Na pierwszy ogień poszło ciasto na serowe ciasteczka.
Drugie ciasto to półfrancuskie na rogaliki
Trzecie na chlebek turecki. Trzy małe bochenki już się pieką.
W międzyczasie zrobiłam sałatkę jarzynową, którą swoje brzuchy napełniliśmy.
Chwilę odpoczynku i będę walczyć z ciasteczkami serowymi.
Ciasteczka serowe upieczone. Nie zdecydowałam się na zakręcanie rogalików. Ciasto może pozostać w lodówce na noc.
Z zaplanowanych prac się nie wyrobiłam ale jutro też jest dzień. Zdążę, jeśli nie zdążę to będzie tyle jedzenia, że z głodu nikt nie umrze.
Czeka mnie jeszcze pakowanie prezentów.
W tym roku jakoś inaczej reaguję, po prostu, nie zabijam się. Światełka jeszcze na zewnątrz nie podłączone. W te mroźne wiatry nie chcę wychodzić. Moje zdrowie jest ważniejsze od światełek. Na parterze wszystko pięknie udekorowałam. Piętro nie ma i nie będzie miało dekoracji.
Ważne abyśmy byli zdrowi i szczęśliwi z bycia razem, a światełka będą może w następnym roku.
MM będzie miał zabieg hirurgiczny w Dzień Wigilijny i to jest dla mnie ważne a nie światełka. Piekę i gotuję bo trzeba coś jeść. A wigilia? Jeśli MM będzie się czuł jako tako, to pojedziemy na Wigilię do córci, jeśli nie to prawdopodobnie córcia wszystko spakuje i przyjadą do mnie.
Prawdopodobnie będę musiała jechać do szpitala wraz z mężem, syn niestety nie może pomóc bo pracuję. Ot i troszkę komplikacji powstało w ostatniej chwili.
Bardzo dziwne zdarzenie.
Siedzimy w wypoczynkowym przed choinką. MM pyta czy mógłby wręczyć prezent świąteczny teraz (niedziela 7:30pm). Moje myśli poszybowały, przestraszyłam się nie na żarty, serce załomotało ale łzy powstrzymałam. Odpowiedziałam…tak oczywiście…
Prezent przyjęłam z ogrmną radością na zewnątrz, a niepokojem wenątrz.
Leave a reply to ogryzek zycia Cancel reply