ogryzekzycia

Nauczyć się być radosnym, kiedy serce płacze… Nauczyć się płakać, kiedy serce się cieszy… Nauczyć się dawać, nie dając… Nauczyć się brać, nie biorąc… Nauczyć się żyć, nie czując życia.. Nauczyć się ….miłości nie kochając… Nauka jest sztuką!!!!

Musiałam zainstalować klawiaturę do ipada, łatwiej będzie stukać w cyferki i literki. Misiałam bo jeśli jej nie używam, sama znika z Bluetooth. Tak jak kiedyś wspomniałam dyktowanie jest ok, ale trzeba pamiętać o wszelkich znakach interpunkcyjnych.

Piątkowe późne popołudnie. Zrobiłam drinka: snickers martini, przepis jest ok, ale trochę zmodyfikowałam wg mojego gustu. Jak się upiję to zostanę na niebieskiej sofie do rana. Oj tak żle nie będzie.

Dzisiejszego porank, po przebudzeniu, pamiętałam sen o zielonej trawie ……taką w sam raz do chodzenia po niej. Nie pamiętam czy chodziłam, czołgałam się, fruwałam czy coś innego wyprawiałam w tej trawie, a że nie była wysoka to na pewno byłam wyjątkowo poprawna …ąę… Jak ja nie lubię tego Ą..Ę…przypomina aię moj starsza siostra, z którą nie mam kontaktu od ponad …3 lat. No i dobrze nikt mnie nie wykorzystuje, finansowo i moralnie.

Wracamy do tej trawy z mego snu. Nie, nie był to Dream America, bo amerykę to ja miałam w Polsce. Śniłam o zielonej trawie. Czy to dobrze, czy to żle to ja nie wiem, nie sprawdzałam w internecie, bo tam jak zawsze odnosnie snów, to jak kto sobie zinterpretuje tak i ma.

Już ubrana i przyszykowana do wyjścia do pracy, zeszłam do kuchni. A tam jak zawsze, MM który pracuje zdalnie, a więc w domu cały dzień, musi blokować mi dostęp do czajnika. No nic … myślę… możesz sobie blokować… kawę to ja już mam w innej szfce i wszelkie syropki też. Najgorzej, ze ta woda w czajniku, wciąż obok ekspresu do kawy. Jakoś dałam radę z kawą ale nie chciałam przeciskać się do tostera i dałam sobie spokój ze śniadaniem. Jeszcze jedna sytuacji wyprowadziła mnie z równowagi, ale … z tym to rady nie dałam. Wszystko podsumowałam i jeszcze przed wyjściem zaszłam do biura MM i oświadczyłam…ja nie chcę jechać do Savannah. Ja nie chcę jechać. To była moja przemyślana decyzja, to nie było coś impulsywnego. Od kilku dniu analizowałam za i przeciw. Wiedziałam, że to nie jest dobry czas dla mnie, na podróże, mam teraz siedzieć w domu i BASTA. Poprosiłam o odwołanie rezerwacji.

Kurcze 2 sierpnia są moje urodziny, chcę obchodzić po swojemu, 4 sierpnia są MM urodziny. A my we dwoje na jakimś placu w Savannah gapimy się na ćpunów i słuchamy grajka z pod latarni. Tak, tak to też ma swój urok i to jest samo życie. Może i życie ale nie moje. Nie chcę tak spędzić dnia urodzin, z ćpunami.

Kilka lat temu, spędziłam całą noc w Savannah z ćpunką i co mi to dało. Nic. Gdybym w kieszeni miałam milion dolarów to w tamtej chwili bym jej oddała, tej wytatuowanej dziewczynie. Czy bym pomogła? Tak nie uważam. Oddałaby wszystkie dolarki dla swojego fagasa i ćpali by aż do zaćpania. Że miała złych rodziców? Że ją z fagasem wygonili na ulicę? Myślę, że mieli nadziję, że się opamięta, zmieni, wróci. Każdy z nas ma wybór.

Ja wybrałam, nie jadę do Savannah. MM obrażony w przeciągu kilku sekund, rezerwację anulował. Jeszcze raz weszłam do jego biura..musiał być powód…powiedział. Przemilczałam

Pojechałam do pracy. Zastanawiałm się nad moim życiem. Co mnie jeszcze czeka? A właściwie czego oczekuję od życia? Tak na prawdę niczego nie oczekuję, bo ja jestem kreatorem własnego życia. To ja jestem również motorem, nawigacją i żaglem własnego życia. Nie potrzebuję wzorców i podpowiedzi, ponieważ wiem czego chcę. Wiem też, że do Savannah nie pojadę, bo lody mam w swoim mieście. Swojego miasta jeszcze nie odkryłam, a więc jest okazja.

