Pamiętałam o wizycie, a jakże można zapomnieć kiedy telefon aż podskakuje od powiadomień, przypomnień, Wypełniłam i wysłałam już w piątek dokumenty niezbędne do zarejestrowania. Dokumenty dotyczyły w większości covida, pozostałe dane, od wielu lat nie ulegają zmianom , należało zaznaczyć, tak lub nie. Proste i nie skomplikowane.
Nie zwracając uwagi na papierek jaki wysyłają ale należy go ze sobą przynieść, podjechałam pod parking, zapłaciłam, zaparkowałam i udałam się do budynku w którym byłam już 2 razy, a że robię badania co 6 miesięcy to byłam pewna, że gabinet lekarski jest w tym samym miejscu. Ale przed wejściem do windy zerknęłam na tablicę informacyjną. No nawet nie byłam zaskoczona, że mojej lekarki nazwiska nie ma na wyświetlaczu. Wyjęłam kartę pocztową, a tam … o kurrrrrcze przeniosła się znowu na swoje stare śmieci. Miałam chwilę czasu i zaczęłam się zastanawiać…podjechać samochodem czy się przejść. Jeśli podjadę to ta “impreza” będzie kosztować mnie 12$. Dwa razy parkowanie po 6$ jakby nie kombinować, wychodzi 12. Wprawdzie nie daleko bo 10 minut pieszo. Budynek widać, na skróty i biegiem przez płotki dało by się w 5 minut pokonać odległość. Tylko … wszędzie security, szpitalne kompleksy.
Wjechałam na 3 piętro, przed wejściem do windy sprawdziłam czy aby napewno jest na liście lekarzy przyjmujących w tym budynku. Tak, tak, była. Wychodzę z windy pięć kroków w prawo i szerokie oszklone drzwi a na nich numer 320. Ślepa nie jestem, a jednak oczy przecieram, ze zdumienia nie z niewyspania. Za szkłem poczekalnia, krzesełka puste, światło wyłączone, recepcja …pustaaaa. Za klamkę chwytam, zamknięte. Podnoszę głowę sprawdzam po raz drugi numer pokoju, przychodni, suite. Zgadza się 320, byłam w tym miejscu. sprawdzam tabliczkę wiszącą na ścianie obok drzwi z nazwiskami lekarzy. Jest nazwisko!!!! Patrzę na zegarek 8:30Am, kazali przyjść wcześniej 15 minut. Byłam 12 minut wcześniej, 3 minuty się spóźniłam to się pochowali? Bawią się w chowanego?
No to mi ciśnienie podniosło, a z pośpiechu nie przyjęłam na ciśnienie. No i co padnę trupem i nikt na tym korytarzu szerokim i długim nikt mnie nie znajdzie. Żywego ducha nie było. Czekałam jeszcze do 8:25 am i zrezygnowałam. Ale wykonałam jeszcze telefon to biura mojej doktorki. Automatyczna sekretarka…przychodnia nieczynna….
Co to znaczy…przychodnia nieczynna? Dlaczego nie zadzwonili? Mogli wysłać smsa! Jak oni nie zadzwonili, to ja dzwonię idąc w stronę parkingu. A że wściekła byłam, to i przyjemną nie byłam. Nagrałam się. Ale kto do wściekłej baby będzie oddzwaniać, niech pieni się jak mydło. No i się popieniłam.
Zajechałam do pracy, ponownie zadzwoniłam do przychodni. Nikt nie udzielił mi żadnych wyjaśnień, a byłam już jak miodzik i karmelek. Umówiłam się za 2 tygodnie, mogłam jutro ale inna lekarka, która nie zna mojej historii choroby.
Jak widać i takie dziwne historie mogą nam się przytrafić.
Leave a reply to ogryzek zycia Cancel reply