Dużo było złego. Między złym przeplatało się i dobre. Między czasie fruwałam do pracy a po niej do roboty układania podłogi.
Nie jest tak jak planowałam. Po zdjęciu wykładziny okazało się że podłoga a właściwie płyty paździerzowe ułożone, jakby pijany układał. Możliwe, że był pijany, bo normalnie to by w Polsce coś takiego nie przeszło. Jedna płyta wyżej druga niżej. Pomiędzy płytami szczeliny na szerokość palca.
Chwytałam się za głowę, nie spodziewałam się takiego odkrycia. O poziomie podłogi mogłam zapomnieć. Dziury musiałam załatać, kawałkami listewek drewnianych, w mniejsze dziury wciskałam silikon. Ale jak poziomu nie było tak nie było.
Zrobiłam pierwszą wylewkę ale… posłuchałam MM dla spokoju, że on nosi spodnie. Zrobiłam jak chciał.
– nie wylewaj po brzegach tam nie trzeba – powiedział. Moje tłumaczenia, że listwa jest od ściany do ściany, no pół lub mniej centymetra od niej. Nie dało się przetłumaczyć. Wylałam!!! Byłam zła na niego i siebie, że znów dałam dla spokojności ale przeciw sobie zrobiłam.
Kilka lat temu układałam chodnik z płyt kamiennych, a między nimi maciutkie kamyczki wkładałam. Nie pozwolił mi kłaść płyt kamiennych na cement i wlewać cement między płytami, W cement miały być wsadzane kamyczki. Sprzeczki, kłotnie, bo on fachowiec, pytanie od czego. Przyszła jesień, a z nią masa jesiennych liści. Podczas dmuchania liści, małe kamyczki przemieszczały się, po prostu były rozdmuchiwane przez dmuchawę. Wkurzał się. Na następny rok, musiałam wszystko przerobić. A płyty kamienne to nie piórka. Sama je nosiłam, ciągałam, przesuwałam i układałam.
No cóż, tym razem to samo się stało. Posłuchałam “fachowca”. Druga wylewka była przy ścianach. Trzecia wylewka… i wiedziałam, że już nic nie naprawię. Mój fachowiec się wściekał, bo praca rozgrzebana i nic nie idzie do przodu. Ja wściekła, że przychodzi i rzuca idiotycznymi pomysłami.
To co mogłam wyrównałam i ostatecznie zdecydowałam położyć izolację akustyczną, a że ona była cieniutka to położyłam jeszcze jedną, w nadzieji, że wypełni mniejsze ubytki w posadzce.
Nie miałam czasu tyle ile chciałabym poświęcić na moje prace remontowe.
Wiem, że nie skończę układania podłogi w pokoju przed operacją. Może ale listew kryjących już nie przybiję. Potrzebuję MM do pomocy przy cięciu listew i paneli, a on na wyjeździe. Ręka bardziej boli i częściej robię przerwy i niestety listwy ręką nie przytrzymam. Wiem, że to jest najwyższy czas na operację.
Operacja już w czwartek.
Oczywiście, że się boję.
Niby lewa ręka służy do pomocy ale bez niej to i prawa ręka staje się bezradna.
W związku z usztywnieniem mojej lewej ręki przez nieuwagę wykasowałam ciąg dalszy tego wpisu.
Leave a comment