Przykre zdarzenie

Dlaczego starszy pan miał wysiąść ze swoim rowerem? Nie ważne do lekarza jechał (jak powiedział) czy tylko chciał podjechać kilka przystanków. Jeśli można wprowadzać do miejskiej komunikacji rowery, to wprowadził. Czy pani z dzieckiem w wózku nie mogła poczekać na następny autobus? Dlaczego pasażerowie nie pomogli starszemu panu pomóc się przesunąć aby i wózek się zmieścił? Chcieli starszego pana za wszelką cenę usunąć? Czy jak starszy to gorszy?

Starszy pan użył bluźnierstw? Bo… może i ja i każdy z nas by tak się zachował, będąc atakowanym przez cały autobus pasażerów.

Przykre … zapłaciłam, jadę kilka przystanków i każą mi wynosić się z autobusu, bo za stara, bo z rowerem, bo z za dużymi torbami lub walizką, bo jestem w kapeluszu itp.

Osoba czekająca na przystanku nie jest jeszcze pasażerem autobusu, biletu jeszcze nie skasowała a ma większe prawa od pasażera.

Jestem oszołomiona. Pani z dzieckiem w wózku ( zakładam że dziecko nie było chore bo wybrałaby inny środek lokomocji aby dobrać się do lekarza, szpitala, przychodni) również wybrała się na przejażdżkę.

W tym autobusie rozegrała się bitwa starego pokolenia z młodym. Pokazano jak szanujemy starszych ludzi.

Pasażerom tego autobusu, co tak krzyczeli, proponuje, rower ….

Tacy ludzie to kanalje.

Kobieta z dzieckiem w wózku nie wsiadła do autobusu.

Więc, dlaczego wypędzili dziadka?

Człowiek uczy się całe życie👁👁, 👀, 👩‍💻👨‍💻🎓🎓🎓🎓

Ogrom wiadomości w internecie jest nierzetelnych, wyrywkowych, nieprawdziwych itd…

Nikt nie sprawdza, nie kontroluje języka mediowo-internetowego. Język polski został zepchnięty na margines i w użyciu jest język, nie mający nic wspólnego z polskim słownictwem i został zastąpiony slangiem.

Aby nie być odpowiedzialnym osobiście za dziwny wytwór wiadomości z kraju lub ze świata pan “redaktor” podpisuje się bp, so, bo. Przypuśćmy, że to inicjały, które także powinny skłonić owego “redaktora” do rzetelnego napisania reportażu, wiadomości lub wzmianki o czymś tam. Czytelnikami jest całe społeczeństwo a więc i dzieci, które dopiero uczą się i nabierają doświadczenia.

Obejrzałam filmik o nie myciu mięsa przed obróbką termiczną. Ojej jak to pięknie brzmi, ale już zapomniano, pominięto poinformować czytelnika lub widza, o pochodzeniu bakterii.

Doszłam do wniosku … jeśli te bakterie występują na kurczaku, to w takim razie skąd i w jaki sposób na tym mięsie się znalazły.

Czy bakterie skaczą ze zlewu na kurczaka podczas mycia miesa?

Kurczaki karmione antybiotykami nie powinny zawierać bakterii. A podobno zawierają!!!

Czyżby przy obróce kurczaka do sprzedaży nie zachowywano zasad BHP?

Film/wideo nie odpowiedział na moje pytanie, nie rozwiał moich wątpliwości. I to jest właśnie nierzetelność…naświetlić jakiś problem i zamknąć usta, niech czytelnik sam poszuka w internecie lub babci spyta, jak to kiedyś bywało.

Oglądam mecz Belgia-Anglia o 3 miejsce MUNDIAL 2018

Obstawiam Belgię 2-1

Już jest 1-0 dla Belgii.

Na boisku akcja po akcji, to mi się podoba. Piłka w grze, nie leży i nie czeka na gracza.

Anglicy wstrzymali się, jakby pogubili się na chwilę.

Piłka zmienia szybko pozycje, turla się od jednej do drugiej bramki.

Jak na razie dwie grupy grają dobrze. Interesująca gra. Po obu stronach padają bramki, bronione przez bramkarzy.

Belgia zaczyna grać na czas. Można powiedzieć …. i po meczu …. to była chwila wahania. Znów piłka w grze.

Anglia o cm była od zdobycia bramki. BYŁA…..

Podoba mi się gra dwóch zespołów.

Fajne zablokowanie piłki przez anglików w 29 minucie. Taka blokada może skończyć się kontuzją. Chyba że mają ochraniacze na kości strzałkowe i piszczelowe. Podejrzewam, że byłoby za duże obciążenie stopy.

Belgia strzela i …. nic. Za wysoko. Akcja belgów bez skutku. Takich akcji było i jest dużo po obu stronach. Bramkarze mają co robić. Złych podań też dużo, ale …. łatwo siedzieć w wygodnym fotelu, w chłodzonym pokoju i …. krytykować.

Przerwa: 1-0 dla Belgii

Tak myślę, że przebiegnięcie maratonu 42km nie sprawiło by piłkarzom, żadnego problemu.

Po przerwie: piękna gra, jest na co patrzeć.

Piękna rozgrywka i nietrafiony gol belgów w 69/ 70 minucie. Nie patrzyłam na czas.

Wynik meczu nie zmieniony 1-0 dla Belgii.

81 minuta gry 2-0 dla Belgii

Hurra

Teraz czekam na 1 (jeden) gol Anglii i wygrywam obstawiony wynik😁😵

3 minuty jeśli nie dodadzą, do końca.

Teraz zaczyna się gra na czas, zabawa belgijskich dzieciaków piłką na łące porośniętej zieloną trawą.

Nie było żółtej kartki więc podejrzewam, że nie będzie dodania minut do gry.

Dodali ….. +3

Zabawa w piłkę trwa.

Nie ważne już co się teraz wydaży.

Belgia ma zapewnione 3 miejsce🥉

Czekam na gwizdek!

Belg w ostatniej sekundzie dostał żółtą kartkę.

Gwizdek!!!!

BELGIA 🥉!!!!!


Moje obstawienie 2-1 dla belgów, było nietrafne.


Zapomniał wół jak cielęciem był

Śledziłam akcję ratowania dzieci i młodego trenera z jaskini zalanej wodą. Cieszę się z udanej akcji ratunkowej. To co media przekazywały, akcja nie należała do łatwych, najważniejsze, zakończona sukcesem.

Czytałam komentarz, że za takie coś powinni być ukarani a nie nagradzać ich biletem na finały mundialu. Inny: że ojciec sprałby go tak, że przez kilka dni nie usiadł by na tyłku.

Oczywiście akcja ratunkowa bardzo kosztowna, sytuacja nerwowa ale……

młodzi ludzie to nie są staruszkowie. Młody człowiek jest ciekawy wszystkiego, ma głupie pomysły, wlezie wszędzie gdzie nie trzeba i chwała im za to. To młodzi ludzie pchają technologię do przodu a nie staruszkowie. Stary człowiek niewiele do życia potrzebuje a do szczęścia tylko zdrowia. Młody chce poznawać świat, zdrowie ma, więc i o zdowiu nie myśli.

Dzięki młodym ludziom możemy korzystać z internetu, latać samolotami, itd. To młodzi ludzie byli na barykadach a nie 80-latkowie. Ale, to starzy chcą wciąż pouczać młodych, jak żyć jak postępować. Zapomnieli jak byli młodzi.

Pozwólmy niech młodzi popełniają błędy, nawet takie jak ta, na skalę światową.

Oglądam mecz

I co?

Za dużo odpoczywania i chwalenia.

Moim zdaniem:

Brak szybkości, ospałość!!!

Teraz ten stracony jeden gol należy odrobić.

Uda się?

Akcja ciągle rozgrywa się koło naszej bramki.

Obstawiam 0-2 dla Columbii, żeby zaoszczędzić polakom łez, bo 0-3 chciałabym obstawić.


Mam dziwne wrażenie, jakby biało/czerwonych koszulek było mniej. Columbijczycy jak muchy latają po całym boisku.

(Odniesienie do ciemnych koszulek)


Przerwa


No i co?

Jeszcze mecz nie zakończony, ale…. Columbia musi utrzymać ten wynik. I na pewno utrzyma.

Przykro… tak naszą drużynę media reklamowały… za dużo im czasu poświęcano. … Jak to wypoczywają i tęsknią za swoimi kobietami….

No cóż, trochę mniej kasy będzie dla “ślicznotek”.


0-3 dla Columbii.

No to na pewno mniej kasy w kasie naszej drużyny.

Przegrałabym zakład… na drugi raz będę wiedziała, nie żałować😜


Polacy od początku poruszają się wolno, beznamiętnie, całkowity brak energii.

Omal a byłoby 0-4

Mało już ważne 0-4 czy 0-5

Mecz przegrany!!!!! Czas wracać do domu. Niech będzie nauczką, nie chwalić się przed….


No honor mógłby być obroniony, chociaż jedną bramką….mogłby….piłka jest okrągła….


5 minut do końca

KONIEC

PRZEGRANA

 

 

 

 

 

 

 

 

I ogromna radość Columbii …..

Uściski zwycięscy i przegranego

Mimo

wszystko szkoda.


😔😔😔😔😔😔

 

 

(zdjęcia robiłam iphonem z transmisji meczu  w tv w  USA)

Jeśli nie wiesz o co chodzi, to chodzi o kasę…..

