Planować nikt nikomu nie zabroni, z ich realizacją już jest gorzej. Chcieć również nie zawsze.
Pogoda melancholijno-łóżkowa, odebrała mi siły. Leżę, choroby wymyślam, a nic mi nie jest. Zdrowie jest, chęci brak. Jak pomyślę o nadchodzącym tygodniu to dreszcze po ciałku przechodzą. Jakoś to przeżyje.
Niespodziewanie MM zaproponował wyjazd do naszej osiedlowej knapki. Oczywiście przyklasnęłam. Bo dlaczego nie. Roboty remontowe wstrzymane, tylko dla mnie ze znanego powodu (tzn: bez powodu) Zajęłam się porządkowaniem ozdób świątecznych. Więcej grymasiłam, oczywiście do siebie, niż było roboty. Kobieta pogrymasić powinna, ostatecznie noszę sukienki, nie tylko jakieś workowate spodnie do remontów.
Aż tu nagle, przebierać się, dojść do siebie w przeciągu 2 minut. Jeśli dojść do siebie to od razu mogę wychodzić/wyjeżdzać. Oczywiście przebrałam się, włos zrobilam i oko ciutkę, bo w ciemnościach i tak nikt nic nie widzi a po 1 drinku to świat jest piękny, a kobietki prześliczne. To był zryw MMa, lubię niezaplanowane wypady.
Niestety, nasza osiedlowa zamknięta. Jakiś czas temu zmieniła właściciela, nazwę również. Remont jak można było zobaczyć przez szyby jest ukończony. Zamknięta mimo, że światło wewnątrz było włączone. Pojechaliśmy kilka km dalej. Do oryginalnego właściciela który sprzedał jedną z restauracji w naszym regionie.
To nie ten klimat który mieliśmy w naszej dzielnicy. Inni ludzie inny klimat. To faktycznie restauracja: przyszedł, połknął żarcie, wypił płynne i stolik ma byc pusty bo inni czekają. Żarełko takie jak w naszej osiedlowej (dwa- trzy miesiące temu) to ten sam właściciel, ale….brak klimatu. Wszystko smakowało ale może nie smakować, my chcemy klimatu gdzie obsługują nas kelnerzy których znamy od lat, z którymi możemy zamienić klka zdać i dac tipa tylko tej osobie a nie maszynie. Na żarełko można pojechac do „restautacji” MacDonald (lata tam nie byłam i to nie znaczy że nie smakowało, bo głodnemu to wszystko jedno).
Nam chodzi o klimat. Nie trzeba godzinę patrzeć, żeby się zorientować, że to jadłodajnia pod przyrywką restauracji. Wprawdzie nie samoobsługowa ale mało brakuje.
Jedzonko wspaniałe, napoje wraz z wodą również. Tylko ludzi za dużo, tłok i harmider, gadający głośno ludzie a tylko dlatego, że włączonych monitorów na ścianach całe mnóstwo. Żeby się usłyszeć należało się przekrzykiwać.
Mimo wszystko, spędziłam miło czas. MM nie ma wiele do opowiadania, więc ja sypię historyjkami ze swgo życia jak „czarodziej” królikami z rękawa. Historie są niepowtarzalne, wyjątkowe. Faktycznie takie są, bo moje życie było i jest wyjątkowe.
MM sugeruje ( nie po raz pierwszy) abym to spisała, chętnie, ale…otworzyć drzwi do mego serca nie jestem gotowa. Może kiedyś. Moje życie było i jest momentami jak science fiction. Moja wyobraźnia czasem płata mi figle. Ale bez obawy, jestem tutaj i teraz.
Teraz, to wybieram sukienkę na 20-tą rocznice ślubu. Wybrałam żółtą. Ktoś powie, że to kolor zdrady. Odpowiem, zdrada jest wpisana w nasze życie, uciekasz czy nie, jak ma to się zdażyć to zdąży.
Jeśli ktoś nas zdradza to nie jest nas wart. Jeśli my zdradzamy to ten ktoś jest nie wart nas.
To tak trochę żartem i niekoniecznie, to zależy jak się na to patrzy.
Uwielbiam ten kolor, a najbardziej żółte kwiaty.
Otrzymałam dziś od MM

Ciekawych zdarzeń w nadchodzącej niedzieli życzę.
Leave a reply to artdecozbloxu Cancel reply