiać będzie do 11pm, a więc dwie godziny. Wichura wyzwala we mnie strach i obawę. Nasłuchiwałam syren alarmowych, były tylko pożarowe i policyjne samochody. Dla poprawienia samopoczucia pozwoliłam pieskom wskoczyć na kanapę. Jakby to coś pomogło😩
Poczułam się pewniej , po prostu nie byłam sama, one też były bliżej swojej pani.
Do szczęścia nie trzeba wiele, ciepła strawa i łoże…. mówie o psach.



Leave a comment