Przeglądając wiadomości na wp.pl natrafiłam na tytuł (teraz nie pamiętam dokładnie) coś w tym rodzaju…Najbiedniejsze państwo wypowiedziało walkę… i zdjęcie właściciela fejsa. Ciekawa byłam, dlaszego ciągu zmagań tego pana. W wiadomościach podana nazwa tego najbiedniejszego państa, mają zamiar zamknąć fejsa na 30 dni i dokładnie go “prześwietlić pod kontem porno. W dalszej części artykułu dowiedziałam się, że to najbiedniejsze państwo (wp tak określiło) ma zamiar utworzyć coś na wzór fejsa w swoim państwie i tylko dla swoich obywateli.

Nic szczególnego tam nie znalazłam. Ot, zwykła wiadomość.

 

Zwykła wiadomość okazała się niezwykłą . 

Po kilku godzinach zadzwonił iphon. Nie odbieram telefonu z jedną nastawioną przeze mnie muzyką. Czekam aż pozostawi ten ktoś wiadomość. Oczywiście dzwonią z telemarketów.  Jeden telefon dziennie lub jeden na tydzień. Czym to jest uwzględnione, nie wiem. Blokuję, sprawdziłam numery biur nieruchomości dla przykładu. Numerów z których mogą wykonywać połączenia, biura mają tysiące. Blokowanie na nic się zdaje. Jeśli w ciągu dnia wykonanych byłoby ponad 50 tefonów, można założyć sprawę sądową. Oni wykonują jeden miesięcznie lub tygodniowo.

Zprawdzam na czytniku a tam co widzę. Papa (srapa) gwineuja do mnie dzwoni.  Kilka godzin temu czytałam o tym państwie. Nie wiem i nie sprawdzałam, gdzie to coś leży na naszym globie, mało to mnie interesowało i interesuje.

Wchodzę na wp.pl i szukam wiadomości które czytałam. Żadnego, żadnego śladu wiadomości o ….najbiedniejsze państwo itd… Google pokazuje wiadomości z UK, ale nie  wp.pl

Dziwne i nie dziwne… można pomyśleć, że wp.pl sprzedaje nasze dane. Można pomyśleć, że wiadomość była podstępnie opublikowana, na wp.pl celem zdobycia danych, o czym nie wiedzieli. Czyżby? Jeśli tak,  to nie mają kontroli nad swoją internetową stroną.

Zawsze byłam ostrożna w otwieraniu nowych stron internetowych,  a w sieci jestem bardzooo długo. Uczyłam się internetu wraz z jego powstawaniem.

A tu nagle coś, ktoś mnie zaskakuje.

Wiem, że wp.pl dla mnie już nie istnieje.

To było pierwszy raz i trafiło na pewno, nie tylko na mnie, ale nie ostatni raz.

Handel danymi kwitnie w najlepsze, tego koła już nikt nie zatrzyma.

 

Nieporozumienie

Mam dużo zrozumienia dla rodzin z niepełnosprawnymi dziećmi czy też rodzicami. Nie byłam i nie chcę być w takiej sytuacji. Nie wiem jak bym się w takiej sytuacji odnalazła. Mogę zrozumieć prostest w sejmie, jedynie w połowie.

Dlaczego matki skazują swoje niepełnosprawne dzieci na warunki przebywania, mieszkania, koczowania na sejmowym korytarzu. Dlaczego same nie mogą tam przebywać, wcześniej zapewniając tym dzieciom opiekę w ich miejscu zamieszkania? To brak szacunku dla dzieci, to jest poniżające dla nich, dla wielu dzieci jest to na pewno niezrozumiałe i męczące.

Walczą o godne życie, fundując swoim dzieciom upodlenie.

Zamieniły korytarz sejmowy w spalnię, jadalnię i sralnię.

Nie ma czego się obrażać jak ktoś powiedział, że na korytarzach sejmowych śmierdzi. Zdrowy człowiek się poci a pot nigdy nie pachniał. Prysznicu lub kąpieli nie zastąpi mokra szmatka, deodorant czy najlepsze petfumy. To żadna obraza, stwierdzenie … śmierdzi. Nie wymyjmy się dokładnie, a zwłaszcza kobieta podczas miesiączkowania, powąchajmy, później obrażajmy.

Nie mam pomysłu na wyegzekwowanie obietnic rządowych ale moim zdaniem nie tędy droga.

Wieszanie transparentów aby świat zobaczył. A co ten świat robi z wojnami, z afrykańskimi kobietami, reżymem w Columbii. Nie powinniśmy wciągać w swoje socjalne sprawy, innych krajów.

Moim zdaniem, kto ten bałagan stworzył ( bo to jest bałagan) powinien naprawić. Nie ważne w tej chwili jakim kosztem. Czy rząd ma, czy nie ma na to funduszy. Jak nie ma, to niech chociażby dodrukuje.

Przyjąć albo nie

Życie jakie jest, każdy widzi i czuje.

Widzi ludzi kochających się i nienawidzących. Smutnych -wesołych. Rozżalonych – rozanielonych. Szanujących się i nie. Uzurpujących prawo do wszystkiego – filantropów. Bogatych -biednych. Walecznych i poddańczych.

Do jakiej kategorii zakwalifikować osobę, zostawiający rodzinę dla chwili (około roku) uniesienia.

Kłamca?

Gracz?

Zakochany?

Oczywiście można się zakochać, nigdy nie wiemy kiedy i w jakim momencie to uczucie nas zaatakuje. Później miotamy się jak mysz w pułapce. Żonę/męża oszukać, kochanka/kę okłamać. Nie da się być w dwu miejscach naraz w tym samym czasie. Nie możliwym jest umawiać się z kochanką/kiem w miejscu publicznym jeśli chcemy utrzymać małżeństwo, obiekt naszch westchnień i nie tylko, dwa łóżka. Spotkania w miejscach ustronnych szybko nudzą, chce sie więcej, lepiej dłużej, bezproblemowo. Na dłuższą metę się nie da. Ona/on dostrzega że małżonek/ka bardziej dba o siebie, wraca później, drzemie na kanapie, rozmowy wieczorne się urywają bo nie ma, nie tyle kontaktu wzrokowego jak duchowego. Ona/on jest fizycznie ale … myślami w innym ciekawszym świecie. Zdradzają maślane oczy i uśmiech do własnych myśli. Błogi stan zakłócany jest myślami, o wymyśleniu następnego kłamstwa, takiego które da się “sprzedać za dobrą cenę”.

Nie ma zbrodni doskonałej, jak też nie ma zdrady doskonałej.

Wcześniej czy później wszystko ujrzy światło dzienne.

W zdradach najlepszymi śledczymi są dzieci i osoby trzecie.

Skyp zadzwonił. Na wyświetlaczu Dana. Nie wiem skąd, nie wiem jak to zrobiłam. Wiedziałam, że ON chce wrócić.

-powiedz co mam zrobić? spytała

-przyjądź – to była moja odpowiedź.

Nie musiałam się zastanawiać, o co Dana poprosiła. Zastanawiałam się nad ich sytuacją dość długo. Od dnia kiedy ON się wyprowadził zastanawiałam się częściej. Rozważałam za i przeciw. Dana podchodzi emocjonalnie a ja znając ich oboje od studiów, rozważam ich charaktery, podejście do życia, ich potknięcia i osiągnięcia.

-a gdyby Tobie coś takiego się przytrafiło? spytałam

-nie przytrafiło się – usłyszałam

-ale szukałaś …..

Milczenie.

-no to co mam robić – spytała

No co ona ma robić. Przeżyli ze sobą wiele lat, w zasadzie nie kłócili się, żyli w zgodnie, podjęli wspólną decyzję wyemigrowania, przeżyli wszystko najgorsze co może spotkać emigranta na obczyźnie, dzieci dorosłe, mają już swoje lata i kredyt na dom. Jeśli chcą mieszkać osobno i gdzieś kątem aż do śmierci …

Bo dom trzeba sprzedać, a ze sprzedaży, nawet jednego apartamentu nie kupią. Młodszy syn jest na etapie wyprowadzki nie stać będzie jej spłacać kredyt za dom.

On nowego życia już nie rozpoczął a ona też nie rozpocznie. Po co szukać czegoś gorszego, jeśli to co mają jest znośnie.

Ona spróbowała z “brydzystą”, on z “korzeniami włoskimi”, czas się na stare lata ustatkować.

W taki to sposób kończą się romanse starych ludzi.

Gdyby to było na gruncie polskim, podejrzewam, że by się rozstali.

Kanada ich połączy.

Nie na darmo, nie tak dawno , krzyczała mi na skype

….jak ja kocham Kanadę…!!!!!!

„matka (kanadyjka)”

Nie jedne zmagania olimpijskie są za mną. Nigdy jednak tak nie kibicowałam amerykańskim sportowcom zimowych igrzysk.

Kilka dni temu, a dokładnie w czwartek, rozmawiałam na skype z Daną. Nie będę wspominać o jej kłamstwach odnośnie faceta z gazety. I jej nie pierwszego spotkania z nim. Jak to w rozmowie, niespodziewanie dla niej samej, wygadała się, a ja udałam, że nie zauważyłam, jestem głucha i głupia. Nie chciałam stawiać jej w głupiej sytuacji, nie trzeba mi pokrętnych tłumaczeń, wyjaśnień. Znamy się tyle, tyle lat … a ona, a ona chce ciągle coś mi pokazać, udowodnić. Każdy rodzi się w innej rodzinie i z innym rodzinnym bagażem. Miałam wspaniałego Tatusia, mimo że mamusia nie potrafiła okazywać miłości, Tatuś dał mi miłość jakiej dziecko oczekuje. Miałam wspaniałe dzieciństwo. Dana dorastała w innej rodzinie i innej kulturze rodzinnej. Zawsze była poważna, upolityczniona, beztroskie zachowanie było jej obce. Chciała zachowywać się czasami swawolnie, ale jej nie wyszło. Pierwsze małżeństwo dla żartu jeszcze na studiach, skończyło się rozwodem.

