końskie zaloty nr 2

Wprawdzie to nie były końskie zaloty. Podczas pierwszej rozmowy o pracę spotkałam sekretarkę, która była bardzo wylewna i nie omieszkała mnie poinformować o tym, że śpi z właścicielem firmy. Czy to jej spanie z właścicielem firmy, miałam traktować jako spanie po bożemu, jedno na jednym brzegu, drugie na drugim brzegu ewentualnie on na jednym łóżku ona na drugim łóżku, ewentualnie po raz kolejny, on w jednym pokoju na jednym łóżku, ona w drugim pokoju na drugim łóżku, trudno mi było to ocenić ale za dużo tam było szczegółów i w to nie wchodziłam zostałam poinformowana i ok przyjęłam do wiadomości i można powiedzieć i wiadomości wywaliłam z mojej głowy. Poczułam, że stałam się dla niej zagrożeniem, ona młodziutka ledwo skończyła średnią szkołę. Facet miał być po czterdziesce, i to dziewczę wyjeżdżało z nim tak jak powiedziała mi na konferencję, wyjazdy służbowe i inne wypady. Czym młode dziewcze kierowało się obarczając mnie swoją histeryczną historią romansową, nie wiedziałam i nie wiem. Ooo rzekomo mieli się pobrać.

Weszłam do gabinety właściciela firmy. Facet przystojny, urodziwy, dobrze ubrany, znający swoją wartość i wiedzący o swoich atutach w stosunku do płci przeciwnej. Kulturalny i szarmancki, delikatny i zdecydowany. Patrzący w oczy i oczekujący uległości i niepewności u romówcy. Po rękach nie całuje ale dłoń dłużej niż etykieta nakazuje, przytrzymuje.

Przed podjęciem decyzji o spotakniu z p. C. zrobiłam rozeznanie czego mogę się spodziewać i co ukrywa. To pierwsze wiedziałam lecz co ukrywa….nikt nie wiedział. A powiązania miał z UM. Co ukrywał nikt nie wiedział i nie powiedział. W późniejszym okresie dowiedziałam się i trzeba było szybko z tamtąd po niebezpiecznym incydencie uciekać. Ale o tym później.

Firma działała prężnie i wciąż w trakcie rozwoju. Posiadała swoje oddziały w dwóch województwach, więc musiałam to wszystko ogarnąć. Zadał mi kilka pytań z zagadnień typowo finansowych. Przyjęłam propozycję objęcia stanowiska dyrektora finansowego jak też wynagrodzenie było nad wyraz satysfakcjonujące. Po zaakceptowaniu warynków pracy i płacy, zjawiła się myśl…..czy on mnie kupił?…..Kupił, zniewolił, omamił?……czułam przez skórę, że coś się dzieje.

Pominę, wszelkie zaloty, dogadzanie, czekoladki, kawcie i sam na sam w gabinecie. Gdzie tylko było trzymanie mojej dłoni. Propozycje odebrania dzieci z przedszkola, zawiezienie dzieci do domu, bycie niańką dla moich dzieci kiedy ja sprawdzałam bilans. Nigdy przenigdy w pracy (zadnej) alkoholu nie piłam, na te wszystkie propozycjie słyszał odmowy. Pięknie opowiadał, że kocha dzieci, że będzie dobrym ojcem. Radził się, jaki samochód kupić. Po zakupie aby się z nim przejechać. Ale nigdy nie wypowiedział słowa…kocham cię…

Żyć bez Ciebie nie mogę…usłyszałam parę razy ale ignorowałam. Nie ukrywam, podobał mi się bardzo, ale nie mogłam pozwolić na romans to pierwsze, drugie: żaden mężczyna nie będzie dla moich dzieci ojcem, kiedy ich własny ojciec je zostawił.

Z czasem był bardziej natarczywy, zdenerwowany ale do niczego ze strony zawodowej nie mógł się przyczepić.

Pasujemy do siebie, stworzymy imperium, na mnie nie działało.

Jego imieniny. Żadnej odmowy nie przyjmuje. Muszę być, koniec i kropka. Wiedział. Alkoholu nie piję i u mnie też to był koniec i kropka. Rozumiał. Piłam wodę. W pewnym momencie na stole pojawił się sok pomarańczowy, a że stał trochę dalej ode mnie, poprosiłam o nalanie. C. mnie obsługiwał, C. we własnej osobie. Ponownie zaproponował, że pojedzie po moje dzieci a później zobaczymy. Co to znaczy on pojedzie po moje dzieci do przedszkola i co to ma znaczyć, później zobaczymy?

