Śniadanie świąteczne było dość późno. 11:30am to bardziej lunch, tylko MM zerwał się na równe nogi o świcie. Reszta domowników nie była taka szybka, przed 11 dopiero było jakieś poruszenie. Ja zeszłam do kuchni po 10am i po kawce rozpoczęłam nakrywanie do stołu. W zasadzie, święta są po to, żeby świętować a nie wyprówać sobie żyły.

Po ulewnej sobocie, mamy słoneczny lecz chłodny dzień. Po obejrzeniu moich tulipanów, przebrałam się w pidżamkę i wsunęłam się pod kołdry. Cudny dzień, nastrój bardzo dobry, głowa bezstresowa to i oczy zamknęły się do snu. Prawie nigdy nie robie takich drzemek. Zrobiłam i się spodobało, co wogóle nie znaczy, że drzemki w ciągu dnia będą częściej.
Czas na przygotowanie obiado-kolacji.
Nie, nie przygotowywałam obiado-kolacji😁 wszyscy obżarci do granic możliwości. Nie wolno się jeszcze bardziej zapychać.
Potrzebny był mi taki dzień świąteczny, kiedy myśli są spokojne i serce nie kołacze.
Wesołego Śmingusa-Dyngusa‼️
Leave a comment