Teraz drugie małżeństwo, skończy się… nie wiem jak, ale do końca lutego mąż ma się wyprowadzić. A ona szuka faceta (na gwałt) i mi kłamie, że na oczy go nigdy nie widziała. Nie pasował mi ten brydż, bo już o tak facet, gra w brydża, a tydzień wcześniej była na brydżu ze staruszkami. Nie pasowało mi i nie pasuje, wiele szczegółów.

Nie ważne.

Rozkrzyczałała mi się na skype .

Kocham Kanadę!!!! Jak ja kocham Kanadę!!!!!

Aż mi się głupio zrobiło, że kocham TYLKO rodzinę, dom, kwiaty, zwierzęta, ludzi….. A nigdy nie pomyślałam, żeby wrzeszczeć, że kocham, USA, POLSKĘ, FRANCJĘ, …..nie będę też wydzierać się, że kocham morze, ale lubię morze, ocean, mimo że woda może mi sięgać tylko do kostek. Zrobiło mi się przykro, że jestem niewdzięczna krajowi w którym się wychowałam i temu, który mnie przygarnął. Tylko….nikt mi niczego nie dał za darmo, do wszystkiego doszłam swoją ciężką pracą, fizyczną i umysłową oraz cierpliwością w zdobywaniu wieli pagórków i szczytów. Niech wspomnę też, zdobywając upragnione szczyty nie raz, potykałam się, nabijałam guza, opadałam z sił. Kraj to też, panujące w nim przepisy, ustawy, nakazy i zakazy, które nie zawsze działają na korzyść obywatela, a działać powinny. Np. ochrona kobiet przed oprawcami. W stanach kobieta nie musi uciekać, to oprawcę się w sekundę eksmituje.

Bo czym jest miłość do kraju, którego nie znasz, czym jest miłość do kraju, który opuściłeś?

Moim skromnym zdaniem, najważniejsza jest rodzina, bo czymże byłby kraj bez rodziny? Połacią ziemi nad którą tylko wieje wiatr. Można kochać i wiatr i tą połać, ale to jest miłość nie odwzajemniona, pusta, nie budująca, jałowa.

Krzyczała o tej swojej miłości do Kanady, że niby Kanada dała jej wszystko. Dokładnie widziałam co dała, a co w Polsce Dana miała. Miała dom swoich marzeń, zamieniła legalnie na … mniejsza o to.

Więc, śledziłam zmagania sportowe olimpiady zimowej i cieszyłam się ze zdobytego każdego pierwszego miejsca amerykanów. Żeby Dana mi nie mówiła … teraz wiesz dlaczego kocham Kanadę…

Każdy kocha to co chce.

Można kochać marzenia i sny ulotne.

Naiwność czy głupota?

Faceta z którym się Danuś ma jutro spotkać, na oczy nie widziała. Trzeba do reszty zgłupieć albo być desperatką, aby pozwolić nieznajomemu facetowi (polak) przyjechać pod swój dom. Wsiąść do jego samochodu i pozwolić się zawieźć na lunch. A jeśli się jej ten facet nie spodoba? to też wsiądzie do jego samochodu? A jeśli będzie ją później nachodzić? A jeśli się facet spodoba, ona wsiądzie do jego samochodu a on jej nie zawiezie do restauracji tylko wypchnie z rozpędzonego samochodu, za jej głupie gadulstwo?

A jeśli…..

Dlaczego kobiety nie myślą? Dlaczego chce zrobić na złość swemu zakochanemu w młódce mężowi? Co i komu chce udowodnić? Dobrze jeśli wszystko się dobrze zakończy, ale żeby podawać adres nieznajomemu to szczyt głupoty.

No cóż, nie moje życie. Nie mój mąż. Żeby tego było mało, to poleciała do wróżki, wydała 60$ (kanadyjskich dolców), licząc w tej chwili każdego centa, bo zakochany mąż wydaje na panienkę. No cóż wydała to wydała.

– ona jest w ciąży – powiedziała.

Przez myśl przelaciała mi dziewczyna jej młodszego syna. Danuś sprostowała moje myśli.

– dzwoniła do ciebie, mąż ci powiedział? – dopytuję się

– no co ty, wróżka mi powiedziała

Aby nie zrobić Dance przykrości, śmiech stłumiłam. Pisząc to. W tej chwili nie mogę powstrzymać śmiechu.

– muszę z nim porozmawiać, bo jego panienka jest w ciąży, on o tym nie wie, to jest moja rodzina- gadała bez sensu

– to co? Powież mu że wróżka ci powiedziała? – spytałam

Danka chyba straciła resztki rozsądku. Na siłę chce poznać faceta, lata na baseny, kółka brydża, wertuje anonse, odwiedza wróżku. Nie dociera do niej, że staje się śmieszna. Nie potrafię jej uspokoić przez skypa, czy potrafiłabym to zrobić będąc tam na miejscu? Wątpliwe. Ona wpada w jakąś paranoję.

Jak było fajnie z mężem to się nudziła zamiast swoje małżeństwo ożywić, teraz jest jak jest. Oh, wiem, czasami nie ma czego już ożywiać, rozpada się, wali i umiera.

Zobaczymy co jutrzejszy dzień przyniesie.

Pogody nie zmienimy, obrotu kuli ziemskiej nie wstrzymamy, reszta jest w naszych możliwościach.

Porada

Zadzwoniła Danuś. Oczywiście ma problemy z mężem. No cóż, zakochany ale nie w żonie. Zmienił upodobania na młodsze i z korzeniami włoskimi. Z jego korzonkiem jak Danuś zdradziła, jest nie najlepiej, w to nie będę wnikać. Młodsze? Bo on i od Dany jest 4-5 lat młodszy. Nie pamiętam, bo w czym niby to jej by pomogło. Nie odmłodzi się, lat nie cofnie, a gdyby nawet by się udało, to zakochany obiektu swego uwielbienia nie skieruje obecnie w stronę swojej ślubnej. Nie po to wzdycha i nie tylko, bo wakacje spędził ze swoją 35latką, żeby teraz drapać plecy swojej starej żonie. Na prośbę o podrapanie , usłyszała … podrap sobie sama… Ot i się doczekała. Niańczyła go, traktowała go jak trzecie swoje dziecko. A “dziecko” niewdzięczne, robi jej problemy. Rozszalała się i rozkrzyczała Danuś…pogonię, rozwiodę się, dom na kredycie sprzedam, wywalę z sypialni…pokrzyczala i na tym zakończyła. Poszła do adwokata – polskiego darmowego. Jaka zapłata taka i porada. Rozwiedzie się, to państwo da rozwiedzionej:  pieniądze, dom i słuchając co Danuś mi opowiada, oczami wyobraźni widzę Kanadę jak Danuśce jeszcze jedzenie wkłada do buźki a Danuś wybrzydza. Zapomniała moja Danuś jak jej państwo pomogło po przyjeżdzie, a jednak emigrowała do Kanady legalnie. Przez pół roku nie mieli na chleb, nie mieli pracy, tułali się z jednego domu polskiego do drugiego. Dostali komunalne mieszkanko z innymi emigrantami, po powrocie z urzędów zastali tylko ramy do łóżek, nic więcej. Przejedli pieniądze które z Polski przywieźli. I teraz niby Kanada ma jej dać wszystko. Jeśli da to dobrze ale… nie licz na cudze jak swojego nie masz. Nie dała Danuś nic sobie wytłumaczyć. Poleciała do koleżanki, która ją skutecznie sprowadziła z obłoków na ziemię i postawiła obok zakochanego w młódce męża. Nie podskakuj, masz faceta zakochany to zakochany, tankuje samochód, spłaca kredyt, naprawy w domu dokonuje, coś tam gotuje, więc cicho siedź bo możesz mieć po rozwodzie tylko gorzej- powiedziała. Więc Danuśka, poluzowała, ucichła, nie podskakuje, tylko… zaczęła szukać w odwet na mężu, faceta. Pyta czy ja mam jakiegoś dla niej. Gdzie ja a gdzie ona, odległość. Całkowicie odbiło babie i tak też jej mówię. Przyjadę do ciebie – krzyczy – chcę podładować akumulatory. ….Oooo nie, ty chcesz mnie babo zamordować, masz siedzieć tam gdzie siedzisz – usłyszała w odpowiedzi. Niepocieszona umilkła. Rozumiem, chce coś zmienić, komuś coś udowodnić, ale tak się nie da, za szybko, za natarczywie. Dziś dzwoni i prosi o radę, a właściwie o naukę. Bo jak to ja robię, że faceci  za mną sikają – tak powiedziała. Zaszokowała mnie to mówiąc. Nie widziałam sikającego faceta, chyba gdzieś tam pod drzewem lub murem, obszymurka, było to w Polsce bo tutaj nie mam takiej możliwości. Wszędzie samochodem, pod sklepem alkoholowym nigdy nie ma żadnej opierającej się o mur lub drzwi osoby.

