Po pracy jak wszyscy biało-kołnieżykowi poszliśmy do meksykańskiej. W przeważającej większości ci sami piątkowi bywalcy. Ja to wskoczyłam do domu aby się przebrać a większość z nich w garniturach ale już w poluzowanych krawatach. W środku gwar no i lodówka. AC chodziło na pełnych obrotach i tym co już byli po kilku drinkach przy zamrażarkowej temperaturze było wciąż gorąco. My zajęliśmy stolik na zewnątrz pod pracującym wiatrakiem. Było ciutkę gorąco, ale dało się wytrzymać.
MM trzy piwa. a ja trzy alkoholowe coctajle. To mnie i więło, tym bardziej, że jeszcze przed wyjazdem skosiłam trawę od ulicy przy pełnym zachodzącym słońcu. Paliło niemiłosiernie ale skosiłam. Jutro zbocze zostało do skoszenia.
Czy na pewno będę kosić to nie jestem pewna, u mnie nie ma planów, jest wielki spontan. Robię wsysztko co do głowy wpadnie. Nie udało mi się zaszpachlować wszystkich dziurek w łazience w suficie i pod parapetem, może jutro się uda. Kto to wie. Dlatego nie lubię planować lub też myśleć że powinnam coś zrobić. Nic nie powinnam, tysiące razy MM mówił, rzuć pracę.
Tylko niby co ja będę robić każdego dnia. Dłubać w ziemi? Ale i po pracy wystarczy mi tego dłubania. Książki czytać? Mądrzejsza nie będę, za późno na mądrzenie się wiedzą książkową. Rozwój intelektualny? Już nieaktualny! 😁 Dziergać szydełkiem lub robótki na drutach, a może szycie czegoś tam. To było dobre w PRL-u. Nie czas i nie pora. Chiny zawalają świat chińszczyzną. Nikt nie przejmuje się, że jest jednorazowa. Życie też jest tylko jednorazowe.
Dam sobie radę, z yardem, malowaniem, sprzątaniem itp po pracy zawodowej.
Weekend !!!! Czas odpoczynku dla jednych, inni będą pracować przy swoich domach, na działkach itp.
Wszystkim miłego odpoczynku życzę🙃🙃🙃
Leave a reply to ogryzek zycia Cancel reply