Teraz siedzę i zastanawiam się…ten wyjazd miał być dla MM nie dla mnie. Na jego urodziny, jego córki znów się nie zjawią. Na dzień ojca, starsza córka się nie zjawiła, miała sprzątanie apartamentu. Na 4th July nie zjawiła się miała sprzątanie apartamentu. No cholera jasna, dwa pokoje na skrzyż a zachowuje się jakby miała pałac z 50 sypialniami.

No wiem, ani ślepa ani głucha nie jestem. MM dzwoni zaprasza a ta bździągwa ma to gdzieś ale jak co trzeba zrobić u niej, to słodziutka jak miód.

Młodsza … kocham cie….starsza…kocham cię… Ale żeby przyjechać, przytulić ojca i wszyeptać do ucha …KOCHAM CIĘ TATUSIU…. dla nich za wiele. To jak praca w kamieniołomach.

Rozpisałam się, czy też rozgadałam … jak kto woli

(Wspomnienia) Obchodziliśmy moje urodziny dość hucznie, z uwagi na okrągłą datę. Wiwaty były w stronę MM również ale on tego tak nie odbierał. Po imprezie poprosiłam jego córki aby przyszły z dwa dni a więc 4-go sierpnia. MM czekał i czekał i czekał i nie doczekał się. Nie powiem, że nie czekałam, a jakże, byłam pewna, że się zjawią, tym bardziej, że obie mieszały na odległość rzutem beretem. Miały kupić torcik urodzonowy swojemu Dady. Nie zjawiły się i nie zadzwoniły w jego urodziny. Było mi po prostu przykro patrzeć na MM, który z każdą mijającą minutą tracił nadzieję na pojawienie się córek. A najgorsze było to, że nawet nie raczyły zadzwonić. Musiałam coś na prędce wymyśleć. Ja z moimi dziećmi zorganizowaliśmym prezent i na szybkego torcik, odśpiewaliśmy Happy Birthday. Gdy moje dzieciaki ulotniły się odstawiłam omalże striptis. Czy pomogło?…. Oczom tak, ale sercu nie.

A teraz jego Krysia zakomunikowała, że nie chce jechać do Savannah.

No nie chcę i mam tysiące powodów, których nie mogę wyjawić.

Wiem, będzie jeszcze rozmowa na ten temat. Powodów nie wyjawie, już jest po sprawie.

Powiem jedno, lewa ręka boli i z każdym dniem coraz gorzej. Co robić? Nie wiem. Zadnych operacji, czy zabiegów na moich ścięgnach nie chce. Powiem więcej. Prawa ręka zaczyna chorować, podobnie jak lewa.

O nie, nie nie. Pracy fizycznej i stukania w klawiaturę nie zaprzestanę. Tylko jak z tego złego impasu wyjść?

A teraz się zastanawiam, w którą stronę, złą czy dobrą, kreuje swoje życie?

Posted in ,

6 responses to “Kreuję swoje życie…”

  1. Kryska Avatar
    Kryska

    Zawsze mi smutno jak widzę czy słyszę, że rodzice mają złe stosunki ze swoimi dziećmi ( i odwrotnie, dzieci z rodzicami), że rodzeństwo nie żyje w serdecznej zgodzie. U mnie jest prawie doskonale. Pozdrawiam Cię Krysiu, dbaj o MM i o swoje dziecka, na resztę nie masz wpływu.
    Fajne zdjęcie, seksowne i na luzie.

    Like

    1. ogryzek zycia Avatar

      Krysiu jesteś szczęśliwą osobą, rodzina to skarb. Moim skarbem to dzieci i MM. Dzieki za komenrarz

      Like

  2. Jaga Avatar
    Jaga

    Jesteś ponętna laseczka 🙂

    Like

    1. ogryzek zycia Avatar

      Dziekuję i pozdrawiam😁

      Like

  3. Justyna Baranowska Avatar
    Justyna Baranowska

    Smutne to, że dla taty brakuje czasu 😦

    Like

    1. ogryzek zycia Avatar

      Mogłabym powiedzieć …samo życie…w tym przypadku nic nie powiem.
      Smutne sytuacje. To jest typowo amerykańskie wychowanie.

      Liked by 1 person

Leave a comment