Księżyc świecił pełnią, kiedy się kładłam się do łóżka i świecił, kiedy wyjeżdżałam do pracy. Tylko z drugiej strony domu i niżej.
Podobał mi się ten łysy tego ciemnego poranka. Taki czysty i z jaśniejszą obwódką wokół.
Na trasie luźniej. Samochody jechały w odstępie około 10m. Nikt nie hamował, nikt nie przyspieszał. Monotonna jazda na 4 pasach ruchu. Po drugiej stronie muru autostrady było spokojniej, oni jechali za miasto, my w kierunku miasta. 120-130km/h mknęliśmy sobie jak rzeka, rzadko tak się zdarza. Samchody były jak niekończąca się rzeka, płynąca szybko lecz stabilnie.
Z jednej autostrady zjechałam na drugą, tutaj miałam 6 pasów. Szybko zerknęłam na księżyc, był i oświetlał drogę. Chociaż reflektory samochodów bardzo dobrze spełniały swą rolę. Na tej autostradzie było luźniej ale tirów było dziś więcej niż osobówek. Jechały do zjazdu na autostradę prowadzącą do NY. Nie lubię wjeżdżać pomiędzy oba tiry. Z prawej i lewej strony lub przodu i tyłu. Tirowcy są nieprzewidywalni. Wielgachne samochody, co dla nich znaczy, taki osobowy samochodzik. Zgniotą i niepoczują.
Zjazd na trzecią autostradę prowadzącą do downtown, też 6 pasów. Tutaj zawsze robi się tłoczno. Ale 100km/h dało się wyciągnąć. Autostrada prowadzi w strone downtown. Wszyscy lecą wcześniej do biur, każdy chce zdążyć przed zakorkowaniem.
Nie ma luzu na moich autostradach, godzina nie ma znaczenia. Prawdziwe korki robią się już od 7am do 10am. Godzina spokoju i od 11am do 7pm lepiej nie wyjeżdżać emerytom i dzieciakom z domu.
W dzień wolny od pracy, staram się omijać autostrady, na ile się da.
Dziś w pracy byłam już o 6:15am. Cichutko, spokojnie, nikt nie marudził, nie przeszkadzał i nie gadał. Można było pracować.
Wracałam bocznymi drogami. Ogranicznikami prędkości były światła na skrzyżowaniach. Miałam takie wrażenie że, niektóre czerwone światła paliły się całą wieczność.
Zatrzymałam się w Starbacks na kawie.
Porozmawiałam z mamusią na skype. Poinformowałam swoją rodzicielkę, że wstrzymuję pomoc finansową. Teraz starszej jest kolej na, pomaganie. Moją decyzję oparłam na wiadomości o obgadywaniu mnie i mieszanie mnie i mojej rodziny z błotem. Powiedziałam…dość. Kilka lat płaciłam mamusi rachunki za gaz. To nie jest gaz tylko do piecyka kuchennego, ale ogrzewanie mieszkania. W sezonie grzewczym to jest kwota 400zł/miesięcznie. Podobno mam bogatego męża… Tylko MM nic wspólnego nie ma z mamusi rachunkami. To ja muszę zapracować. Więc, poinformowałam, że od następnego miesiąca mamusia będzie otrzymywać faktury za gaz na adres domowy.
Mamusię poinformowałam również, że… jeżeli starsza nadaje na mnie to przynajmniej by kazała jej zamknąć szanowną gębę… To było moje takie gadanie do słupa. Bo jak dwie osoby lubiące “pogaduszki” się spotkają to potrafią “odmalować” całe miasto.
Szczerze mówiąc, nie planuję wizyty w Polsce w tym roku, nawet w 90 urodziny mojej rodzicielki.
Po powrocie do domku, wyskoczyłam na swoje “pole”. Wschodzą tulipany!!!!
Zielsko nie musi wschodzić ono od razu rośnie.
Jaka ta natura jest dziwna, co złe to się pleni, przeszkadza innym, a co dobre musi walczyć o swoje miejsce na tej ziemi.
Update wrzesień 17, 2023
Od tego dni, kontakty się rozluźniły a mamusię młodsza odłączyła od internetu i telefonu. Dzwoniłam przez te wszystkie, chyba tylko się przekonać, że … no właśnie przekonać się o tym, że nie mam sióstr. Kiedy prezentami, paczkami, dolarkami zasypywałam, było wszystko dobrze. Wredna amerykanka, zbuntowała się i przestała płacić i wspomagać. Chciały mi dać nauczkę.
Swoje przecierpiałam. Czas mnie wyleczył.
Leave a reply to sagula Cancel reply