Sama jadę do przedszkola i później nic nie zobaczymy. Taka dziwna relacja z czasem pomiędzy nami powstała. Jak byłam wściekła bo nabałaganił z jakimiś zakupami a później ja niby miałam się martwić i ukryć przed kontrolą z US to był dla mnie panem. A ogólnie Zwracaliśmy się do siebie po imieniu. Na uroczystości imieninowej długo nie byłam, ponieważ dzieci mogły być w przedszkolu jedynie do 5pm. Wyszłam, pamiętam dokładnie, 4:15pm. Jeszcze przy moim samochodzie mi marudził, abym nie jechała, żebym została, że on to i tamto.

Moją drogę do przedszkola dokładnie pamiętam i dziś pamiętam jak sprawdzałam buciki u dzieci. I to wszystko co pamiętam.

CIEMNA DZIURA. NICOŚĆ.

Obudziłam się w domu na kanapie w kożuszku i botkach. Nademną był pochylony mój 3 letni synek i pytał….mamusia chcesz jajeczko…(miałam automat do gotowania jajek, bezpieczne urządzenie). Była godzina 21. Głowa nie bolała, zawrotów też żadnych nie było, jedynie pić mi się bardzo chciało.

Co to było? Dzwonię do Tatusia, opowiadam.

– Krysia, narkotyk, zwalniaj się – słyszę.

Jak dojechałam do domu. Jak zmknęłam garaż i dom, nie pamiętam. Szczęście, że nie spowodowałam wypadku, nikogo nie rozjechałam i cali i zdrowi dojechaliśmy do domu. Moim zdaniem, nie przewidział, że to co mi wsypał zadziała z opóźnieniem. Sukinsyn.

Wcześniej już dowiedziałam się, że jakiś czas był lekarzem. To mi wystarczyło i do układanki pasowało.

Na drugi dzień w pracy, C. wita mnie już w drzwiach pytając o moje samopoczucie. Przeszłam na granie na zwłokę. Moje wszystkie styki w głowie były na czerwonym światełku. W pracy nic nie jadłam i nie piłam. Był pierwszy raz i będzie następny.

Nie było tak łatwo zwolnić się przed końcem roku podatkowego. To nie profesjonalnie. Tym bardziej, jeden oddział został sprzedany. Kto zrobi dokumentację, bilanse, posprawdza rozliczenia. Przecież to nie sklep z używaną odzieżą.

Zostałam.

Oddział sprzedany potrzebował również pomocy. Jak dobrze pamiętam to był luty. Do kwietnia szykowałam dokumentację. Nie uprzedzając C. Złożyłam wypowiedzenie. Wszystko zawodowo było zapięte na ostatni guzik. C. rozszalał się. Podania nie chciał podpisać.

To był darmowy cyrk dla pracowników. Ale jeszczewtedy nie wiedziałam co dla mnie szykuje. Zaczął mnie śledzić.

Chował się za płotami, przyjeżdzał pod moją posesję i straszył mnie i moje dzieci. Bałam się wyjść z domu, przed wyjściem na ulicę rozglądaliśmy się na wszystkie strony. Dzwonił. Na domowy tel i komórkowy. Nie odbierałam. Nie chciałam jego słuchać i słyszeć.

Pamiętam taki jeden z wielu dni, kiedy stał w oddali i patrzył. Wysiadałam z samochodu. Słońce zachodziło a on stał w tych żółtych promieniach słońca. Zorientował się, że go widzę, odwrócił się i poszedł w stronę zchodzącego słońca. Jeszcze bardzo długo czułam jego obecność, ”oddech na szyi”, długo przed wyjściem rozglądałam się.

– mamusia, mamusia!!!!on tam jest!!!!krzyczały moje dzieciaczki. To była bardzo niebezpieczna sytuacja. Ja i moje dzieci byliśmy zagrożeni.

Wtedy zdecydowałam, że zawiadomie prokuraturę. Wysłałam do C. list z zawiadomiem/pismem o przestępstwie jakie miałam zamiar złożyć w prokuraturze.

Kiedy otrzymałam z poczty potwierdzenie, że list odebrał. Nastąpiła cisza. Po kilku tygodniach otrzymałam listem poleconym, świadectwo pracy.

Kiedy kilka lat (5-7) później będąc w Polsce, zbiegając po szerokich marmurowych schodach UM wpadłam prosto w ramiona C.

Sprzedał firmę, ożenił się, ma dziecko i wyglądał na szczęśliwego. Mieszka we Francji.

Cieszę się, że ułożył sobie życie.

5 thoughts on “końskie zaloty nr 2

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s