Naucz mnie proszę bo szykuje mi się randka – prosi. Ty jesteś taka inna, ja tak chcę, ja chcę być taka. Po tych słowach zaczęłam zastanawiać się, jaka to ja jestem. Normalna, wesoła, szczęśliwa, uśmiechnięta, o poranku widząc siebie w lusterku uśmiecham się i życzę miłego dnia puszczając do siebie oczko, cierpliwa, wyrozumiała, delikatna, twardzielka, szczera, uczynna, pracowita, miła, sympatyczna, potrafiąca zamknąć buzię w pół zdania. No nie, same zalety. Po prostu nie mam i nigdy nie miałam kompleksów co nie znaczy, że rozpiera mnie pycha i zarozumialstwo. No i jak moją Danuś nauczyć tego wszystkiego. Mam jeszcze obejrzeć przez skypa jej garderobę i podpowiedzieć co ma na siebie włożyć. Od razu zapowiedziałam, że te klapkopapucie to ma wsadzić głęboko w szafie.

Niestety nie podejmuję się nauczenia jej bycia mną. Tego się nie da zrobić. Każdy ma swój charakter, usposobienie, zachowanie. Ma być sobą, koniec i kropka. Tylko nie może być nudna bo nikt nie wytrzyma na dłuższą metę, a jest, o tym ona wie, ja i jej zakochany mążniemąż.

Tak to teraz widzę: mąż szalejąc, zaraził żonę, czy to grypa czy katar ale to im przejdzie.

Drugi dzień 2018

Przegląd wiadomości: ” Stockinger się zakochał”

Bardzo dobrze, lepsza miłość od nienawiści. Nawet jeśli kocha 20-latkę. Co komu do tego. Miłość, mówią, nie zna granic i nie liczy wieku. Nie każdemu jest dane przeżycie prawdziwej miłości, różowych okulach, skrzydeł zamiast ramion, łez z uniesienia i braku możliwości Jego widzenia, seca drżenia. Kochać kogoś, daje nam wiarę na lepszą przyszłość. Kochajmy i róbmy wszystko aby nas kochana. Pozwolić komuś aby nas kochał, nie jest proste. Przecież jesteśmy otwarci, wspaniali, piękni, mądrzy, tylko …. kocha się za SERCE a nie za piękno czy mądrość. Dodatki w postaci piękna i mądrości są jak najbardziej mile widziane na początku naszej miłosnej drogi😁.

Czasami mamy wrażenie, że kochamy a przy mniejszej porażce jego/jej wylewamy kubeł zimnej wody, nie ma prób zrozumienia, pomocy, kompromisu. Ale i taka namiastka miłości jest światu potrzebna, bo każde uczucie prowadzi do miłości, mimo że jest to kręta droga. Każda miłość przemienia się w inną dojrzalszą miłość, zroumienie, uczy nad ciepliwości i dbałości o jego/ją.

Więc nie należy krytykować kogoś za jego uczucia miłości. ( nie poruszam spraw religijnych) Niech kocha i niech będzie kochany, nawet za to że ma kasę lub jej nie ma, za zmarszczki, za to że nas kocha, za młodość i starość wreszcie za serce, którego coraz mniej na tym świecie.

Pozwólmy ludziom dokonywać wybory, robić pomyłki i płacz po utracie. Nie decydujmy za innych, każdy ma swoje życie do przeżycia i nie starajmy się żyć za kogoś, to jest niemożliwe.

“Chiny potęgą gospodarczą”. Kraj bogaci się na wykorzystywaniu dzieci do prac za miseczkę ryżu. Kraj gdzie jest najwyższy wskaźnik samobójstw. Kraj w którym ludzie sciśnięci są jak sardynki w konserwie, gdzie jeszcze do nie dawna pozwalano na zabicie drugiegi dziecka tym samym posiadanie JEDNEGO. Kraj gdzie je się dosłownie wszystko, łącznie z karaluchami. MM pracował w Chinach przez 6 miesięcy. Widział – ruszające się na takerzach ruszające się robaki, karaluchy, smażone psie mięso itd. Kraj który nie daje rady z wyżywieniem swoich obywateli, emisją gazów (wszędobylski smog), wykorzystywaniem ludzi do orac w nieludzkich warunkach, jest na łamach wszystkich gazet i wigóke nie dlatego że jego praktyki są karygodne ale, że w związku z prowadzeniem karygodnej polityki staje się potęgą gospodarczą. Każdy czytał o listach wszywanych lub wkładanych w wyroby z Chin, w których pracownicy proszą o pomoc. Świat nic z tym nie robi, zachłystnął się “potęgą” i spowadza za grosze produkty z Chin.

Nie popieram polityki Chin, również kupuję chińszczyznę i wcale nie dlatego że jest tania, nie ma czasami wyboru, bo w moim kraju taki produkt nie jest produkowany. (Światowa polityka?) MM kupił, a właściwie zamówił na amazonie, coś co pomoże i ułatwi śpiące życie. Przed snem nie będę musiał trzymać w ręku iphona lub ipada. Pudełko jak pudełko lecz zastawiające, nie ma żadnej wzmianki o producencie, obracając we wszystkie strony, szukałam i szukałam na pudle i pudło. Nie znalazłam. MM zamontował, próbowałam jeszcze przed świętami, jeden raz. Trochę nie wygodne jak się nie ruszam, w bezruchu jest ok. Ręce wolne, ale co z nimi możba robić w łóżku? Postawiłam to coś ponownie. Poruszyłam się, to coś zwaliło się na podłogę, na dywan, dywan pluszowy, gruby. Dlaczego to takie ważne, jaki dywan? Pod dywanem jest wykładzina! To coś się połamało!!!!! MM powiedział – czego oczekiwać po chińczykach. Zamówił dwa egzemplarze, postawił mi na łóżeczku drugi.

“Playback Fonsiego” – zrobiony problem z niczego. Zapłacili pół miliona, nie mogłam doczytać się w jakiej walucie. Zagrał jak zagrał, kase zwinął i się bez winy zwinął. Na przyszłość należy warunki umowy jasno i przejrzyście ustalić, bo następnym razem zapłaci się za coś czego nie będzie lub nigdy nie istniało, jeszcze się nie narodziło lub już bawi się z aniołkami. Możliwym jest, że w umowie był dopuszczony playback, więc nie ma po co bić piany. Media podsycają, nie wyjaśniają.

Jeszcze wiele artykułów, szkoda mojego czasu. Zeszłam do piwnicy, uporządkować choinkowy bałagan. Późnym wieczorkiem skończyłam porządki.

Przyjazd

Od trzech dni jestem po tej drugiej stronie. Odebrała starsza siostra. Pojechałyśmy od razu do mamusi. Mamusia nie zmieniła się, wagi, zmarszczek nie przybyło. Tak jakby wszystko stanęło w miejscu od 2 lat. Nie pochyliła się bardziej, jedynie chodzi bardzo wolniutko, zrobiła wielkie głupstwo,  prawie dwa tygodnie przed moim przyjazdem. Mamusia ma straszną ostoporozę (lekarze zaniedbali), nie wolno jej dźwigać i obracać się w pośpiechu. wszystkie czynności musi wykonywać w spowolnionym tempie, nie rozumie tylko zdrowy człowiek, jak takie zycie jest utrudnione. Mamusia chciała podnieść doniczkę, dość dużą, przeładowaną ziemią. Nic nie gruchnęło w kręgosłupie, przestawiło się, po nocy sie polepszyło więc, poczuła się na tyle dobrze, że w pośpiechu się schyliła, nie odchyliła się. Wezwana lekarz przypisała lekarstwa i zaleciła kilkudniowe leżenie. Poszło na poprawę i dobrze. Dziś kupiłam mamusi pas na kręgosłup. Mówi, że pas jej pomaga. Cieszę się, będę musiała sobie taki kupić, wprawdzie mam, ale ten jest szerszy i posiada więcej fiszfinek, mój tylko dwie. Kupię również pas na biodra, jak mi się nie spodoba to mamusi oddam. Wizyta u mamusi w pierwszy dzień mego przyjazdu była króciutka, oczekiwałam majstra, należało przyszykować dom do używalności. Podłączyć piec gazowy, odpowietrzyć grzejniki (tak, tak, grzeję, nie jestem przyzwyczajona do chłodów a tutaj zimno i deszczowo). Nocowałam w swoim domu.

Drugi dzień, dłuższa wizyta u mamusi i powrót do siostry domu aby jej dom przyszykować do zimy, wyjeżdża. Ten sam fachowiec jakby nie ten sam, nie pijany ale nie  kontaktowy. Nie słuchał nikogo robił swoje, rozkręcał krany spłuczki i jeśliby mógł powyrywałby rury ze ścian. Krzyczałam na niego i wyciągałam z łazienek, a on jak w transie. Nie rozumiał co się do niego mówiło. Chociaż wiele razy mówiłam do niego po angielsku, on patrzył na mnie wytrzeszczonymi oczami. Nabrudził, zostawił straszne pobojowisko, wszystko co możliwe porozkręcane, bić się przecież nie mogłam z idiotą…naćpanym facetem. No nie wiem, w jego wieku ćpać? Wszystko możliwe, teraz świat się zmienił. Za wykonane? nie dokręcone rury z których sączy się woda, przecieka również przy piecu, spłuczka nie dokręcona, pogubił uszczelki leży na desce sedesowej.  Jeszcze nie zapłaciłam. Umówiłam się na jutro, nie zapłacę umówionej kwoty. Naprawy usterek nie potrzebuję.

Po pomachaniu siostrze na pożegnanie, zdecydowałam się na długi bo 8 kilometrowy spacer. Pogoda była znośna, wiało, chłodno ale nie padało.

