Dziś w pracy nie miałam lekkiego dnia. Ale nie wróciłam bardzo późno.
Jutro niestety wrócę późno i prace remontowe faktycznie muszą poczekać.
Nie jestem z tych, co na głodnego pożerają pół świniaka, kurę z łapkami, bażanta lub całego karpia.
U mnie piciu piciu, kromeczka z serkiem na śniadanko, kawcia jedna, druga i trzecia. Na kolację owoce albo worek słodyczy i jestem najszczęśliwsza i niczego mi nie trzeba.
…co przygotować na kolację? …MM pyta w momencie kiedy jem swoją kromeczkę chleba posmarowaną serkiem vega.
Uruchamiam myślenie, kiedy to ja jadłam normalnie. Sobota sałatka w Olive Garden, zupę goncchi zabrałam ze sobą, zjadłam w niedzielę.
No i chyba na tyle.
…. zjadłabym zupę brokułową z serem cheddar….
Wracam i już moje zamówienie stoi na stole a zapach rozchodzi się po całej kuchni.
Nie, nie, MM nie umie gotować, sobie ugotuje po swojemu i to robi, jak najbardziej ale ja tego nie jadam. To nie jest zjadliwe.
Pojechał do Panera i kupił to co uwielbiam. Ale to nie znaczy, że mogłabym jeść często, o nie. Raz na 1-2 miesiące i wystarczy.
Smak nie z tej ziemi i dlatego właśnie nie jem tych zup często, abym mogła się nimi delektować.
Mowią, że nie ważne co jemy, ważne jak podane.
Z tym się nie mogę zgodzić. Jeśli nie ważne co, czy dało by się zjeść zgniłe mięso z przprawami na złotym talerzu.
No właśnie.
Delektować się możemy kiedy to jest podawane okazyjnie. A jak podane? Moja zupa była w papierowej misce. No i co? Jakaś ujma. Smakowała wybornie.
Po takim posiłku, tylko odpoczywać i to też uczyniłam.
Jutro będzie nowy piękny dzień. ☀️
Leave a comment