 

Dzisiejszy dzień,  zaczęłam od szukania innego fachowca. Zadzwoniłam do przedstawiciela w Polsce firmy produkującej piece gazowe jaki posiadam. Okazało się, że  w moim mieście “mój fachowiec” nie jest serwisantem (a przecież podawał się za takiego) i nie ma podpisanej umowy na takie usługi. W tej chwili to jest i tak nie ważne, ponieważ gwarancja wygasła 3 lata temu.  Otrzymałam numer telefonu do autoryzowanego serwisanta. Rozmowa była jak najbardziej fachowa, przyszykuje mój dom do zimy na okres mojej nieobecności. Póżniej do sklepu, do mamusi i powrót do domu. Upiekłam kajzerki, postawiłam zakwas na chlebek, porozmawiałam ze starszą. Jest już na miejscu leciała piętrowym samolotem. Co jak co, latałam chyba wszystkim, teraz miałam łóżko z pościelą w samolocie, ale….piętrowym  nie latałam.  Miejsce miała na piętrze, rzekomo niezapomniane wrażenie. Cieszę się, że i jej trafiło się coś przyjemnego.

Pokazałam moje kazjerki na skype, rozochociła się, kupi maszynę do pieczenie, dam jej wszystkie wypóbowane przepisy. Będzie piekła. Cieszę się, że zmieniła zdanie i jest bardziej pozytywnie nastawiona. Dobrze.

Jestem sama w wielkim domu. Różnica czasu 6 godzin. Dzieci czasami zapominają i dzwonią o dziwnych porach. Kładę się o 3 am wstaję między 9 a 11 am. Zanim sie przestawię, trzeba będzie wyjeżdżać. Córcia i MM czasami podglądają moją lokalizację. MM teraz jest w biurze, czekam do 1am. Będziemy mogli spolojnie porozmawiać, w czasie lunchu, szybciutko.

Siedzę przed laptopem, patrzę na ściany, słucham muzyki

Zastanwiam się, tutaj sama, tam sama, cztery ściany, muzyka, lapka wina. Mimo wszystko jestem szczęśliwa i radosna. Nie nudzę się ze sobą, zawsze mam co robić. Tak jak postanowiłam przed wyjazdem, ztarłam kurze tylko te niezbędne, podłogę w kuchni zmyłam, łazienkę tylko jedną wytarłam troszeczkę. Odpoczywam i relaksuję się. Pomagam mamie, nikt mnie nie wciągnie w żadne konfliktowe dyskusje. Jednym słowem robię to co powinnam, jest mi dobrze.

Człowiek powinien żyć w zgodzie ze sobą, reszta  spraw się ułoży.

 

 

 

 

Uśpienie, eutanazja

Meteorytów nie dojrzałam. Nie to miejsce i nie ten czas. W internecie piękne zdjęcia ludzie zamieszczają, u mnie żadnej spadającej gwiazy nie było. 

Zajrzałam na znajome blogi i ….uwierzyć nie mogłam jaki hejt zapełnił komentarze pod postem o uśpieniu pieska. 

Urodziłam się i wychowałam w mieście wojewódzkim. Na naszym podwórzu zawsze chodził piesek, kurki, indyczki w budynku gospodarczym była jedna świnka (pierwsza i ostatnia). Każde zwierzę miało swoje obowiązki. Pies strzec domostwa, kura znosić jajka, indyczka i świnka, rosnąć i się tuczyć. Zmiana przepisów wraz z innymi uwarunkowaniami, zmusiła do pozostawienia tylko pieska. Było ich w moim życiu kilka. Ostatni piesek przeżył około 20 lat. Oślepł, zęby powypadały, już o własnych siłach nie poruszał się,  lekarzy weterynarzy było jak na lekarstwo. Zajmowali się jedynie wiejskimi zwierzętami a najwięcej inseminacją. Psy miejskie cierpiały i zdychały w cierpnieniu. Blogerka zamieściła post, chce uśpić starego psa z którym ma ogromny problem (pies stary, chory, organizm nie kontroluje żadnego wydalania) mąż chory potrzebuje opieki, a ona też stara i nie ma chęci do życia. Wszystko ją przytłacza, brak radości i tak jak napisała … ma wszystkiego dość….Nawet pogoda deszczowa ją drażni, drażni robienie przetworów, drażni wszystko. 

Moim zdaniem ma, jak to się kiedyś mówiło, wielkiego doła, dziś mówi się depresję. Jak zwał, tak zwał, jest jej ciężko. Posypał się hejt i życzenia aby i blogerkę uśpiono itp. Jeszcze nikt nie opisał i nie pokazał swoich uczuć tak, aby były odebrane w sposób jaki czujemy. Każdy z nas odczuwa inaczej ból zęba, głowy, brzucha, utraty bliskiej osoby itp, każdy z nas odczuwa inaczej radość, nienawiść, złość itp. Inaczej rozumiemy słowo … rozumiem… bo teraz słowo rozumiem zastąpiono słowem empatia. 

Jeśli nie da rady opiekować się starym, chorym, cierpiącym, nie rokującym na wyzdrowienie pieskiem, weterynarz zadecyduje, podobno jest pod jego fachową opieką. 

Nie można powiedzieć, jeśli psa usypia to i męża może również. Jeśli ona obłożnie zachoruje, pies im szklanki wody nie poda bo sam potrzebuje opieki. Nie możemy porównywać zwierząt do człowieka. Zwierzę jest całkowicie zdane na ludzi, bez nich albo wymrze, albo zdziczeje. 

Najbardziej zaskakujące dla mnie jest to, że komentującymi są anonimowe osoby. Jeśli bronimy wspólnego dobra, imienia lub stajemy w obronie innych nie mogących się bronić, nie zakładamy maski a wprost przeciwnie pokazujemy swoją twarz.

Komentatorzy założyli maski. 

Zarzucają jej zgorzknienie, zajadłość, brak człowieczaństwa, pokazując w swoich komentarzach, właśnie swoje negatywne cechy. Żadna osoba nie probuje dyskutować, atakują a w tych atakach aż kapie od nienawiść do blogerki.

Jestem za uśpieniem psa, jeśli …. kwalifikuje się do uśpienia. 

Jestem za eutanazją, jeśli cierpienie jest  nie do zniesiena i medycyna nie jest w stanie pomóc choremu. Pod warunkiem, jeśli chory sam zgłosi chęć odejścia. 

Nie ludzkie? 

Skazywać cierpiącego na cierpienie, w imię cierpienia jest nieludzkie. Każdy człowiek odpowiada za swoje życie, pozwólmy każdemu z nas decydować o sobie. 

Życie nam dano – lecz nie na wieczność. 

Starość

– czy ty myślisz, że umrzesz bo tak Tobie się chce, że tak sobie to wymyśliłaś? Nie denerwuj mnie, bo umierasz od chwili moich urodzin i jeszcze żyjesz i mnie i moje siostry przeżyjesz. Chcesz zwrócić na siebie uwagę, ale żadna z nas nie rzuci swoich obowiązków i nie poświęci swojego życia dla Ciebie. Jesteś stara jak mówisz, nie chcesz żyć, to popełnij samobójstwo, tylko…skutecznie, tak aby nie skrzywdzić jedynie siebie. Nikt Ciebie nie rozumie? Nikomu nie opowiadasz o swoich chorobach? Ależ Ty ciągle o nich mówisz, nawet nie boli to mówisz, że boli. Kto jak nie ja biegłam 2 km do budki telefonicznej, zadzwonić po pogotowie kiedy Ty leżałaś bez znaku życia? Kto stał pod drzwiami pokoju obgryzając paznokcie i był w skrajnym załamaniu, kiedy Ciebie reanimowano? Nie rozumiem mówisz? Nie trzeba opowiadać o chorobach i cierpieniu, kiedy się mieszka w jednym domu i śpi za ścianą. Śpi? Jak zasnąć kiedy matka jęczy z bólu? Kiedy inne matki wychodzą latem na podwórze i ulicę, a moja matka leży chora w domu, szpitalu lub sanatorium. Nie rozumiem mówisz? Kiedy wracam ze szkoły głodna jak pies zimą, na obiady zapisać w szkole nie można było bo matka nie pracująca, w domu nie tylko obiadu nie ma ale po garnkach wiatr gwizdał.  Fajerki zimne bo od wielu dni nikt nie rozpalał pod nimi. Ty mówisz nie rozumiem? Kiedy za oddalającą się Belką, wyskakuje matka z kanapką i krzyczy…Belcia kocham ciebie… za mną nikt nie wyskakiwał i nigdy nikt nie powiedział, że mnie kocha. Nie rozumiem? Więcej rozumiem, niż potrafisz to sama zrozumieć. Twoja choroba była z nami i jest wciąż nie tylko z nami ale i w nas. Nawet jak ciebie nie boli, to mówisz, że boli. Tylko my nie jesteśmy Twoim mężem, my mamy swoje rodziny i swoje życie. 

Chcesz się położyć w łóżku i nie wstawać? Ależ kładź się, tylko nie oczekuj że któraś z nas będzie siedzieć przy Tobie. Złożymy się i zatrudnimy opiekę, niech siedzi, tylko kto wytrzyma z tobą? Powiedz kto? Kto będzie miał tyle współczucia jakie miał TATUŚ? Nie oczekuj od opiekunki współczucia. Dobrze leżeć bez świadomości, nie czujesz, nie słyszysz, nie rozumiesz. Gorzej ze świadomością, dupę będą wycierać za mało delikatnie, przewracać za bardzo agresywnie, karmić rozlewając. A co Ty sobie myślisz, że ktoś Ci serce swoje odda, ktoś obcy? Zacznij myśleć jak zabezpieczyć się, na jutro. Wstać bez bólu, jeśli oczywiście wystąpi. 

– Zawsze jest.

To podjedź do lekarza, starsza córka jest, niech Ciebie zawiezie do lekarza, niech odciąży młodszą, a nie zajęta swoimi sprawami, wciąż tylko ona i ona. Czas tej starej siostrze już dorosnąć. 

– bo wiesz ona powiedziała……

Przestań nadawać na swoją najmłodszą córkę, nie chcę już tego słuchać. Mieszkasz tam i jesteś uzależniona od niej. Ona jest każdego dnia, w każdej minucie Ci pomoże, ja nie przyjadę na każde Twoje zawołanie, starsza też nie. Zresztą starsza, ma to gdzieś, wiedziałaś, że jak przyjedzie to będą tylko plotki i  tak było, zamiast uciszyć to pozwoliłaś, a może i sama dolewałaś oliwy do ognia, więc powstała afera. 

Powiedziałam, przestać gadać źle na swoje córki, niczego dobrego z tego nie będzie.

– chcę umrzeć.

To umieraj, jak chcesz to w końcu to zrób, tylko nikt na zawołanie nie umiera. Może jeszcze przeżyjesz swoje córki, co wtedy? Narzekasz i narzekasz ale co z tego wynika? Zacznij opiekować się sobą, bo nam opiekować się tobą jest trudno. Nie chcesz przyjmować tabletek, to nie przyjmuj ale i nie mów, że coś boli. Idziesz do lekarza, chrzanisz głupoty to ci przypisuje tabletki, teraz mówisz, że ich nie potrzebujesz. Zdecyduj się w końcu. 

– ja wszystkim przeszkadzam. 

No takim postępowaniem, to i przeszkadzasz. 

###########################

Nie, nie będę jak moja mama, nie jestem. Kiedy byłam małą dziewczynką, przyrzekłam sobie, że jeśli będę miała dzieci  ……  będę je przytulać, całować, mówić że je kocham, doradzać i będę najcudowniejszą mamą na świecie, takiej jakiej sama nie miałam.  MAM NADZIEJĘ ŻE JESTEM 😀😀😀

 Widziałam niedociągnięcia i pomyłki mojej mamy, może robię inne ale ….. wiem, że nie chcę być taka jak moja mama w tej chwili. 

NIE WOLNO, NIE WOLNIE i jeszcze raz NIE WOLNO!!!!!!!!!!!

Plotkować przy dziecku na drugie dziecko!!!!

Złe zdarzenia swoich dzieci zachować tylko i wyłącznie dla siebie.
STAROŚĆ NIE JEST FAJNA, ALE TRZEBA W TEJ STAROŚCI ZACHOWAĆ TWARZ. 

Pamięć

Leżąc w łóżeczku jak zwykle poczytałam news z kraju i ze świata lub odwrotnie świata i z kraju. Lokalnie: pochmurnie ale cieplutko, niektóre ulice zamknięte i omijać, powalone drzewa zablokowały przejazd, główna autostrada łącząca NY z Florydą wciąż w naprawie po spaleniu i zawaleniu się, możliwe że pod koniec maja oddana zostanie do użytku.

Cynamon czyni cuda!!! No to jeszcze w pidżamie pobiegłam pisypać kwiatki i krzaczki. Sypie na ziemię i kwiatuszki. Po skończeniu zorientowałam się, że ten zapach mnie nie drażni i nie jestem nerwowa, a powinnam. Czytam, napisy na buteleczce duże, okular nie potrzebuję jeszcze taka ślepa to nie jestem. Cloves, no oczywiście goździki. Wzięłam cynamon do ręki i poszłam na swoje”pole” ponownie. Posypując, tym razem odwracałam głowę.

Teraz mam mieszankę na krzakach i kwiatach, goździkowo-cynamonową. Może zapach cynamonu odstraszy wiewióry?  Byłoby dobrze. Może zapach goździków je przywoła, byłoby nie dobrze!

Więcej czasu, wolny cały tydzień, mam czas na zaparzenie kawy w rondelku. Co za zapach ahhhh, co za smak ahhhh. Nie zawsze jest czas delektować się, jeśli trzeba do pracy. Do pracy! Praca nie tylko daje pieniążki, wyjście z domu, styczność z ludźmi, wymiana zdań na tematy nawet te nieważne jest ważne.

Byłam z MM w biurze projektowym kuchnie. Całkiem inne spojrzenie, tym razem zajmuje się nami młoda kobietka. Potrafi podpowiedzieć i poradzić, co bardzie funkcjonalne. Oczywiście wiem co mi jest potrzebne i to również zmieniamy w komp, ale są kwestie całkowicie mi w tej chwili obojętne, więc ona służy pomocą i podpowiada najlepsze rozwiązanie. Poprzednio w HomeDepot – facet, bez żadnych podpowiedzi, co chcę i jak chcę to zmieniał lub nie, jemu było obojętne nie jego kuchnia i ja z nią będę się turlać, chodziło jedynie o zainkasowanie kasy, a cena z kosmosu, jedynie szafki bez kosmetyki (malowania, układania kafelek, zmiany instalacji gazowej, wodociągowej i elktrycznej.) W tym office mamy dokładnie wyliczone ze wszystkim – gotowym do przyjęcia wszelkich robót, połowa ceny. Zdecydwaliśmy się. MM umawia się na termin robót, kiedy to będę nieobecna w domu, wrzesień. To mi odpowiada. Wyjeżdzam stara kuchnia, wracam tatammmmm, nowa kuchnia. 😀😀😀. Jeszcze odbędną się spotkania i uzgadniania, lecz na ten moment, wiemy na czym stoimy. Nie musimy brać innej ekipy do malowania, kafelek (a tak swoje obecne kafelki lubię, trzeba poszukać w internecie, może ktoś takie ma) itd. Jesteśmy zadowolenia z obługi i ceny. Jeśli coś wybierzemy droższego ( the lux) to i cena podskoczy, zdajemy sprawę, rozumiemy.

Dziś mam Mother’s Day – ogólnie

Obchodzimy w niedzielę, ja dzisiaj. Idę robić się na “bustwo”😀😀😀😩

Chciałam zrobić zdjęcie przed wyjściem ale…tylko zmarszczki najlepiej się uwidaczniają na zdjęciu reszta urody blaknie przy nich. Ech😢😢😢😢 No takie to są urody ludzi + ileś tam. Kiedyś myślałam, że mam zmarszczki, teraz to na pewno mam, nie muszę ich szukać z lusterkiem powiększającym, jak to dawno temu było. Mam to mam.

Nałożyłam sukienkę , która dość długo wisiała i czekała na okazję, mam takich rzeczy z metkami jeszcze dość sporo😀. Jak na mamuśkę dorosłych dzieci,  wyglądałam nie dość ale naprawdę superowsko. Byłam już po dwóch alkoholowych drinkach. Wciąż przestrzegam diety, może nie tak restrykcyjnie jak na początku stosowania diety. Dwa drinki zadziałały, chociaż nie potrzebuję wspomagacza aby być szczęśliwą, moja buzia zawsze się śmieje. Podchodzi do mego stolika kobieta, podchodzi do mnie, wiem że nie jest kelnerką bo mamy kelnera, wstaję i mówię do niej …. znam ciebie, ja ciebie znam… ona na to …jestem twoim lekarzem… o mój Boże …odpowiadam i biorę ją w objęcia. Całuję ją w policzek, ona składa mi życzenia z okazji dnia matki. Odwzajemniam życzenia. Ona była szczęśliwa ja również. Odeszła. Moje dzieci i mąż patrzą na mnie w oczekiwaniu wyjaśnienia, kim była kobieta. Moja ginekolog. MM skwitował – dobrych i szczęśliwych ludzi wszyscy pamiętają. Odchodząc podeszłam do jej stolika życząc miłego dnia. To była naprawdę niespodziewana niespodzianka, no bo jakie mogą być niespodzianki?  Czy w Polsce jest możliwym, aby lekarz podszedł do pacjenta i składał jemu życzenia? Szybciej śmierci można się spodziewać.

Byłam nauczycielem akademickim, nigdy się nie stawiałam. Dwóm studentkom załatwiłam pracę. Na ulicy i w sklepie podchodzili studenci do mnie z … dzień dobry  pani profesor, czy pani mnie pamięta?… niestety nie pamiętałam, żeby to była jedna klasa to możliwym, że 30 osób bym zapamiętała lecz więcej, z młodszych i starszych roczników, niestety, odpowiadałam…oczywiście, że pamiętam, co u ciebie, jak dajesz sobie radę…. Wiem, wiem, że to nie fair, lecz co można uczynić aby człowieka nie urazić, tym bardziej że darzy ciebie jakimś uczuciem, pamięta i chce być pamiętanym. Trudna sytuacja. Teraz po latach twarze moich studentów całkowicie się zatarły, z iminia niektórych pamiętam, z nazwiska jednego szczególnie. Nie da się zapomnieć, kiedy ci na wykładach zjada kanapkę wraz z folią w którą mama zawinęła, trzeba było wzywać pogotowie ratunkowe.

Dzisiejsza sytuacja dała mi  bardzo dużo do myślenia. Ludzie mnie pamiętają bo chcą pamiętać, a to bardzo miłe. Dzieki im za to i wielkie ukłony w ich stronę.

Prezent

Najpierw przeszukałam internet. Teraz wiem, że do jubilerów już iść nie muszę. Prześliczne bransolety, które sama bym nałożyła oscylują w cenach 10k$-w zwyż. Na polskich stronach podobnie w zł. Tutaj nie chodzi o to mam czy nie mam takich pieniędzy. Nie kupię tak wartościowego prezentu. Po pierwsze, takie pieniądze otrzymane w gotówce byłyby przeznaczone na inny pilniejszy cel niż bransoleta, która by leżała w szufladzie. Za 1k& nie ma sensu wogóle kupować, brzydkie, tandetne, odpustowe, szuflady szkoda. Młodsza siostra kończy 60tkę, a więc prwien etap swego życia będzie miała za sobą, emerytura tuż, tuż, nawet nie będzie miała gdzie nałożyć bransolety za 500zł co mówić droższej. Inwestycja? Nie mnie inwestować w siostrę, ona na pewno już ma poczynione jakieś inwestycje finansowe.

Dobry pomysł miała moja córcia z prezentem, nie do zrealizowania.

Czekam na rozjaśnienie umysłu w sprawie prezentu. W najgorszym przypadku, kwiaty i koperta. Gotówka się przyda, wyjedzie na wczasy, opłaci pielęgniarkę po operacji, spłaci ratę kredytu lub … wyda na co będzie chciała.

Wiem, że opłacę cały rachunek w restauracji. MM zaproponował. Piękny gest z MM strony.

Kwestia prezentu wciąż otwarta.

Nasze decyzje

Schowałam elektryczny kocyk, flanelową pościel, myśląc o lecie. Lato mamy, na podwórzu już gorąco, w domu chłodzenie, moje odchudzone (nie tak znowu wiele) ciało nie produkuje ciepła, pod kołerką jak na Syberii. Muszę założyć flanelę i okrywać się dodatkowo elektryką. Dwie kołdry, skarpety i ciepła pidżama nie pomaga, niestety. Miałam dłuższe spanko w planach, wolny dzień, sptkanie z Sandrą dopiero 11:30, 20 minut na dojazd, 20 na ogarnięcie się, wystarczy, tak planowałam kładąc się wieczorem do łóżka. 6:45 rano muzyczka smsowa. Syn, córcia i MM mają inne melodie i piosenki. Wybita ze snu nie rozróżniałam, patrzę w ciemnościach na ekranik tel. Synuś pyta co u jego mamusi słychać. Popisaliśmy troszeczkę,  ponownie usnęłam.

Restauracja w stylu i tutaj musze rzec, nie znam się na stylach, wewnątrz stoliki, gdzieś tam w głębi ukryty stolik. Muzyka nastrojowa. No i wchodzi Sanda!!!!!! Ta sama jak kiedyś, nic się nie zmieniła, nawet wyładniała. Kilka lat temu zrobiła operację plastyczną. Podniosła powieki. Po zabiegu jedna powieka jej całkiem opadła, musiała poddać się poprawce. Wygładziła zmarszczki, podniosła piersi. Byłam tam, widziałam jej cierpienie, po zabiegu, zapach opatrunków był straszny. Drapałam jej plecy, pomagałam zmieniać opatrunki. Obecnie wygląda normalnie, noooo zmarszczeczki jakieś tam są, ale …. czego oczekiwać? Że zabieg będzie działał w nieskończoność.?  Wygląda fantastycznie i nie omieszkałam powiedzieć. Spotkanie odbyło się w radosnej atmosferze, bo właśnie takie jesteśmy, szczęśliwe, pomimo że nie zawsze idzie po naszej myśli, jesteśmy szczęśliwe. Zamówiłam kawę, zanim Sandra dojechała i później zupkę pomidorową. Kawa jak kawa, czarna mocna, zupa? Chyba gorszej nie jadłam. Jak wybrałam tak miałam. Nastrój miejsca niesamowity, więc tam wrócę, z menu wybiorę inne danie.  Opowiadała o występach w NY i Las Vegas, to było dla niej bardzo pozytywne przeżycie. Brała udział w minionym i tym roku w wielu występach taneczno-baletowych oraz konkursach. Miło było patrzeć na jej ekscytację podczas opowiadań o osiągnięciach. Podoba mi sie jej, moja filozofia jak to powiedziała. Czy to moja? nie wiem, kiedyś gdzieś czytałam i w większości stosuję.

Człowiek ma możliwość wyboru. Wybiera pomiędzy dobrem a złem, szczęściem i nieszczęściem. To czy będzie się dobrze mu działo i czy będzie szczęśliwym, zależy tylko i wyłącznie od niego. Ma też możliwość wyboru przejęcia złości i złych energii od innego człowieka. Przejąć lub zignorować. Przyjmie, jest w ciągnięty w walkę lub grę innej osoby, jeśli zignoruje może obserwować zrzymanie się osoby pozostawionej z jej złą energią.

Sandra wprost była zachwycona, moimi wywodami.

Nie ma ochoty czekać na następne spotkanie do sierpnia, ustaliłyśmy spotkania jeden raz w miesiącu. To mi odpowiada i się podoba.

 

Wracając zajechałam do sklepów oddać poprzednie zakupy. Spodenki które są za duże, wymieniłam na mniejsze, dokupiłam jeszcze białe. W domku zmierzyłam, wyglądam bardzo dobrze. Zwróciłam też koszyczek ceramiczny na ściereczki, który nie pasował kolorystycznie do reszty moich rzeczy. Kupiłam włoski gliniany garnuszek, nie przepadam za chińszczyzną. Zawsze sprawdzam kraj produkcji. W garnuszku można gotować potrawy w piekarniku. Super.

Poczułam się głodna, pomidorówki zjadłam kilka łyżek. Wczoraj wyjęłam kaczkę z zamrażarki. W środku kaczki była wątróbka, sece i szyja. W swoim życiu jadłam 2 razy wątróbkę, jeśli trącenie jej widelcem, można było nazwać jedzeniem. Zawsze zapach wątróbki mnie odtrącał. Serca nigdy nie próbowałam. Podroby nigdy nie były jedzone w mojej rodzinie. Smaku płuc nie znam i nie poznam, żołądki kurze jadłam raz może dwa razy. Cynaderki? Toż one przetwarzają mocz, jak to jeść. Ludzie uwielbiają a ja osobiście, nie mam ochoty poznawać ich smaku.

Kupiona flądra rozmrażała się a mnie żołądek ściskał. Patelnia, olej, maciutka kacza wątróbka i jeszcze mniejsze serducho. Podpiekłam. Talerz i…..zjadłam. Skłamałabym gdybym powiedziała, że nie dobre lub  nie nadaje się do jedzenia. Wciąż jestem na diecie,  maciutkie danie i wystarczyło zaspokoić na chwilę głód. Później usmażyłam cieniutkie filety z flądry. Zjadłam trzy kawałeczki, reszta trafiła do lodówki.

Córcia zadzwoniła z dobrą infirmacją, zaliczyła markieting na B, synuś otrzymał B również. Już ma wakacje, chociaż na lato wzięła jeden przedmiot. Synuś ma we wtorek ostatnie zaliczenie i również na lato bierze jeden przedmiot. Przegadałam a właściwie, powspominałyśmy dawne czasy, na tel z córcią 2 godzinki. Szybciutko odebrać MM z Marty.

Już nie jestem sama😀😀😀.

Przebudziłam się o 1:15am. Spać nie mogę, latam po internecie i czytam nowinki i bzdety. Już 3:18am a sen za morzami i górami. Z rana do pracy przecież. Co we mnie wstąpiło, że sen odszedł, nie wiem. Mam cieplutko bo włączyłam kocyk elektryczny, naciągnęłam flanelkę. Problemów zero. MM w domku to i bezpieczniej. Nie rozumiem. Dochodzi 4am muszę sprobować zasnąć.

Czytelnia i rozmyślania

Bez planów na dzień dzisiejszy zerwałam się przed 8am, musiałam zwieźć pojemniki na dół do ulicy. W pewnej chwili zrezygnowałam z wychodzenia i wróciłam do łóżka, bo śmieci i papierów nie wiele. Położyłam się. Wyrzucając sobie lenistwo i brak odpowiedzialności, ponownie się zwlokłam, w pidżamie i kapciach zwiozłam. Jak już się rozruszałam to powolutku doprowadziłam się do “użytku” łącznie z ułożeniem włosów. Zrobiona na “bustwo” (celowo przez u) przedmuchałam deck i patio z paprochów, które wciąż się sypią z drzew. Miałam nadzieję na kawę na zewnątrz. Pogoda szaro-bura nie zachęciała mnie do wypicia kawy pod parasolką.  Na dodatek zaczęło coś padać, nie deszcz i nie mrzawka, pomiędzy.

Zadzwoniłam do mamy na skype. Rozmowa o wszystkim i niczym a raczej bardziej o jej zdrowiu. Wszyscy wiemy jakie zdrowie, nie najlepsze bo i zależne od pogody. W Polsce pogoda pod psem z budą. U mnie chociaż 20 na + u mamy tylko 5. No nie dziwię się, że ciśnienie skacze,w kościach kręci, głowa boli, brak chęci. Wszyscy w rodzinie znamy jej choroby, jeśli lekarz nie pomaga to jej dzieci na pewno nie pomogą. Jedynie rozmową możemy wspomóc, ale czasami jest męczące. Dziś rozmowa przebiegała dobrze, nawet się śmiała. Nie często, oj nie często moja mamusia się śmiała i śmieje. A życie miała bardzo dobre i nie ma w tej chwili źle, żeby nie choroby wieku starczego, można by było powiedzieć, żyć nie umierać.

Wczoraj oglądałam rosyjskie filmy w oryginale, dziś czytałam książki po angielsku. Robiłam porządki w swoim office, robię je od jakiegoś czasu, postępy widoczne. Wpadła mi do ręki książka Nicholasa Sparks ” The last song ”. Mam chyba wszystkie jego wydania w oryginale. W tłumaczeniu polskim przeczytałam jednym tchem, zachciało mi się w oryginale. Znając fabułę otworzyłam na środku książki i ….zaczęłam czytać. Zaczytana zapomiałam o obiedzie. Po posiłku sprawdzilam co w internecie na znajomych mi blogach, zaczytałam się na jednym. Czytam od początku jego powstania. Zaciekawiła mnie osobowość tej blogerki jak i jej perypetie życiowe. Jest bardzo odważną i energiczną osobą, wcale nie młodą, duchem jak najbardziej. Wprawdzie młodszą odemnie o 9 lat, ale coś mamy wspólnego. ”Pióro” jej jest lekkie i chce się czytać, mimo że są to relacje z życia codziennego a nie lotu na księżyc. Lot na księżyc byłby nudną podróżą bo z okien statku kosmicznego nic po za ciemnością i przelatującymi astroidami,  dostrzec byłoby nie sposób, czy było na prawdę fascynujące? Życie niesie więcej niespodzianek, dobrych i złych.

Wpisów jest baaarrrdzo dużo, bloga prowadzi od 2012 roku, posty zamieszczane są można powiedzieć, każdego dnia, czasami dwa dziennie.

Dlaczego czytam? Pozwala mi spojrzeć na problemy innych osób z innej strony niż oni sami. Szukam innych, moich rozwiązań. Zastanawiam się i analizuję, nad zmianami jakie dokonują w swoim życiu. Nie krytykuję, nie wymądrzam się, każdy z nas ma swoje własne życie do przeżycia. Szukam wskazówek dla siebie, bo nikt nie wie co nas czeka, możliwe że będę potrzebować kiedyś porady, jak postąpić …. od każdego człowieka można się czegoś dowiedzieć i nauczyć, jedynie trzeba umieć i chcieć to zrobić. Trzeba umieć patrzeć i słuchać. Nie wolno być pewnym swoich mądrości, to co dla nas jest mądrością, inni mogą potraktować za bzdurę, nie umiejętność postrzegania innych rozwiązań, nieuctwo i brak wyobraźni.

 


 

Wciąż jestem na diecie i na kolację zrobiłam surówkę z pomidorków i cebuli. 
Córcia zaniepokojona nie znalezieniem mojej location na aplikacji, zadzwoniła z pytaniem gdzie jestem. Jestem w domu, czuję się wyśmienicie i nie wiem jak długo wytrzymam w nicnierobieniu. To jest fascynujące. Odkryłam, że stan nicnierobienia jest na prawdę wspaniały. Nic nie muszę!!! Śpię ile chcę, robię co konieczne, lub nie robię co konieczne, jak długo?  Do poniedziałku😩😩😩. 

Takie bezowocne życie wcale nie jest złe. Z rana wyleguję się, coś tam zjem, poczytam, pooglądam, poleżę na kanapie, ponudzę się i przed sobą pomarudzę. Najważniejsze, nie mam żadnych wyrzutów sumienia. Backyard niedokończony i chwasty go zarastają, jedyne zielone co rośnie na tej glebie, wcale ale to wcale mnie nie wzrusza. Patrzę na to zielsko i jakbym nie widziała. Frontyard jest ok, też mój wzrok jakby to omijał. Co stało się z moimi planami? Gdzie są moje pragnienia porządku, piękna i kolorów na yardzie. Gdzie jestem ja? Dlaczego już mi to nie spędza snu z powiek? Dlaczego staję się obojętna? 

Jeszcze w ubiegłym roku przenosiłam głazy, budowałam skalniaki, sadziłam kwiatki i bratki, w tym roku oprócz rabatki, nie robię nic. Gałęzie suche walają się po działce a ja przestępuję, jakby to wszystko nie było moje. Nie mam chęci i zapału, ochoty.  Co zmieniło się moim myśleniu? 

Na co czekam?

Planowałam pomalować swój office a układanie dokumentów z kanapy i podłogi idzie mi opornie. Farba, taśma, pędzle, wałki czekają w pogotowiu, jedynie ja nie jestem gotowa. Zajmuję się leniuchowaniem. Jedyne co robię to trzymam porządek w domu, każdy okruszek jest sprzątnięty, plamka wytarta, kurze przetarte.

Nie rozumiem siebie. 

O co mi chodzi? Czy to jest reakcja na moje ogólne zmęczenie? 

Na pytanie co robię, odpowiadam NIC, nikt mi nie wierzy, bo to nie możliwe abym nic nie robiła. Na prawdę NIC nie robię. 

W poniedziałek do pracy, powiem, że dobrze, zaczynam nie lubić dni wolnych. 

Oto jak …

Nauczyć się być radosnym, kiedy serce płacze…
Nauczyć się płakać, kiedy serce się cieszy…
Nauczyć się dawać, nie dając…
Nauczyć się brać, nie biorąc…
Nauczyć się tańczyć, nie tańcząc…
Nauczyć się żyć, nie czując życia…
Nauczyć się miłości, nie kochając…
Nauka jest sztuką!!!!

Dzień jak nie codzień

Co za poranek!

Szalony wiatr za otwartym oknem obudził mnie przed 6am. Deszcz zaczął bębnić o rynny i już nie usnęłam a przecież mogłabym pospać. Nigdzie się nie spieszyłam dzisiejszego poranka. To był drugi dzień wolnego.

Internetowa prasówka w łóżku przy deszczowej muzyce za oknem.

Media manipulują jak się da i na ile potrafią. Szkoda mi młodego chłopaka z Oświęcimia. Nikt już nie pisze, że rozproszona kolumna jechała na drugim pasie, a więc, pod prąd. Jeśli są dwa pasy jezdni w różnych kierunkach to skręcając w lewo mam obowiązek przepuścić pojazd jadący z naprzeciwka. Podobno miał włączoną sygnalizację, podobno jechali 50km/h , (połamania jak przy 100km/h) podobno powinni mieć rejestrator prędkości, podobno powinni mieć kamery, podobno jechali samochodem pancernym. Dlaczego wyprzedzali młodego? Spieszyło się? To znaczy, że depnęli na gaz. Jeśli pancerniak jechał pod prąd i wyprzedzał młodego jadącego prawidłowym pasem powinien włączyć swoje szare komórki, że może być niedostrzeżony. Że wyprzedzany samochód może wykonać jakiś manerw, którego nie będzie się on spodziewał, ponieważ jedzie nieprawidłowym pasem. Teraz jedynie pozostała manipulacja, jak to skazać młodego. Cały elektorat pisowski w Kanadzie skazał młodego na więzienie bez wyroku. Relacja mojej przyjaciółki. Gdzie Kanada a gdzie Polska. Jeśli w Kanadzie skazali na więzienie, to co może dziać się w Polsce? Czy aby nie skażą młodego chłopaka na dożywocie?

Czytałam o celebrytce, która swego czasu żyła ponad stan a obecnie narzeka na brak gotówki.  Mam nadzieję że chociaż w wieku 68 lat zrozumie, że pieniądze przychodzą i odchodzą, a kredyty bankowe trzeba spłacać.

I tak przeleciałam przez informacje internetowe w kraju j za granicą i ponownie doszłam do wniosku, że trzeba czytać między wierszami oraz dozować te info, w przeciwnym wypadku człowiek w to wszystko uwierzy i zawał serca murowany.

W łóżku przeleżałam do 9am, czasami drzemałam i kiedy nie był słyszalny deszcz a słoneczko w oknie pojawiło, nabrałam chęci na całkowie przebudzenie i kawę.

Czekał na mnie pracowity dzień. Syn poprosił o pobranie dokumentów z urzędu na zmianę nazwiska. Przy zdawaniu dokumentów na obywatelstwo jest możliwość zmiany nazwiska i imienia bezpłatnie. Długo zastanawialiśmy się nad nazwiskiem, ostatecznie syn zmienił imię a drugie imię całkowicie wykreślił,  nazwisko zostawił, mówiąc jak coś wymyśli to zmieni sądownie. Opłata nie jest wygórowana.

Dziś więc podjechałam do urzędu i odsyłana z pokoju do pokoju, trafiłam na urzędniczkę, która to ostatecznie dała mi wszystkie namiary na urząd oraz stronę internetową. Syn był z moich informacji zadowolony. Chce mieć zmienione nazwisko przed ukończeniem uniwersytetu.

W dniu dzisiejszym moja córcia miała wyznaczoną wizytę na pobranie linii papilarnych do dokumentów ubiegających się o obywatelstwo. Również długo zastanawiała się nad zmianą nazwiska i mimo, że mogła dokumenty zdawać prawie rok temu, uczyniła dopiero w tym roku. Dwa imiona zostawiła, nazwisko … chyba z kosmosu. Podoba mi się, najważniejsze, że córcia jest z tego pomysłu zadowolona.

Nie przywiązuję większej wagi do rodowego nazwiska. W Polsce miałam panieńskie, po mężu, po rozwodzie zmieniłam na panieńskie nazwisko mojej mamy, obecnie mam również mężowskie.

W urzędzie emigracyjnym nie było kolejki, jak kilka lat temu. Panowały pustki, sześciu interesantów, pozostałe osoby to obsługa. Córcia miała wizytę na 2 pm, byłyśmy 15 minut wcześniej, cały proces trwał niecałe 10minut i o 2 pm byłyśmy w drodze na lunch.

Po lunchu wstąpiliśmy do kilku sklepów na drobne zakupy i odwiozłam córcię do domu.

Teraz musi przygotować się do testu na obywatelstwo. Dostała książkę ze 100 pytaniami z historii ameryki w której również zawarte są odpowiedzi do tych pytań.

Pamiętam…. na 100 pytań znałam 100 odpowiedzi. Żeby teraz ktoś zadał mi, chociaż jedno pytanie z tego testu, nie jestem pewna czy odpowiedziałabym prawidłowo.

____________

Czas na fizykoterapię.